Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
mógłby powiedzieć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. W gabinecie panowała
grobowa cisza. Zawisła nad ich głowami, zwiastując nadchodzącą burzę. Harry
przełknął ślinę i otworzył usta:
- Ja...
To jedno słowo zamieniło się w mały kamyczek, który upadając na szczyt góry,
wywołał olbrzymią, niemożliwą do zatrzymania lawinę.
Snape odwrócił się gwałtownie, niemal przebijając go morderczym, płonącym jak w
gorączce spojrzeniem i ryknął tak, że Harry cofnął się i wpadł na półki:
- Ty bezmyślny, nieodpowiedzialny, pomylony, impertynencki, lekkomyślny durniu!
Mogłeś ZGINĄĆ! Nie potrafisz wytrzymać nawet pięciu minut, żeby nie wpakować się
w kłopoty! Masz gdzieś konsekwencje swojego zachowania! Nigdy nie pomyślisz o
tym, że narażając siebie, narażasz też na niebezpieczeństwo innych! Ale co cię to
obchodzi? Jesteś Wybrańcem i możesz robić, co ci się żywnie podoba, niezależnie
od tego, czy ktoś przy tym zginie! Bezmyślnie pakujesz się w tarapaty, a później inni
muszą ratować twoją żałosną skórę! I masz pretensje do całego świata, tylko nie do
siebie!
- Nie krzycz na mnie - powiedział cicho Harry, wpatrując się w dywan i zagryzając
wargę. Wiedział, że źle postąpił, wiedział, że prawie zginął... i wiedział, że Severus
miał rację. Ale on też to bardzo przeżył... - Nie chciałem... przep...
- Nie mam ci nic więcej do powiedzenia, Potter! - mężczyzna przerwał mu głosem
ostrym niczym skalpel. - Wynoś się i nie pokazuj mi się więcej na oczy! - I z tymi
słowami przypadł do niego, złapał go za ramię i pociągnął do wyjścia. Harry nie
stawiał oporu. I tak nie miałby szans. Snape był w takim stanie, że jakakolwiek próba
oporu mogłaby się dla niego skończyć bardzo boleśnie. - Narażaj kogoś innego, a
nie mnie! - syknął przez zęby i wyrzucił go na korytarz. Zanim Harry zdążył złapać
równowagę, drzwi zatrzasnęły się. Ostatnie słowa mężczyzny sprawiły, że dotarło w
końcu do niego coś ważnego... Gdyby zginął na szlabanie u Snape'a, mógłby go
narazić na naprawdę poważne konsekwencje, nie tylko ze strony Dumbledore'a, ale
całego czarodziejskiego świata...
Podszedł do drzwi i zapukał. Odpowiedziała mu cisza.
- Przepraszam - powiedział do drewnianej powierzchni. Miał nadzieję, że Severus go
usłyszy. - Przepraszam - powtórzył nieco głośniej.
Stał pod drzwiami jeszcze przez jakiś czas. A później, wzdychając ciężko, powlókł się
do dormitorium.
Musi zrobić wszystko, aby to naprawić... Absolutnie wszystko!
***
Leżąc w łóżku, bombardowany ciemnością i siekającym w okna deszczem, Harry po
raz kolejny próbował zablokować wdzierające się do jego umysłu wspomnienia
strachu, bezradności i... ulgi. Żył tylko i wyłącznie dzięki kamieniowi i Severusowi.
Spojrzał w głąb wirującej zieleni i w jej wnętrzu zobaczył obraz płonących gniewem
oczu. Zacisnął powieki, próbując to odegnać, ale wszystko wciąż do niego
powracało.
Jednak to nie fakt, że cudem uniknął śmierci tak bardzo go męczył, tylko
świadomość, że swoim zachowaniem mógł zniszczyć wszystko, co z takim trudem
udało mu się wybudować, że zepsuł to, co miało być takie piękne. A teraz Severus...
teraz nie chciał go widzieć i to było najboleśniejsze. Że to wszystko stało się przez
niego!
Zacisnął kamień w dłoni i wysłał:
Wiem, że się na mnie gniewasz i bardzo mi przykro z tego powodu. Nie chciałem
narazić cię na nieprzyjemności. Bałem się... że już cię więcej nie zobaczę.
Przepraszam, Severusie. Proszę, nie gniewaj się na mnie zbyt długo, bo tego nie
zniosę.
Czekał na odpowiedź tak długo, aż wreszcie, zmęczony przeżyciami, zasnął.
***
Kiedy Harry schodził na śniadanie we wtorek, myślał tylko o tym, czy zobaczy
Severusa.
Zobaczył.
Ale mężczyzna przez cały posiłek nie zaszczycił go nawet jednym spojrzeniem.
Próbował wysyłać mu pod stołem wiadomości, ale Snape ani razu nie sięgnął do
kieszeni, tak jakby... w ogóle nie miał kamienia. Gdyby trzymał go w kieszeni, to
klejnot po jakimś czasie zacząłby go parzyć, ale Severus najwidoczniej musiał go
zostawić w komnacie, ponieważ nie chciał mieć już z Harrym nic do czynienia.
Kiedy chłopak uświadomił to sobie, natychmiast stracił cały apetyt i popadł w jeszcze
większe przygnębienie. Ron i Hermiona patrzyli na niego z niepokojem, więc
próbował chociaż udawać, że wszystko jest w porządku i posłał im wymuszony
uśmiech, chociaż w głębi serca miał wrażenie, jakby coś rozpadało się w nim na
kawałki.
Przez cały dzień, na każdym posiłku, Severus ostentacyjnie ignorował go. A Harry
popadał w coraz większy marazm. Nie zaprzestał wysyłania wiadomości, chociaż ani
razu nie otrzymał odpowiedzi.
Wiem, że to wszystko moja wina. Wiem, że czasami nie potrafię powstrzymać się
przed... ryzykowaniem. Ale to nieprawda, co o mnie powiedziałeś. Nie jestem
bezmyślny i impertynencki. Chciałem tylko... zająć czymś myśli, dowiedzieć się
czegoś...
Przerwał. Nie, to brzmiało głupio...
Nie chciałem tego. Gdybym mógł cofnąć czas...
Ale nie mógł, więc po co o tym pisać?
Po prostu... to był wypadek. Żałuję tego. Chciałem... czekałem... i...
Cholera!
Przepraszam. Co mam jeszcze zrobić?
Czekał długo, bardzo długo.
Odezwij się do mnie! Nie zniosę tego dłużej!
To na nic. Nie otrzymał ani jednej odpowiedzi. Severus pewnie... pozbył się
kamienia. Musiał go wyrzucić, ponieważ nie chciał, żeby Harry go męczył.
To... bolało.
Przewrócił się na bok i zacisnął w dłoni gładki, zielony klejnot. Miał tylko to. Jedyną
cząstkę Severusa, która mu pozostała. Dopóki ją miał, miał także nadzieję.
Nie wiem, po co ci to wszystko wysyłam. Podejrzewam, że pozbyłeś się kamienia... i
mnie. To takie dziwne uczucie wiedzieć, że już nie odczytasz moich wiadomości...
Zamrugał czując, że szczypią go oczy.
Nie, będzie z tym walczył! Nie może przecież się...
Serce Harry'ego niemal wyskoczyło z piersi, kiedy poczuł w dłoni ciepło. Spojrzał na
klejnot zamglonym wzrokiem, ściskając go tak mocno, iż niemal go zgniótł.
Mówiłem, że nie mam ci nic do powiedzenia, Potter.
Wiadomość była sucha i niemiła, ale... była! Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu
ulgi. Wystarczyło jedno zdanie, aby cały świat nabrał barw. Opadł na poduszkę i
wpatrując się w sklepienie, uśmiechał się do siebie i czuł, że przyszłość należy do
niego. Ponownie przewrócił się na bok i skulił się, przytulając policzek do kamienia.
Dobranoc, Severusie. I... dziękuję.
***
Harry wiedział, że dzisiaj jest środa. A to oznaczało szlaban ze Snape'em. Ale czy po
tym, co się wydarzyło, mógł tak po prostu do niego iść? Jakby nic się nie stało?
Severus nadal go ignorował, ale w końcu nie napisał mu, że nie może przyjść.
Przecież gdyby nie chciał go widzieć, to chyba by go o tym poinformował. To prawda,
że wykrzyczał mu to w twarz tak głośno, że Harry niemal ogłuchnął, ale... był wtedy
bardzo zdenerwowany i może przemyślał to wszystko i... Cholera!
Zerwał się z łóżka i zaczął krążyć po dormitorium. Neville i Ron uczyli się na dole
razem z Hermioną.
Pójdzie! Najwyżej Snape go wyrzuci.
Ruszył w stronę wyjścia, ale zatrzymał się nagle.
A może jednak lepiej będzie, jeżeli zostanie? Może on naprawdę nie chce go