Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 146 147 148 149 150 151 152 153 154 ... 210
Перейти на страницу:

Ta ko­bie­ta, nie, wła­ści­wie dziew­czy­na, mu­sia­ła tań­czyć na kra­wę­dzi prze­pa­ści i ra­dzić so­bie z rze­cza­mi, o któ­rych za­pew­ne jesz­cze kil­ka mie­się­cy temu jej się nie śni­ło. A te­raz na do­da­tek naj­wy­raź­niej zro­bi­ła coś, cze­go ni­ko­mu z cza­ar­da­nu ni­g­dy nie uda­ło się do­ko­nać – po­cią­gnę­ła Gen­no La­skol­ny­ka za ję­zyk.

— Moja ciot­ka mia­ła ra­cję. Daj męż­czyź­nie wy­pić kil­ka kie­li­chów, a po­tem go zde­ner­wuj i ob­raź jed­no­cze­śnie. Wy­wrzesz­czy ci w twarz wię­cej, niż po­wie­dział­by w łóż­ku.

Pani Oka de­mon­stra­cyj­nie po­wa­chlo­wa­ła się dłoń­mi, ni­czym dama prze­ży­wa­ją­ca nad­mier­ną eks­cy­ta­cję.

— Dzię­ku­ję, ge­ne­ra­le. Za szcze­rość i po­twier­dze­nie, że wszy­scy, na­wet po­tęż­ny Me­ekhan ze swo­ją ar­mią szpie­gów, czu­ją się rów­nie za­gu­bie­ni jak ja. Jesz­cze wina?

Przez chwi­lę pa­trzy­li w mil­cze­niu, jak na­peł­nia ich kie­li­chy.

— Wy­bacz­cie taką bez­po­śred­niość — po­wie­dzia­ła, sia­da­jąc na swo­im miej­scu. — Wśród Is­sa­ram to go­spo­darz dba, by na­czy­nia go­ści za­wsze były peł­ne. Chcia­łam po pro­stu przez chwi­lę po­czuć się… zwy­czaj­nie. Ale mo­żesz mi wie­rzyć, ge­ne­ra­le La­skol­nyk, że nie tyl­ko po­dej­rze­wam, ale i wiem, że gra to­czy się na róż­nych płasz­czy­znach. Kil­ka mie­się­cy temu mój mar­twy brat, któ­re­go ni­g­dy nie mia­łam, wy­bacz­cie, to skom­pli­ko­wa­na hi­sto­ria, oca­lił ży­cie mnie i księ­ciu La­we­ne­re­so­wi. A gdy we­szłam w Oko… po­czu­łam smu­tek, ból i nie­po­kój Pana Ognia. Naj­po­tęż­niej­szy z tu­tej­szych bo­gów lę­kał się cze­goś. Na­dal się lęka, z dnia na dzień co­raz bar­dziej. Wiem to, bo Oko prze­ma­wia do mnie w dzi­wacz­ny spo­sób. Hm… czy taka ilość ta­jem­nic bę­dzie od­po­wied­nią za­pła­tą za se­kre­ty, któ­re ci wy­kra­dłam? Twój ce­sarz po­wi­nien być za­do­wo­lo­ny, gdy mu je prze­ka­żesz.

Ka­ile­an zer­k­nę­ła na uśmiech La­skol­ny­ka. Wi­dać było, że wście­kłość mie­sza się w nim z po­nu­rym roz­ba­wie­niem.

— Po­de­szłaś mnie, pani. Zro­bi­łem do­kład­nie to samo, co Han­tar Seh­ra­win, zlek­ce­wa­ży­łem prze­ciw­ni­ka. Ale ce­sarz bę­dzie mu­siał po­cze­kać na mój ra­port.

— Nie je­ste­śmy prze­ciw­ni­ka­mi, ge­ne­ra­le — po­pra­wi­ła go sta­now­czo. — I nie ośmie­li­ła­bym się ka­zać two­je­mu panu cze­kać. Ni­g­dy.

Za­kla­ska­ła szyb­ko i mło­da słu­żą­ca po­ja­wi­ła się przy wej­ściu, trzy­ma­jąc srebr­ną tacę z li­stem.

— Pi­smo od Kre­ga­na-ber-Ar­len­sa, ce­sa­rza Im­pe­rium Me­ekhań­skie­go. Skie­ro­wa­ne oso­bi­ście do cie­bie, ge­ne­ra­le.

Dziew­czy­na po­da­ła list La­skol­ny­ko­wi i bez­sze­lest­nie zni­kła. Kha-dar przez chwi­lę po­dejrz­li­wie ob­ra­cał pa­pier w ręku.

— Nie ma pie­czę­ci — za­uwa­żył.

— List nie zo­stał za­pie­czę­to­wa­ny, choć za­pew­nio­no mnie, że roz­po­znasz jego au­ten­tycz­ność. Upo­waż­nio­no mnie też do za­po­zna­nia się z jego tre­ścią, więc go prze­czy­ta­łam. W skró­cie, ce­sarz roz­ka­zu­je ci na­tych­miast wró­cić do Bia­łe­go Ko­no­we­ryn, skąd zo­sta­niesz prze­trans­por­to­wa­ny do oj­czy­zny. Twoi lu­dzie po­pły­ną na pół­noc stat­kiem.

La­skol­nyk bez dal­szych ce­re­gie­li roz­ło­żył list i za­czął czy­tać. Z każ­dą chwi­lą jego twarz wzbie­ra­ła szkar­ła­tem. Skoń­czył, się­gnął po kie­lich i opróż­nił go trze­ma ły­ka­mi.

Ko­ci­mięt­ka pierw­szy ośmie­lił się ode­zwać.

— Czy to praw­da, kha-dar? Wra­ca­my do domu?

— Tak. Od­wo­łu­ją nas, i to na­tych­miast. Wy­ru­sza­my ju­tro o świ­cie.

— Albo za kil­ka dni, jak już wy­ja­śni­my spra­wy z ar­mią nie­wol­ni­ków — ode­zwa­ła się De­ana d’Klle­an, a jej głos ocie­kał wprost uprzej­mo­ścią. — Wte­dy ode­ślę cię do sto­li­cy, ge­ne­ra­le, wraz z na­le­ży­tą eskor­tą, lub też, je­śli los bę­dzie dla nas nie­ła­ska­wy, bę­dziesz ucie­kał w jej kie­run­ku ra­zem z nie­do­bit­ka­mi tej ar­mii.

Ka­ile­an pa­trzy­ła, jak ich kha-dar wsta­je i jak jed­no­cze­śnie Ko­ci­mięt­ka i Jan­ne spi­na­ją się, by nie po­zwo­lić mu na żad­ne głup­stwo. Ale, o dzi­wo, La­skol­nyk nie wy­da­wał się wście­kły, tyl­ko lek­ko roz­ba­wio­ny.

— Ce­sarz roz­ka­zu­je mi na­tych­miast wró­cić do kra­ju, pani. A jego „na­tych­miast” zna­czy: „z miej­sca, w któ­rym sto­isz, sie­dzisz lub srasz”.

Ich go­spo­dy­ni nie wy­da­wa­ła się ura­żo­na tym ko­sza­ro­wym ję­zy­kiem.

— Ści­śle mó­wiąc, ce­sarz na­ka­zu­je ci po­wró­cić, naj­szyb­ciej jak to moż­li­we. A ja nie dam ci te­raz Sło­wi­ków do ochro­ny, bo po­trze­bu­ję każ­de­go z nich tu­taj. Je­śli więc wy­ru­szy­cie ju­tro rano sami, cze­ka was dłu­ga dro­ga przez kraj ogar­nię­ty cha­osem, bez prze­wod­ni­ków i zna­jo­mo­ści te­re­nu. Bę­dzie­cie błą­dzić, szu­ka­jąc dróg, a może na­wet wal­czyć o ży­cie z ja­ki­miś roz­bój­ni­ka­mi. Je­śli jed­nak za­cze­ka­cie, to po bi­twie po­ślę z tobą set­kę zbroj­nych, każę przy­go­to­wać ko­nie na zmia­nę, a gdy do­trze­cie do No­we­go Nu­ro­tu, bę­dzie­cie mo­gli wsiąść na sta­tek i w je­den dzień do­pły­nie­cie do sto­li­cy. Tak wła­śnie bę­dzie naj­szyb­ciej, jak to moż­li­we. Wo­la­ła­bym, byś wy­brał mą­drze. Nie za­trzy­mam cię siłą, ale mam na­dzie­ję, że uda mi się prze­ko­nać cię roz­sąd­kiem.

Ge­ne­rał zmru­żył oczy, przy­gryzł war­gę.

— Po co to ro­bisz, pani?

De­ana d’Klle­an wy­ko­na­ła za­wi­ły gest obo­ma dłoń­mi, a w jej gło­sie znów dało się wy­czuć roz­ba­wie­nie.

— Przy­znam, że po­cząt­ko­wo chcia­łam cię ode­słać za­raz po na­szym spo­tka­niu. Ale gdy to prze­my­śla­łam, zmie­ni­łam zda­nie. Może chcę cię mieć na oku, choć przez chwi­lę. Je­steś Gen­no La­skol­ny­kiem, po­noć naj­lep­szym do­wód­cą jaz­dy na świe­cie, wo­la­ła­bym wie­dzieć, gdzie je­steś i co po­ra­biasz. I nie­wy­klu­czo­ne też, że dzię­ki temu uda mi się za­grać na no­sie two­je­mu ce­sa­rzo­wi i po­ka­zać mu, że wy­sy­ła­nie tu­taj szpie­gów, któ­rzy bez mo­jej wie­dzy kon­tak­tu­ją się z bun­tow­ni­ka­mi, to ra­czej nie naj­lep­szy po­mysł. A może pra­gnę, byś zo­stał — za­szep­ta­ła te­atral­nie — bo mam wra­że­nie, że sam so­bie tego ży­czysz. Bo chcesz zo­ba­czyć, co się sta­nie. Oczy­wi­ście nie li­czę na ta­kie szczę­ście, byś na­gle za­pra­gnął wal­czyć po na­szej stro­nie, ale to nie­waż­ne. Będę za­szczy­co­na, gdy ze­chcesz zo­stać moim go­ściem.

Rozdział 31

Uczta trwa­ła jesz­cze po­nad go­dzi­nę, choć at­mos­fe­ra zro­bi­ła się gę­sta jak sosy, któ­ry­mi po­le­wa­no mię­sa. De­ana sie­dzia­ła przy sto­le, co­raz bar­dziej głod­na i co­raz bar­dziej po­iry­to­wa­na. Mó­wi­ła nie­wie­le, a to, że ek­cha­ar nie po­zwa­lał stwier­dzić, komu się przy­glą­da, spra­wia­ło, że wszy­scy ga­pi­li się w ta­le­rze i uni­ka­li spo­glą­da­nia w jej stro­nę.

Ta… ban­da, z któ­rą włó­czył się Gen­no La­skol­nyk… Nie mo­gła ich roz­gryźć. Po­tęż­ny me­ekhań­ski ge­ne­rał po­dró­żo­wał w to­wa­rzy­stwie trzech ko­biet i czte­rech męż­czyzn. I to by­naj­mniej nie uzbro­jo­nych po zęby wiel­ko­lu­dów, bo poza jed­nym bar­czy­stym osił­kiem resz­ta była cał­kiem zwy­czaj­na. Szpa­ko­wa­ty, wą­sa­ty we­te­ran – przed­sta­wio­ny jako za­stęp­ca La­skol­ny­ka; krzy­wo­no­gi ka­wa­le­rzy­sta w ko­szu­li źle do­bra­nej do spodni; mło­dy męż­czy­zna z wło­sa­mi prze­wią­za­ny­mi rze­mien­ną ple­cion­ką. I ko­bie­ty…

1 ... 146 147 148 149 150 151 152 153 154 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)