Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 210
Перейти на страницу:

Za­ci­snę­ła zęby i wy­pchnę­ła psa na ze­wnątrz. Trud­no, dziś nie bę­dzie miał za­ba­wy.

— Mu­szę przy­znać, że po­chle­biasz mi, pani. — Kha-dar zer­k­nął wy­mow­nie na słu­żą­cą, któ­ra naj­wy­raź­niej mia­ła za­miar na­peł­nić jego ta­lerz, i sam wrzu­cił na nie­go por­cję ka­szy i pie­czo­ne­go go­łę­bia, po czym po­lał wszyst­ko ob­fi­cie so­sem. — Krę­ci­łem się tro­chę przy ce­sa­rzu, więc i na­bra­łem nie­co ogła­dy, da­le­ko mi jed­nak do praw­dzi­we­go dwo­ra­ka. Moim lu­dziom też. Czy po­zwo­lisz, by sami ko­rzy­sta­li z tych wspa­nia­ło­ści? Nie przy­wy­kli, by ktoś im usłu­gi­wał.

Go­spo­dy­ni ski­nę­ła gło­wą, wy­ko­na­ła krót­ki gest, a słu­żą­ce szyb­ciut­ko opu­ści­ły salę. I na­tych­miast za­brzę­cza­ła za­sta­wa, gdy wszy­scy rzu­ci­li się na je­dze­nie. Ka­ile­an na­ło­ży­ła so­bie ka­wał wie­przo­wej pie­cze­ni, ja­gnię­ce pod­udzie i tłu­ste­go ka­pło­na. Ło­wiąc spoj­rze­nie Lei, wzru­szy­ła tyl­ko ra­mio­na­mi. No co, sama mó­wi­łaś, że chud­nę.

— In­te­re­su­ją­cy spo­sób przed­sta­wie­nia proś­by, by­śmy zo­sta­li sami — głos De­any po­brzmie­wał lek­kim roz­ba­wie­niem. — Na­dal jed­nak zo­sta­nę przy swo­im zda­niu. No­sisz ma­skę, za któ­rą ukry­wasz umysł by­stry jak gór­ski stru­mień i ostry ni­czym yphir. Nic dziw­ne­go, że Im­pe­rium wy­ra­ża taką tro­skę o twój los.

Kha-dar prze­łknął, prze­płu­kał usta wi­nem, a jego twarz przy­bra­ła wy­raz uprzej­me­go za­in­te­re­so­wa­nia.

— Wy­ra­ża? To dziw­ne.

— Dziw­ne? — De­ana d’Klle­an ide­al­nie sko­pio­wa­ła ton La­skol­ny­ka. — Och nie, to cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­łe. Gdy­bym była me­ekhań­ską ce­sa­rzo­wą i gdy­by mój naj­lep­szy do­wód­ca kon­ni­cy wę­dro­wał ty­sią­ce mil od domu, w sa­mym środ­ku wo­jen­nej za­wie­ru­chy, wierz mi, też wy­ra­ża­ła­bym tro­skę gło­śno i wy­raź­nie. Oraz ka­za­ła mu na­tych­miast wra­cać.

— To może być trud­ne, zwa­żyw­szy, że znaj­du­je­my się wła­śnie w sa­mym środ­ku wo­jen­nej za­wie­ru­chy. Poza tym za­pew­ne sły­sza­łaś, pani, że nie je­stem po­kor­nym wa­ła­chem. Nie daję się pro­wa­dzić w uprzę­ży.

— Sły­sza­łam. Ale są­dzę, że dla każ­de­go ko­nia znaj­dzie się lon­ża wy­star­cza­ją­co dłu­ga, by go kon­tro­lo­wać. Na ra­zie jed­nak jedz­cie, pij­cie. I opo­wia­daj­cie. Co u Krwa­we­go Ka­hel­le?

Ka­ile­an omal się nie za­krztu­si­ła. Skąd wie­dzia­ła? Kha-dar jed­nak za­re­ago­wał tak, jak­by cze­kał na to py­ta­nie.

— Ma się do­brze, pani. I jest wście­kły na oj­czy­znę. Za to, że nie ro­bi­ła nic, by po­pra­wić los nie­wol­ni­ków w two­im pięk­nym kra­ju. Do­pro­wa­dza­nych do śmier­ci pra­cą, ba­tem, gło­dem i cho­ro­ba­mi. — La­skol­nyk wstał i do­ło­żył so­bie ko­lej­ne­go go­łę­bia. — Wy­plu­wa­ją­cych płu­ca w ko­pal­niach, umie­ra­ją­cych od uką­szeń owa­dów w cza­sie kar­czo­wa­nia la­sów i osu­sza­nia ba­gien, la­ta­mi zgi­na­ją­cych grzbie­ty na plan­ta­cjach i wrzu­ca­nych do rze­ki z ka­mie­niem u stóp, gdy byli już za sta­rzy, żeby pra­co­wać. Zmu­sza­nych do walk na śmierć i ży­cie dla roz­ryw­ki ga­wie­dzi, gwał­co­nych, mor­do­wa­nych i tor­tu­ro­wa­nych. Za­pew­niam cię, Pani Ognia, wład­czy­ni Bia­łe­go Ko­no­we­ryn, że Ka­hel-saw-Kir­hu był wście­kły na Me­ekhan, że nie zro­bił nic, by po­pra­wić ich los. I rzu­cił mi te wszyst­kie oskar­że­nia w twarz, a ja nie wie­dzia­łem, gdzie po­dziać oczy.

— Tak. — Pal­ce is­sar­skiej wo­jow­nicz­ki za­tań­czy­ły na po­rę­czy krze­sła. — Wina Im­pe­rium wy­da­je się bez­spor­na. Za­sta­na­wiam się, jak czu­li­ście się na Pół­no­cy, wie­dząc, że każ­dy ło­kieć je­dwa­biu, każ­de ziarn­ko pie­przu i każ­da un­cja sza­fra­nu, któ­re od nas spro­wa­dza­cie, ską­pa­ne są we łzach i krwi wa­szych po­bra­tym­ców? Jak czu­je­cie się te­raz, w cza­sie po­wsta­nia, gdy im­pe­rial­na am­ba­sa­da mil­czy ca­ły­mi mie­sią­ca­mi, a gdy wresz­cie się od­zy­wa, cho­dzi jej tyl­ko o oca­le­nie ży­cia jed­ne­go ge­ne­ra­ła? Na­wet nie jego lu­dzi… Jak­by po­rzu­ca­nie wła­snych oby­wa­te­li, żoł­nie­rzy, któ­rzy prze­le­wa­li krew za Im­pe­rium, sta­ło się ostat­nio sed­nem me­ekhań­skiej po­li­ty­ki.

Wy­mie­ni­li szyb­kie spoj­rze­nia, Fay­len, Niiar, Ko­ci­mięt­ka, Da­ghe­na, Lea, Jan­ne Ne­wa­ryw i Ka­ile­an. Czy to praw­da? Kha-dar miał ich tu zo­sta­wić?

Ale La­skol­nyk po­wiódł po nich wzro­kiem z taką miną, jak­by usły­szał kiep­ski dow­cip i nie wie­dział, czy ma się skrzy­wić, czy przez uprzej­mość uśmiech­nąć. Uspo­ko­iła się od razu. Kha-dar ni­g­dy nie po­rzu­cił­by cza­ar­da­nu.

Nie ma mowy.

Ich do­wód­ca spoj­rzał na sie­dzą­cą u szczy­tu sto­łu ko­bie­tę i z uzna­niem ski­nął gło­wą.

— Świet­na prze­mo­wa, Pani Oka. Wręcz do­sko­na­ła. My­śla­łem, że spo­tkam tu za­hu­ka­ną dziew­czy­nę z bar­ba­rzyń­skie­go ple­mie­nia, któ­rą do wła­dzy wy­niósł ka­prys ogni­ste­go boż­ka i któ­ra nie zmie­ni sama suk­ni, je­śli ktoś z po­cią­ga­ją­cych za sznur­ki do­rad­ców jej tego nie każe. Szcze­rze mó­wiąc, spo­dzie­wa­łem się za­stać przy tym sto­le jesz­cze kil­ka osób. Może Va­ra­lę, byłą na­łoż­ni­cę księ­cia, rzą­dzą­cą te­raz w pa­ła­cu, może jego tru­ci­cie­la albo Wiel­kie­go Ko­hi­ra, któ­ry ja­kimś cu­dem wie­dział, kie­dy uka­zać świa­tu nie­wzru­szo­ną lo­jal­ność, tuż przed tym, jak wy­pru­łaś fla­ki Ob­ra­ra z Kam­be­hii. I gu­bię się w do­my­słach, czy roz­mo­wa ze mną jest tak nie­istot­na, czy wręcz prze­ciw­nie, aż tak waż­na.

— Przede wszyst­kim, cho­dzi o two­je bez­pie­czeń­stwo, ge­ne­ra­le.

Wy­da­wa­ło się, że La­skol­nyk tym ra­zem zdzi­wił się na­praw­dę.

— Bez­pie­czeń­stwo?

— Za­pew­niam, że tak. Gdy­byś na­zwał Aga­ra ogni­stym boż­kiem przy jed­nym z żoł­nie­rzy Ro­dów Woj­ny, mógł­byś stra­cić gło­wę, za­nim zdą­ży­ła­bym go po­wstrzy­mać. A wra­ca­jąc do te­ma­tu, ge­ne­ra­le, je­śli od­wie­dzi­li­ście obóz nie­wol­ni­ków, to może bra­li­ście też udział w wal­ce z Ge­ghij­czy­ka­mi?

Ka­ile­an ode­rwa­ła udko ka­pło­na i za­to­pi­ła w nim zęby, ob­ser­wu­jąc ten po­je­dy­nek na sło­wa. To było nie­uczci­we star­cie, bo roz­mów­czy­ni La­skol­ny­ka kry­ła twarz za za­sło­ną, a jej mowa cia­ła była oszczęd­na i skrom­na jak u mnisz­ki. Głos też ni­cze­go nie zdra­dzał. Trud­no się to­czy dys­ku­sję, gdy nie wia­do­mo, czy two­je ar­gu­men­ty do­cie­ra­ją do roz­mów­cy, albo czy two­je obe­lgi go ra­nią. Jed­nak kha-dar zda­wał się znów cał­kiem za­do­wo­lo­ny i spo­koj­ny.

— Skąd ten po­mysł? — za­py­tał, uno­sząc kie­lich do ust.

— Twoi lu­dzie no­szą śla­dy nie­daw­nej wal­ki, on — szczu­pły pa­lec wska­zał na Ko­ci­mięt­kę — jest cały po­dra­pa­ny, ten po­tęż­nie zbu­do­wa­ny mło­dy czło­wiek ma usztyw­nio­ną nogę, a ta mała dziew­czy­na z ple­nie­nia Ha­run­dy­nów krzy­wi się, gdy się­ga po coś lewą ręką. Za­kła­dam, że ma obi­te że­bra. Gdy­by­ście po­trze­bo­wa­li po­mo­cy, mamy w obo­zie nie­złych le­ka­rzy.

1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)