Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 148 149 150 151 152 153 154 155 156 ... 210
Перейти на страницу:

Sie­dzą­ca obok niej Lea wy­szep­ta­ła kil­ka słów. Dość zna­jo­mych. De­ana po­gro­zi­ła jej pal­cem.

— Znam nie­co mowę Ha­run­dy­nów, dziew­czy­no. Na two­je szczę­ście nie ob­ra­żam się z byle po­wo­du.

Trze­cia z ko­biet, ja­sno­wło­sa Ka­ile­an, opar­ła łok­cie na sto­le, a gło­wę na dło­niach.

— Znasz dużo ję­zy­ków… pani — mruk­nę­ła nie­win­nym to­nem.

De­ana uśmiech­nę­ła się, wi­dząc ta­kie swo­bod­ne za­cho­wa­nie. Tego wła­śnie jej bra­ko­wa­ło. Roz­mo­wy z ludź­mi, któ­rzy nie pa­trzą na nią jak na wcie­le­nie boga. Te ko­bie­ty były świa­do­me swo­jej siły, a je­śli za­cho­wy­wa­ły się ostroż­nie, to nie była to ostroż­ność pod­szy­ta stra­chem.

— W tej chwi­li czte­ry. Pra­cu­ję nad su­ana­ri i Mową Ognia. Je­stem, hm, by­łam Pie­śniar­ką Pa­mię­ci d’yahir­rów. My­ślę, że naj­bli­żej mi do ta­kiej bi­blio­te­kar­ki, któ­ra za­miast ksiąg uży­wa tego. — Po­stu­ka­ła się po skro­ni. — Zresz­tą, chy­ba dla­te­go tak do­brze do­ga­du­ję się z Awe­lo­ney. Ale to inna hi­sto­ria. Opo­wia­daj­cie, pro­szę, skąd je­ste­ście i co tu ro­bi­cie?

Wy­mie­ni­ły zdu­mio­ne spoj­rze­nia i pra­wie jed­no­cze­śnie wzru­szy­ły ra­mio­na­mi. Ich hi­sto­rie były pro­ste: sie­ro­ta nie­chcą­ca być cię­ża­rem dla przy­bra­nej ro­dzi­ny, wnucz­ka ple­mien­nej cza­row­ni­cy od­by­wa­ją­ca ja­kie­goś ro­dza­ju du­cho­wą piel­grzym­kę, cór­ka ko­czow­nicz­ki z Ma­łych Ste­pów, któ­ra po­sta­no­wi­ła sama tkać swój los. Wszyst­kie te opo­wie­ści spi­nał wę­zeł cza­ar­da­nu, ni to brac­twa, ni wo­jen­ne­go rodu, któ­re­mu prze­wo­dził Gen­no La­skol­nyk. Ot, po pro­stu.

De­ana zer­k­nę­ła na blon­dyn­kę.

— Dla­cze­go wszy­scy uwa­ża­ją, że je­steś naj­lep­szym szer­mie­rzem w gru­pie?

Dziew­czy­na za­mru­ga­ła, jak­by za­sko­czo­na, i po­trzą­snę­ła gło­wą.

— Ja? Nie, nie… my­lisz się, pani.

— Nie są­dzę. Gdy wspo­mnia­łam, że je­stem mi­strzy­nią tal­he­rów — De­ana klep­nę­ła rę­ko­jeść sza­bli — i że mo­gła­bym po­ko­nać w wal­ce jed­no­cze­śnie na­wet dwóch albo trzech z was, więk­szość zer­k­nę­ła w two­ją stro­nę. Je­steś taka do­bra?

Ka­ile­an za­ru­mie­ni­ła się lek­ko, ale po chwi­li spoj­rza­ła na nią har­do.

— Ra­dzę so­bie.

— No do­my­ślam się, Gen­no La­skol­nyk nie jeź­dził­by prze­cież z byle kim. Z łuku do­brze szy­jesz?

— Nie naj­go­rzej. Z męż­czyzn Lan­deh jest lep­szy, ale nie ma go z nami. A z dziew­czyn Lea ostat­nio dużo ćwi­czy­ła i pra­wie mi do­rów­nu­je.

— Pra­wie?!

— No co? Praw­dę mó­wię. Na sto kro­ków tra­fisz w sto­do­łę. I to na­wet w ten węż­szy bok. Tak co trze­cią strza­łą.

Ob­ser­wu­jąc, jak ta dwój­ka za­czy­na się kłó­cić, De­ana zło­wi­ła spoj­rze­nie Da­ghe­ny, błą­dzą­ce po jej za­sło­nię­tej twa­rzy.

— To musi być trud­ne — ode­zwa­ła się wo­jow­nicz­ka z cza­ar­da­nu, a głos mia­ła dziw­ny, nie­ty­po­wo ma­to­wy i płyt­ki. — Nie móc po­ka­zać twa­rzy, oczu, ust. Na­wet uko­cha­ne­mu. No­sić cały czas ma­skę. Pa­trzeć, jak lu­dzie zer­ka­ją na cie­bie z uko­sa, jak wy­ko­nu­ją zna­ki od­pę­dza­ją­ce zło. Żyć ni­czym be­stia w klat­ce.

De­ana po­czu­ła to na­gle, jak­by szarp­nię­cie, jak­by sani w jej wnę­trzu szy­ko­wał się do ob­da­ro­wa­nia jej bo­jo­wym tran­sem. Wsta­ła gwał­tow­nie, po­chy­li­ła się nad sto­łem i zła­pa­ła dziew­czy­nę za rękę. Tam­ta szarp­nę­ła się, pró­bu­jąc uwol­nić nad­gar­stek, a po­zo­sta­łe dwie ze­rwa­ły się z krze­seł, wy­raź­nie za­sko­czo­ne.

— Co masz w dło­ni? Amu­let? Ple­mien­ny ta­li­zman? — Lewą ręką wy­szarp­nę­ła tal­her z po­chwy i opar­ła go o szy­ję Da­ghe­ny. — Le­piej to puść. Na­tych­miast.

Mały wo­re­czek upadł na stół.

— Co to?

— Pa­miąt­ka.

De­ana nie się­gnę­ła do za­wi­niąt­ka, tyl­ko lek­ko szturch­nę­ła je klin­gą.

— Cen­na? Czy je­śli każę ją spa­lić, bę­dziesz ci żal? Wnucz­ka ple­mien­nej sza­man­ki, tak? Czy ty wiesz — wy­dy­sza­ła, czu­jąc, jak ro­śnie w niej gniew — czy wiesz, że parę kro­ków stąd pół tu­zi­na ma­gów pil­nu­je, żeby nikt nie pró­bo­wał rzu­cać cza­rów w tym na­mio­cie? To, że jesz­cze tu nie wpa­dli, za­wdzię­cza­my chy­ba tyl­ko temu, że na­praw­dę nie uży­wa­łaś ma­gii. Przy­naj­mniej nie ta­kiej, w któ­rej tkasz cza­ry. Co to jest?

Da­ghe­na spoj­rza­ła na nią, mru­żąc oczy, po­zo­sta­łe dwie dziew­czy­ny przy­su­nę­ły się bli­żej to­wa­rzysz­ki. Ich twa­rze wy­glą­da­ły jak ka­mien­ne ma­ski, a pię­ści były za­ci­śnię­te. De­ana mo­gła się przyj­rzeć lo­jal­no­ści wo­jen­ne­go brac­twa do woli.

— Nie pró­buj­cie ni­cze­go głu­pie­go, dziew­czy­ny. Je­den krzyk, je­den szczęk że­la­za, a pół set­ki zbroj­nych wpad­nie tu z bro­nią w ręku. A cie­bie — Pło­mień Aga­ra spoj­rza­ła na Da­ghe­nę, ma­jąc na­dzie­ję, że tam­ta do­strze­że choć błysk jej oczu — za­py­tam ostat­ni raz. Co to jest? Mów albo od­dam to moim ma­gom.

— Bab­ka — po­wie­dzia­ła szyb­ko Ka­ile­an. — To jest jej bab­ka. Duch. Nie jest groź­na, tyl­ko tam sie­dzi i cza­sem coś do­ra­dzi. Albo ro­zej­rzy się po świe­cie jej oczy­ma i ode­zwie jej usta­mi. Tak jak przed chwi­lą.

De­ana po­czu­ła, jak spły­wa z niej całe na­pię­cie i złość. Duch przod­ka. Zwy­kła ple­mien­na ma­gia. D’yahir­ro­wie i inne ple­mio­na nie uży­wa­li ta­kiej, bo Pra­wa Ha­ru­die­go mó­wi­ły ja­sno, że miej­sce ludz­kich dusz jest w Domu Snu. Wie­dzą­cy Is­sa­ram ko­rzy­sta­li tyl­ko z aspek­to­wa­nych Źró­deł i Stru­mie­ni, któ­re da­wa­ły się okieł­znać ludz­kim umy­słem, nie gro­żąc jed­no­cze­śnie opę­ta­niem. Ale też Is­sa­ram nie pro­wa­dzi­li żad­nej re­li­gij­nej woj­ny z lu­da­mi, któ­re za­kli­na­ły du­sze przod­ków w przed­mio­tach. Chce­cie unie­moż­li­wiać im sta­nię­cie przed Mat­ką, wa­sza spra­wa. To nie był grzech, tyl­ko zwy­kła głu­po­ta.

— Po­my­śleć, że za­pro­si­łam do sto­łu trzy ko­bie­ty, a przy­szły czte­ry — mruk­nę­ła, cho­wa­jąc sza­blę. — Nie pró­buj wię­cej sza­mań­skich sztu­czek w tym obo­zie. Na Po­łu­dniu roz­pa­la się sto­sy z błah­szych po­wo­dów.

Usia­dła i wska­za­ła na wo­re­czek.

— Za­bierz ją pro­szę i po­wiedz, że prze­pra­szam. Prze­stra­szy­ła mnie. Ostat­nio zro­bi­łam się ner­wo­wa.

Wo­re­czek znikł jak zdmuch­nię­ty, a jego wła­ści­ciel­ka przez chwi­lę wpa­try­wa­ła się w De­anę uważ­nie.

— Nie wy­glą­dasz na ko­goś, kogo ła­two prze­stra­szyć.

— To dla­te­go, że no­szę ek­cha­ar. I dla­te­go, że Is­sa­ram na­wet tu­taj ota­cza nimb… bez­li­to­snych za­bój­ców, a ja ro­bię wszyst­ko, by go nie roz­wiać.

De­ana przez chwi­lę roz­wa­ża­ła, czy jed­nak nie się­gnąć po wino. Wresz­cie wes­tchnę­ła cięż­ko i opar­ła się po­ku­sie. Zer­k­nę­ła na swo­ich go­ści.

— Im­pe­rium aż tak bar­dzo in­te­re­su­je się tu­tej­szym po­wsta­niem? Bo to je­dy­ny po­wód, dla któ­re­go wy­sła­ło­by tu Gen­no La­skol­ny­ka. By spraw­dził, ile lu­dzie Krwa­we­go Ka­hel­le są war­ci.

1 ... 148 149 150 151 152 153 154 155 156 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)