Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Jeśli Moria jest tak przestraszona, że domaga się ataku, musi być naprawdę śmiertelnie przerażona. Wieża w obecnym stanie nie zdoła samotnie stawić czoła Przeklętym czy komukolwiek innemu. Ciebie powinna interesować Malind. Stale wskazuje, że lada dzień może nadejść Tarmon Gai’don. Słyszałam, jak mówiła, że ten potężny przepływ mocy, który odczułyśmy, równie dobrze może stanowić spektakularny wstęp do Ostatniej Bitwy. Dodała też, że celem następnego uderzenia może się stać Tar Valon. Jakiż lepszy cel może sobie znaleźć Cień, jeśli zechce z nami skończyć? Malind nigdy nie bała się dokonywać trudnych wyborów, toteż kiedy dostrzeże konieczność, potrafi się również wycofać. Natychmiast opuściłaby zarówno Tar Valon, jak i Wieżę, jeśliby uważała, że w ten sposób oszczędzi przynajmniej kilkoro z nas na Tarmon Gai’don. Sądzę, że podczas posiedzenia zaproponuje zakończenie oblężenia i ucieczkę gdzieś, gdzie Przeklęci nie zdołają nas odnaleźć, póki nie będziemy gotowe oddać ciosu. Jeśli Malind przedstawi tę kwestię Komnacie w odpowiedni sposób, może nawet przekona do swojego punktu widzenia większość Zasiadających.
Wystarczyła sama ta myśl i słowa na kartach jeszcze gwałtowniej zatańczyły przed oczyma Egwene.
Morvrin, na której okrągłej twarzy próżno by szukać łagodności, przycisnęła pięści do wydatnych bioder i odparowała sugestie poprzedniczki lakoniczną odpowiedzią.
— Niewiele wiemy o owym potężnym przepływie Mocy, nie możemy więc żywić przekonania, że miałyśmy do czynienia z działaniami Przeklętych.
Dodała jeszcze, że: „Nie możemy mieć pewności, co powie Malind, póki tego nie usłyszymy”, że: „Może powie to, a może coś zupełnie innego” oraz że: „Przypuszczenia to nie dowody”. Morvrin wyznawała bowiem pogląd, iż nie uwierzy w nadejście ranka, jeśli sama nie zobaczy na niebie słońca. Jej mocny głos jak zwykle brzmiał rzeczowo. Morvrin nigdy nie wyciągała pochopnych wniosków.
Koncentracja na ich rozmowie bynajmniej nie uśmierzała bólu głowy Amyrlin. W sumie Morvrin nie sprzeciwiała się sugestiom Myrelle, starała się jedynie zachować otwarty umysł. W trakcie kwestii spornej „otwarty umysł” powinien znaleźć najlepsze i najbardziej logiczne rozwiązanie.
Egwene zamknęła zawierającą raporty teczkę z tłoczonej skóry; dało się słyszeć głośne plaśnięcie. Z powodu wstrętnego smaku na języku i ostrego tętnienia w głowie — że nie wspomni o nieustannym gadaniu wypełniających jej namiot kobiet! — Amyrlin i tak nie mogła się skupić na czytaniu. Trzy siostry popatrzyły na nią zaskoczone. Od dawna przypominała im o swojej przywódczej roli, nigdy jednak nie traciła nad sobą panowania. Istniały oczywiście przysięgi, którym Aes Sedai powinny dotrzymywać wierności, jednakże młodej kobiecie, która zbyt dosłownie ujawnia swoje nastroje, łatwo można zarzucić niepotrzebne dąsy i zlekceważyć jej poglądy, nie traktując jej poważnie. Myśl ta jeszcze bardziej rozgniewała Egwene, a złość jeszcze bardziej pogłębiła migrenę, która...
— Odczekałam wystarczająco długi czas — oświadczyła, starając się przemawiać spokojnym głosem.
Przyszło jej nagle do głowy, że może Sheriam sądzi, iż miały się spotkać przed Komnatą.
Wzięła płaszcz i pospiesznie wyszła z namiotu na zimne powietrze, równocześnie narzucając ciepłe okrycie na ramiona. Morvrin i jej dwie towarzyszki zawahały się zaledwie na moment, po czym ruszyły za nią. Towarzysząc Amyrlin do Komnaty, wyglądały nieco jak jej świta, lecz wszystkim trzem przypuszczalnie polecono ją obserwować. Zresztą Egwene podejrzewała, iż nawet Morvrin chętnie posłucha zarówno przyniesionych przez Akarrin wieści, jak i podjętych wobec tych nowin decyzji Morii i reszty Zasiadających.
Miała nadzieję, że nie będzie musiała się zmierzyć z niczym szczególnie trudnym, z żadnym z problemów, których obawiały się Anaiya i Myrelle. W razie konieczności Amyrlin zawsze zostaje podjęcie próby zastosowania Prawa Wojny, może nawet osiągnie wtedy sukces... tyle że rządzenie poprzez edykty łączyło się z licznymi niedogodnościami. Kiedy ludzie są zmuszani do słuchania kogoś, zawsze znajdą sposób wymigania się od obowiązków, a im bardziej się im narzuca posłuszeństwo, tym częściej się wykręcają. Jest to naturalna kolej rzeczy, równowaga, przed którą nie można uciec. Co gorsza, Egwene już się dowiedziała, jak się czuje osoba, która samym swoim głosem wyzwala w innych ludziach zdenerwowanie. Taka osoba łatwo się też przyzwyczaja do ludzkiego poważania, zaczyna traktować reakcje wszystkich jako naturalny stan rzeczy, a kiedy sytuacja się zmienia, bywa bardzo zaskoczona. Zresztą z powodu łomotania w głowie (tętnienie zmieniło się już w łomot, choć jeszcze nie tak straszliwy, jakiego doświadczała czasami wcześniej) w każdej chwili bezwiednie mogła warknąć na kogoś, kto krzywo na nią spojrzy; nawet jeśli ten ktoś po prostu przełknie zniewagę, pozostanie mu w ustach — mówiąc metaforycznie — gorzki smak.
Słońce znajdowało się dokładnie nad jej głową i miało obecnie postać złotej kuli błyszczącej na błękitnym niebie upstrzonym białymi obłokami, niestety jego promienie nie dawały ciepła, a tylko połacie bladego cienia i blasku na niezadeptanym śniegu. Powietrze było tu równie chłodne jak nad rzeką. Amyrlin wprawdzie potrafiła ignorować zimno i nie dopuszczać go do swojego ciała, jednak tylko martwi są zupełnie nieświadomi chłodu, a ona wszak widziała parujące oddechy swoich towarzyszek. Zbliżała się pora południowego posiłku, tym niemniej nie istniała możliwość nakarmienia tych wszystkich licznych nowicjuszek jednocześnie, toteż Egwene i przedstawicielki jej eskorty przemieszczały się wśród grupek ubranych na biało kobiet, które stale uskakiwały im z drogi i nisko się kłaniały. Amyrlin narzuciła takie tempo, że wraz ze swoim orszakiem mijała daną dygającą nowicjuszkę, jeszcze zanim rąbek białej sukni tamtej musnął powierzchnię drogi.
Do Komnaty nie było daleko, musiały przejść zaledwie kilka kroków błotnistymi ulicami. Wcześniej padały propozycje postawienia dla pieszych kilku drewnianych mostów, dostatecznie wysokich, ażeby można było pod nimi przejechać. Jednakże mosty zapewniałyby obozowisku przede wszystkim trwałość, której nikt nie potrzebował. Nawet siostry, które o nich wspominały, nigdy właściwie nie naciskały na ich budowę. Nadal więc wszystkie brnęły powoli przez rozdeptany śnieg, uważając na swoje spódnice i płaszcze, o ile nie chciały dotrzeć do celu ubłocone po kolana. Na szczęście w miarę zbliżania się do Komnaty tłumy rzedniały. A Komnata wyglądała tak samo jak zwykle albo przynajmniej prawie tak samo.
Nisao i Carlinya czekały już przed dużym płóciennym namiotem o połatanych ścianach i klapach wejściowych. Niewysoka Żółta nerwowo zagryzała dolną wargę, a na Egwene popatrywała z niepokojem. Carlinya natomiast wydawała się uosobieniem opanowania; rękoma objęła się w talii i zimnym wzrokiem przyglądała się przybyłym. Tyle że zapomniała wziąć płaszcz, toteż błoto poplamiło intensywnie haftowany brzeg jej jasnej spódnicy, a masa ciemnych loków kobiety wręcz się domagała grzebienia. Obie siostry ukłoniły się Amyrlin, po czym dołączyły do Anaiyi i jej towarzyszek, które szły w niewielkiej odległości za Egwene. Cała grupka rozmawiała bardzo cicho. Do uszu Amyrlin docierały urywki pogawędki, które wydawały się zupełnie nieszkodliwe; Aes Sedai gwarzyły o pogodzie oraz zastanawiały się, jak długo będą musiały czekać na rozpoczęcie zebrania. Żaden z tych tematów raczej nie dotyczył bezpośrednio Egwene.
W tym momencie nadbiegła Beonin, a ponieważ oddychała szybko, powietrze wydobywało się z jej ust w postaci pary. Zatrzymała się przed Amyrlin, popatrzyła na nią, a następnie przyłączyła się do pozostałych. Skóra wokół jej niebieskoszarych oczu była jeszcze bardziej napięta niż wcześniej. Może kobieta sądziła, że będzie miała jakiś wpływ na negocjacje. Egwene wiedziała wszak, że rozmowy z Elaidą będą udawane, stanowiąc jedynie fikcję, dzięki której Aes Sedai zyskają nieco na czasie. Amyrlin opanowała oddech i wykonała kilka oddechowych ćwiczeń nowicjuszki, nic wszakże jej nie pomagało w pozbyciu się bólu głowy. Nigdy nic nie pomagało.