Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 146 147 148 149 150 151 152 153 154 ... 296
Перейти на страницу:

Tego Ituralde był pewien.

25

Fragmenty batalii.

Siuan wydała z siebie długie, pełne ulgi westchnienie, kiedy Amyrlin – z oczami pełnymi ognia – przeszła do ich obozu przez bramę w towarzystwie Doesine, Saerin i kilkunastu innych Zasiadających.

Za nimi przeszedł bramę Bryne i pośpieszył do Siuan.

– Jakie podjęto decyzje? – zapytała.

– Na razie – odrzekł Bryne – akceptujemy rozkazy Elayne. Amyrlin zgadza się z nimi.

– Brakuje nam ludzi – powiedziała Siuan.

– Innym także – zauważył Bryne, patrząc na zachód.

Sharanie spędzili ostatnich kilka dni, gromadząc swoje siły. Stacjonowali o milę lub dwie od armii Egwene, na tyłach której znajdowała się rzeka stanowiąca granicę pomiędzy Kandorem a Arafel.

Cień nie zdecydował się jeszcze na pełny atak, jak dotąd przemieszczając poprzez bramy pojedyncze, dokonujące wypadów grupy. Czekał, aż dołączy do nich wolno poruszająca się armia Trolloków. Niestety, Trolloki już tu były. Siły Egwene mogłyby się ponownie wycofać poprzez bramy, ale Siuan przyznała sama przed sobą, że niewiele by dzięki temu osiągnęli. Musieli w końcu zmierzyć się z wrogiem twarzą w twarz.

Bryne wybrał to miejsce na południowo-wschodnim krańcu Kandoru, ponieważ teren tu dawał im przewagę – choć nie była ona wielka. Rzeka, która płynęła z północy na południe przy wschodniej granicy Kandoru, była głęboka. Bród znajdował się bliżej niż ćwierć mili od wzgórz ciągnących się od wschodu na zachód wzdłuż południowej granicy Kandoru. Armia Cienia będzie się kierowała ku niemu, by móc dotrzeć do Arafel. Umiejscowiwszy wojsko przy brodzie i na wzgórzach, Bryne mógł prowadzić walkę z wrogą armią, atakując z dwóch stron. Gdyby zaistniała taka konieczność, mógł wycofać się poprzez bród na stronę Arafel, zaś wodna bariera sprawiłaby Trollokom kłopoty. Była to niewielka korzyść, ale w walce zdarza się, że nawet drobne kwestie robią różnicę.

Na równinach na zachód od rzeki Cień zgromadził armie Sharanów i Trolloków. Obie przemaszerowały przez pole bitwy w kierunku oblężonych Aes Sedai i oddziałów pod dowództwem Bryne’a.

Egwene, znajdująca się nieopodal, obserwowała obóz. O Światłości, jakąż ulgą była świadomość, że Amyrlin przeżyła. Siuan przewidziała to, ale… Światłości. Dobrze było zobaczyć twarz Egwene.

Jeśli, oczywiście, to była jej twarz. Amyrlin powróciła do obozu po przeżytej gehennie, ale odbyła także kilkanaście tajnych spotkań z Zasiadającymi w sekretnych miejscach. Siuan nie miała jeszcze okazji rozmawiać z Egwene sam na sam.

– Egwene al’Vere! – zawołała do niej Siuan. – Powiedz mi, gdzie się po raz pierwszy spotkałyśmy!

Inni spojrzeli na nią, krzywiąc się na taką zuchwałość. Jednakże Egwene wydawała się to rozumieć.

– Fal Dara – odrzekła. – Unieruchomiłaś mnie splotem Powietrza w trakcie podróży rzeką. Była to część lekcji związana z działaniem Mocy, której nigdy nie zapomnę.

Siuan wydała z siebie drugie, pełne ulgi westchnienie. Nikogo oprócz Egwene i Nynaeve nie było wówczas na statku. Na nieszczęście Siuan opowiedziała o tym Sheriam, Mistrzyni Nowicjuszek i Czarnych Ajah. Jednak wciąż wierzyła, że to była Egwene we własnej osobie. Imitowanie kobiecych rysów nie stanowiło trudności, ale przywoływanie wspomnień było już zupełnie inną historią.

Siuan upewniła się co do tożsamości Egwene, zaglądając w jej oczy. Rozmawiano o tym, co zdarzyło się w Czarnej Wieży. Myrelle opowiedziała o tym, o wydarzeniach, w których jej nowe Strażniczki brały udział. O czymś mrocznym. Siuan zauważyłaby różnicę w Egwene, gdyby coś jej się przydarzyło, czyż nie?

„Jeśli nie byłybyśmy w stanie rozmawiać” – pomyślała Siuan – „to jesteśmy stracone”. Musiała zaufać Amyrlin, jak to miało już miejsce wiele razy wcześniej.

– Zbierzcie Aes Sedai – powiedziała Egwene. – Dowódco Bryne, otrzymałeś rozkazy. Będziemy utrzymywali się na swych pozycjach przy rzece do czasu, gdy straty będą już zbyt wielkie… – Urwała. – Jak długo oni tutaj są?

Siuan spojrzała na znajdujących się na wzgórzach zwiadowców rakenów.

– Cały ranek. Oto list od niego.

– Cholerny człowiek – mruknęła Egwene. List od Smoka Odrodzonego, dostarczony przez Min Farshaw, był krótki.

Seanchanie włączyli się do walki z Cieniem.

Bryne natychmiast powierzył jej zadanie: Min miała zająć się zaopatrzeniem armii.

– Czy ufasz słowom Smoka Odrodzonego, dotyczącym Seanchan, Matko? – zapytała Saerin.

– Nie wiem – powiedziała Egwene. – Tak czy inaczej, musimy uformować szyki, ale w razie ataku miej oko na tych na górze.

Kiedy Rand wszedł do jaskini, coś zmieniło się w powietrzu. Czarny wyczuł jego nadejście i był nim zaskoczony. Sztylet spełnił swoją rolę.

Rand podążał, mając po lewej stronie Nynaeve, a po prawej Moiraine. Jaskinia opadała w dół, tak więc wspiąwszy się wysoko, musieli z powrotem schodzić niżej. Przejście było Randowi znane ze wspomnień z innego Wieku.

Było tak, jak gdyby jaskinia całkowicie ich pochłaniała, zmuszając, by wędrowali w kierunku ognia płonącego w jej czeluściach. Ze sklepienia groty zwisały podobne do zwierzęcych kłów stalaktyty, które – im dalej szli – wydawały się coraz bardziej obniżać. Z każdym krokiem były o cal niżej. Sklepienie nie poruszało się, a jaskinia nie poszerzała. Po prostu zmieniała się, będąc wyższa przez chwilę, potem znowu się obniżając.

Jaskinia była niczym szczęki, które stopniowo zacieśniały się wokół ofiary. Rand otarł się czubkiem głowy o stalaktyt, a Nynaeve przykucnęła, patrząc do góry i klnąc cicho.

– Nie – rzekł Rand, zatrzymując się. – Nie przyjdę do ciebie na kolanach, Shai’tan.

W jaskini zadudniło. Jej ciemne czeluście zdawały się ścieśniać, napierając na Randa. Stał bez ruchu. Był niczym maszyna, która się zatrzymała i której część naprężała się, by obracać wskazówkami zegara. Rand stał niewzruszenie.

Skały zatrzęsły się, a następnie ustąpiły. Rand postąpił do przodu, wydając z siebie westchnienie ulgi, gdy nacisk zmalał. Dzieło, które rozpoczął, nie mogło być teraz zatrzymane. Spowolnienie spowodowało, że on i Czarny musieli dokonać wysiłku; przeciwnik Randa był tak samo przyparty koniecznością, jak i on sam. Czarny nie funkcjonował we Wzorcu, ale Wzór wciąż miał na niego wpływ.

W miejscu, w którym zatrzymał się Rand, za jego plecami uformowała się mała kałuża krwi.

„Muszę się pospieszyć” – pomyślał. – „Nie mogę wykrwawić się na śmierć, nim bitwa dobiegnie końca”.

Ziemia znowu zadrżała.

– Racja – szepnął Rand. – Idę po ciebie. Nie jestem owcą prowadzoną na rzeź, Shai’tan. Dziś to ja jestem łowcą.

Drżenie ziemi przypominało śmiech. Koszmarny śmiech. Rand zignorował pełne niepokoju spojrzenie idącej obok niego Moiraine.

Szli w dół. Nagle doznał dziwnego uczucia. Jedna ze znanych mu kobiet była w niebezpieczeństwie. Czy to była Elayne? Aviendha? Nie umiał powiedzieć. Fakt, iż znajdował się w dziwnym miejscu, osłabił więzy. Rand poruszał się poprzez czas w inny sposób niż reszta ludzi i zagubił poczucie, gdzie się znajdowali. Mógł jedynie odczuć, iż jedna z kobiet doznaje bólu.

Rand mruknął, przyspieszając. Jeśli Czarny je zranił… Czy w jaskini nie powinno być więcej światła? Musieli polegać na poświacie Callandora, który świecił dzięki saidinowi.

– Gdzie są ognie? – zapytał Rand, a jego głos odbił się echem. – Roztopiony kamień na końcu ścieżki?

– Ognie zostały pochłonięte, Lewsie Therinie – odezwał się głos z cienia rozciągającego się przed wędrującymi.

1 ... 146 147 148 149 150 151 152 153 154 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)