Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Przeczytawszy dół stronicy, Egwene podniosła głowę, po czym pospiesznie odłożyła kartkę i przeszła do kolejnej. Tak, Szare wcześniej żywiły spore nadzieje. Najwyraźniej którąś z Szarych sióstr rozpoznano, kiedy opuszczała Kamień Łzy, podążając na spotkanie z Wysokim Lordem Tedosianem i Wysoką Lady Estandą, dwojgiem najsławniejszych arystokratów spośród oblegających.
— Merana — sapnęła Amyrlin. — Mówią, Siuan, że to była Merana Ambrey.
Bezwiednie znów pomasowała sobie skroń. Ból, który czuła w głowie, gdzieś za oczyma, jeszcze nieco się wzmógł.
— Może zrobi coś dobrego. — Siuan wstała ze swego miejsca, przeszła przez dywany, aż dotarła do małego, ustawionego przy ścianie namiotu stołu, na którym stało na tacy kilka różnych kielichów i filiżanek, a także dwa dzbany. W srebrnym dzbanie znajdowało się przyprawione wino, natomiast w ceramicznym, emaliowanym na niebiesko — herbata. Oba dzbany przyniesiono o świcie, jeszcze przed wyjazdem Egwene, toteż jeden i drugi płyn od dawna były zimne. Nikt się nie spodziewał, że Amyrlin pojedzie aż nad rzekę. — Póki Tedosian i pozostali nie odkryją, dla kogo naprawdę pracuje. — Szal zsunął się Siuan z jednego ramienia, gdy kobieta objęła dłońmi boki ceramicznego dzbana. Poświata saidara otoczyła ją na moment, Siuan bowiem przenosiła Ogień, ogrzewając zawartość naczynia. — Jeśli się dowiedzą o jej układach ze Smokiem Odrodzonym, przestaną wierzyć, że Merina prowadzi negocjacje w dobrej wierze. — W końcu dawna władczyni napełniła herbatą filiżankę z polerowanej cyny, osłodziła napój sporą ilością miodu ze słoika, w końcu dobrze wymieszała i przyniosła Egwene filiżankę. — Może ulży ci w twojej migrenie. To wywar z mieszanki jakichś ziół, którą odkryła Chesa, na szczęście miód zabija nieprzyjemną gorycz.
Amyrlin ostrożnie wypiła łyk i z drżeniem odstawiła filiżankę. Jeśli napój tak ostro smakował z miodem, nie miała ochoty nawet sobie wyobrażać jego smaku bez słodkiego dodatku. Chyba już wolała ból głowy.
— Siuan, jak możesz z takim spokojem przyjmować tę nowinę? Zjawienie się Merany w Łzie stanowi pierwszy prawdziwy dowód, jaki zdobyłyśmy. Na pewno nie chodzi tu o zwyczajny zbieg okoliczności.
Na początku krążyły jedynie szepty — informacje od „oczu i uszu” Ajah czy Siuan. W Cairhien przebywały Aes Sedai, które podobno swobodnie wchodziły do Pałacu Słońca i równie łatwo z niego wychodziły, choć przebywał w nim wówczas Smok Odrodzony. Potem szepty stały się głośniejsze, lecz bardziej niespokojne, choć mniej zdecydowane. Kręcące się po Cairhien „oczy i uszy” nie chciały o tej sprawie rozmawiać. Nikt nie miał ochoty powtarzać tego, co przekazali mu agenci. Tak czy owak, w Cairhien znajdowały się Aes Sedai, które jakoby służyły Smokowi Odrodzonemu. Do Wieży dotarły imiona tych sióstr. Niektóre z tychże kobiet były wcześniej w Salidarze, gdzie należały do pierwszych stawiających opór Elaidzie sióstr, inne natomiast podobno zachowywały wobec uzurpatorki lojalność. Nikt nie wspomniał głośno o Przymusie, lecz Egwene wiedziała, że wiele osób o nim pomyślało.
— Nie ma sensu rwać sobie włosów z głowy tylko dlatego, że wiatr nie wieje w kierunku, w którym pragniesz, by wiał — odparła Siuan, ponownie siadając na stołku. Zaczęła zakładać nogę na nogę, jednak pospiesznie postawiła obie stopy na dywanie, gdyż stołek znów się niebezpiecznie przechylił. Kobieta szepnęła coś pod nosem, po czym podrzuciła szal samym ruchem ramion. I po raz kolejny musiała z tego powodu walczyć o równowagę na chwiejnym siedzisku. — Trzeba ustawić żagle, jeśli się chce dobrze wykorzystać podmuchy wiatru. Należy przemyśleć wszystko na zimno i ustalić sposób powrotu na brzeg. Jeśli nie zdołasz niczego wymyślić, utoniesz. — Czasami Siuan używała porównań przywodzących na myśl jej pochodzenie: urodziła się wszak w rodzinie rybackiej, a jej ojciec posiadał łódź. — Sądzę, Matko, że musisz wypić więcej niż jeden łyk tej mikstury, jeśli ma ona zadziałać.
Egwene z grymasem odsunęła filiżankę nieco dalej od siebie. Smak, który czuła teraz w ustach, był co najmniej tak paskudny jak ból głowy.
— Siuan, skoro widzisz sposób wykorzystania tej sytuacji, podziel się nim ze mną. Nie mam najmniejszego pojęcia, jak można użyć faktu, że Przymuszone siostry stoją obecnie po stronie Randa. Wolałabym nawet nie brać pod uwagę takiej możliwości.
Ani ewentualności, że Rand al’Thor zna taki odpychający splot, ani tym bardziej możliwości, że mógł go na kogoś narzucić. Znała ten splot — był to kolejny mały prezent od Moghedien — i bardzo żałowała, że nie może o nim zapomnieć.
— W obecnym przypadku nie chodzi o wykorzystanie sytuacji, lecz raczej o rozpracowanie skutków. Rand będzie musiał sobie z tą sprawą poradzić i może czeka go jakaś lekcja, ty jednakże nie chcesz, by siostry teraz się za nim udały, te opowieści z Cairhien zaś zmuszają wszystkich do ostrożności. — Siuan przemawiała zupełnie opanowanym tonem, choć chaotyczność jej słów i fakt, że wierciła się na stołku, sugerował bez wątpienia wewnętrzne wzburzenie kobiety. Tej kwestii najprawdopodobniej żadna Aes Sedai nie potrafiłaby omawiać z całkowitym spokojem. — Równocześnie po przemyśleniu sobie sprawy wszyscy zrozumieją nonsens opowieści dających do zrozumienia, że Rand podporządkował się Elaidzie. Elaida mogłaby wysłać siostry, ażeby go pilnowały, jednak nie przyjęto by sióstr, które pragną zdetronizować uzurpatorkę. Zrozumienie tego faktu na pewno dało do myślenia osobom, które zaczęły podejrzewać Randa o podległość wobec Elaidy. Jeśli zaś same rozważały podporządkowanie się jej, mają teraz o jeden powód mniej, ażeby to zrobić.
— A co z Cadsuane? — spytała Egwene. Ze wszystkich docierających z Cairhien imion właśnie to najbardziej zaszokowało siostry. Cadsuane Melaidhrin była postacią niemal legendarną, a legend na jej temat krążyło tyleż negatywnych, co pozytywnych. Niektóre Aes Sedai, usłyszawszy jej nazwisko w tym kontekście, były przekonane, że doszło do pomyłki. Szczególnie że w ich opinii Cadsuane bez dwóch zdań do dawna już nie żyła. Inne natomiast od razu zaczęły jej życzyć śmierci. — Jesteś pewna, że została w Cairhien po zniknięciu Randa?