Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 144 145 146 147 148 149 150 151 152 ... 210
Перейти на страницу:

Na chwi­lę wo­kół sto­łu za­pa­dła taka ci­sza, że sły­chać było skwier­cze­nie kno­tów w lam­pach.

— Jak wi­dzi­cie, no­sze­nie ek­cha­aru ma swo­je za­le­ty. Nikt nie wie, że aku­rat na nie­go pa­trzę.

Ko­lej­ny kęs mię­sa urósł Ka­ile­an w gar­dle. Się­gnę­ła szyb­ko po wino.

Lea zer­k­nę­ła na ich go­spo­dy­nię wy­zy­wa­ją­co.

— Skąd wiesz, że je­stem z Ha­run­dy­nów?

— Po­zna­ję ple­mien­ne pa­cior­ki. Choć nie wszyst­kie. Ale tyl­ko twoi po­bra­tym­cy uży­wa­ją tych barw i no­szą je w taki spo­sób. Po­cho­dzę z d’yahir­rów, któ­rych zie­mie gra­ni­czą z Ma­ły­mi Ste­pa­mi. Moje ple­mię wy­so­ko ceni wa­szych wo­jow­ni­ków, to świet­ni łucz­ni­cy i do­sko­na­li jeźdź­cy. Za­szczy­tem jest skrzy­żo­wać z nimi broń.

Chy­ba po raz pierw­szy w ży­ciu Ka­ile­an wi­dzia­ła, jak Lei za­bra­kło słów.

— Dzię­ku­ję — wy­du­si­ła wresz­cie.

— Nie ma za co. A więc, ge­ne­ra­le, gdy­by­ście ścię­li się z ja­ki­miś ban­dy­ta­mi, za­pew­ne po­in­for­mo­wał­byś mnie o tym na­tych­miast? Choć­by po to, by wzbu­dzić u mnie współ­czu­cie lub za­kło­po­ta­nie. Mam ra­cję?

La­skol­nyk odło­żył krysz­tał na stół, roz­parł się wy­god­niej na krze­śle i uśmiech­nął wy­zy­wa­ją­co.

— A je­śli zda­rzy­ło­by nam się po­ką­sać odro­bi­nę Ge­ghij­czy­ków?

De­ana d’Klle­an wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

— To obca ar­mia na te­re­nie Bia­łe­go Ko­no­we­ryn, a in­ten­cje jej do­wód­cy wca­le nie były czy­ste. Więc w ta­kim przy­pad­ku po­gra­tu­lo­wa­ła­bym wam i od­wa­gi, i spraw­no­ści w boju. Bo jak wi­dzę, wciąż masz tylu lu­dzi, z ilo­ma wy­ru­szy­łeś ze sto­li­cy. Jaki błąd zro­bił Seh­ra­win? Oczy­wi­ście oprócz nie­do­ce­nia­nia wro­ga.

La­skol­nyk po­słał jej je­den z tych uśmie­chów, któ­rym za­wdzię­czał nada­ny mu przez ko­czow­ni­ków przy­do­mek Sza­re­go Wil­ka. W tym mo­men­cie jego uśmiech zna­czył „nic ci nie po­wiem i nie trak­tuj mnie jak głup­ca, bo za­cznę gryźć”.

— Sama mi ra­dzi­łaś, bym uwa­żał na sło­wa. Mam więc przy­znać się ofi­cjal­nie, że jako przed­sta­wi­ciel Me­ekha­nu wal­czy­łem u boku zbun­to­wa­nych nie­wol­ni­ków? Ja, Gen­no La­skol­nyk? Pra­wa ręka ce­sa­rza? Oj, czu­ję, że po czymś ta­kim Kre­gan ka­zał­by drzeć pasy na­wet ze mnie… Zresz­tą, są­dzę, że masz już re­la­cję z tam­tej bi­twy. Co mó­wią twoi stra­te­dzy, pani? Ja­kie wnio­ski wy­cią­gnę­li z opo­wie­ści nie­do­bit­ków?

Go­spo­dy­ni po­chy­li­ła się do przo­du i zło­ży­ła dło­nie w pi­ra­mid­kę. Ka­ile­an po­sta­wi­ła­by każ­dą sumę, że ko­bie­ta się uśmie­cha.

— Han­tar Seh­ra­win zlek­ce­wa­żył wro­ga. Wy­dał mu bi­twę mię­dzy wzgó­rza­mi po­ro­śnię­ty­mi la­sem oraz oparł cały atak na ma­gach. I gdy do­szło do bez­po­śred­niej wal­ki, a cza­row­ni­cy prze­sta­li być sku­tecz­ni, oka­za­ło się, że zbyt roz­cią­gnął siły i nie da rady ani wy­co­fać roz­pro­szo­nych od­dzia­łów, ani ich prze­gru­po­wać. Moż­na po­wie­dzieć, że jak w przy­pad­ku więk­szo­ści tego typu klęsk, przy­czy­ną jego zgu­by była py­cha. No, ale w swo­im księ­stwie pra­wie cał­ko­wi­cie zdła­wił po­wsta­nie, więc za­pew­ne są­dził, że tu też pój­dzie mu gład­ko.

La­skol­nyk prze­stał się uśmie­chać.

— A py­cha nie jest two­ją wadą, praw­da, pani?

Sie­dzą­ca u szczy­tu sto­łu ko­bie­ta ro­ze­śmia­ła się dźwięcz­nie. A po­tem – Ka­ile­an aż otwo­rzy­ła usta ze zdu­mie­nia – nie­spo­dzie­wa­nie wsta­ła, po­de­szła do sto­łu i oso­bi­ście na­peł­ni­ła kie­lich ich do­wód­cy.

— Py­cha? Za­pew­ne odro­bi­nę jest. Wie­rzę na przy­kład, że po­tra­fię na tyle do­brze po­słu­gi­wać się tal­he­ra­mi, iż bez kło­po­tów po­ko­na­ła­bym każ­de­go z two­ich lu­dzi. Na­wet w wal­ce dwóch lub trzech na jed­ne­go, choć prze­cież nie wi­dzia­łam, jak so­bie ra­dzi­cie z bro­nią. To py­cha, praw­da?

Ru­szy­ła wo­kół sto­łu, na­le­wa­jąc wina resz­cie cza­ar­da­nu.

— Je­ste­ście mo­imi go­ść­mi, jedz­cie, pij­cie. I nie przej­muj­cie się też mo­imi prze­chwał­ka­mi. Cią­ża spra­wia, że cza­sem za­cho­wu­ję się dziw­nie.

Cią­ża? Chy­ba kha-dar kie­dyś o tym wspo­mniał. Na ra­zie jed­nak po Pani Oka nic nie było wi­dać. Gdy De­ana d’Klle­an po­chy­li­ła się, by na­peł­nić kie­lich sto­ją­cy przed Ka­ile­an, dziew­czy­na od­nio­sła wra­że­nie, że przy­pa­tru­je się jej nie­co dłu­żej niż resz­cie. Po chwi­li Is­sar­ka wró­ci­ła na swo­je miej­sce.

— Ale wie­rzę też — kon­ty­nu­owa­ła — że Krwa­wy Ka­hel­le jest do­brym do­wód­cą i stwo­rzył już z tej hor­dy zbun­to­wa­nych nie­wol­ni­ków praw­dzi­wą ar­mię. Z ofi­ce­ra­mi sto­ją­cy­mi na cze­le zwar­tych kom­pa­nii i wszyst­kim, cze­go ar­mia po­trze­bu­je: warsz­ta­ta­mi, szpi­ta­la­mi i rze­mieśl­ni­ka­mi pro­du­ku­ją­cy­mi broń i pan­ce­rze. Ni­g­dy jesz­cze w hi­sto­rii Da­le­kie­go Po­łu­dnia żad­ne po­wsta­nie nie­wol­ni­ków tak nie wy­glą­da­ło. Mylę się? Nie, nie od­po­wia­daj. Dwa­dzie­ścia ty­się­cy ge­ghij­skich tru­pów gni­ją­cych w le­sie jest tego naj­lep­szym do­wo­dem.

La­skol­nyk się­gnął po kie­lich, ale nie uniósł go do ust.

— Do cze­go zmie­rzasz, pani? Bo mogę cię tyl­ko za­pew­nić, że na­wet je­śli po­ko­nasz Ka­he­la-saw-Kir­hu, to sto albo dwie­ście ty­się­cy me­ekhań­skich tru­pów nie wpły­nie do­brze na two­je re­la­cje z Im­pe­rium.

— Jak na ra­zie Im­pe­rium mil­czy, ge­ne­ra­le. I bar­dziej pa­trzy na Wschód niż Po­łu­dnie. Dla­te­go też tak im za­le­ży na two­im po­wro­cie. Chy­ba za wcze­śnie po­rzu­ci­łeś Wiel­kie Ste­py, a te­raz na­gle robi się tam go­rą­co. Na­to­miast praw­da wy­glą­da tak, że poza umie­jęt­no­ścią wal­ki sza­bla­mi nie mam wie­lu za­let i ro­bak py­chy nie zże­ra mnie od we­wnątrz. Dla­te­go też nie lek­ce­wa­żę nie­wol­ni­ków i nie dam się wcią­gnąć w wal­kę na ich wa­run­kach. — Na­gle po­chy­li­ła się do przo­du i rzu­ci­ła szyb­ko — i przy­się­gam na Łzy Wiel­kiej Mat­ki, że gdy­by nie ob­le­gli Po­mwe, nie ru­szy­ła­bym na nich swo­jej ar­mii. Nie dali mi wy­bo­ru! Ale je­śli wra­casz z obo­zu Ka­hel­le, to za­pew­ne przy­no­sisz mi od nie­go wie­ści. No więc jak? Pro­sił cię, byś prze­mó­wił w jego imie­niu? Co dla mnie masz?

La­skol­nyk wes­tchnął, za­krę­cił wi­nem w krysz­ta­le i uniósł je do ust, ale w pół ru­chu zre­zy­gno­wał. Jego spoj­rze­nie spo­czę­ło na za­sło­nię­tej twa­rzy De­any d’Klle­an.

— Oczy­wi­ście, pani. Ka­he­la-saw-Kir­hu nie chce woj­ny. Pra­gnie tyl­ko wol­no­ści dla sie­bie i dla każ­de­go nie­wol­ni­ka, któ­ry ze­chce zdjąć ob­ro­żę.

— A uwa­żasz, że są tacy, któ­rzy tego nie chcą?

Ka­ile­an dużo by dała, by uj­rzeć te­raz ob­li­cze ich go­spo­dy­ni. Bo ton, ja­kim za­da­no to py­ta­nie, był… prze­ra­ża­ją­co obo­jęt­ny. Kha-dar jed­nak kon­ty­nu­ował spo­koj­nie:

1 ... 144 145 146 147 148 149 150 151 152 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)