Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 210
Перейти на страницу:

— Po co za­bra­li­ście skrzy­dła i łapy?

— A co bę­dziesz jeść przed snem?

Key’la po­czu­ła gorz­ki smak w ustach, aż ją skrę­ci­ło.

— Za­raz bę­dziesz miał moje śnia­da­nie na gło­wie.

Dwa Pal­ce za­śmiał się ba­so­wo, cie­pło, i wy­ja­śnił:

— Bło­na w skrzy­dłach jest twar­da, moż­na z niej uszyć ubra­nie, a je­śli od­cię­li mu łapy, to zna­czy, że przy szpo­nach zna­leź­li wor­ki z ja­dem. Uży­je­my ich do za­tru­wa­nia strzał.

To było ta­kie po va­ihir­sku prak­tycz­ne. Uży­wa­nie tru­ci­zny na gro­tach strzał czy bro­ni. Dla­cze­go nie? Je­śli już zaj­mu­je­my się za­bi­ja­niem, rób­my to naj­sku­tecz­niej, jak się da.

Zer­k­nę­ła na ma­sze­ru­ją­ce­go kil­ka­na­ście kro­ków da­lej va­ihi­ra o imie­niu Ciem­na Pięść. Po­słu­gi­wał się łu­kiem, choć na­zwa­nie tej bro­ni łu­kiem było po­dob­ne do mó­wie­nia o wo­zac­kim ko­niu po­cią­go­wym „ku­cyk”. Oręż był nie­co wyż­szy niż jego wła­ści­ciel, a strza­ły, któ­rych cały koł­czan ko­ły­sał się na ple­cach czwo­ro­rę­kie­go wo­jow­ni­ka – dłuż­sze niż jej bo­jo­wy kij. Key’la wi­dzia­ła już w osa­dzie, jak Ciem­na Pięść i inni łucz­ni­cy ćwi­czą: ich dwie lewe dło­nie obej­mo­wa­ły maj­dan, jed­na nad, dru­ga pod strza­łą, a pra­we spla­ta­ły się w skom­pli­ko­wa­nym chwy­cie na cię­ci­wie. I brzęk! Strza­ła mknę­ła do celu, od­da­lo­ne­go o sto, dwie­ście lub trzy­sta kro­ków. Key’la po­tra­fi­ła oce­nić siłę po­ci­sków po to­rze ich lotu i głę­bo­ko­ści, na jaką wbi­ja­ły się w ćwi­czeb­ną tar­czę.

Chy­ba tyl­ko ba­li­sty i skor­pio­ny na­pi­na­ne ko­ło­wro­tem by­ły­by w sta­nie do­rów­nać va­ihir­skim łucz­ni­kom. Choć mu­siał­by ustą­pić im w szyb­ko­strzel­no­ści.

— Da­le­ko jesz­cze? — za­py­ta­ła jak co dnia, od­kąd wy­ru­szy­li.

Dwa Pal­ce za­śmiał się pół­gło­sem, a po­tem po­wie­dział nad­zwy­czaj po­waż­nym to­nem:

— Masz te­raz gło­wę wy­żej niż ja, więc się roz­glą­daj. Nie prze­ga­pisz praw­dzi­wej Do­li­ny.

I tak ma­sze­ro­wa­li. Mila za milą.

* * *

W cza­sie dro­gi za­czę­ły do nich do­łą­czać inne ple­mio­na czwo­ro­rę­kich. Dłu­gie Słu­py, Osiem Noży, Pęki Snów, Pła­skie Twa­rze, Zła­ma­ne Włócz­nie… Wszy­scy uzbro­je­ni i śmier­tel­nie po­waż­ni.

Mię­dzy ma­syw­ny­mi wo­jow­ni­ka­mi szły ko­bie­ty, nie­co mniej­sze i szczu­plej­sze, ale oto­czo­ne taką aurą po­nu­rej de­ter­mi­na­cji, że Key’la nie wąt­pi­ła, kto jest głów­ną siłą na­pę­dza­ją­cą tę ar­mię i jej krę­go­słu­pem. Mia­ły mo­ty­wa­cję, ener­gię i dość ro­zu­mu, by zmu­sić opor­nych do dzia­ła­nia. A gdy za­uwa­ży­ła pew­ną licz­bę wy­rost­ków i dzie­ci, a na­wet nie­mow­ląt no­szo­nych w za­wi­niąt­kach na ple­cach ma­tek, zro­zu­mia­ła, że va­ihi­ro­wie na­praw­dę idą w de­cy­du­ją­cy o ich lo­sie bój. Albo wy­gra­ją i uwol­nią swe­go boga, albo wy­gi­ną.

Usta Zie­mi sta­now­czo i bez­względ­nie za­bro­ni­ła jej się zbli­żać do in­nych ple­mion, a już w szcze­gól­no­ści do na­le­żą­cych do nich dzie­ci. So­jusz­ni­kom prze­ka­za­no wie­ści o Key’li oraz wy­ja­śnio­no jej nie­zwy­kły sta­tus, lecz, jak stwier­dzi­ła va­ihir­ska ko­bie­ta, dla więk­szo­ści z nich ka­na­loo to śmier­tel­ny wróg. Jego pani rów­nież, na­wet je­śli jest tyl­ko dziec­kiem. Key’la szyb­ko zo­rien­to­wa­ła się, że Dwa Pal­ce, Ku­bek Wody oraz Czar­ny Bia­ły wca­le nie przy­pad­kiem bez prze­rwy krę­cą się w jej po­bli­żu i pil­nu­ją, by nie zna­la­zła się na­wet na skra­ju ko­lum­ny Trzy­dzie­stu Dło­ni.

Va­ihir­scy łucz­ni­cy strze­la­li na­praw­dę do­brze.

Ża­ło­wa­ła, że w „jej” ple­mie­niu nie ma dzie­ci, bo była bar­dzo cie­ka­wa, ja­kie są i czy moż­na z nimi po­grać w łap­ki albo olo­ola.

W mia­rę jak gru­py czwo­ro­rę­kich łą­czy­ły się w dużą ar­mię, wi­dać było, że nie są licz­nym lu­dem. Gdy prze­mie­rza­li wiel­ką, po­kry­tą ob­sy­dia­no­wym szkli­wem rów­ni­nę, Trzy­dzie­ści Dło­ni szło w tyl­nej stra­ży i Key’la mo­gła mniej wię­cej po­li­czyć ich wszyst­kich. Gdzieś w po­ło­wie za­czę­ła się my­lić, ale wy­szła jej licz­ba oko­ło dzie­się­ciu ty­się­cy va­ihi­rów. Tyle li­czy­ło szes­na­ście ple­mion wę­dru­ją­cych na woj­nę do Do­li­ny Żalu.

Prze­sta­ła się dzi­wić, że Usta Zie­mi, pa­trząc na swo­ich po­bra­tym­ców, krę­ci gło­wą i mru­czy coś pod no­sem. Raz, gdy jed­no­oka zło­wi­ła jej wzrok, uśmiech­nę­ła się do dziew­czyn­ki czymś, co wy­glą­da­ło jak gry­mas bólu, i mruk­nę­ła w me­ekhu:

— Boję się, że za dłu­go zwle­ka­li­śmy, Sła­ba Jed­na. Boję się, że je­ste­śmy za sła­bi.

— Więc za­wróć­cie.

Va­ihir­ska ko­bie­ta po­krę­ci­ła gło­wą.

— Je­ste­śmy py­łem nie­sio­nym przez wiatr. Jak spró­bu­je­my za­wró­cić, ci­śnie nami o zie­mię i prze­pad­nie­my. A mó­wiąc wprost, ni­g­dy już nie zbie­rze­my ta­kiej siły, tylu wo­jow­ni­ków, więc to na­praw­dę na­sza ostat­nia szan­sa. Sko­ro zbyt dłu­go zbie­ra­li­śmy się na od­wa­gę, mu­si­my te­raz za­pła­cić cenę za wła­sną głu­po­tę i tchó­rzo­stwo.

— To nie tchó­rzo­stwo wal­czyć z po­two­ra­mi.

— Ale to tchó­rzo­stwo pa­trzeć, jak Tho­weth tkwi w pu­łap­ce, pa­trzeć, jak ro­dzą się nam bez­dusz­ne dzie­ci, i od­wle­kać dzień pró­by. Trzy­sta lat, dziec­ko, trzy­sta lat krę­ci­li­śmy się wo­kół tej do­li­ny, nie chcąc odejść i po­dej­mu­jąc ża­ło­sne pró­by do­tar­cia do na­sze­go boga. Al­bo­wiem na wy­pra­wy do Do­li­ny każ­de ple­mię wy­sy­ła­ło tyl­ko garść wo­jow­ni­ków, tchórz­li­wie za­trzy­mu­jąc więk­szość w osa­dach. Za­miast uto­czyć dla Tho­we­tha kie­lich krwi, upusz­cza­li­śmy jej za­le­d­wie po kil­ka kro­pel, a i tak sta­nę­li­śmy na kra­wę­dzi za­gła­dy. Trzy­sta lat temu wę­dro­wa­ło­by z nami osiem­dzie­siąt, może sto ty­się­cy va­ihi­rów. Szło­by tędy nie szes­na­ście, lecz pięć­dzie­siąt ple­mion, zaś na­sze okrzy­ki bo­jo­we i pie­śni wstrzą­sa­ły­by nie­bem.

— Aż tyle wa­szych ple­mion wy­mar­ło?

— Nie­któ­re tak. Inne na­wet dziś wolą się cho­wać w skal­nych kry­jów­kach. Zła­ma­ne Ko­ści, Bia­łe Ka­mie­nie i Smut­ne Wody wy­co­fa­ły się w ostat­niej chwi­li. Zwo­dzi­ły nas do sa­me­go koń­ca, a w dniu pró­by wy­sła­ły po­słań­ców, któ­rzy po­wie­dzie­li tyl­ko, że ich wo­jow­ni­cy nie pój­dą. Na­wet te­raz, w cza­sie osta­tecz­nej wal­ki, nie po­tra­fi­my się zjed­no­czyć.

Key’la nie wie­dzia­ła, co po­wie­dzieć, nie wie­dzia­ła na­wet, czy Usta Zie­mi chce usły­szeć od niej co­kol­wiek, czy też mówi bar­dziej do sie­bie.

— Kie­dy doj­dzie­my do praw­dzi­wej Do­li­ny? — za­py­ta­ła za­miast tego.

1 ... 150 151 152 153 154 155 156 157 158 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)