Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Leane przekazałaby, gdyby ktoś choć słowem zasugerował, że może chodzić o konstruowanie bram — wtrąciła szybko Siuan, widząc minę Egwene. Przeczytała już oczywiście wcześniej wszystkie te sprawozdania, więc wiedziała, co przyciągnęło uwagę Amyrlin na ostatniej stronie. Patrząc na Egwene, Siuan tak bardzo się zapomniała, że zaczęła się wiercić na chwiejnym stołku i o mało nie spadła z niego na dywany. Nie przestała jednak mówić. — I możesz być pewna, że Gareth nie dopuści do rozprzestrzenienia się jakichkolwiek informacji — kontynuowała, wciąż poprawiając się na krześle. — Żaden z jego żołnierzy nie jest głupcem i na pewno żaden nie zdezerteruje do miasta, zresztą nawet w takim przypadku umieliby utrzymać język za zębami. Ludzie mawiają, że Gareth atakuje tam, gdzie nikt się go nie spodziewa i gdzie wcale nie powinno go być. Z drugiej strony, tak często postępuje w sposób nieprzewidywalny, że wielu spodziewa się po nim dziwacznego zachowania. I tyle.
Kryjąc uśmiech, Amyrlin przytrzymała przy płomieniu pismo, w którym Leane wzmiankowała o Lordzie Garecie i przez chwilę się przyglądała, jak papier płonie i czernieje. Jeszcze kilka miesięcy temu Siuan nie wysławiałaby tego mężczyzny, już prędzej wypowiedziałaby jakiś cierpki komentarz pod jego adresem. I nazwałaby go „Garethem cholernym Bryne’em”, a nie po prostu Garethem. Wcześniej Egwene obserwowała jej zachowanie w tych rzadkich dniach, gdy generał zjawiał się w obozie Aes Sedai. Wpatrywała się wtedy w niego, a gdy na nią spojrzał, natychmiast uciekała. Siuan! Tak, tak, Siuan uciekała na widok mężczyzny! Siuan była Aes Sedai od ponad dwudziestu lat, w tym przez dziesięć pełniła funkcję Zasiadającej na Tronie Amyrlin, lecz nie miała większego pojęcia o miłości niż kaczka o strzyżeniu owiec. Zupełnie nie wiedziała, co robić.
Egwene rozkruszyła popiół i otrzepała ręce z paprochów. Jej uśmiech powoli znikał. Nie miała prawa oceniać Siuan. Sama była zakochana, lecz nie wiedziała, gdzie przebywa obecnie Gawyn i co by zrobiła, poznawszy miejsce jego pobytu. Gawyn miał obowiązki wobec Andoru, ona zaś wobec Wieży. Mogła pokonać dzielącą ich przepaść tylko w jeden sposób — uczynić go swoim Strażnikiem, jednakże tym samym być może przyczyniłaby się do śmierci mężczyzny. Lepiej pozwolić Gawynowi odejść i całkowicie o nim zapomnieć. Niestety okazywało się to równie trudne, jak zapomnienie własnego imienia. Szczególnie że miała poczucie, iż potrafi go połączyć więzią jako Strażnika. Wiedziała, że potrafi! Nie mogła tego oczywiście zrobić, nie mając pojęcia, gdzie znajduje się Gawyn, nie mogąc położyć na jego ciele swoich dłoni i dotknąć jego czoła. Mężczyźni byli... kłopotliwi!
Powstrzymała się przed przyciśnięciem palców do skroni, zdawała sobie zresztą sprawę, że ich ucisk i tak nie złagodzi pulsującego bólu. Wyrzuciła z umysłu myśli o Gawynie. Wyrzuciła go z głowy najdalej, jak umiała. Zastanowiła się, czy czuje przedsmak emocji towarzyszących kobiecie posiadającej Strażnika, ponieważ myśl o Gawynie nigdy tak naprawdę nie opuszczała jej umysłu, zawsze czaiła się gdzieś z tyłu jej głowy. Czaiła się, czekając na okazję wtargnięcia głębiej i ogarnięcia całej świadomości. I rzeczywiście czasem się wdzierała — w najbardziej niedogodnym momencie.
Egwene powtórzyła sobie, że w chwili obecnej musi się skoncentrować na swoich zajęciach Amyrlin, po czym podniosła następny arkusz papieru.
Wnosząc z informacji „oczu i uszu”, świat bardzo się zmieniał. Z ziem okupowanych przez Seanchan docierało niewiele wiadomości i wszystkie były dziwaczne lub przerażające. Amyrlin otrzymywała wymyślne opisy seanchańskich zwierząt, które stanowiły dowód wykorzystywania przez tę nację Pomiotu Cienia, czytała przerażające opowieści o kobietach poddawanych testom mającym na celu ustalenie, czy można je wziąć na smycz jako damane, a także przygnębiające historie o coraz powszechniejszej... akceptacji. Seanchanie nie wydawali się gorszymi władcami niż wielu przed nimi, a lepszymi niż niektórzy (chociaż nie dla kobiet z umiejętnością przenoszenia Mocy) i wyraźnie coraz więcej osób rezygnowało z planów jakiegokolwiek sprzeciwu — natychmiast, gdy sobie uprzytomniły, że Seanchanie pozwolą im dalej żyć własnym życiem. Wieści z Arad Doman też nie były najlepsze, właściwie docierały stamtąd głównie pogłoski, o czym donosiły w swoich raportach siostry; pogłoski te jednakże sporo mówiły o stanie tego kraju. Król Alsalam nie żył. A może żył, lecz zaczął przenosić Moc i oszalał... Rodel Ituralde, Wielki Kapitan, również albo nie zginął, albo przejął tron, albo najechał Saldaeę. Wszyscy członkowie Rady Kupców zmarli, uciekli z kraju lub wywołali wojnę domową, spierając się o wybór następnego władcy. Któraś z tych plotek mogła być prawdziwa. Bądź też żadna. Ajah przyzwyczaiły się do kontrolowania wszystkiego, teraz zaś trzecią część ich świata spowijało coś na kształt gęstej mgły, w której można było dostrzec jedynie maleńkie szczeliny. Jeśli któraś z Ajah posiadała pełniejszy obraz, nie raczyła się z innymi podzielić swoimi informacjami.
Zresztą poszczególne Ajah przywiązywały wagę do innych spraw, inne kwestie uważały za nadrzędne, pozostałe natomiast ignorowały. Zielone, na przykład, wykazywały wyjątkowe zainteresowanie opowieściami o armiach Ziem Granicznych znajdujących się niestety w pobliżu Nowego Braem, czyli setki lig od granicy Ugoru, której miały strzec. Sprawozdania Zielonych mówiły o mieszkańcach Ziem Granicznych i tylko o nich, sugerując, że coś należy zrobić i to właśnie teraz. A jednak nie wyjaśniały tej kwestii dokładniej i niczego nie proponowały, choć poprzez pospieszne pismo dokumentów wypełnionych ścieśnionymi, długimi literami przebijała wyraźna frustracja.
Egwene otrzymała od Elayne prawdziwe wiadomości na temat tej sytuacji, na razie jednak chętnie pozwalała się Zielonym denerwować i zgrzytać zębami, zwłaszcza odkąd Siuan ujawniła, dlaczego nie starały się owej sytuacji naprawić. Według przebywającego w Nowym Braem agenta Siuan, mieszkańcy Ziem Granicznych mieli bowiem towarzystwo w postaci pięćdziesięciu albo i stu sióstr... a może nawet dwustu. Nie sposób było zyskać pewności co do liczby Aes Sedai, która mogła być w dodatku, rzecz jasna, mocno zawyżona, Zielone wszakże na pewno zdawały sobie sprawę z ich obecności tamże, mimo iż nie wspomniały o nich w żadnym raporcie, który wysłały Amyrlin. Zresztą żadna Ajah nie wspomniała o tych siostrach w swoich sprawozdaniach. A przecież istniała pewna mała, lecz niezwykle istotna różnica między dwiema siostrami a całą ich dwusetką. Tyle że prawdopodobnie nikt nie miał pewności, kim te Aes Sedai są i po co się znalazły na tych terenach. Niewielu zapewne dociekało szczegółów, gdyż nikt nie chciał się narażać na zarzut wścibiania nosa w nie swoje sprawy. Dziwne, że nawet w momencie grożącym wojną między Aes Sedai siostry powstrzymywały się przed przesadną ciekawością. Takie jednak były ich zwyczaje, za co Egwene nierzadko była losowi wdzięczna.