Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Na chwilę wokół stołu zapadła taka cisza, że słychać było skwierczenie knotów w lampach.
— Jak widzicie, noszenie ekchaaru ma swoje zalety. Nikt nie wie, że akurat na niego patrzę.
Kolejny kęs mięsa urósł Kailean w gardle. Sięgnęła szybko po wino.
Lea zerknęła na ich gospodynię wyzywająco.
— Skąd wiesz, że jestem z Harundynów?
— Poznaję plemienne paciorki. Choć nie wszystkie. Ale tylko twoi pobratymcy używają tych barw i noszą je w taki sposób. Pochodzę z d’yahirrów, których ziemie graniczą z Małymi Stepami. Moje plemię wysoko ceni waszych wojowników, to świetni łucznicy i doskonali jeźdźcy. Zaszczytem jest skrzyżować z nimi broń.
Chyba po raz pierwszy w życiu Kailean widziała, jak Lei zabrakło słów.
— Dziękuję — wydusiła wreszcie.
— Nie ma za co. A więc, generale, gdybyście ścięli się z jakimiś bandytami, zapewne poinformowałbyś mnie o tym natychmiast? Choćby po to, by wzbudzić u mnie współczucie lub zakłopotanie. Mam rację?
Laskolnyk odłożył kryształ na stół, rozparł się wygodniej na krześle i uśmiechnął wyzywająco.
— A jeśli zdarzyłoby nam się pokąsać odrobinę Geghijczyków?
Deana d’Kllean wzruszyła ramionami.
— To obca armia na terenie Białego Konoweryn, a intencje jej dowódcy wcale nie były czyste. Więc w takim przypadku pogratulowałabym wam i odwagi, i sprawności w boju. Bo jak widzę, wciąż masz tylu ludzi, z iloma wyruszyłeś ze stolicy. Jaki błąd zrobił Sehrawin? Oczywiście oprócz niedoceniania wroga.
Laskolnyk posłał jej jeden z tych uśmiechów, którym zawdzięczał nadany mu przez koczowników przydomek Szarego Wilka. W tym momencie jego uśmiech znaczył „nic ci nie powiem i nie traktuj mnie jak głupca, bo zacznę gryźć”.
— Sama mi radziłaś, bym uważał na słowa. Mam więc przyznać się oficjalnie, że jako przedstawiciel Meekhanu walczyłem u boku zbuntowanych niewolników? Ja, Genno Laskolnyk? Prawa ręka cesarza? Oj, czuję, że po czymś takim Kregan kazałby drzeć pasy nawet ze mnie… Zresztą, sądzę, że masz już relację z tamtej bitwy. Co mówią twoi stratedzy, pani? Jakie wnioski wyciągnęli z opowieści niedobitków?
Gospodyni pochyliła się do przodu i złożyła dłonie w piramidkę. Kailean postawiłaby każdą sumę, że kobieta się uśmiecha.
— Hantar Sehrawin zlekceważył wroga. Wydał mu bitwę między wzgórzami porośniętymi lasem oraz oparł cały atak na magach. I gdy doszło do bezpośredniej walki, a czarownicy przestali być skuteczni, okazało się, że zbyt rozciągnął siły i nie da rady ani wycofać rozproszonych oddziałów, ani ich przegrupować. Można powiedzieć, że jak w przypadku większości tego typu klęsk, przyczyną jego zguby była pycha. No, ale w swoim księstwie prawie całkowicie zdławił powstanie, więc zapewne sądził, że tu też pójdzie mu gładko.
Laskolnyk przestał się uśmiechać.
— A pycha nie jest twoją wadą, prawda, pani?
Siedząca u szczytu stołu kobieta roześmiała się dźwięcznie. A potem – Kailean aż otworzyła usta ze zdumienia – niespodziewanie wstała, podeszła do stołu i osobiście napełniła kielich ich dowódcy.
— Pycha? Zapewne odrobinę jest. Wierzę na przykład, że potrafię na tyle dobrze posługiwać się talherami, iż bez kłopotów pokonałabym każdego z twoich ludzi. Nawet w walce dwóch lub trzech na jednego, choć przecież nie widziałam, jak sobie radzicie z bronią. To pycha, prawda?
Ruszyła wokół stołu, nalewając wina reszcie czaardanu.
— Jesteście moimi gośćmi, jedzcie, pijcie. I nie przejmujcie się też moimi przechwałkami. Ciąża sprawia, że czasem zachowuję się dziwnie.
Ciąża? Chyba kha-dar kiedyś o tym wspomniał. Na razie jednak po Pani Oka nic nie było widać. Gdy Deana d’Kllean pochyliła się, by napełnić kielich stojący przed Kailean, dziewczyna odniosła wrażenie, że przypatruje się jej nieco dłużej niż reszcie. Po chwili Issarka wróciła na swoje miejsce.
— Ale wierzę też — kontynuowała — że Krwawy Kahelle jest dobrym dowódcą i stworzył już z tej hordy zbuntowanych niewolników prawdziwą armię. Z oficerami stojącymi na czele zwartych kompanii i wszystkim, czego armia potrzebuje: warsztatami, szpitalami i rzemieślnikami produkującymi broń i pancerze. Nigdy jeszcze w historii Dalekiego Południa żadne powstanie niewolników tak nie wyglądało. Mylę się? Nie, nie odpowiadaj. Dwadzieścia tysięcy geghijskich trupów gnijących w lesie jest tego najlepszym dowodem.
Laskolnyk sięgnął po kielich, ale nie uniósł go do ust.
— Do czego zmierzasz, pani? Bo mogę cię tylko zapewnić, że nawet jeśli pokonasz Kahela-saw-Kirhu, to sto albo dwieście tysięcy meekhańskich trupów nie wpłynie dobrze na twoje relacje z Imperium.
— Jak na razie Imperium milczy, generale. I bardziej patrzy na Wschód niż Południe. Dlatego też tak im zależy na twoim powrocie. Chyba za wcześnie porzuciłeś Wielkie Stepy, a teraz nagle robi się tam gorąco. Natomiast prawda wygląda tak, że poza umiejętnością walki szablami nie mam wielu zalet i robak pychy nie zżera mnie od wewnątrz. Dlatego też nie lekceważę niewolników i nie dam się wciągnąć w walkę na ich warunkach. — Nagle pochyliła się do przodu i rzuciła szybko — i przysięgam na Łzy Wielkiej Matki, że gdyby nie oblegli Pomwe, nie ruszyłabym na nich swojej armii. Nie dali mi wyboru! Ale jeśli wracasz z obozu Kahelle, to zapewne przynosisz mi od niego wieści. No więc jak? Prosił cię, byś przemówił w jego imieniu? Co dla mnie masz?
Laskolnyk westchnął, zakręcił winem w krysztale i uniósł je do ust, ale w pół ruchu zrezygnował. Jego spojrzenie spoczęło na zasłoniętej twarzy Deany d’Kllean.
— Oczywiście, pani. Kahela-saw-Kirhu nie chce wojny. Pragnie tylko wolności dla siebie i dla każdego niewolnika, który zechce zdjąć obrożę.
— A uważasz, że są tacy, którzy tego nie chcą?
Kailean dużo by dała, by ujrzeć teraz oblicze ich gospodyni. Bo ton, jakim zadano to pytanie, był… przerażająco obojętny. Kha-dar jednak kontynuował spokojnie: