Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 149 150 151 152 153 154 155 156 157 ... 210
Перейти на страницу:

— Im­pe­rium go nie wy­sła­ło — pal­nę­ła szyb­ko Lea. — Sam po­lazł.

— Skąd wiesz?

— Mó­wił parę razy. Mie­li­śmy sie­dzieć pod Bia­łym Ko­no­we­ryn i zbie­rać wie­ści, ale jego no­si­ło. No to za­brał nas i wy­ru­szy­li­śmy w te wa­sze lasy.

To była waż­na in­for­ma­cja. Może na­wet naj­waż­niej­sza, jaką dzi­siej­sze­go wie­czo­ra De­ana usły­sza­ła przy tym sto­le. „Sam po­lazł”. To mo­gło­by zna­czyć, że Me­ekhan nie pla­no­wał aż tak bar­dzo wtrą­cać się w spra­wy Da­le­kie­go Po­łu­dnia. Że wo­lał cze­kać na roz­wój wy­da­rzeń, a po­dróż La­skol­ny­ka była sa­mo­wol­na. Tłu­ma­czy­ło­by to tak­że ner­wo­wy ton, ja­kim na­pi­sa­ny był ce­sar­ski list.

— A by­ły­ście w obo­zie, gdy za­ata­ko­wa­li Ge­ghij­czy­cy? — spró­bo­wa­ła jesz­cze raz wy­cią­gnąć od nich ja­kieś szcze­gó­ły.

Dziew­czy­ny jed­nak do­brze pa­mię­ta­ły, jak od­po­wia­dał ich do­wód­ca.

— Nie pa­mię­tam.

— Ja też nie.

— A ja chy­ba prze­spa­łam ten atak. Je­śli w ogó­le ja­kiś był.

De­ana uśmiech­nę­ła się lek­ko. Naj­wy­raź­niej w od­dzia­le La­skol­ny­ka głu­po­ta nie była po­żą­da­ną ce­chą. Mimo to z ja­kimś pod­szy­tym głu­pią na­dzie­ją upo­rem drą­ży­ła da­lej:

— Ro­zu­miem. No to po­wiedz­cie mi jesz­cze, tyl­ko szcze­rze… bo wasz ge­ne­rał za bar­dzo jest po­li­ty­kiem i dy­plo­ma­tą, żeby war­to było za­da­wać mu ta­kie py­ta­nie. Czy ist­nie­je szan­sa, ja­ka­kol­wiek, słab­sza na­wet niż tchnie­nie my­szy, że Ka­hel-saw-Kir­hu prze­rwie ob­lę­że­nie i spró­bu­je roz­mów? Ale ta­kich praw­dzi­wych. Wi­dzia­ły­ście jego lu­dzi, roz­ma­wia­ły­ście z nim sa­mym. Zo­sta­ło nam tyl­ko zim­ne że­la­zo?

Nie po­wie­dzia­ły nic, ale praw­dę wy­czy­ta­ła w ich oczach.

Ogień, krew i stal. Tyl­ko to cze­ka­ło na nią pod Po­mwe.

— Dzię­ku­ję. Za szcze­rość w mil­cze­niu — po­wie­dzia­ła ci­cho. — Gdy wyj­dzie­cie z na­mio­tu, straż­ni­cy od­pro­wa­dzą was na miej­sce. Mam na­dzie­ję… że ju­tro po­je­dzie­cie ze mną. Do­brej nocy.

Ukło­ni­ły się bez sło­wa i wy­szły, a ona zo­sta­ła przy sto­le, pa­trząc na pu­ste na­czy­nia, i z ca­łych sił sta­ra­ła się nie pła­kać. Wresz­cie pod­da­ła się, się­gnę­ła po kie­lich z wi­nem i opróż­ni­ła go trze­ma ły­ka­mi, czu­jąc, jak po po­licz­kach spły­wa­ją jej łzy.

Rozdział 32

Wy­ru­szy­li na woj­nę w stro­nę Va­wenn’ob­le­ris – Do­li­ny Żalu, i je­śli Key’la są­dzi­ła, że wie, czym na­praw­dę jest wro­gie pust­ko­wie tego dziw­ne­go świa­ta, to ko­lej­ne umow­ne „dni” i „noce” wę­drów­ki w stro­nę jego naj­mrocz­niej­szej czę­ści wy­pro­wa­dzi­ły ją z błę­du.

Cały „dzień” wę­dro­wa­li przez te­re­ny, któ­re wy­glą­da­ły, jak­by sama zie­mia była do­tknię­ta ja­kąś cho­ro­bą. Czar­ne, ob­sy­dia­no­we ska­ły tra­ci­ły swo­ją gład­kość, a ich po­wierzch­nię po­kry­wa­ły pęk­nię­cia, li­sza­je i dzi­wacz­ne za­cie­ki, jak­by ka­mień to­pił się pod wpły­wem wiel­kie­go go­rą­ca. Do­tknię­ty, kru­szył się i roz­pa­dał w ma­to­wy pył.

Wę­dro­wa­li w tym pyle go­dzi­na­mi, za­sła­nia­jąc usta ka­wał­ka­mi ma­te­ria­łu, lecz nie­wie­le to po­ma­ga­ło. Ka­szel to­wa­rzy­szył ca­łe­mu ple­mie­niu bez prze­rwy. Woda, na któ­rą na­tra­fia­li w szcze­li­nach skal­nych i płyt­kich ja­ski­niach, nie nada­wa­ła się do pi­cia, wszech­obec­ny pył za­mie­niał ją w cuch­ną­ce zgni­li­zną bło­to. Key’la nie mia­ła wąt­pli­wo­ści, że gdy­by ucie­ka­jąc z pło­ną­ce­go wozu, tra­fi­ła z Ko­cy­kiem w te oko­li­ce, nie prze­ży­li­by kil­ku dni.

Usta Zie­mi opo­wia­da­ła jej, że Do­li­na Żalu się roz­ra­sta, anek­tu­je co­raz więk­szy te­ren, a wraz z nią nad­cho­dzą kosz­ma­ry, cha­os i śmierć. I że po­gra­ni­cze praw­dzi­wej Do­li­ny wy­glą­da wła­śnie tak: jak­by na­wet ska­ły mia­ły zo­stać prze­mie­nio­ne w coś in­ne­go, plu­ga­we­go i wstręt­ne­go. Zresz­tą praw­dzi­we plu­ga­stwa były do­pie­ro przed nimi, jak stwier­dzi­ła jed­no­oka ko­bie­ta, i już po trzech cy­klach wę­drów­ki od­na­leź­li pierw­sze śla­dy po­twier­dza­ją­ce jej sło­wa.

W nie­wiel­kiej do­lin­ce o zbo­czach po­kry­tych okru­cha­mi skał le­ża­ło stwo­rze­nie, któ­re nie po­win­no ist­nieć. Be­stia była mar­twa – na szczę­ście, bo Key’la zu­peł­nie nie mia­ła ocho­ty na oglą­da­nie jej ży­wej – i skła­da­ła się z wor­ka wiel­ko­ści koń­skie­go kor­pu­su oraz trzech bło­nia­stych skrzy­deł: więk­sze wy­ra­sta­ło z pra­wej stro­ny, dwa mniej­sze z le­wej. Sam kor­pus nie miał gło­wy ani ni­cze­go, co by ją przy­po­mi­na­ło, nie miał też wi­docz­nych oczu, choć kil­ka pół­ku­li­stych czar­nych wy­pu­stek, roz­miesz­czo­nych nie­re­gu­lar­nie na cie­le, mo­gło peł­nić ich funk­cję. Nie dało się też do­strzec żad­nej pasz­czy. Za to po spodniej stro­nie wy­sta­wa­ły mu dwie krót­kie, mu­sku­lar­ne łapy, jed­na po­ro­śnię­ta sier­ścią, a dru­ga łu­ska­mi. Obie mia­ły wiel­kie szpo­ny i przy­ssaw­ki w środ­ko­wej czę­ści.

Va­ihi­ro­wie zgro­ma­dzi­li się wo­kół tru­chła, od­cię­li mu skrzy­dła oraz sto­py i ru­szy­li da­lej.

Dwa Pal­ce pod­szedł do dziew­czyn­ki i zła­pał ją pod pa­chy.

— No, wska­kuj, wi­dzę, że je­steś zmę­czo­na.

Key’la za­śmia­ła się, ale nie pro­te­sto­wa­ła, gdy wziął ją na ba­ra­na. Ko­cyk uśmiech­nął się sa­my­mi oczy­ma i ru­szył truch­tem, bez tru­du do­trzy­mu­jąc kro­ku ol­brzy­mo­wi. Łań­cuch spi­na­ją­cy ka­na­loo z Key’lą po­brzę­ki­wał ci­cho.

— To fu­ger — wy­ja­śnił va­ihir, wska­zu­jąc na szcząt­ki mar­twej be­stii. — Tak na­zy­wa­my la­ta­ją­ce stwo­ry z Do­li­ny, któ­re są na tyle dzi­wacz­ne, że nie da się ich po­rów­nać do ni­cze­go in­ne­go i… No, weź trzy­maj koh­hę jak na­le­ży, bo mi oko wy­bi­jesz.

— Prze­pra­szam. — Po­pra­wi­ła chwyt na bro­ni.

— Tak le­piej. Fu­ge­ry mają róż­ne cia­ła: chu­de, pę­ka­te, dłu­gie albo krót­kie, z py­ska­mi i ogo­na­mi lub bez. Wi­dzia­łem raz ta­kie­go, któ­ry skła­dał się z pary skrzy­deł zro­śnię­tych z dwo­ma ła­pa­mi i ogo­nem. Z ni­cze­go wię­cej.

— Nie­peł­ny stwór — po­wie­dzia­ła mą­drze.

— Wi­dzę, że ga­da­łaś z Usta­mi Zie­mi. Ona od lat bada te stwo­rze­nia, bo roz­ple­nia­ją się na wszyst­kie stro­ny i są co­raz groź­niej­sze. Tak. — Dwa Pal­ce po­ki­wał gło­wą. — Tam­ten był nie­peł­ny i nie po­żył dłu­go. Nie mógł jeść. W Do­li­nie Żalu ta­kie be­stie po­ja­wia­ją się dość czę­sto, jak­by pi­ja­ny bo­żek ba­wił się w stwa­rza­nie swo­ich kosz­mar­ków. Wy­god­nie ci?

— Tak. Ten też nie był peł­ny. Nie miał pasz­czy.

— I dla­te­go padł. Naj­pew­niej z gło­du. Ale gdy­by był żywy, i tak by nas za­ata­ko­wał. Wi­dzia­łem to już. Ata­ku­ją, za­bi­ja­ją, a po­tem sto­ją nad cia­łem i trą­ca­ją je jed­nym koń­cem, jak­by pró­bo­wa­ły po­żreć. Albo roz­dzie­ra­ją na strzę­py pa­zu­ra­mi w nie­mej fu­rii.

1 ... 149 150 151 152 153 154 155 156 157 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)