Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Żałowała, że Benson nie obudziła jej wcześniej, ale zdawała sobie równocześnie sprawę, że było to nielogiczne i wynikało wyłącznie z wrodzonej niechęci do scedowywania dowodzenia na innych. Harriet zrobiła dokładnie to, co powinna zrobić, wysyłając żądanie identyfikacji; tak uczyniłby dyżurny oficer UB. A ponieważ opóźnienie w łączności wynosiło około piętnastu minut w jedną stronę, więc nie istniał żaden powód, by natychmiast zrywać Honor z łóżka. Wpierw należało uzyskać z sensorów na tyle dokładne dane, na ile było to możliwe w początkowej fazie.
— W jakiej odległości od planety znajduje się obecnie ten okręt? — spytała na wszelki wypadek.
— Czternastu minut czterdziestu sekund świetlnych, ma’am. Wyszedł z nadprzestrzeni z niewielką prędkością: około ośmiuset kilometrów na sekundę, a obecnie osiągnął nieco ponad tysiąc dziewięćset kilometrów na sekundę. Czyli powinien zacząć wytracać prędkość za sto dwadzieścia dziewięć minut i zajmie mu to sto trzydzieści osiem minut. Razem daje to mniej więcej cztery i pół godziny.
— Dzięki. — Honor zastanowiła się, kiwnęła głową i dodała: — Proszę przekazać kapitan Benson, że wkrótce się zjawię, a do tej pory ma postępować zgodnie z własnym uznaniem. Czy komandor Tremaine już przybył?
— Tak, ma’am. A bosmanmat jest w drodze. Spodziewamy się go lada moment.
Honor uśmiechnęła się krzywo, słysząc w głosie Phillips nutę dezaprobaty, co skutecznie pomogło jej przypomnieć sobie, z kim rozmawia. Komandor Susan Phillips była specjalistą komputerowym we flocie systemu Sarawak i na Hadesie przebywała od ponad czterdziestu lat standardowych. Stąd też jej wiedza była nieco nieaktualna, nawet jeśli chodzi o sprzęt i oprogramowanie Ludowej Marynarki. Radziła sobie jednak naprawdę dobrze i po kursie uzupełniającym zorganizowanym przez Scotty’ego mogła już operować samodzielnie. Ale wciąż daleko jej było do poziomu operatorów Królewskiej Marynarki czy innych flot Sojuszu, krócej goszczących w Piekle jako jeńcy.
Zdawała sobie z tego sprawę i akceptowała to, nie ustając równocześnie w wysiłkach, by im dorównać. Natomiast nie do końca była w stanie zapanować nad dwoma uczuciami. Pierwszym było niezadowolenie, że Tremaine, który mógłby być jej synem i był też młodszy starszeństwem, został przydzielony do jej wachty jako specjalista odpowiedzialny za łączność z użyciem efektów komputerowych oraz prowadzenie wojny radioelektronicznej, gdyby zaistniała taka potrzeba. Honor była pewna, że gdyby Scotty był choć trochę starszy, problem nigdy by nie powstał. A tak, ponieważ należał do trzeciego pokolenia poddanego prolongowi, podczas gdy Phillips do drugiego, odruchowo traktowała go jak przemądrzałego gówniarza, na co nie zasługiwał. Z pewnością łatwiej by jej się współpracowało z Lethridge’em, jako że wyglądał na starszego, ale Honor potrzebowała go w tej samej roli co Scotty’ego, tyle że na pierwszej wachcie.
To był jednak drobiazg w porównaniu ze sprzeciwem, jaki budziła w niej pozycja i osoba Harknessa. To, że zwykły podoficer był głównym cybernetykiem ochrony planetarnej, po prostu nie mogło jej się w głowie pomieścić. I za nic nie mogła się z tym pogodzić.
Problem wziął się stąd, że Phillips z czasów własnej służby wyniosła głęboko zakorzenione przekonanie, iż oficerowie zawsze wykonują swe obowiązki lepiej niż podoficerowie. Republika Sarawak będąca aż zbyt liberalna (dlatego stała się łatwą i jedną z pierwszych zdobyczy Haven) przyjęła nieżyciowe doktryny dotyczące kadr swej floty. We Flocie Sarawak podstawę stanowił zawodowy korpus oficerski wspomagany przez odbywających krótkoterminową służbę poborowych, z których grona rekrutowali się podoficerowie. Efekt końcowy był czymś nader zbliżonym do obecnej Ludowej Marynarki, w której poborowi nie mieli czasu na odpowiednie przeszkolenie, toteż cierpiała ona na chroniczny brak wykwalifikowanych techników, mechaników i specjalistów każdego rodzaju.
Przekonanie Phillips płynęło z doświadczenia, nie z uprzedzeń, i walczyła ze sobą wytrwale, próbując nie okazywać emocji. Ale jak dotąd były od niej silniejsze. Zresztą nie tylko jej nie podobał się status Harknessa — niezadowolonych było wielu. Mieli pecha, bo Harkness, choć nie miał patentu oficerskiego, nie miał najmniejszego zamiaru przestać być tym, kim był, i robić, co mu zleciła Honor. A po siedmiu miesiącach spędzonych na grzebaniu w komputerach obozu Charon znał je lepiej niż ktokolwiek na planecie, wliczając w to operatorów i cybernetyków Urzędu Bezpieczeństwa. Dlatego Honor chciała mieć go pod ręką, gdyby zaistniały jakiekolwiek problemy czy konieczność improwizacji z ich użyciem.
— Rozumiem, komandor Phillips — powiedziała powoli, niezadowolona, że ma pretensje do rozmówczyni o coś, co nie jest jej winą.
Pochodziły z dwóch różnych flot o różnych tradycjach i z tego powodu musiały zaistnieć rozbieżności w podejściu do wielu tematów. To, że miała jej to za złe, było równie nielogiczne jak pretensje Phillips do Harknessa, że jest zbyt kompetentny jak na podoficera.
— Zjawię się wkrótce — dodała.
Sięgając do włącznika światła, czuła podniecenie, jakie ostatni raz przeżywała przed atakiem na obóz Charon.
Jamesa MacGuinessa brakowało Honor bardziej niż zwykle, gdy się ubierała. Brak ręki utrudniał tę czynność zawsze, natomiast gdy próbowała się spieszyć, robiło się jeszcze gorzej. Wkurzało ją to błyskawicznie i mimo świadomości błędu próbowała spieszyć się jeszcze bardziej, docierając w pewnym momencie do granicy absurdu.
Nimitz zawsze przyglądał się temu z dużym rozbawieniem, czego zresztą nawet nie próbował ukryć. Tym razem też tak było i w końcu pogroziła mu pięścią, po czym wróciła do ubierania się już znacznie spokojniej. Wiedziała, że LaFollet na pewno, a inni prawdopodobnie uważali, iż głupio postępuje, nie wybierając sobie stewarda z grona byłych jeńców. McKeon na pewno też tak sądził, ale w jego przypadku było to spowodowane nadopiekuńczością (przynajmniej w jej ocenie). Wiedziała też, że większość ewentualnych kandydatów nie miałaby nic przeciwko zostaniu jej stewardem.
Jednak nie zdecydowała się na to. I nawet doprowadzające do szału zapinanie jedną ręką guzików nic w jej podejściu nie zmieniło. Za te guziki odpowiedzialny był Dessouix, który po długiej dyskusji z LaFolletem uparł się przy nich w imię autentyzmu. Ponieważ nie postawiła sprawy na ostrzu noża, musiała się męczyć. Ale to jedynie utwierdzało ją w postanowieniu, by nie mieć stewarda.
A głównym powodem tego uporu był kontradmirał Styles. Nadal oczywiście święcie przekonany, że bezprawnie pozbawiła go dowodzenia i władzy. A jakkolwiek złym taktykiem by był (o strategii nawet nie wspominając), w kwestii wojny biurokratycznej okazał się urodzonym geniuszem. Podejrzewała, że jej pierwotna ocena, że jest on dupa nie taktyk, była przesadnie pochlebna, a podejrzenie to pogłębiało się z każdą wygłoszoną przez niego opinią. Za to w wojnie podjazdowej administracyjno-papierkowej okazał się uzdolniony nad podziw.
Honor przypominał nieodparcie roślinę, którą pierwsi koloniści graysońscy przywieźli z Ziemi z powodów, których ich potomkowie nijak nie byli w stanie pojąć. Nazywała się perz i pleniła się, fakt, bez pomocy, ale za to pozbyć się jej było niezwykle trudno; a rozrastała się tak, że dławiła każdą roślinę, jeśli nie była ona co najmniej krzakiem. Opis do Stylesa pasował jak ulał.
Co najmniej raz w tygodniu miała nieodpartą ochotę sprowadzić go do właściwej pozycji raz a dobrze, a fakt, że był pyskatym tchórzem, jedynie tę chęć potęgował. Mitygowała się, bo drugi raz nie odważył się tak jawnie podważyć jej autorytetu. Za to doskonale, jak to określił McKeon, „brał ją na wymacanie”, co najdobitniej świadczyło, że nie zrezygnował. Nigdy nie próbował powtórnie dyskutować w jakiejkolwiek kwestii, ale z podziwu godną pomysłowością wynajdował wciąż nowe powody, by podważać jej decyzje czy oceny. Albo nie wierzył, że Honor jest zdolna go zniszczyć, albo też był tak głupi, że nie zdawał sobie sprawy, co mu grozi. Niezależnie od tego jak wyglądała prawda, udowodnił, że potrafi uczyć się tylko jednej rzeczy przy jednej okazji i że jest niezwykle skuteczny w doprowadzaniu jej do wściekłości. Czego Honor serdecznie nienawidziła.