Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 296
Перейти на страницу:

Wydawało mu się, że każdy, nie wyłączając istot takich jak te, powinien mieć drugą szansę. Ranny Aiel wciąż walczył, starając się obezwładnić Perrina splotami Powietrza.

– Jesteś idiotą – powiedział cicho Perrin. Potem spojrzał na drugiego Aiela. – Ty także.

Obaj zamrugali, a następnie popatrzyli na Perrina zamglonymi oczami. Jednemu z nich ślina pociekła z ust. Perrin potrząsnął głową. Zabójca wcale ich nie wyćwiczył. Nawet Gaul dopiero po… jak długim czasie? Tak czy inaczej, nawet Gaul wiedział, jak nie zostać pochwyconym w ten sposób, jak nie znaleźć się w uścisku kogoś, kto potrafi zmienić zawartość czyjegoś umysłu.

Perrin wciąż myślał o nich jako o idiotach, tak by móc przeprowadzić transformację. Ukląkł, szukając pośród wilków rannych, którym mógłby pomóc. Wyobraził sobie opatrunki, zakładane na wilcze rany. W tym miejscu mogą szybko wyzdrowieć. Wilki, wydawało się, że są w stanie to zrobić. Straciły ośmiu swych towarzyszy, których Perrin opłakiwał. Inne przyłączyły się do niego i nie żałował, że po nie posłał. Walczyły. Po to się tutaj pojawiły.

Następnie popatrzył na Aielów. Wszyscy polegli nie żyli. Podszedł do niego kuśtykający Gaul, trzymając się za poparzone ramię. Rana była paskudna, ale nie zagrażała życiu.

– Musimy cię stąd zabrać – powiedział Perrin. – I Uzdrowić. Nie jestem pewien, która jest godzina, ale sądzę, że powinniśmy udać się do Merriloru i poczekać, aż brama zostanie otwarta.

Gaul wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Zabiłem dwóch z nich, Perrinie Aybaro. Jeden umiał przenosić. Myślałem o sobie z wielkim podziwem, a potem pojawiłeś się ty i wziąłeś dwóch jeńców. – Potrząsnął głową. – Bain śmiałaby się przez całą drogę do Świata Trzech Sfer, widząc to.

Perrin zwrócił się ku jeńcom. Zabicie ich wydawało się okrucieństwem, ale uwolnienie oznaczało, że trzeba będzie z nimi ponownie walczyć – i stracić więcej wilków, więcej przyjaciół.

– Nie spodziewam się, by oni przestrzegali ji’e’toh – rzekł Gaul. – Czy mógłbyś znaleźć człowieka, który przenosi, będąc jednocześnie gai’shain?

Dało się zauważyć, że wstrząsnął nim dreszcz.

– Po prostu ich zabij i będzie po wszystkim – powiedziała Lanfear.

Perrin spostrzegł ją. Kiedy przemówiła, nie podskoczył – przyzwyczaił się już nieco do sposobu, w jaki Lanfear pojawiała się i znikała. Jednakże nadal go to irytowało.

– Jeśli zabiję ich teraz, czy oznacza to, że będą martwi na zawsze?

– Nie – odrzekła. – W przypadku ludzi nie działa to w ten sposób.

Czy powinien jej zaufać? W tej kwestii z jakiegoś powodu sądził, że tak. Dlaczego miałaby kłamać? Jednakże zabicie bezbronnych ludzi… Byli w jego ręku niemal jak dzieci.

„Nie” – dumał Perrin, wracając myślami do zabitych wilków. „Nie dzieci. Są znacznie bardziej niebezpieczni”.

– Ci dwaj zostali poddani procesowi Konwersji – oznajmiła Lanfear, zaplatając ręce i ruchem głowy wskazując na jeńców. – Wielu dopiero dziś z powrotem wraca do życia, ale ci dwaj mają spiłowane zęby. Zostali pojmani i przeszli Konwersję.

Gaul coś mamrotał. Brzmiało to jak przysięga, ale także jak coś nabożnego. Słowa wypowiedziane były w Starym Języku, a Perrin nie rozumiał ich sensu. Skończywszy inwokację, Gaul podniósł włócznię. Czuć było od niego zapach żalu.

– Splunęliście mu w oko, a on was wykorzystał, moi bracia. Straszne…

„Konwersja” – pomyślał Perrin. Jak ci ludzie z Czarnej Wieży. Zmarszczył brwi, podszedł do jeńców i ujął głowę jednego z nich w swoje dłonie. Czy mógłby zapragnąć, żeby ten człowiek powrócił do Światłości? Jeśli zostałby zmuszony, by być złym, czy można byłoby go przywrócić do poprzedniego stanu?

Kiedy próbował wywrzeć wpływ na umysły Aielów, natrafił na coś rozległego. Wysiłek jego woli poszedł na marne. Przypominało to używanie gałązki do rozwalenia żelaznych wrót. Perrin cofnął się.

Poparzył na Gaula i potrząsnął głową.

– Nie mogę nic dla nich zrobić.

– Ja to zrobię – rzekł Gaul. – Oni są braćmi.

Perrin niechętnie skinął głową, a Gaul poderżnął gardła obu Aielom. Tak było lepiej.

Perrin czuł się jednak wewnętrznie rozdarty. Nienawidził tego, co walka czyniła z ludźmi, co z nim zrobiła. Perrin sprzed miesięcy nigdy nie byłby w stanie stać i patrzeć na coś takiego. Światłości… gdyby Gaul tego nie zrobił, musiałby to zrobić on sam. Perrin wiedział o tym.

– Jesteś jak dziecko – powiedziała Lanfear, wciąż stojąc z rękami założonymi na piersiach i obserwując Perrina. Westchnęła, po czym ujęła go za ramię. Strumień lodowatego Uzdrowienia przepłynął przez jego ciało. Rana na policzku zabliźniła się.

Perrin wziął głęboki oddech, a następnie ruchem głowy wskazał na Gaula.

– Nie jestem twoją kobietą na posyłki, wilcze szczenię – fuknęła Lanfear.

– Czy chcesz mnie przekonać, że nie jesteś wrogiem? – zapytał Perrin. – To dobra okazja.

Westchnęła, po czym niecierpliwym gestem przyzwała Gaula. Podszedł, kulejąc, a Lanfear go Uzdrowiła.

Jaskinią wstrząsnął odległy pomruk. Lanfear spojrzała w tamtym kierunku i zmrużyła oczy.

– Nie mogę tu pozostać – rzekła i już jej nie było.

– Nie wiem, co o niej myśleć – rzekł Gaul, rozcierając ramię w miejscu, w którym ubranie było spalone, ale skóra wyleczona. – Sądzę, że gra z nami w jakąś grę, Perrinie. Tylko nie wiem w jaką.

Perrin chrząknął na znak, iż się z nim zgadza.

– Zabójca… on powróci.

– Zastanawiam się, jak dalej postąpić – rzekł Perrin, sięgając do pasa, gdzie nosił kolec zabrany ze snu. Wyjął go. – Trzymaj tutaj straż – powiedział do Gaula, po czym wszedł do jaskini.

Perrin mijał rzędy kamieni przypominających zęby. Było mu trudno pozbyć się uczucia, że wpełza do paszczy łajdaka. Światło w oddali oślepiało, ale Perrin utworzył wokół siebie ocieniony pęcherz, który był przezroczysty niczym szkło. Słyszał, że Rand i ktoś jeszcze walczą ze sobą na miecze na krawędzi głębokiej szczeliny.

Nie, to nie była krawędź. Perrin otworzył usta. Cały świat wydawał się tutaj kończyć. Jaskinia otwierała się na nicość. Niekończąca się przestrzeń, podobna do czerni Dróg, tyle tylko, że ta zdawała się go wciągać. Jego i wszystkich innych. Perrin przywykł już do burzy szalejącej na zewnątrz, dlatego nie zauważył, iż w tunelu wieje wiatr. Teraz, kiedy zwrócił na to uwagę, poczuł, że wiatr zmierza strumieniem w kierunku otchłani.

Patrząc w nią, Perrin pojął, że nigdy wcześniej nie rozumiał, czym jest ciemność, taka prawdziwa. To była ciemność. To była nicość. Absolutny koniec wszystkiego. Ciemności zawsze były przerażające ze względu na to, co się w nich mogło kryć. Ta ciemność była inna; gdyby cię pochłonęła, unicestwiłaby cię.

Perrin odsunął się, potykając, choć wiejący w tunelu wiatr nie był silny. Był… stały, niczym strumień zmierzający donikąd. Perrin schwycił szpile snów, po czym zmusił się do odwrócenia się od Randa. W pobliżu dostrzegł kogoś, kto klęczał na ziemi, z głową pochyloną jak gdyby w oczekiwaniu na olbrzymią siłę, która nadejdzie z nicości. Moiraine? Tak, a po jej prawej stronie klęczała Nynaeve.

Zasłona pomiędzy światami była w tym miejscu bardzo cienka. Jeśli Perrin mógł widzieć Nynaeve i Moiraine, być może one również mogły widzieć i słyszeć jego.

Perrin podszedł do Nynaeve.

– Nynaeve? Słyszysz mnie?

Zamrugała, odwracając głowę. Tak, słyszała go! Ale wydawała się go nie widzieć. Rozejrzała się wokoło, zdumiona, kurczowo przywarłszy do skalnych występów, jak gdyby miały one ocalić jej życie.

1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)