Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 210
Перейти на страницу:

— Spiesz­no ci, dziec­ko? Trzy cy­kle snu temu Va­wenn’ob­le­ris była przed nami, te­raz mamy ją tam. — Va­ihir­ska ko­bie­ta wska­za­ła na lewo. — Mó­wi­łam ci już, że nie spró­bu­je­my jej sztur­mo­wać, chce­my zbli­żyć się do miej­sca, gdzie jest uwię­zio­ny nasz bóg, i spró­bo­wać go prze­bu­dzić. Tho­weth tkwi na sa­mym skra­ju Do­li­ny, pół dnia dro­gi od jej gra­ni­cy, uwię­zio­ny łań­cu­cha­mi z dymu i ciem­ne­go świa­tła w pu­łap­ce, któ­rą za­sta­wi­li Do­brzy Pa­no­wie. Za kil­ka cy­kli obej­dzie­my Do­li­nę i zbli­ży­my się do tego miej­sca.

— A jak go obu­dzi­cie?

Usta Zie­mi uśmiech­nę­ła się zdaw­ko­wo.

— Bo­go­wie po­trze­bu­ją krwi i dusz, by na­brać mocy i się­gnąć po po­tę­gę. Ofia­ru­je­my mu więc jed­no i dru­gie. Może to da mu dość sił, by się uwol­nić.

Przez chwi­lę Key’la zma­ga­ła się z cię­ża­rem tego stwier­dze­nia. Krew i du­sze. Mrocz­na wi­zja ofiar skła­da­nych po­nu­re­mu bó­stwu prze­mknę­ła jej przez gło­wę, więc żeby ją ode­gnać, za­py­ta­ła:

— A jak go uwię­zio­no?

— Nie wie­my. To wy­da­rzy­ło się ja­kieś trzy­sta lat temu, więc znam tyl­ko opo­wieść o tym, że pew­ne­go dnia po­ja­wił się ja­kiś czło­wiek…

— Czło­wiek?

— Czło­wiek. Męż­czy­zna. Ale wię­cej niż męż­czy­zna, bo z ła­two­ścią po­ko­nał dzie­się­ciu na­szych naj­lep­szych wo­jow­ni­ków, któ­rzy sta­nę­li z nim do wal­ki, gdy za­żą­dał spo­tka­nia z Tho­we­them. Nasz bóg miesz­kał wte­dy na szczy­cie wiel­kiej góry, da­le­ko stąd. Od­wie­dzał nas, ob­da­ro­wu­jąc dzie­ci bło­go­sła­wień­stwem du­szy, cza­sem w po­sta­ci va­ihi­ra, a cza­sem jako sen, płacz sły­sza­ny nocą albo drza­zga wbi­ta w pa­lec. Tak po­wia­da­ją. Ten czło­wiek spo­tkał się z nim w jego sank­tu­arium, po­ko­naw­szy wprzód dzie­się­ciu straż­ni­ków, po czym obaj ode­szli. Na od­chod­nym Tho­weth uka­zał się we śnie sza­ma­nom i wi­dzą­cym wszyst­kich ple­mion i po­wie­dział: „Idę spła­cić sta­ry dług, strzeż­cie mo­ich dzie­ci do dnia, w któ­rym po­wró­cę”. I to chy­ba był błąd, bo od tej pory tak strze­że­my i strze­że­my, a va­ihi­rów jest co­raz mniej, aż…

Usta Zie­mi prze­rwa­ła w pół zda­nia i po dłuż­szej chwi­li sta­ło się ja­sne, że nie chce kon­ty­nu­ować tego te­ma­tu.

— Nie za­wiedź mnie, dziec­ko — po­wie­dzia­ła wresz­cie po­waż­nym to­nem. — Bądź dziel­na i mą­dra i nie daj się za­bić.

Rozdział 33

Ande Sa­lu­rin stał na wie­ży straż­ni­czej i roz­glą­dał się po oko­li­cy. Przed sobą miał roz­le­głą do­li­nę wy­peł­nio­ną mgłą, lub też ra­czej przy­po­mi­na­ją­cy­mi mgłę opa­ra­mi cuch­ną­cy­mi ni­czym otwar­ty grób. Pięć­dzie­sią­ty Dru­gi od­wa­lił ka­wał świet­nej ro­bo­ty, ota­cza­jąc Wen­der­ladz­kie Ba­gno wy­so­kim na dwa­na­ście stóp wa­łem i od­ci­na­jąc to Uro­czy­sko od resz­ty kra­ju. Głę­bo­ka fosa na przed­po­lu szań­ca je­ży­ła się set­ka­mi za­ostrzo­nych pali, a co sto jar­dów wy­ra­sta­ły znad nie­go wie­że dla strzel­ców, do­kład­nie ta­kie same jak ta, na ja­kiej od kil­ku mi­nut tkwił Dru­gi Szczur Nory.

Wał miał po­nad osiem­na­ście mil dłu­go­ści i obej­mo­wał nie tyl­ko te­ren Uro­czy­ska, ale i spo­ry ka­wa­łek zie­mi poza nim. Gdy Ba­gno się uak­tyw­ni­ło, wy­glą­da­ło to, jak­by ja­kiś mści­wy bóg wy­ci­snął z zie­mi cuch­ną­ce soki – sza­ra maź, śmier­dzą­ca odo­rem roz­kła­da­ją­cych się ciał, po­pły­nę­ła mdlą­cą falą aż do li­nii daw­nych umoc­nień, po­sta­wio­nych set­ki lat temu przez Sio­stry Woj­ny. Gdy­by nie te sta­re oko­py, Uro­czy­sko roz­la­ło­by się dwu­krot­nie da­lej niż te­raz.

W kil­ku miej­scach wy­ko­rzy­sta­li reszt­ki tych wa­łów do wznie­sie­nia no­wej li­nii obro­ny, ale po przyj­rze­niu się ma­pom Sa­lu­rin za­de­cy­do­wał o po­sta­wie­niu no­wych umoc­nień kil­ka­set stóp da­lej, tam, gdzie te­ren wzno­sił się nie­co wy­żej.

Przy­naj­mniej nie mu­sie­li tu wdy­chać tych wszyst­kich cuch­ną­cych opa­rów.

Dru­gi Szczur nie wie­dział, czy po­dob­ne zja­wi­sko kie­dy­kol­wiek wcze­śniej mia­ło miej­sce na Wen­der­ladz­kim Ba­gnie, wy­słał na­wet ra­port do Nory z proś­bą, by w ar­chi­wach po­szu­ka­no in­for­ma­cji na ten te­mat, ale te­raz miał inne zmar­twie­nia na gło­wie.

Naj­mniej­szym z nich było, jak utrzy­mać to, co się tu dzia­ło, w ta­jem­ni­cy. Żoł­nie­rze nie byli głup­ca­mi, od daw­na nie trak­to­wa­li bu­do­wa­nia tych umoc­nień jak zwy­kłych ćwi­czeń. Wie­lu drę­czy­ły kosz­ma­ry, a woj­sko­wi fel­cze­rzy mel­do­wa­li, że ci, któ­rym przy­padł obo­wią­zek ob­ser­wo­wa­nia Uro­czy­ska i mie­li pe­cha na­wdy­chać się tej dziw­nej mgły, co­raz czę­ściej skar­ży­li się na mdło­ści, za­wro­ty gło­wy i trud­no­ści z od­dy­cha­niem. Z trzech puł­ko­wych ma­gów na miej­scu zo­stał tyl­ko je­den, bo jego kam­ra­ci wy­mu­si­li zgo­dę na noc­le­gi pięć mil od obo­zo­wi­ska, skar­żąc się na bez­sen­ność i nie­moż­li­wość się­gnię­cia po wła­sne aspek­ty.

Na­wet je­śli Uro­czy­sko wkrót­ce uspo­koi się samo, plot­ki pój­dą w świat.

Ande ode­rwał wzrok od do­li­ny i zwró­cił się do dwóch war­tow­ni­ków:

— Coś no­we­go?

— Nic, pa­nie. Mgli się tyl­ko i śmier­dzi, gdy wiatr za­wie­je w na­szą stro­nę. Poza tym spo­kój.

Więk­szość żoł­nie­rzy Pięć­dzie­sią­te­go Dru­gie­go po­cho­dzi­ła z cen­tral­nych pro­win­cji i po­dob­nie jak ta dwój­ka, wy­glą­da­ła jak naj­bar­dziej ty­po­wi Me­ekhań­czy­cy: ja­sno­wło­si, ja­sno­ocy, nie­zbyt wy­so­cy, za to sze­ro­cy w ba­rach i mu­sku­lar­ni. On ze swo­imi po­nad sze­ścio­ma sto­pa­mi i sze­ścio­ma ca­la­mi wzro­stu, z wło­sa­mi czar­ny­mi jak sa­dza i oliw­ko­wą cerą, wy­glą­dał przy nich ni­czym przy­bysz z dru­gie­go koń­ca świa­ta. Przy­szło mu do gło­wy, że gdy­by chciał się kie­dyś ukryć, to na pew­no nie mię­dzy tymi żoł­nie­rza­mi.

— Po­wie­dzia­łem coś śmiesz­ne­go, pa­nie? — War­tow­nik spoj­rzał na nie­go uważ­nie.

— Nie. My­śla­łem o czymś in­nym. Gdzie naj­bli­żej po­de­szła dziś mgła?

Na przed­po­lu w re­gu­lar­nych od­stę­pach wbi­to ozna­czo­ne ko­lo­ra­mi tycz­ki, któ­re mia­ły po­ma­gać w oce­nie od­le­gło­ści, bo opa­ry my­li­ły wzrok. W tej chwi­li na sa­mym ich skra­ju znaj­do­wał się zie­lo­ny ki­jek. Czy­li dwie­ście jar­dów.

— Do żół­tych, pa­nie.

Sto jar­dów od wału. Nic nie­zwy­kłe­go, mgła pul­so­wa­ła przez cały czas, po­wo­li, jak od­dy­cha­ją­ca be­stia, i ni­czym uśpio­na be­stia bu­dzi­ła mi­mo­wol­ny lęk. Dru­gi Szczur wie­dział, że ma dość żoł­nie­rzy, by pil­no­wać ziem­nych for­ty­fi­ka­cji, lecz o wie­le za mało, by ich bro­nić. Pięć­dzie­sią­ty Dru­gi li­czył stan­dar­do­we dwa i pół ty­sią­ca lu­dzi. Kom­pa­nie i pół­kom­pa­nie zo­sta­ły roz­miesz­czo­ne w re­gu­lar­nych od­stę­pach wzdłuż wału, a war­tow­ni­cy na wie­żach mie­li w ra­zie za­gro­że­nia po­de­rwać je do obro­ny, wa­ląc w gon­gi, lecz gdy­by na­praw­dę ktoś lub coś za­ata­ko­wa­ło, mie­li­by kło­po­ty.

1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)