Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Przybyło dopiero dziewięć Zasiadających, co według obowiązujących zasad stanowiło liczbę zbyt małą dla rozpoczęcia zebrania Komnaty, jednak gdy Egwene przyjrzała się siedzącym, bezzwłocznie uderzyła ją pewna dziwna rzecz. Nie, nie zaskoczył jej widok Romandy już zajmującej ławkę. Następna ławka była pusta, dalej siedziała Salita. Lelaine i Moria zajmowały miejsca dla Błękitnych. Romanda, kobieta ze zwartym kokiem na karku, była najstarszą Zasiadającą i prawie na wszystkie posiedzenia przychodziła jako pierwsza. Następna pod względem starszeństwa, Lelaine, mimo ciemnych, połyskujących włosów, wyraźnie nie zamierzała dać się wyprzedzić Romandzie nawet w takich drobiazgach. A przecież mężczyźni, którzy przestawiali pudła pod ściany, prawdopodobnie dopiero co wyszli przez tylne wyjście. Egwene zauważyła tylko jedną Szarą Zasiadającą — Kwamesę i tylko jedną Białą — nadchodzącą dopiero Beranę. Ale jedyna Zielona, Malind, Kandoryjka o okrągłej twarzy i dużych, przywodzących na myśl orle, oczach weszła oczywiście przed nimi, a jednak — co osobliwe — wybrała dla przedstawicielek swojej Ajah miejsca blisko wejścia do namiotu! Zazwyczaj wszak preferowano siedziska jak najbliżej Zasiadającej na Tronie Amyrlin! Z kolei bezpośrednio naprzeciwko niej przed pokrytymi brązowym materiałem pudłami stała Escaralde pogrążona w cichej kłótni z Takimą. Niemal tak niska jak Nisao, Takima była spokojną kobietą o nieco ptasim wyglądzie, choć — gdy chciała — potrafiła wykazać się siłą, teraz zaś, z rękoma na biodrach, przypominała rozzłoszczonego wróbelka, który dzięki nastroszonym piórkom wydaje się większy. Przy okazji rzucała ostre spojrzenia Beranie, jawnie zdenerwowana zebraniem lub miejscami zajmowanymi przez poszczególne grupy. Było już oczywiście zbyt późno na zmianę układu, tym niemniej Escaralde patrzyła na Takimę wzrokiem osoby, która zamierza walczyć o stan rzeczy osiągnięty dzięki dokonanym przez siebie wyborom. Egwene zadziwiła ta myśl na temat Escaralde. I jej pewność siebie. Escaralde była bowiem kilka cali niższa nawet od Nisao i chyba chciała pokonać Takimę samą siłą swej woli. Z drugiej strony Escaralde nigdy się nie wycofywała, gdy uważała, że ma rację. A zazwyczaj tak uważała... Jeśli Moria rzeczywiście chciała dokonać natychmiastowego szturmu na Tar Valon, a Malind naprawdę zamierzała się wycofać... czego pragnęła Escaralde?
Chociaż Siuan wielokrotnie sugerowała, że Zasiadające wolą być ostrzegane o obecności Amyrlin, Egwene nie zauważyła, by jej wejście do Komnaty wywołało wśród nich jakiekolwiek poruszenie. Niezależnie od powodów, dla których Malind i inne zawołały posiedzenie, na którym Aes Sedai miały wysłuchać sprawozdania Akarrin, najwyraźniej nie uznawały sprawy za kwestię drażliwą ani taką, którą mogą omawiać tylko same Zasiadające. Tak czy owak, za ławkami Zasiadających stało po cztery czy pięć sióstr reprezentujących Ajah danej Zasiadającej. Wszystkie kłaniały się Amyrlin, gdy przechodziła po pokrytej dywanami podłodze ku wyznaczonemu jej miejscu. Zasiadające natomiast ledwie na nią popatrywały lub krótko pochylały głowy. Lelaine przyjrzała jej się chłodno, lekko zmarszczyła brwi, po czym przeniosła wzrok na Morię, która wyglądała zupełnie przeciętnie w prostej sukni z niebieskiej wełny. Tak przeciętnie, w gruncie rzeczy, że na pierwszy rzut oka można by przeoczyć jej wiecznie młodą twarz. Kobieta siedziała nieruchomo, patrząc prosto przed siebie, całkowicie zatopiona we własnych myślach. Romanda należała do tych Zasiadających, które leciutko skłoniły głowy na widok Egwene. Amyrlin zachowywała wewnątrz Komnaty swoje stanowisko, ale wydawała się tutaj osobą znacznie mniej ważną niż wszędzie poza tym pomieszczeniem. Jednym słowem — we wnętrzu Komnaty Zasiadające czuły swoją władzę. W pewnym sensie ich władczyni była tutaj jedynie pierwszą pośród równych sobie istot. No cóż, może jej znaczenie było nieco większe, lecz niewiele. Siuan opowiadała jej o tych Amyrlin, które poniosły klęskę, ponieważ uważały się całkowicie równe Zasiadającym i o tych, które miały kłopoty właśnie z niejasnego przekonania, że różnica między nimi była większa niż w rzeczywistości. Stosunki Amyrlin z Zasiadającymi przypominały bieg po szczycie wąskiej skały urwiska, podczas gdy ze wszystkich stron otaczają cię wściekłe zdziczałe mastify. Trzeba równocześnie utrzymywać ostrożną równowagę i patrzeć bardziej na swoje stopy niż na psy; tym niemniej nigdy nie przestajesz czuć towarzystwa rozzłoszczonych zwierząt.
Kiedy Egwene podeszła do pasiastego pudła, rozpięła płaszcz, zdjęła go i przerzuciła przez ławkę, w której usiadła. Ławki były twarde, toteż niektóre Zasiadające, spodziewając się długiego zebrania, przynosiły z sobą poduszki. Amyrlin nigdy wszakże tego nie robiła, wolała bowiem zachować dumę. Niestety, posiedzenia rzeczywiście często się przeciągały, gdyż niewiele zakazów mogło odwieść tę czy tamtą siostrę od wygłoszenia szczegółowego komentarza w danej sprawie. Jednakże twarda ławka pomagała zachowywać skupienie i bystry umysł, dzięki czemu Egwene nie umykały żadne wypowiedzi. A przecież powinna usłyszeć wszystkie, nawet najgorsze przemowy. Sheriam zajęła należne Opiekunce miejsce stojące po lewej stronie Amyrlin. Teraz mogły już tylko czekać. Wbrew swoim wcześniejszym przemyśleniom Egwene szybko doszła do wniosku, że może jednak należało wziąć z sobą poduszkę.
Inne ławki zaczynały się zapełniać, chociaż powoli. Do Berany dołączyły Aledrin i Saroiya. Pulchność Aledrin podkreślała szczupłą budowę jej towarzyszki. Zresztą Saroiyę wyszczuplały również dekoracyjne pionowe, białe pasy na spódnicy, Aledrin natomiast wydawała się grubsza dzięki szerokim, białym rękawom i śnieżnobiałej wstawce na przedzie jej sukni. Obie wyraźnie próbowały się dowiedzieć, czy inne Aes Sedai znają przyczyny zwołania zebrania, toteż rzucały szybkie spojrzenia Błękitnym, Brązowym i Zielonym, po czym zerkały na siebie i potrząsały głowami. Miejsce obok Kwamesy zajęła właśnie Varilin, rudowłosa kobieta, wyższa niż większość mężczyzn, a z figury i postawy przypominająca bociana. Niespokojnie wygładzając i poprawiając szal, przenosiła wzrok od Morii poprzez Escaralde do Malind i z powrotem. Egwene przyjrzała się wejściu. Do namiotu wkraczały akurat Magla, zaciskająca na obszernych ramionach mocno naciągnięty szal zakończony żółtymi frędzlami, oraz Faiselle — spowita w gęsto pokryte haftem jedwabie Domanka o kwadratowej twarzy. Obie jawnie się ignorowały, mimo iż ich szerokie spódnice niemal się o siebie ocierały. Magla z przekonaniem tkwiła w obozie Romandy, a Faiselle pozostawała zwolenniczką Lelaine, przedstawicielki tych dwóch grup zaś nigdy się nie przenikały. Na posiedzenie docierały także grupkami inne siostry, łącznie z Nisao i Myrelle, które w otoczeniu mniej więcej pół tuzina Aes Sedai szły za Maglą i Faiselle. Morvrin znajdowała się już wśród stojących za Takimą Brązowych, a Escaralde i Beonin stanęły przy Szarych, za Varilin i Kwamesą. W tym tempie wkrótce na namiotu trafi połowa tutejszych sióstr.
Magla nadal szła po dywanach, zmierzając do miejsc zajmowanych przez Żółte. Tymczasem Romanda zerwała się na równe nogi.
— Jest nas już ponad jedenaście, możemy zatem zaczynać. — Głos miała zaskakująco wysoki. Można by myśleć, że potrafi pięknie śpiewać, choć trudno było sobie ją wyobrazić śpiewającą. Jej rysy zawsze wydawały się nachmurzone, a przynajmniej wyrażały nieznaczną dezaprobatę. — Moim zdaniem nie potrzebujemy ogłaszać oficjalnego rozpoczęcia posiedzenia — dodała na widok wstającej Kwamesy. — W ogóle nie rozumiem, po co je zwołałyśmy, jeśli jednak już do niego doszło, przeprowadźmy je szybko i prędko zakończmy. Niektóre z nas mają ważniejsze zajęcia niż siedzenie i gadanie. Jestem pewna, że ty także, Matko.