Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 147 148 149 150 151 152 153 154 155 ... 210
Перейти на страницу:

Wy­so­ka, czar­no­wło­sa pięk­ność o uro­dzie, któ­ra – gdy­by tyl­ko od­po­wied­nio ją ubrać i uma­lo­wać – na­wet na Da­le­kim Po­łu­dniu rzu­ca­ła­by się w oczy. Ta mała ko­czow­nicz­ka z Ha­run­dy­nów, któ­ra jako je­dy­na od cza­su do cza­su zer­ka­ła na nią gniew­nie. I drob­na blon­dyn­ka, tak szczu­pła, że chy­ba nie mu­sia­ła­by ban­da­żo­wać pier­si, gdy­by chcia­ła prze­brać się za chłop­ca. Ale to wła­śnie ją resz­ta wska­za­ła jako naj­lep­sze­go szer­mie­rza w dru­ży­nie… Bez wąt­pie­nia mie­li mnó­stwo se­kre­tów, i to nie­po­ko­ją­cych.

Umne­res stwier­dził, że bije od nich smród cza­rów, dziw­nej ma­gii, któ­rej nie po­tra­fił roz­po­znać. I dla­te­go te­raz spę­dzał wie­czór w są­sied­nim na­mio­cie, wraz z kil­ko­ma in­ny­mi ma­ga­mi. No cóż, każ­dy miał swo­je obo­wiąz­ki.

Co ta­kie­go było w tej gro­mad­ce, że ge­ne­rał po­wie­rzył jej wła­sne ży­cie? Czy byli wy­szko­lo­ny­mi agen­ta­mi im­pe­rial­ne­go wy­wia­du? De­ana za­czy­na­ła ża­ło­wać, że nie ka­za­ła dys­kret­nie prze­szu­kać ich rze­czy.

Do li­cha, musi jesz­cze po­roz­ma­wiać z tymi dzie­wu­cha­mi. Naj­le­piej sam na sam.

Za­sta­na­wia­ła się, jaką de­cy­zję po­dej­mie La­skol­nyk. List od ce­sa­rza za­wie­rał twar­de roz­ka­zy, ale ona na­praw­dę chcia­ła go mieć na oku. Był ni­czym strza­ła w lo­cie i wo­la­ła­by wie­dzieć, gdzie w koń­cu ude­rzy.

Dla­te­go sta­ran­nie ob­my­śli­ła swo­je ar­gu­men­ty, by wy­da­wa­ły się lo­gicz­ne i bez­dy­sku­syj­ne. Pra­wie jak nóż przy­ło­żo­ny do gar­dła.

Z dru­giej stro­ny, chy­ba nikt w tym od­dzia­le nie miał ocho­ty sta­nąć po tej stro­nie ba­ry­ka­dy i pa­trzeć, jak po­zna­ni kil­ka dni wcze­śniej bun­tow­ni­cy wal­czą na śmierć i ży­cie z jej ar­mią. Nie mia­ła wąt­pli­wo­ści, po czy­jej gdzie będą ich ser­ca, gdy już za­cznie się star­cie.

Mu­sia­ła bar­dzo uwa­żać na całą tę ósem­kę.

Tem­po opróż­nia­nia ta­le­rzy i kie­li­chów wy­raź­nie spa­dło, a nie za­no­si­ło się na to, że za­raz przy sto­le roz­go­rze­ją przy­ja­ciel­skie dys­ku­sje, wsta­ła więc i za­stu­ka­ła w krysz­ta­ło­wy kie­li­szek.

— Wy­ru­sza­my ju­tro przed świ­tem. Je­śli je­ste­ście zdro­że­ni, straż­ni­cy od­pro­wa­dzą was do na­mio­tów. Pod­ją­łeś de­cy­zję, ge­ne­ra­le?

— Po­dej­mę ją ju­tro. Je­śli zo­ba­czysz mnie ja­dą­ce­go przy two­im sło­niu, bę­dziesz wie­dzia­ła, co to zna­czy.

Ski­nę­ła mu gło­wą. No cóż, je­śli od­ma­wiał od­po­wie­dzi, bo jego duma po­trze­bo­wa­ła ta­kie­go ma­łe­go zwy­cię­stwa, mo­gła po­cze­kać.

— Czy mogę mieć jesz­cze jed­ną proś­bę, ge­ne­ra­le?

— Słu­cham, pani.

— Chcia­ła­bym po­roz­ma­wiać z two­imi to­wa­rzysz­ka­mi.

Nad sto­łem wy­mie­nio­no za­sko­czo­ne spoj­rze­nia.

— Czy mogę spy­tać dla­cze­go?

— Moją wadą oprócz pew­nej py­chy jest tak­że cie­ka­wość. Rzad­ko wi­du­ję ko­bie­ty-wo­jow­nicz­ki.

Ge­ne­rał zro­bił zdzi­wio­ną minę.

— Sły­sza­łem, że wśród two­je­go ludu to po­wszech­na rzecz.

— Tak. I nie. Uczy­my się wła­da­nia bro­nią, ale w więk­szo­ści nie uwa­ża­my się za wo­jow­nicz­ki, tyl­ko za ko­bie­ty Is­sa­ram. To sub­tel­na róż­ni­ca, któ­ra umy­ka ob­cym. Nie­wie­le z mo­ich krew­nia­czek wy­bie­ra los żoł­nie­rza albo na­jem­ni­ka. Ja sama zo­sta­łam do nie­go nie­ja­ko przy­mu­szo­na przez oko­licz­no­ści. Je­stem cie­ka­wa, co skło­ni­ło obec­ne tu dziew­czy­ny do za­ję­cia się wo­jacz­ką. Poza tym przy­dzie­lo­ne mi słu­żą­ce trak­tu­ją mnie z taką czcią, że na­praw­dę nie mam do kogo ust otwo­rzyć.

Szpa­ko­wa­ty za­stęp­ca kha-dara uśmiech­nął się pod wą­sem.

— Bab­skie po­ga­du­chy, pani?

— Ow­szem, ale po­ga­du­chy ko­biet wo­jow­ni­czek. O zdo­bie­niach szty­chu sza­bli, naj­ład­niej­szych gro­tach włócz­ni i o tym, jaki wzór do wy­ha­fto­wa­nia na kol­czu­dze jest naj­mod­niej­szy w tym roku. Nic, co by mo­gło za­in­te­re­so­wać praw­dzi­we­go żoł­nie­rza.

Męż­czy­zna za­czer­wie­nił się lek­ko, a La­skol­nyk za­śmiał tyl­ko i mach­nął ręką.

— Przy­dzie­lisz im po­tem straż­ni­ków, pani, żeby się nie zgu­bi­ły w obo­zie?

— Oczy­wi­ście, ge­ne­ra­le.

Do­wód­ca cza­ar­da­nu wstał, rzu­cił kil­ka słów w stro­nę ma­łej ko­czow­nicz­ki, któ­re ta przy­ję­ła z dość po­nu­rą miną, po czym ukło­nił się De­anie ni­sko.

— Dzię­ku­ję za wie­cze­rzę, Pani Oka. Wy­ru­sza­jąc na Da­le­kie Po­łu­dnie, ani przez chwi­lę nie są­dzi­łem, że spo­tka mnie taki za­szczyt.

— Ani ja, ge­ne­ra­le. Two­ja sła­wa się­ga da­le­ko. Ży­czę ci spo­koj­nej nocy i mam na­dzie­ję, że po­dej­miesz mą­drą de­cy­zję.

— Oskar­ża­no mnie w ży­ciu o róż­ne rze­czy, ale o mą­drość ni­g­dy. Do ju­tra więc, Pani Oka.

Ukło­nił się ni­sko, po­zo­sta­li męż­czyź­ni też, mniej lub bar­dziej sztyw­no, i wy­szli.

De­ana po­cze­ka­ła chwi­lę, świa­do­ma, że trzy pary oczu – dwie czar­nych i jed­na zie­lo­nych – pró­bu­ją wy­pa­lić jej dziu­rę w ek­cha­arze, po czym wsta­ła, za­ję­ła miej­sce przy sto­le na­prze­ciw ko­biet.

— Od­wróć­cie się pro­szę i za­mknij­cie oczy. Je­śli zo­ba­czy­cie moją twarz, będę mu­sia­ła was za­bić. Nie żar­tu­ję.

Od­wró­ci­ły się bez sło­wa, sia­da­jąc okra­kiem na krze­słach. De­ana za­wa­ha­ła się, po czym z ża­lem się­gnę­ła po krysz­tał wy­peł­nio­ny wodą z mio­dem. Mia­ła strasz­ną ocho­tę na wino, ale wy­rzu­ty su­mie­nia chy­ba nie da­ły­by jej spać całą noc. Po chwi­li na­my­słu od­wró­ci­ła się jesz­cze do ko­biet ple­ca­mi, bo ostroż­no­ści ni­g­dy za wie­le, i od­chy­li­ła ek­cha­ar. Woda była cie­pła­wa i mia­ła mdlą­co-słod­ka­wy po­smak. De­ana do­pi­ła ją z pew­nym przy­mu­sem, po­pra­wi­ła za­sło­nę na twa­rzy i usia­dła nor­mal­nie.

— Skoń­czy­łam, mo­że­cie się od­wró­cić. Mu­si­cie mi wy­ba­czyć, zja­dłam ko­la­cję przed wami i te­raz strasz­nie chcia­ło mi się pić. A pew­nie za­raz ze­chce si­kać.

— Któ­ry to mie­siąc? — za­py­ta­ła naj­wyż­sza z ko­biet, Da­ghe­na Oany­ter, je­śli De­ana do­brze za­pa­mię­ta­ła jej imię i na­zwi­sko.

— Czwar­ty.

— Masz ocho­tę na kwa­śne rze­czy? U nas w ple­mie­niu po­wia­da­ją, że jak się chce octu, to bę­dzie chło­piec, a jak mio­du, dziew­czyn­ka.

— I rze­czy­wi­ście się spraw­dza?

— Ani tro­chę. — Da­ghe­na uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko, pięk­nie. — Ale to do­bry po­czą­tek roz­mo­wy z każ­dą cię­żar­ną, na­wet taką, któ­ra gro­zi, że cię za­bi­je.

1 ... 147 148 149 150 151 152 153 154 155 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)