Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— To pani opinia — warknął Styles — ja zaś sugeruję, by decyzję dotyczącą tego, co Sojusz może, a czego nie może zrobić, podejmowano na znacznie wyższym szczeblu. Co więcej, chciałbym zwrócić uwagę, na wypadek gdyby umknęło to pani, że zatrzymując tu krążownik, najprawdopodobniej odrzuca pani możliwość ewakuacji z planety choćby części ludzi! Jeśli zdemontowalibyśmy uzbrojenie i opróżnili okręt, to przy maksymalnym obciążeniu jego pokładowych systemów podtrzymywania życia moglibyśmy ewakuować czterdzieści procent przebywających obecnie na Styksie ludzi. Z pewnością lepsze jest uratowanie choćby części z nas niż czekanie, aż ubecy wybiją wszystkich!
— A które to konkretnie czterdzieści procent miałby pan zamiar ewakuować? — spytał McKeon, nawet nie próbując mówić z szacunkiem.
Reszta obecnych — Ramirez, Gaston Simmons, Benson, Cynthia Gonsalves, Marchant i Caslet od początku tej wymiany zdań wyglądali na niezbyt szczęśliwych. Po pytaniu McKeona stan ten znacznie się pogłębił — żadne nie służyło w Królewskiej Marynarce, a wszyscy byli młodsi stopniem od Stylesa. Wyglądali niczym przyjaciele rodziny, którzy trafili właśnie w sam środek rodzinnej awantury, z którą woleliby nie mieć nic wspólnego. Tyle że nie bardzo mogli, gdyż mieli okazję poznać Stylesa lepiej, niżby chcieli i podobnie jak McKeon dokładnie wiedzieli, które czterdzieści procent z ośmiu tysięcy byłych jeńców przebywających na wyspie miał on na myśli. Tak się bowiem składało, że nieco ponad czterdzieści procent z nich stanowili członkowie flot wchodzących w skład Sojuszu, głównie RMN… podobnie zresztą wyglądała ta proporcja wśród zebranych w tej sali.
Styles, mimo że przerażony i rozzłoszczony, zachował jednakże resztki instynktu samozachowawczego i nie powiedział tego, co myślał.
— To nie czas i miejsce, by o tym decydować — przyznał. — Naturalnie trzeba by ustalić jakieś zasady wyboru, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że w ten sposób zdołalibyśmy zapewnić tym czterdziestu procentom bezpieczeństwo i równocześnie poinformować dowództwo o sytuacji pozostałych. Biorąc to pod uwagę, uważam, że szczytem nieodpowiedzialności jest nawet rozważanie zatrzymania tutaj okrętu! I jak sądzę, sąd wojenny może zdecydować, że była to nie tylko nieodpowiedzialność, ale karygodne zaniedbanie obowiązków oraz…
— Wystarczy, admirale Styles — przerwała mu Honor. Jej głos zabrzmiał spokojnie i zdecydowanie, choć wcale go nie podniosła.
Stojący za jej plecami LaFollet uśmiechnął się zimno, słysząc tę zmianę w jej tonie. Stał pod ścianą od tylu tygodni, że obecni przestali już dawno zwracać na niego uwagę, i w miarę upływu czasu z coraz większym oczekiwaniem słuchał i obserwował Stylesa. Honor wysłuchała już i tak zbyt dużo bzdur i inwektyw od tego kretyna, toteż widząc, co się święci, LaFollet miał nadzieję, że Styles źle odczyta zmianę jej tonu i zachowania.
— Przepraszam, admirał Harrington, ale to nie wystarczy! — oznajmił ostro Styles.
A LaFollet uśmiechnął się szerzej, czując falę satysfakcji. Cymbał rzeczywiście wziął jej spokój i uprzejmość za dobry znak! Albo doszedł do jeszcze lepszego wniosku — że Honor w ten sposób próbuje ukryć niepewność, a on ma właśnie okazję i pretekst, by wykorzystać to do podważenia jej autorytetu w oczach podkomendnych. I do podbudowania swojego, ma się rozumieć.
— Podawałem wielokrotnie w wątpliwość zasadność pani decyzji, ale ta wykracza poza granicę rozsądku — ciągnął tymczasem Styles, rozkręcając się coraz bardziej. — Zaakceptowałem pani prawo do dowodzenia pomimo… nietypowości głoszonego przez panią starszeństwa, i to we flocie innej niż Royal Manticoran Navy. Natomiast pani obecne zachowanie powoduje, że poważnie się zastanawiam, czy postąpiłem rozsądnie. Niezależnie zresztą od rzeczywistego pani stopnia czy też prawnego aspektu bycia oficerem w dwóch różnych flotach równocześnie, pani decyzja udowadnia bez cienia wątpliwości, że brak pani doświadczenia związanego z faktycznym posiadaniem stopnia flagowego!
W połowie jego przemowy McKeon zaczął wstawać, mając szczery zamiar dojść mu do gardła, ale widząc reakcję Honor, zaniechał tego i rozsiadł się wygodnie. Od tego momentu obserwował Stylesa z fascynacją podobną do tej, z jaką ludzie przyglądają się pojazdowi naziemnemu, który wpadł w poślizg i sunie po lodzie prosto pod pociąg.
Honor zaś siedziała zupełnie nieruchomo, z głową lekko przekrzywioną i ręką spoczywającą bez ruchu na blacie stołu. Jedynie prawy kącik ust drgał jej regularnie…
Nimitz siedział gotów do skoku, na oparciu jej fotela, równie nieruchomy jak ona, jeśli nie liczyć koniuszka ogona, który poruszał się na boki dokładnie w takim samym rytmie, w jakim drgał kącik jej ust.
McKeon zerknął na pozostałych — żadne z nich tak naprawdę nie rozumiało, dlaczego Honor jeszcze toleruje bezczelność kontradmirała. I choć żadne także nie chciało być wplątane w starcie między dwoma oficerami tej samej floty, to gotowi byli w razie konieczności ją poprzeć. McKeon także uważał, że Honor powinna załatwić sprawę, czyli ustawić przemądrzałego dupka na właściwym miejscu przy pierwszej okazji. Wiedział jednak z doświadczenia, że Honor nie ma takiego zwyczaju. Czasami (jak to miało miejsce w jego własnym przypadku) było to słuszne i wychodziło na dobre. Natomiast tym razem w jego opinii czekała zbyt długo. Doszła do granicy wytrzymałości i dlatego McKeon z równą co Andrew LaFollet niecierpliwością czekał na to, co nieuniknione. A Styles beztrosko dalej kręcił sznur na własną szyję:
— Przyjmuję, że uważa pani, iż postępuje właściwie i najlepiej jak umie, ale jedną z rzeczy, które daje doświadczenie, jest zdolność do rozpoznawania ograniczeń możliwości, a inną uświadomienie sobie prawdziwej natury odpowiedzialności. Pani podstawowym obowiązkiem jako królewskiego oficera jest…
— Pan mnie chyba nie słyszał, admirale Styles — powiedziała, nadal nie podnosząc głosu i nie poruszając się, Honor. — Powiedziałam, że usłyszałam już wystarczająco wiele, i przypominam panu o karach za niesubordynację wyszczególnionych w Królewskim Prawie Wojennym.
— Niesubordynację?! — Styles spojrzał na nią wściekle, najwyraźniej nie dostrzegając lodowatego błysku w jej zdrowym oku. — Nie jest niesubordynacją wykazanie niedoświadczonemu oficerowi, że jej wyobrażenie obowiązków i własnej ważności w oczywisty i kompletny sposób kłóci się z rzeczywistością i…
— Majorze LaFollet! — Głos Honor już nie był spokojny. Był jak lodowa stal i przeciął napuszone bredzenie Stylesa natychmiast i bez trudu.
— Tak, milady — LaFollet wyprężył się jak struna.
— Ma pan służbową broń, majorze? — spytała, nawet nie odwracając głowy i cały czas wpatrując się w oblicze Stylesa.
— Mam, milady.
— Doskonale — oceniła i uśmiechnęła się prawą połową twarzy.
Był to uśmiech, od którego Stylesowi nagle zrobiło się zimno — dopiero w tym momencie rzeczywistość zaczęła docierać do jego dotąd pogrążonego w samouwielbieniu umysłu. LaFollet już obchodził stół, wiedząc, jaki będzie następny rozkaz Honor, natomiast Styles nawet tego nie zauważył. Wpatrywał się wytrzeszczonymi oczyma w Honor i otwierał usta, ale odezwać się już nie zdążył.