Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Nie było to idealnie zgodne z procedurą, ale McKeon też nie zadawał pytań w pełnej formie, a poza tym było to w pełni zrozumiałe. Kiwnął głową i spojrzał na Simmonsa.
— Komodorze Simmons?
— Maksymalny wymiar kary — oznajmił ten jeszcze bardziej zdecydowanie niż Gonsalves.
— Towarzyszka admirał Longmont?
— Zgadzam się z rekomendacją pozostałych członków składu sędziowskiego.
— Przewodniczący także — oznajmił McKeon. — Sąd uznaje jednogłośnie, że towarzysz porucznik Kenneth Mangrum winien zostać skazany na siedemdziesiąt siedem standardowych lat ciężkich robót. Wyrok zacznie obowiązywać po osiągnięciu terytorium Sojuszu, a do tego czasu skazany pozostanie w więzieniu najpierw na powierzchni planety, potem na jednym z okrętów. Taka rekomendacja wysokości kary zostanie przedstawiona admirał Harrington, chyba że ktoś z obecnych nie zgadza się z nią czy też chce coś dodać. Jeżeli tak, to proszę mówić.
Nikt się nie odezwał.
McKeon odczekał dziesięć sekund i westchnął z zadowoleniem.
— W takim razie taka rekomendacja kary zostanie przedstawiona głównodowodzącemu. Rozprawę uznaję za zakończoną, a postępowanie za zamknięte — powiedział formalnie i dodał już normalnym głosem: — No to następnego mamy z głowy. Jak ja bym chciał, żebyśmy to już mieli za sobą!
— Sądzę, że wszyscy byśmy tego chcieli — powiedziała Longmont i potrząsnęła smętnie głową. — Naprawdę żałuję, że nie znaleźliśmy dowodów, żebym mogła skazać go na stryczek, ale…
— To przestań żałować, Sabrino — przerwał jej Simmons. — Wszyscy wiemy, że ścierwo ją zabił i że należałoby go powiesić, ale nie można było tego zrobić przez tę cholerną konwencję denebską! Oni mogą ją mieć gdzieś, my nie. Poza tym zgadzam się co do jednego: nie możemy powywieszać wszystkich oskarżonych, jeśli nie mamy wystarczających dowodów, bo to będzie zwykły samosąd pod przykrywką sądu wojennego. Wiem, jak głosowałem, i w tej sprawie nie mam żadnych wątpliwości. Powiesiłbym go osobiście i poszedł spać bez żadnych wyrzutów sumienia. I dlatego w skład sądu wchodzi parę osób: w zeszłym tygodniu to ja miałem wątpliwości co do winy Younce’a. Jak długo omawiamy głośno takie kwestie i każdy głosuje samodzielnie, tak długo robimy najlepiej jak potrafimy to, co do nas należy.
— Wiesz — powiedziała po chwili Longmont — naprawdę szkoda, że jesteśmy przeciwnikami… Gdyby politycy, zwłaszcza republikańscy, dali nam możliwość, to jak tu w piątkę siedzimy, w tydzień byśmy uzgodnili warunki traktatu pokojowego kończącego tę cholerną wojnę.
— Nie byłbym taki pewien — ocenił kwaśno McKeon. — To, z czym mamy tu do czynienia, to w porównaniu do wojny sprawa prosta i oczywista. Nie mieliśmy na przykład problemu z uzgodnieniem, według jakiego prawa sądzimy te śmieci. Jeżeli zaś chodzi o traktat, wystarczy pomyśleć, co by się zaczęło, gdybyśmy spróbowali uzgodnić, do kogo należy która planeta i co tak na dobrą sprawę legalnie wchodzi w skład Ludowej Republiki Haven, a co zostało przez nią podbite i zagarnięte. A to byłby dopiero początek…
Wzruszył wymownie ramionami i nie dokończył. Longmont roześmiała się na pół autoironicznie, na pół szczerze.
— Wie pan, komandorze McKeon: to nieuprzejmie tak niszczyć kobiece marzenia!
— W moim patencie napisano, że jestem oficerem i gentlemanem, ma’am. Nigdzie nie napisano, że muszę być uprzejmym oficerem i gentlemanem.
Tym razem Longmont roześmiała się całkiem szczerze.
— Poza tym i tak wolałbym się z panią kłócić o warunki pokoju, niż strzelać — dodał z uśmiechem McKeon.
— Święte słowa — dodał Simmons i odsunął fotel. — A ponieważ skończyliśmy już na dziś z wypełnianiem prawniczych obowiązków, proponuję wyrok wraz z uzasadnieniem dostarczyć admirał Harrington i zająć się czymś pożyteczniejszym. Jak na przykład znalezieniem uczciwego steku i piwa. Co wy na to?
— Jestem za — podchwyciła Longmont. — Pod warunkiem, że ścierpisz niereformowalną rewolucjonistkę przy obiedzie.
— Ten konkretny przypadek i owszem: zawsze i wszędzie — zgodził się uprzejmie Simmons. — Pod warunkiem, że potem zgodzisz się ze zwyczajowym wdziękiem przegrać w strzałki.
— Oczywiście, że się zgodzę. Przecież jestem niereformowalną sługą skorumpowanego i do cna złego systemu, jak wszyscy zgodnie twierdzicie.
— Chcesz powiedzieć, że to nieuczciwa propozycja? — spytał uprzejmie Simmons.
— Skądże znowu! — zaprotestowała niewinnie towarzyszka admirał Longmont. — Mówię jedynie, że mimo brutalnego niszczenia moich marzeń przez komodora McKeona nawet by mi przez myśl nie przeszło, by psuć naszą współpracę, burząc twoje wyobrażenia na temat właściwego zachowania szczerego rewolucjonisty. A poza tym przegrywający stawia piwo. To co, idziesz czy nie?
Rozdział XL
Honor obudziło nachalne brzęczenie.
Usiadła, co spotkało się z rozespanym, ale pełnym oburzenia bleeknięciem Nimitza. Miał do tego pełne prawo. Spać poszli niedawno, a budząc się, Honor jak zwykle zapomniała o braku lewej ręki. I jak to czyniła co rano od czterdziestu lat, spróbowała usiąść, podpierając się na obu rękach, co musiało skończyć się utratą równowagi. No i skończyło się — poleciała w lewo, owijając się w prześcieradło i przewracając spokojnie drzemiącego Nimitza na plecy. Jak zwykle nie spotkało się to z jego aprobatą, o czym nie omieszkał jej poinformować tak głośno, jak i empatycznie. A na dobitkę rozpluszczył jedno zaspane oko i spojrzał na nią z urazą, co było doskonale widoczne w blasku nocnej lampki zapalonej przez sygnał wywoławczy.
Przeprosiła go i sięgnęła do klawisza interkomu.
Uraza zniknęła ze szmaragdowego oka, a po chwili otworzyło się drugie, nieco mniej zaspane, za to bardziej zaciekawione.
Nacisnęła klawisz raz, uaktywniając jedynie połączenie głosowe, i przeczesała dłonią rozwichrzone włosy.
— Przepraszam, że panią budzę, ma’am. Tu komandor Phillips — rozległ się pełen napięcia sopran.
Honor rozbudziła się błyskawicznie. Pamiętała, że Phillips jest jednym z dowódców u Benson, ale na Styksie przebywało obecnie ponad pięć tysięcy byłych jeńców, a ona była zbyt zajęta, by zapamiętać tak jak chciała nowe twarze, i nie bardzo wiedziała, czym konkretnie Phillips się zajmuje.
— Kapitan Benson poleciła mi panią zaalarmować, ma’am — dodała Phillips i umilkła, najwyraźniej czekając na reakcję.
— Zaalarmować mnie w związku z czym? — spytała Honor nieco ostrzej, niż planowała.
— O, przepraszam, ma’am. Powinnam była zacząć od początku! — jęknęła Phillips. — Jestem pierwszym oficerem z wachty kapitan Benson, która prosiła mnie, bym zawiadomiła panią, że sensory wykryły ślad wyjścia z nadprzestrzeni w odległości około dwudziestu jeden minut świetlnych.
Honor zesztywniała, a Nimitz usiadł, wyplątując się z pościeli, i delikatnie dotknął jej uda chwytną łapą, czując jej emocje.
— Rozumiem — powiedziała spokojnie. — Ile czasu minęło od wykrycia i czy nadano wezwanie do identyfikacji?
— Ślad wykryliśmy około pięciu minut temu, ma’am. Nie mamy go jeszcze na normalnych sensorach, ale grawitacyjne wykazują jedno źródło napędu. Nie znamy masy, ale jednostka porusza się z przyspieszeniem trzystu dziewięćdziesięciu g, więc nie jest to statek, lecz okręt. I trzy minuty temu wysłaliśmy nagrane wezwanie, by się zidentyfikował.
— Rozumiem… — powtórzyła Honor.