Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Snape przypadł do niego i przyłożył mu palce do szyi. Napięcie widoczne na jego
twarzy na ułamek sekundy przekształciło się w ulgę, która niemal natychmiast
została zastąpioną przez wściekłość:
- Miałeś niczego nie dotykać, ty głupi chłopaku! Ale oczywiście nie mogłeś się
powstrzymać! Zawsze masz gdzieś wszystkie zakazy i reguły! Kiedy już z tego
wyjdziesz, to radzę ci natychmiast zejść mi z oczu, bo w przeciwnym wypadku sam
cię zabiję! - niemal krzyczał, celując różdżką w klatkę piersiową Harry'ego. -
Flagrantia inflamare!
Harry zaczął coś czuć. Ciepło. Jednak tak niewyraźne i oddalone, jakby znajdowało
się gdzie indziej, a nie w jego własnym ciele, którego nie miał, a przynajmniej
wydawało mu się, że nie ma. Nie czuł go. Miał wrażenie, jakby go nie było.
Severus zerwał się i zaczął przeszukiwać półki. Przeklinał.
Harry pierwszy raz słyszał, żeby Snape używał takich słów. Jego przekleństwa
zawsze były raczej... bardziej wyrafinowane. Domyślił się, że pewnie szuka
antidotum i nie może go znaleźć. Ale przecież Severus zawsze wiedział, gdzie co
leży. To było jego królestwo, znał tutaj wszystko.
Chyba że... tego nie było.
Fioletowy płyn! Kurwa!
Miał nadzieję, że kamień nadal znajduje się w jego dłoni. Spróbował się skupić, mimo
że miał wrażenie, jakby jego umysł falował.
Na podłodze.
Snape przerwał szukanie i sięgnął do kieszeni. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy
odczytał wiadomość. Spojrzał na porozrzucane na kamiennej posadzce szkła, a z
jego ust wyrwał się głośny jęk.
W tym jęku było coś dziwnego... Nawet słowa "To już koniec!" nie zabrzmiałyby tak przerażająco.
A więc to już naprawdę koniec? Wszystko na nic? Severus nie potrafi go uratować?
Nie, nie może go uratować. Przez jego własną głupotę!
Miał ochotę rzucać się i krzyczeć. Ale nie mógł. Nie mógł nic zrobić. Absolutnie nic.
Chociaż nie. Jednak mógł...
Skupił się resztką odpływających z niego sił i wysłał wiadomość:
Dziękuję za każdą spędzoną z tobą chwilę, Severusie. Dziękuję za... wszystko.
Jestem taki senny...
Usłyszał szelest. Mężczyzna uklęknął przed nim i wbił w niego nieustępliwe, twarde
spojrzenie.
- Znowu melodramatyzujesz, ty idioto! - warknął, ale jego głos był dziwny.
Zachrypnięty. - Nie umrzesz, Potter! Nie pozwoliłem ci na to!
Harry próbował utrzymać się na powierzchni świadomości, ale miał wrażenie, jakby
coś ciągnęło go w dół.
Dobranoc, Severusie...
Przez pokrywającą jego oczy mgłę zobaczył, jak mężczyzna odczytuje wiadomość,
marszczy brwi i wyciąga rękę, aby sprawdzić mu puls. Zewsząd napierała ciemność,
wyciągała po niego swe macki, czepiała się ubrania. Wszystko wirowało, rozmywało
się. Nie był pewien, gdzie się znajduje. Miał wrażenie, jakby oddalał się, jakby
wszystko - obrazy, dźwięki - odsuwały się, a on nie mógł ich złapać, aby zatrzymać je
przy sobie.
- Flagrantia inflamare maxima!
Wokół niego buchnęły płomienie, rozjaśniając ciemność i odstraszając wciągające go
w nią macki. Za nim pojawił się mur z ognia. Nie mógł tam iść. Musiał zawrócić,
cofnąć się. Zaczął zbliżać się do światła. Słyszał jakieś krzyki, coraz wyraźniejsze,
coraz głośniejsze.
Obraz wyostrzył się, ale nie mógł się na niczym skupić, ponieważ ktoś nim potrząsał.
- ...słyszysz! Daj mi znak, że mnie słyszysz, Potter! Do diabła! Jeżeli zaraz nie dasz
mi znaku, to osobiście się z tobą policzę!
Podczas szarpania głowa Harry'ego opadła na chwilę w dół i zobaczył, że Severus
zaciska palce wokół ręki, w której trzymał kamień.
Słyszę.
Mężczyzna puścił go i spojrzał na swój własny kamień. Pochylił głowę i przez chwilę
trwał w bezruchu. Harry nie widział jego twarzy, mógł tylko patrzeć na czarne,
opadające na twarz włosy mężczyzny i zastanawiać się, co się stało. Miał niejasne
wrażenie, że gdzieś był, że widział jakiś ogień, ale nic więcej nie pamiętał.
Ogień. Czuł go w sobie. Czuł, jak rozgrzewa jego ciało, płonie w żyłach, tli się w
sercu, pobudzając je do szybszego bicia.
Po kilku chwilach Severus spojrzał na niego. Harry dostrzegł tylko zanikający w
oczach cień, twarz mężczyzny pozostała nieporuszona.
- Nie waż się więcej odpływać, Potter! Masz być przytomny, dopóki... - urwał nagle, a
jego oczy rozszerzyły się na ułamek sekundy. Rozejrzał się po zarzuconej kawałkami
szkła podłodze i zmarszczył brwi. Odsunął się od Harry'ego, pochylił i z najwyższą
ostrożnością podniósł z posadzki kawałek szklanej skorupy, w której połyskiwał
fioletowy płyn. Przyłożył go do warg i wlał sobie do ust. Harry zobaczył swoje odbicie
w kawałku szkła. Sine, drżące wargi, podkrążone oczy, cera tak blada, iż wyglądał
niemal jak duch. Czy to naprawdę był on?
Snape odrzucił szkło i pochylił się nad nim. Z jego rozciętej ostrą krawędzią wargi
spływała krew. Uniósł twarz Harry'ego, przycisnął mocno wargi do jego ust,
rozszerzył językiem zaciśnięte zęby i wlał w niego płyn.
Pomimo strachu, bezradności i otaczającej wszystko mgle, Harry w tej jednej chwili
potrafił myśleć tylko o tym, że Severus właśnie... całował go! Tak jakby. A on nie
mógł tego poczuć!
Cholera!
Snape oderwał wargi i spojrzał wyczekująco na twarz chłopaka. W jego wzroku było
ogromne napięcie. Usta miał zaciśnięte i tak zaczerwienione, jakby coś je poparzyło.
Harry zaczął coś odczuwać. Ciepło. Nie... żar. Paliły go wargi. Później język i gardło.
A wraz z gorącem, przychodziło... czucie. Udało mu się przełknąć. Miał wrażenie,
jakby przez jego przełyk spływał płynny ogień, powoli zajmując całe ciało. Płonął w
nim, roztapiając lód i rozgrzewając wszystko, co napotkał na swojej drodze. Kiedy
jego płuca zaczęły funkcjonować i chciał wziąć głębszy oddech, zaczął się krztusić.
Powoli powracało czucie w rękach, dłoniach, palcach... Poruszał nimi na próbę.
Wyczuł trzymany w ręku kamień. Kamień, który... uratował mu życie. Gdyby go nie
miał... - jego serce szarpnęło się - ...już nigdy nie zobaczyłby Severusa. Nigdy.
Kaszląc i dusząc się, pochylił się do przodu. Wszystko go swędziało i mrowiło, kiedy
krew zaczynała krążyć w żyłach. Miał wrażenie, że zaraz oszaleje. Jak gdyby
wszystko go w środku swędziało, a nie mógł się podrapać, jakby w całym jego ciele
biegały stada mrówek. Zacisnął zęby i zaczął jęczeć, pocierając jednocześnie
brzuch, ramiona i uda, by je rozmasować i pobudzić krew do szybszego krążenia.
Miał ochotę położyć się na podłodze, rzucać, szarpać i kopać. Zacisnął powieki i
skulił się, błagając, by to się już skończyło. Po kilku minutach nieprzyjemne objawy
zaczęły ustępować. Otworzył oczy i odetchnął głęboko kilka razy. Drżał. Podniósł
głowę, by w końcu spojrzeć na Severus, ale mężczyzna stał w pewnej odległości,
odwrócony tyłem. Zaciśnięte niemal do białości pięści nie wróżyły niczego dobrego.
Harry zagryzł wargę. Wiedział, że nabroił... A Snape wyglądał na naprawdę
wściekłego. Może nie chce z nim rozmawiać? Może odwrócił się, żeby dać mu
szansę na ucieczkę?
Spojrzał na drzwi. Nie, nie może wyjść... To była jego wina. Musi...
Z trudem podniósł się na nogi. Przez chwilę stał bez słowa, próbując wymyślić, co