Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
oczy i zanurzył się we wspomnieniach. Przypominał sobie łagodny dotyk, który
niczym pająk przesuwał się po jego ciele, gorący oddech Severusa owiewający jego
szyję i ramię, ciepłe wargi wędrujące po drżącej skórze, przynoszące jednocześnie
ból i radość. Ból, ponieważ tak długo musiał czekać, i radość, ponieważ w końcu
doczekał się. Wszystko było takie inne. Gładkie i... ciepłe. Za każdym razem, kiedy o
tym pomyślał, jego serce rozpoczynało taniec, głowa stawała się zadziwiająco lekka,
a na usta wypływał uśmiech. Tak, jak teraz.
- Harry! - Czyjś głos wdarł się w jego sny na jawie, przerywając je. Poczuł na
ramieniu dłoń. Otworzył oczy. Obok niego stała Ginny. - Wszystko w porządku?
- Tak - odparł i wtedy wiedział już, co ma zrobić, aby jego sen stał się rzeczywistością i aby nikt nie mógł go przerwać. - Muszę iść - oświadczył, zrywając się z miejsca.
Obok Ginny pojawił się Ron.
- Nigdzie teraz nie pójdziesz, stary. Będą śpiewać piosenkę na naszą cześć -
wyszczerzył się. - I wszyscy chcą zobaczyć i pocałować znicz.
Znicz?
Harry przypominał sobie, że jeszcze przed chwilą go miał, ale co z nim zrobił?
Nieważne. Wszystko to jest nieważne. Najważniejsze teraz jest...
- Ale ja naprawdę muszę! - Spróbował przecisnąć się obok Rona. Musiał zobaczyć
się z Severusem. Właśnie w tej chwili! Nic nie było ważniejsze od tego!
Ale przyjaciel złapał go za ramię i wciągnął w tłum. Widział, że teraz nie ma już
żadnych szans, aby się wyrwać i zrobić to, czego najbardziej pragnął.
Być z nim.
***
Połowę niedzieli Harry spędził w bibliotece, ucząc się o sposobach przedłużania
działania eliksirów niewidzialności, a drugą połowę patrząc w okno, uśmiechając się i
śniąc na jawie. Całe szczęście, że wygrana w sobotnim meczu całkowicie tłumaczyła
jego maślany uśmiech i wiecznie dobry humor, bo w przeciwnym wypadku Hermiona
mogłaby zacząć zadawać pytania. Każdy, kto na niego patrzył, myślał po prostu, że
jest zadowolony z wygranej. Także siedząc w bibliotece nie opuszczał go dobry
humor. Nawet nieobecność Severusa nie mogła mu go zepsuć. Po śniadaniu, na
którym Mistrz Eliksirów się nie pojawił, Harry postanowił pójść go odwiedzić,
ponieważ miał wrażenie, że każda godzina rozłąki jest dla niego torturą, ale niestety,
Severusa nie było ani w gabinecie, ani nigdzie w zamku. Specjalnie sprawdził na
Mapie Huncwotów, ponieważ pomyślał, że może znowu pracuje w swoim
laboratorium, ale po wpatrywaniu się w pergamin przez pół godziny stwierdził, że
chyba jednak nie. Trochę zawiedziony zabrał się więc do nauki. W końcu chciałby
móc pochwalić się w poniedziałek Severusowi znajomością zagadnienia, o którym
mężczyzna ostatnio napomknął i dał mu do zrozumienia, że chciałby o nim z Harrym
porozmawiać. Był tak pełen zapału, iż miał wrażenie, że bez problemu da radę
nauczyć się materiału z całej szóstej i siódmej klasy, byle tylko sprawić tym
przyjemność Severusowi. Nawet Hermiona, która przyszła do biblioteki po południu,
aby pouczyć się trochę na jutrzejszą lekcję Eliksirów na wypadek, gdyby Snape
zaskoczył ich jakimś niezapowiedzianym sprawdzianem, z niepokojem patrzyła na
stosy książek, którymi obłożył się Harry i które wertował z zapałem i uśmiechem na
twarzy.
Severus nie pojawił się także na posiłkach w poniedziałek i Harry zaczął się martwić.
Z niecierpliwością oczekiwał ostatniej lekcji Eliksirów, a siedząc już w klasie, wciąż
wpatrywał się w drzwi. Ron mruczał pod nosem modlitwę o tym, że zrobi wszystko,
jeżeli tylko przeżyje tę lekcję, a Neville przewrócił atrament, ustawiając na ławce swój przypalony kociołek, za co został zwymyślany przez Lavender, ponieważ pobrudził
kawałek jej nowej, przyozdobionej muszlami i kwiatami torby.
Harry wpatrywał się w drzwi z taką intensywnością, iż jego oczy niemal zaczęły
łzawić. A wtedy one otworzyły się z rozmachem i do klasy wlał się mrok. Poczuł taką
ulgę, iż prawie spłynął po krześle na podłogę. Niemal nieświadomie sięgnął ręką do
kieszeni i zaciskając palce na kamieniu, pomyślał:
Jak to dobrze, że jesteś, Severusie. Tak się o ciebie martwiłem...
Snape zatrzymał się przy biurku i zerknął w dół na coś, co wyciągnął z połów swojej
szaty. Kiedy odczytał wiadomość, uniósł jedną brew i spojrzał na Harry'ego tak, jakby
chłopak zaczął nagle mówić w innym języku. Tak, jakby w życiu nie spodziewał się,
że ktoś może się o niego martwić.
Harry gwałtownie spuścił wzrok, czując się jak ostatni głupek. Po chwili znowu
usłyszał ten niski głos, który za każdym razem rozpalał w nim każdy nerw. Poczuł
dreszcze. Nie słyszał go od piątku. Miał wrażenie, że minęły już całe wieki, a nie
zaledwie trzy dni.
- Schowajcie wszystkie książki i przybory. Dzisiaj mam dla was... małą niespodziankę
- powiedział Snape uśmiechając się nieprzyjemnie i machnął różdżką w stronę
biurka, z którego zaczęły wylatywać czyste arkusze pergaminu.
Ron jęknął, a Hermiona rozpromieniła się. Harry spojrzał na arkusz, który wylądował
przed nim i przeczytał tytuł wypracowania, które mieli napisać:
Opisz metody przyrządzania najpopularniejszych eliksirów niewidzialności i
zaproponuj sposoby przedłużenia ich działania.
Harry poczuł słodką satysfakcję. Chyba po praz pierwszy w życiu był pewien, że nie
ma szans tego zawalić. Usłyszał, jak siedzący obok niego Ron zaklął cicho i szepnął
coś do Hermiony. Dziewczyna zerknęła, czy nauczyciel nie patrzy, i odpowiedziała
mu coś, także szeptem. W tej samej chwili rozległ się piskliwy głos Pansy:
- Panie profesorze, Granger i Weasley szepczą do siebie. Uważam, że nie powinno
się podpowiadać. To niedopuszczalne!
Hermiona zaczerwieniła się aż po czubki włosów, a Ron posłał Ślizgonce swoje
najbardziej mordercze spojrzenie.
- Słuszna uwaga, panno Parkinson - odparł spokojnie Snape. - Dziesięć punktów dla
Slytherinu za twoją niespotykaną spostrzegawczość. A Gryffindor traci piętnaście
punktów. Panno Granger, jestem zmuszony rozdzielić waszą wielką trójcę. Usiądzie
pani w ostatniej ławce.
Hermiona, czerwona jak burak, zabrała kałamarz i pergamin i szybko przeszła na
koniec klasy. Ron odprowadził ją zrozpaczonym wzrokiem, po czym ponownie rzucił
Pansy tnące wściekłością spojrzenie. Ślizgonka prychnęła i uśmiechnęła się
szyderczo. Siedzący obok niej Zabini syknął w stronę Gryfona:
- I co, Weasley? Rozpłaczesz się teraz, że twoja szlamowata dziewczyna ci nie
pomoże? Może gdybyś zainwestował w porządne książki, a nie w te obdartusy, to
miałbyś szanse chociaż na Nędzny. Och, zapomniałem, twoja rodzina jest na to zbyt
biedna...
Ślizgoni zaczęli chichotać, a Ron niemal zerwał się z miejsca, mrucząc pod nosem
coś o tym, że go zabije, ale Harry w ostatniej chwili złapał przyjaciela za ramię i
przytrzymał, zmuszając go, by usiadł z powrotem.
- Uspokój się, Weasley, albo wylecisz z sali - warknął Snape, rzucając mu groźne
spojrzenie. - Przez ciebie Gryffindor traci kolejne dziesięć punktów.
Harry usadził na miejscu przeklinającego pod nosem i trzęsącego się ze złości
przyjaciela, po czym, chociaż sam czuł już pierwsze ukłucia złości z powodu tego, że
Snape znowu był dla nich tak cholernie niesprawiedliwy (ale wmawiał sobie, że to