Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Wysoka, czarnowłosa piękność o urodzie, która – gdyby tylko odpowiednio ją ubrać i umalować – nawet na Dalekim Południu rzucałaby się w oczy. Ta mała koczowniczka z Harundynów, która jako jedyna od czasu do czasu zerkała na nią gniewnie. I drobna blondynka, tak szczupła, że chyba nie musiałaby bandażować piersi, gdyby chciała przebrać się za chłopca. Ale to właśnie ją reszta wskazała jako najlepszego szermierza w drużynie… Bez wątpienia mieli mnóstwo sekretów, i to niepokojących.
Umneres stwierdził, że bije od nich smród czarów, dziwnej magii, której nie potrafił rozpoznać. I dlatego teraz spędzał wieczór w sąsiednim namiocie, wraz z kilkoma innymi magami. No cóż, każdy miał swoje obowiązki.
Co takiego było w tej gromadce, że generał powierzył jej własne życie? Czy byli wyszkolonymi agentami imperialnego wywiadu? Deana zaczynała żałować, że nie kazała dyskretnie przeszukać ich rzeczy.
Do licha, musi jeszcze porozmawiać z tymi dziewuchami. Najlepiej sam na sam.
Zastanawiała się, jaką decyzję podejmie Laskolnyk. List od cesarza zawierał twarde rozkazy, ale ona naprawdę chciała go mieć na oku. Był niczym strzała w locie i wolałaby wiedzieć, gdzie w końcu uderzy.
Dlatego starannie obmyśliła swoje argumenty, by wydawały się logiczne i bezdyskusyjne. Prawie jak nóż przyłożony do gardła.
Z drugiej strony, chyba nikt w tym oddziale nie miał ochoty stanąć po tej stronie barykady i patrzeć, jak poznani kilka dni wcześniej buntownicy walczą na śmierć i życie z jej armią. Nie miała wątpliwości, po czyjej gdzie będą ich serca, gdy już zacznie się starcie.
Musiała bardzo uważać na całą tę ósemkę.
Tempo opróżniania talerzy i kielichów wyraźnie spadło, a nie zanosiło się na to, że zaraz przy stole rozgorzeją przyjacielskie dyskusje, wstała więc i zastukała w kryształowy kieliszek.
— Wyruszamy jutro przed świtem. Jeśli jesteście zdrożeni, strażnicy odprowadzą was do namiotów. Podjąłeś decyzję, generale?
— Podejmę ją jutro. Jeśli zobaczysz mnie jadącego przy twoim słoniu, będziesz wiedziała, co to znaczy.
Skinęła mu głową. No cóż, jeśli odmawiał odpowiedzi, bo jego duma potrzebowała takiego małego zwycięstwa, mogła poczekać.
— Czy mogę mieć jeszcze jedną prośbę, generale?
— Słucham, pani.
— Chciałabym porozmawiać z twoimi towarzyszkami.
Nad stołem wymieniono zaskoczone spojrzenia.
— Czy mogę spytać dlaczego?
— Moją wadą oprócz pewnej pychy jest także ciekawość. Rzadko widuję kobiety-wojowniczki.
Generał zrobił zdziwioną minę.
— Słyszałem, że wśród twojego ludu to powszechna rzecz.
— Tak. I nie. Uczymy się władania bronią, ale w większości nie uważamy się za wojowniczki, tylko za kobiety Issaram. To subtelna różnica, która umyka obcym. Niewiele z moich krewniaczek wybiera los żołnierza albo najemnika. Ja sama zostałam do niego niejako przymuszona przez okoliczności. Jestem ciekawa, co skłoniło obecne tu dziewczyny do zajęcia się wojaczką. Poza tym przydzielone mi służące traktują mnie z taką czcią, że naprawdę nie mam do kogo ust otworzyć.
Szpakowaty zastępca kha-dara uśmiechnął się pod wąsem.
— Babskie pogaduchy, pani?
— Owszem, ale pogaduchy kobiet wojowniczek. O zdobieniach sztychu szabli, najładniejszych grotach włóczni i o tym, jaki wzór do wyhaftowania na kolczudze jest najmodniejszy w tym roku. Nic, co by mogło zainteresować prawdziwego żołnierza.
Mężczyzna zaczerwienił się lekko, a Laskolnyk zaśmiał tylko i machnął ręką.
— Przydzielisz im potem strażników, pani, żeby się nie zgubiły w obozie?
— Oczywiście, generale.
Dowódca czaardanu wstał, rzucił kilka słów w stronę małej koczowniczki, które ta przyjęła z dość ponurą miną, po czym ukłonił się Deanie nisko.
— Dziękuję za wieczerzę, Pani Oka. Wyruszając na Dalekie Południe, ani przez chwilę nie sądziłem, że spotka mnie taki zaszczyt.
— Ani ja, generale. Twoja sława sięga daleko. Życzę ci spokojnej nocy i mam nadzieję, że podejmiesz mądrą decyzję.
— Oskarżano mnie w życiu o różne rzeczy, ale o mądrość nigdy. Do jutra więc, Pani Oka.
Ukłonił się nisko, pozostali mężczyźni też, mniej lub bardziej sztywno, i wyszli.
Deana poczekała chwilę, świadoma, że trzy pary oczu – dwie czarnych i jedna zielonych – próbują wypalić jej dziurę w ekchaarze, po czym wstała, zajęła miejsce przy stole naprzeciw kobiet.
— Odwróćcie się proszę i zamknijcie oczy. Jeśli zobaczycie moją twarz, będę musiała was zabić. Nie żartuję.
Odwróciły się bez słowa, siadając okrakiem na krzesłach. Deana zawahała się, po czym z żalem sięgnęła po kryształ wypełniony wodą z miodem. Miała straszną ochotę na wino, ale wyrzuty sumienia chyba nie dałyby jej spać całą noc. Po chwili namysłu odwróciła się jeszcze do kobiet plecami, bo ostrożności nigdy za wiele, i odchyliła ekchaar. Woda była ciepława i miała mdląco-słodkawy posmak. Deana dopiła ją z pewnym przymusem, poprawiła zasłonę na twarzy i usiadła normalnie.
— Skończyłam, możecie się odwrócić. Musicie mi wybaczyć, zjadłam kolację przed wami i teraz strasznie chciało mi się pić. A pewnie zaraz zechce sikać.
— Który to miesiąc? — zapytała najwyższa z kobiet, Daghena Oanyter, jeśli Deana dobrze zapamiętała jej imię i nazwisko.
— Czwarty.
— Masz ochotę na kwaśne rzeczy? U nas w plemieniu powiadają, że jak się chce octu, to będzie chłopiec, a jak miodu, dziewczynka.
— I rzeczywiście się sprawdza?
— Ani trochę. — Daghena uśmiechnęła się szeroko, pięknie. — Ale to dobry początek rozmowy z każdą ciężarną, nawet taką, która grozi, że cię zabije.