Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Ta kobieta, nie, właściwie dziewczyna, musiała tańczyć na krawędzi przepaści i radzić sobie z rzeczami, o których zapewne jeszcze kilka miesięcy temu jej się nie śniło. A teraz na dodatek najwyraźniej zrobiła coś, czego nikomu z czaardanu nigdy nie udało się dokonać – pociągnęła Genno Laskolnyka za język.
— Moja ciotka miała rację. Daj mężczyźnie wypić kilka kielichów, a potem go zdenerwuj i obraź jednocześnie. Wywrzeszczy ci w twarz więcej, niż powiedziałby w łóżku.
Pani Oka demonstracyjnie powachlowała się dłońmi, niczym dama przeżywająca nadmierną ekscytację.
— Dziękuję, generale. Za szczerość i potwierdzenie, że wszyscy, nawet potężny Meekhan ze swoją armią szpiegów, czują się równie zagubieni jak ja. Jeszcze wina?
Przez chwilę patrzyli w milczeniu, jak napełnia ich kielichy.
— Wybaczcie taką bezpośredniość — powiedziała, siadając na swoim miejscu. — Wśród Issaram to gospodarz dba, by naczynia gości zawsze były pełne. Chciałam po prostu przez chwilę poczuć się… zwyczajnie. Ale możesz mi wierzyć, generale Laskolnyk, że nie tylko podejrzewam, ale i wiem, że gra toczy się na różnych płaszczyznach. Kilka miesięcy temu mój martwy brat, którego nigdy nie miałam, wybaczcie, to skomplikowana historia, ocalił życie mnie i księciu Laweneresowi. A gdy weszłam w Oko… poczułam smutek, ból i niepokój Pana Ognia. Najpotężniejszy z tutejszych bogów lękał się czegoś. Nadal się lęka, z dnia na dzień coraz bardziej. Wiem to, bo Oko przemawia do mnie w dziwaczny sposób. Hm… czy taka ilość tajemnic będzie odpowiednią zapłatą za sekrety, które ci wykradłam? Twój cesarz powinien być zadowolony, gdy mu je przekażesz.
Kailean zerknęła na uśmiech Laskolnyka. Widać było, że wściekłość miesza się w nim z ponurym rozbawieniem.
— Podeszłaś mnie, pani. Zrobiłem dokładnie to samo, co Hantar Sehrawin, zlekceważyłem przeciwnika. Ale cesarz będzie musiał poczekać na mój raport.
— Nie jesteśmy przeciwnikami, generale — poprawiła go stanowczo. — I nie ośmieliłabym się kazać twojemu panu czekać. Nigdy.
Zaklaskała szybko i młoda służąca pojawiła się przy wejściu, trzymając srebrną tacę z listem.
— Pismo od Kregana-ber-Arlensa, cesarza Imperium Meekhańskiego. Skierowane osobiście do ciebie, generale.
Dziewczyna podała list Laskolnykowi i bezszelestnie znikła. Kha-dar przez chwilę podejrzliwie obracał papier w ręku.
— Nie ma pieczęci — zauważył.
— List nie został zapieczętowany, choć zapewniono mnie, że rozpoznasz jego autentyczność. Upoważniono mnie też do zapoznania się z jego treścią, więc go przeczytałam. W skrócie, cesarz rozkazuje ci natychmiast wrócić do Białego Konoweryn, skąd zostaniesz przetransportowany do ojczyzny. Twoi ludzie popłyną na północ statkiem.
Laskolnyk bez dalszych ceregieli rozłożył list i zaczął czytać. Z każdą chwilą jego twarz wzbierała szkarłatem. Skończył, sięgnął po kielich i opróżnił go trzema łykami.
Kocimiętka pierwszy ośmielił się odezwać.
— Czy to prawda, kha-dar? Wracamy do domu?
— Tak. Odwołują nas, i to natychmiast. Wyruszamy jutro o świcie.
— Albo za kilka dni, jak już wyjaśnimy sprawy z armią niewolników — odezwała się Deana d’Kllean, a jej głos ociekał wprost uprzejmością. — Wtedy odeślę cię do stolicy, generale, wraz z należytą eskortą, lub też, jeśli los będzie dla nas niełaskawy, będziesz uciekał w jej kierunku razem z niedobitkami tej armii.
Kailean patrzyła, jak ich kha-dar wstaje i jak jednocześnie Kocimiętka i Janne spinają się, by nie pozwolić mu na żadne głupstwo. Ale, o dziwo, Laskolnyk nie wydawał się wściekły, tylko lekko rozbawiony.
— Cesarz rozkazuje mi natychmiast wrócić do kraju, pani. A jego „natychmiast” znaczy: „z miejsca, w którym stoisz, siedzisz lub srasz”.
Ich gospodyni nie wydawała się urażona tym koszarowym językiem.
— Ściśle mówiąc, cesarz nakazuje ci powrócić, najszybciej jak to możliwe. A ja nie dam ci teraz Słowików do ochrony, bo potrzebuję każdego z nich tutaj. Jeśli więc wyruszycie jutro rano sami, czeka was długa droga przez kraj ogarnięty chaosem, bez przewodników i znajomości terenu. Będziecie błądzić, szukając dróg, a może nawet walczyć o życie z jakimiś rozbójnikami. Jeśli jednak zaczekacie, to po bitwie poślę z tobą setkę zbrojnych, każę przygotować konie na zmianę, a gdy dotrzecie do Nowego Nurotu, będziecie mogli wsiąść na statek i w jeden dzień dopłyniecie do stolicy. Tak właśnie będzie najszybciej, jak to możliwe. Wolałabym, byś wybrał mądrze. Nie zatrzymam cię siłą, ale mam nadzieję, że uda mi się przekonać cię rozsądkiem.
Generał zmrużył oczy, przygryzł wargę.
— Po co to robisz, pani?
Deana d’Kllean wykonała zawiły gest oboma dłońmi, a w jej głosie znów dało się wyczuć rozbawienie.
— Przyznam, że początkowo chciałam cię odesłać zaraz po naszym spotkaniu. Ale gdy to przemyślałam, zmieniłam zdanie. Może chcę cię mieć na oku, choć przez chwilę. Jesteś Genno Laskolnykiem, ponoć najlepszym dowódcą jazdy na świecie, wolałabym wiedzieć, gdzie jesteś i co porabiasz. I niewykluczone też, że dzięki temu uda mi się zagrać na nosie twojemu cesarzowi i pokazać mu, że wysyłanie tutaj szpiegów, którzy bez mojej wiedzy kontaktują się z buntownikami, to raczej nie najlepszy pomysł. A może pragnę, byś został — zaszeptała teatralnie — bo mam wrażenie, że sam sobie tego życzysz. Bo chcesz zobaczyć, co się stanie. Oczywiście nie liczę na takie szczęście, byś nagle zapragnął walczyć po naszej stronie, ale to nieważne. Będę zaszczycona, gdy zechcesz zostać moim gościem.
Rozdział 31
Uczta trwała jeszcze ponad godzinę, choć atmosfera zrobiła się gęsta jak sosy, którymi polewano mięsa. Deana siedziała przy stole, coraz bardziej głodna i coraz bardziej poirytowana. Mówiła niewiele, a to, że ekchaar nie pozwalał stwierdzić, komu się przygląda, sprawiało, że wszyscy gapili się w talerze i unikali spoglądania w jej stronę.
Ta… banda, z którą włóczył się Genno Laskolnyk… Nie mogła ich rozgryźć. Potężny meekhański generał podróżował w towarzystwie trzech kobiet i czterech mężczyzn. I to bynajmniej nie uzbrojonych po zęby wielkoludów, bo poza jednym barczystym osiłkiem reszta była całkiem zwyczajna. Szpakowaty, wąsaty weteran – przedstawiony jako zastępca Laskolnyka; krzywonogi kawalerzysta w koszuli źle dobranej do spodni; młody mężczyzna z włosami przewiązanymi rzemienną plecionką. I kobiety…