Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 147 148 149 150 151 152 153 154 155 ... 296
Перейти на страницу:

Rand zatrzymał się, po czym postąpił do przodu, wyciągnąwszy Callandora, który oświetlił klęczącą postać. Miała schyloną głowę i trzymała przed sobą miecz, którego koniec dotykał podłoża.

Z tyłu, za klęczącą postacią nie było… nic. Czerń.

– Rand. – Moiraine położyła mu dłoń na ramieniu. – Czarny eksploduje, by zniszczyć więzy. Nie dotykaj tej czerni.

Postać wstała i odwróciła się. Poświata Callandora ukazała znajomą twarz Moridina. Obok niego leżała skorupa. Rand nie umiał tego wyjaśnić. Skorupa przypominała wylinkę, którą pozostawiają owady w czasie wzrostu, tyle że miała kształt człowieka. Człowieka bez oczu. Jeden z Myrddraali?

Moridin popatrzył na skorupę, podążając za wzrokiem Randa.

– Naczynie, którego mój pan już dłużej nie potrzebuje – powiedział. W białkach jego oczu widać było saa, podskakujące, trzęsące się i poruszające z szaleńczą energią. – Ono dało życie temu, co jest za mną.

– Za tobą nie ma nic.

Moridin uniósł miecz na wysokość twarzy w geście pozdrowienia.

– Właśnie.

Jego oczy były kompletnie czarne.

Rand gestem nakazał, by Moiraine i Nynaeve zostały kilka kroków za nim, podczas gdy on podszedł do skorupy.

– Chcesz pojedynku? Tutaj? Teraz? Elan, wiesz, że to, co robię, jest nieuniknione. Opóźnianie mnie nie ma sensu.

– Nie ma sensu, Lewsie Therinie? – roześmiał się Moridin. – Jeśli osłabię cię nawet nieznacznie, czyż nie ułatwię zadania memu panu? Nie, sądzę, że naprawdę powinienem stanąć na twojej drodze. A jeśli wygram, co wtedy? Twoje zwycięstwo nie jest pewne. Nigdy nie było.

Znowu zwyciężę, Lewsie Therinie…

– Możesz się usunąć – powiedział Rand, unosząc Callandora. Jego światło przesunęło się po czarnej stali miecza Moridina. – Jeśli moje zwycięstwo nie jest pewne, to niepewny jest także twój upadek. Pozwól mi przejść. Choć raz dokonaj właściwego wyboru.

Moridin roześmiał się.

– Teraz? Teraz błagasz mnie, bym wrócił do Światłości? Obiecano mi zapomnienie. Końcową nicość, destrukcję mego całego istnienia. Koniec. Tego mi nie skradniesz, Lewsie Therinie! Na mój grób, tego nie zrobisz!

Moridin podążył do przodu, kołysząc się.

Lan wykonał cięcie „Płatek wiśni całuje staw” – co nie było łatwym zadaniem, jako że nie zostało ono wymyślone dla kogoś, kto dosiada konia. Jego miecz ciął Trolloka w kark, przecinając skórę na głębokość cala. To wystarczyło, by trysnęła struga cuchnącej krwi. Bestia o twarzy byka upuściła kij, sięgnęła ku swej szyi i wydała z siebie na pół krzyk, na pół jęk.

Lan cofnął Mandarba, gdyż z boku pojawił się kolejny Trollok. Lan wykonał obrót i odciął ramię bestii. Trollok zachwiał się pod naporem ciosu, a Andere przeszył go mieczem.

Andere skierował swego konia tak, iż znalazł się obok Mandarba; nawet poprzez bitewny zgiełk słyszał, jak Lan ciężko oddycha. Jak długo już walczyli? Lan miał wrażenie, że jego ramię wykonane jest z ołowiu.

Nie było aż tak źle nawet podczas Krwawej Śnieżycy.

– Lan! – wrzasnął Andere. – Nadchodzą!

Lan skinął głową, po czym zawrócił Mandarba, ujrzawszy, że poprzez ciała poległych torują sobie drogę dwa gotujące się do ataku Trolloki. One także miały kije w rękach. Nie było to w przypadku tych bestii niczym szczególnym; uważały, że żołnierz piechoty był dalece mniej niebezpieczny niż jeździec. Lan zastanowił się jednak, czy mają zamiar go pochwycić.

On i Andere pozwolili, by Trolloki zaatakowały, bo nadjeżdżający ludzie z Wielkiej Straży odwrócili ich uwagę. Trolloki skierowały się ku Lanowi, on zaś, kołysząc się w siodle, ruszył do przodu i przeciął na pół trzonki ich kijów.

Bestie nie zatrzymały się, wyciągając ohydne paluchy i próbując ściągnąć Lana na ziemię. Poczuł ich cuchnący oddech, kiedy wbijał miecz w gardło jednego z nich. Jak wolno poruszały się jego mięśnie!

Andere był na lepszej pozycji. Nadjechał galopem, uderzając w przysłonięty zbroją bok drugiego Trolloka i odrzucając go na bok. Bestia zachwiała się, a dwóch jadących konno strażników zaszlachtowało ją toporami o długich trzonkach.

Ludzie ci krwawili, podobnie jak Andere. Podobnie jak Lan. Ledwie pamiętał, jak to się stało, że otrzymał tak głęboką ranę. Był bardzo zmęczony. Nie był w stanie walczyć.

– Wycofujemy się – wydał niechętnie rozkaz. – Niech kto inny zajmie nasze pozycje.

Lan i jego ludzie prowadzili ciężką kawalerię w końcówce bitwy, nacierając na stwory trójkątną formacją, wycinając je i spychając na boki, gdzie je zabijano.

Podwładni skinęli głowami i Lan wyczuł ich ulgę, gdy on i jego pięćdziesięciu kilku ludzi z Wielkiej Straży wycofali się z pola walki. Zastąpiła ich grupa Shienaran. Lan wytarł swój miecz, a potem schował go do pochwy. Nad ich głowami błysnęło. Tak, chmury wydawały się dziś niższe. Przypominały rękę, która powoli się opuszcza, by przygnieść umierających ludzi do ziemi.

Błyskawice przecinały niebo jedna po drugiej. Lan gwałtownie obrócił Mandarba. Dziś pojawiło się mnóstwo piorunów, ale teraz waliły raz po raz. W powietrzu czuć było dym.

– Władcy Strachu? – zapytał Andere.

Lan skinął głową, lustrując atakujących. Widział jedynie szeregi walczących, przelewające się masy Trolloków, które napływały falami. Uznał, iż musi znaleźć się na większej wysokości.

Wskazał gestem jedno ze wzgórz i zaciął Mandarba ostrogami. Jego przejazd obserwowała tylna straż, która uniesieniem rąk pozdrawiała Dai Shana. Ich zbroje zbryzgane były krwią. Rezerwowi ruszyli na pole walki, potem podczas dnia wracali.

Mandarb wspinał się na wzgórze. Lan poklepał konia, po czym zsiadł z jego grzbietu i zaczął maszerować u jego boku. Zatrzymał się na szczycie wzgórza, by obserwować bitwę. Armia Ziem Granicznych wcięła się w morze Trolloków. Błysnęły srebrzyste i kolorowe włócznie.

Tak wielu. Władcy Strachu pojawili się ponownie na olbrzymiej platformie, maszynerii ciągniętej przez tuzin Trolloków poprzez pole bitwy. Władcy Strachu musieli znaleźć się wysoko, by ustalić, jak kierować bitwą. Lan potarł szczękę, obserwując, jak seria błyskawic uderza w Kandorczyków, wyrzucając ciała w powietrze i robiąc wyrwy w szeregach żołnierzy.

Przenoszący Lana odpowiedzieli uderzeniem, miotając błyskawice i ogień w kierunku nadchodzących bestii, tak by powstrzymać je przed wtargnięciem w szeregi ludzi z Ziem Granicznych. Lan miał znacznie mniejszą liczbę Aes Sedai i Asha’manów niż Cień i Władcy Strachu.

– O Światłości – wydusił z siebie książę Kaisel, podjeżdżając na koniu w kierunku Lana. – Dai Shan, jeśli zrobią w naszych szeregach dostatecznie dużo wyłomów…

– Rezerwy już nadchodzą. Tam – rzekł Andere, wskazując. Wciąż dosiadał wierzchowca i Lan musiał podejść nieco bliżej, by zobaczyć miejsce, które tamten wskazywał. Tam gdzie błyskawice poczyniły w szeregach największe spustoszenia, zmierzała grupa shienarańskich jeźdźców.

– Tam także – zauważył Kaisel, wskazując na wschód.

Do tego samego miejsca zmierzała grupa Arafelian. Dwie grupy żołnierzy zmieszały się ze sobą, ruszając w tym samym momencie, by zamknąć wyrwę w szeregach walczących.

Z nieba spadły błyskawice, trafiając w platformę Władców Strachu. Dobrze. Narishma i Merise otrzymali zadanie pilnowania Władców Strachu i próby ich zabicia. Prawdopodobnie rozproszy to uwagę przeciwka. Lan skupił się na czymś jeszcze.

Dlaczego dwie grupy żołnierzy zostały wysłane w to samo miejsce? Jeden oddział wystarczyłby, aby zapełnić dziurę w szyku bojowym. Pojawienie się zbyt wielu żołnierzy skutkowało tym, iż na siebie wpadali. Pomyłka?

1 ... 147 148 149 150 151 152 153 154 155 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)