Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 145 146 147 148 149 150 151 152 153 ... 194
Перейти на страницу:

Choć nie był najstarszy rangą, został przewodniczącym, co było raczej niespotykane. Jednak jego kandydatura została jednogłośnie przyjęta przez pozostałych członków składu sędziowskiego. Rozumiał powody, dla których tak się stało, ale nie podobało mu się to, podobnie zresztą jak całe to marnowanie czasu. Była to jednak jego prywatna opinia, a przeważyły względy oficjalne i dlatego zgodził się tracić czas.

Jeżeli chcieli ukarać winnych w sposób zgodny z prawem, musieli powołać sąd wojenny złożony z ofiar ubeków. I dlatego nie mógł mu przewodniczyć nikt, kto znalazł się na Piekle we władzy Urzędu Bezpieczeństwa. Nie mogła też być to Honor, więc pozostał tylko on. Co prawda wszystkie posiedzenia, obrady i w ogóle cały przebieg każdego procesu były nagrywane, ale nikt się nie łudził, że Ludowa Republika uzna je za cokolwiek innego poza farsą i zemstą. McKeon prywatnie wątpił też, by inna była opinia Ligi Solarnej, ale chodziło o to, by oficjalnie niczego nie można było im zarzucić. Poza tym cały ten cyrk mógł być istotny dla samych jeńców — ponieważ postępowali zgodnie z prawem, odcinali się kategorycznie od swych oprawców.

Inna sprawa, że nie wszyscy byli więźniowie uważali sąd wojenny za dobre rozwiązanie. Od czasu do czasu nadal znajdowano zmasakrowane trupy eksklawiszy. Rzadziej co prawda, ale najprawdopodobniej dlatego, że coraz mniej żywych ubeków ukrywało się na wyspie. Poza tym procesy dawały może nie tyle nawet zajęcie, ile temat do rozmów sporej rzeszy byłych jeńców i stanowiły dobrą przeciwwagę dla samosądów. No i wreszcie trzeba było coś zrobić ze złapanymi ubekami, a walki przeżyło zaskakująco wielu. Co prawda nie wszyscy z nich znęcali się nad jeńcami, ale i tych przeżyło aż za dużo. A skoro zdecydowali wcześniej, że nie powywieszają ich od ręki…

Przetarł oczy i przyjrzał się pozostałym siedzącym przy stole. Harriet Benson i Jesus Ramirez całkiem rozsądnie odmówili udziału w procesach, chyba że w roli świadków. Honor musiała im to zaproponować, gdyż odegrali zbyt ważną rolę w zdobyciu planety, by ich zignorować. Zamiast nich w składzie sądu zasiedli: komandor Albert Hurst z Helmsport Navy reprezentujący jeńców z obozu Inferno, kapitan Cynthia Gonsalves z Floty Alto Verde oraz komodor Gaston Simmons z Marynarki Jameston występujący w imieniu pozostałych zesłańców. Ten ostatni miał dłuższe starszeństwo od McKeona, a ostatni członek sądu był wyższy od niego stopniem, ale admirał Sabrina Longmont była przypadkiem szczególnym. I miała zresztą najtrudniejsze zadanie z nich wszystkich.

Longmont bowiem była admirałem Ludowej Republiki Haven i na dodatek zagorzałą zwolenniczką Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego, i to od pierwszych dni sprawowania przezeń władzy. Mało ją obchodziły czystki i terror, choć wiedziała o jednym i drugim. Uważała, że lepsze jest nadużywanie władzy przy otwartości postępowania i szczytnych celach od kumoterstwa i braku celów. Przegrała jednakże bitwę z siłami Sojuszu i dzięki temu mogła bezpośrednio przekonać się, jak wygląda od kuchni polityka wewnętrzna Komitetu. Miała więcej szczęścia niż rozumu, gdyż z uwagi na nieposzlakowaną opinię polityczną zamiast przed plutonem egzekucyjnym wylądowała na planecie Hades.

I w przeciwieństwie do większości zesłańców nigdy nie przebywała w innym obozie niż Delta 4-0, w którym panowały warunki nieporównywalne z istniejącymi w jakimkolwiek innym obozie. Pojęcia nie miała, jak ubecy traktowali więźniów wszędzie indziej, a to z tego prostego powodu, że Delta 4-0 stanowiła przechowalnię, do której trafiali wyłącznie oficerowie Ludowej Marynarki uznani przez Komitet za rokujących nadzieję na reedukację. Ponieważ klawisze nie wiedzieli, kiedy i którego z „przechowańców” przełożeni zdecydują się ułaskawić, na wszelki wypadek nie tykali żadnego i zapewnili im całkiem przyzwoite warunki mieszkanie, umundurowanie, a nawet opiekę medyczną.

W rezultacie Longmont, podobnie jak reszta więźniów Delty 4-0, doszła do wniosku, że wieści o Piekle jako takim, a zwłaszcza o warunkach i psychopatycznych ubekach są wymysłem wrogiej propagandy. Tym silniej odkrycie prawdy wstrząsnęło nią i jej współtowarzyszami — zwłaszcza tymi, którzy zrozumieli, jak głęboko i dokładnie dali się drugi raz oszukać.

Ich reakcje na uwolnienie były rozmaite. Jedni byli wdzięczni za okazję, choćby niewielką, ucieczki i wyrównania rachunków z Komitetem i UB. Inni, i tych była większość, nie chcieli mieć nic wspólnego z przygotowywaną ucieczką. Po części wynikało to z przekonania, że nie może się ona udać, po części zaś z autentycznej lojalności wobec Republiki. A w paru klinicznych przypadkach z wiary w słuszność rewolucji i postępowania Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego. Odmawiając współpracy, demonstrowali tę lojalność w oczywistej nadziei, że gdy ubecy wrócą na planetę, oni otrzymają szansę na rehabilitację.

McKeon uważał, że są durniami, gdyż w najlepszym razie zostaną tam, gdzie są, w najgorszym Urząd Bezpieczeństwa każe ich zabić, by pozbyć się niewygodnych świadków klęski. Szanował jednak ich wybór, podobnie jak szanował Longmont, choć to ostatnie przyszło mu znacznie trudniej. Zwłaszcza że niegłupia w sumie kobieta ciągle upierała się, że jest „towarzyszką admirał”, co dla wszystkich brzmiało jak obelga. Podejrzewał, że w końcu będzie jedną z tych osób, które udadzą się wraz z Parnellem na wygnanie do Ligi Solarnej, ale jak na razie miała zbyt dużo problemów, by zdecydować się, wobec kogo czy też czego tak naprawdę pozostaje lojalna. Parnell, ma się rozumieć, także odmówił udziału w sądzeniu, motywując to logicznie tym, że zastrzeliłby od ręki wszystkich napotkanych funkcjonariuszy UB, więc trudno go posądzać o obiektywizm.

Longmont zgodziła się wejść w skład sądu wojennego i od razu jasno i otwarcie powiedziała dlaczego, podczas pierwszego spotkania z Honor, gdy ta złożyła jej propozycję.

— Winni tego, co się tu działo, muszą zostać ukarani. Ale to nie znaczy, że macie wolną rękę i możecie skazać i powiesić każdego, kogo postawicie przed sądem. Wejdę w jego skład, ale pod jednym warunkiem: żeby skazać kogoś na karę śmierci, wyrok musi zapaść jednogłośnie, a nie większością głosów.

— Przecież to idio… — zirytował się Ramirez.

I zamknął z trzaskiem usta, widząc, że Honor unosi dłoń, nie spuszczając wzroku z twarzy Longmont.

— Zgadzam się, że to ma być miejsce ferowania sprawiedliwych wyroków, a nie rozdawania licencji na wieszanie — powiedziała spokojnie. — Ale to nie znaczy, że jestem gotowa ostateczny werdykt uzależniać od pani widzimisię.

— I nie proszę o to. Mogę za każdym razem głosować podłączona do detektora kłamstwa, bo daję pani słowo honoru, że będę głosowała zgodnie z przepisami prawa wojskowego i regulaminami polowymi. Ale nie będę kłamać, lady Harrington: zgadzam się na udział w tym sądzie tylko dlatego, że uważam to za swój obowiązek. Żeby zapadły sprawiedliwe wyroki, ktoś ze składu sędziowskiego musi uważać oskarżonych za niewinnych, dopóki ponad wszelką wątpliwość nie zostanie udowodniona przez oskarżycieli ich wina, i przypominać o tym pozostałym.

Sam także brał udział w tym spotkaniu i musiał przyznać, że Honor go zaskoczyła, gdyż wysłuchała Longmont z kamienną twarzą, pogłaskała Nimitza, przyglądając jej się przez dłuższą chwilę, i ku zaskoczeniu wszystkich obecnych oznajmiła:

— Zgoda. I obędzie się bez wykrywacza kłamstw, jeśli da mi pani słowo honoru, że będzie postępowała dokładnie tak, jak pani właśnie powiedziała, towarzyszko admirał Longmont.

1 ... 145 146 147 148 149 150 151 152 153 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)