Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Kazałam moim ludziom jej pilnować, gdy tylko usłyszałam jej imię — odrzekła Siuan. Głos kobiety przestał już brzmieć spokojnie. — Nie wiem, czy Cadsuane przystąpiła do Sprzymierzeńców Ciemności, tylko ją o to podejrzewam... mogę ci jednak zagwarantować, że przebywała w Pałacu Słońca tydzień po zniknięciu al’Thora.
Egwene zamknęła oczy i przycisnęła palce do powiek. Niewiele to pomagało przy pulsującej w jej głowie igle. Być może Rand miał towarzystwo w postaci jakiejś Czarnej siostry — teraz lub wcześniej. Może użył Przymusu wobec Aes Sedai. Używanie Przymusu wobec kogokolwiek było wystarczająco złym uczynkiem, a cóż dopiero użycie go wobec Aes Sedai; taki czyn nie dość, że znacznie gorszy, wydawał się w dodatku bardziej złowieszczy. Aes Sedai były wszak dziesięć, a może i sto razy silniejsze od zwykłych, bezbronnych osób. Amyrlin wiedziała, że w końcu będą się musiały zająć Randem. Jakoś. Wprawdzie z nim niegdyś dorastała, nie mogła sobie jednak pozwolić, aby ten szczegół w jakiś sposób na nią wpłynął. Teraz al’Thor był Smokiem Odrodzonym, nadzieją całego świata, a równocześnie być może największym jednostkowym zagrożeniem, wobec którego stawał ów świat. Być może? Nawet Seanchanie nie umieliby dokonać takich szkód jak Smok Odrodzony! Egwene naprawdę zamierzała jakoś wykorzystać fakt, że Randa otaczały Przymuszone siostry. Zasiadająca na Tronie Amyrlin rzeczywiście była kimś innym niż tamta córka karczmarza.
Popatrzyła wilkiem na cynową filiżankę z tak zwaną herbatką, po czym podniosła naczynie i wypiła łyk paskudnego płynu. O mało się nie zadławiła i nie opluła. Ale może czując wstrętny smak, przynajmniej zapomni o straszliwym bólu głowy.
Kiedy gwałtownie odstawiła filiżankę, wywołując ostre brzęknięcie metalu o drewno, do namiotu weszła Anaiya. Jej usta wykrzywiły się w podkówkę, a od marsowej miny zmarszczyła jej się cała zazwyczaj gładka twarz.
— Wróciła Akarrin i inne, Matko — oświadczyła. — Moria kazała mi cię poinformować, że zwołała posiedzenie Komnaty, która wysłucha ich sprawozdania.
— A mnie to samo poleciły Escaralde i Malind — dorzuciła Morvrin, wchodząc do namiotu za Anaiyą wraz z Myrelle. Zielona Myrelle uosabiała jednocześnie pogodę i furię, o ile takie skrzyżowanie było w ogóle możliwe, gdyż jej spokojną oliwkową twarz rozpalały błyszczące ciemnym żarem oczy, Morvrin natomiast miała tak nachmurzoną minę, że przy niej Anaiya wyglądała prawie na zadowoloną. — Wysyłają nowicjuszki i Przyjęte na poszukiwanie wszystkich Zasiadających — powiedziała Brązowa Morvrin. — Nie mamy najmniejszego pojęcia, czego się dowiedziała Akarrin, moim zdaniem wszakże Escaralde i pozostałe zamierzają, wykorzystując te informacje, skłonić Komnatę do jakiejś decyzji.
Przyglądając się ciemnym fusom unoszącym się w resztkach herbaty pozostałej na dnie cynowej filiżanki, Egwene westchnęła. Ona również będzie musiała wziąć udział w tym posiedzeniu. W dodatku będzie musiała stawić Zasiadającym czoło z potworną migreną i tym okropnym smakiem w ustach. Może powinna nazwać ten dzień pokutą za to, co zamierzała uczynić Komnacie.
19
Niespodzianki
Zwyczajowo informowano Amyrlin o posiedzeniach Komnaty, nigdzie wszakże nie zapisano, że zebrane powinny na nią poczekać z rozpoczęciem sesji, co oznaczało prawdopodobnie, że Egwene zostało niewiele czasu. Chciała zerwać się na równe nogi i pomaszerować wprost do dużego, kwadratowego namiotu, od razu — zanim Moria i dwie inne siostry zdążą przygotować zaplanowaną niespodziankę. Niespodzianki w Komnacie rzadko bywały dobre. I im później się Amyrlin o nich dowiadywała, tym gorsze się w ostatecznym rozrachunku okazywały. Tym niemniej protokoły, które należały do prawa, nie zaś do zwyczajów, nakazywały zezwolić Zasiadającej na Tronie Amyrlin na uczestnictwo w zebraniu Komnaty, z tego też względu Egwene pozostała na swoim miejscu, a Siuan posłała po Sheriam, która jako Opiekunka Kronik oficjalnie oznajmi wejście władczyni do siedziby Komnaty. Siuan wyjaśniła kiedyś Egwene, że ten rytuał w gruncie rzeczy stosowano w celu ostrzeżenia Zasiadających o obecności Amyrlin, gdyż zawsze istniały kwestie, które Zasiadające pragnęły przedyskutować bez jej udziału i wiedzy. Siuan bynajmniej nie powiedziała tego wszystkiego żartobliwym tonem.
W każdym razie nie było sensu iść do Komnaty, póki Egwene nie będzie mogła wejść na zebranie. Panując nad niecierpliwością, podparła głowę na rękach i pomasowała sobie skronie, równocześnie usiłując przeczytać kolejne sprawozdania od przedstawicielek Ajah. Mimo wypicia ohydnej „herbaty”, a może właśnie z jej powodu, ból pogorszył się tak znacząco, że słowa migotały Amyrlin na stronicach, ilekroć zamrugała. A obecność Anaiyi i dwóch innych kobiet bynajmniej nie pomagała jej w skupieniu.
Anaiya natychmiast po odejściu Siuan zrzuciła płaszcz i zajęła zwolniony przez tamtą stołek (który dziwnym trafem pod nią wcale się nie chwiał ani nie przechylał), po czym zaczęła spekulować, czego szuka Moria i Zasiadające. Nie była lekkomyślną młódką, więc — biorąc pod uwagę okoliczności — jej próby wyglądały na dość wymuszone. Wymuszone, ale nie mniej przez to denerwujące.
— Przerażeni ludzie robią głupie rzeczy, Matko, nawet Aes Sedai — mruknęła, kładąc ręce na kolanach — lecz przynajmniej możesz być pewna, że Moria pozostanie twarda w sprawie Elaidy, w każdym razie na dłuższą metę. Moria obarcza Elaidę odpowiedzialnością za śmierć każdej siostry zmarłej po zdetronizowaniu Siuan. Pragnęłaby wychłostać uzurpatorkę za każdą taką śmierć i dopiero później oddać w ręce kata. Jest naprawdę twarda, w pewnym sensie nawet twardsza niż Lelaine, tak czy inaczej twarda. Nie będzie miała skrupułów wobec niektórych koniecznych spraw, przed którymi Lelaine mogłaby się wzdragać. Bardzo się obawiam, że Moria zechce naciskać na przeprowadzenie jak najszybszego ataku na miasto. Jeśli Przeklęci przemieszczają się tak otwarcie i na taką wielką skalę, wtedy lepsza jest Wieża „zraniona”, lecz kompletna, niż Wieża podzielona. W każdym razie boję się, że taki może być pogląd Morii. Koniec końców, jakkolwiek bardzo pragniemy uniknąć sytuacji, w której siostry zaczną się nawzajem zabijać, taka wojna nie byłaby czymś precedensowym. Biała Wieża trwa już od bardzo długiego czasu i uleczyła się przez te lata z niejednych ran. Z tej także ją wyleczymy.
Głos Anaiyi pasował do jej twarzy: ciepłej, cierpliwej i pokrzepiającej, jednak uwagi te wypowiadane głośno skojarzyły się Egwene ze zgrzytliwym odgłosem przesuwania paznokci po listwie. O Światłości, z tego, co Anaiya mówiła, przebijał prawdziwy strach przed Morią, a równocześnie kobieta zdawała się pozostawać w zgodzie z sentymentami. Wydawała się rozważna i tak opanowana, że niemal nie sposób jej było wyprowadzić z równowagi i zawsze zważała na wypowiadane słowa. Skoro taka siostra popierała szturm... Ile Aes Sedai wyznawało podobne do niej poglądy?
Myrelle jak zwykle zachowywała się spontanicznie. Była nieprzewidywalna i zapalczywa — te dwa określenia najdokładniej opisywały jej temperament. Nie uznawała cierpliwości, nawet gdy wymagała tego sytuacja. Teraz kroczyła w tę i z powrotem po namiocie, zdenerwowana niewielką przestrzenią. Jej ciemnozielone spódnice poruszały się. Czasami kobieta kopnęła jedną z jasnych poduszek ułożonych pod ścianą, po czym zakręcała i rozpoczynała kolejną rundkę.