Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Ludzie bywają dziwni, pani. Wszak do tej pory większość buntowników stanowią, jak ich tu nazywacie, „brudni”. Spora liczba „popielnych” i „domowych” nie próbuje uciekać ani dołączać się do buntu. Kahel-saw-Kirhu nie pragnie uwalniać tych, którzy wolności nie potrzebują. Ale reszta… Krwawy Kahelle prosi tylko, byś wyzwoliła oraz zgodziła się na powrót do domu tych niewolników, którzy tego zapragną. Oraz byś pozwoliła mu dokończyć sprawę z Hantarem Sehrawinem. Pragnie zemsty za atak na swój obóz i ogień, który pochłonął setki istnień. Gdy skończy z Geghijczykami, będzie chciał negocjować osobiście z tobą.
Władczyni Białego Konoweryn niespodziewanie odchyliła się do tyłu i wybuchła śmiechem. W sali zapanowała konsternacja. Nie takiej reakcji się spodziewali po swoim poselstwie.
A gdy skończyła się śmiać, jej kolejne słowa były niczym zatrute groty strzał wbijające się w serce.
— Generale… och, generale. Pewnie odkąd opuściliście obóz niewolników, poruszaliście się tylko bocznymi drogami i nie dochodziły do was żadne wieści, prawda? I pomyśleć, że liczyłam na to, że przyniesiesz choć cień szansy na pokój, że Kahel-saw-Kirhu wysłał cię chociaż z ofertą rozejmu albo przynajmniej prośbą, byśmy zasiedli do rozmów. Ale on od wielu dni oblega Pomwe. I tak, wiem, ma po temu dobry powód, ale zapewniam cię, że interesuje go tylko miasto, z jego zapasami żywności i broni. Nawet nie uderzył na obóz Geghijczyków. Zrobił z ciebie głupca, drogi generale, wysyłając z poselstwem, które nie ma sensu. Może też liczył, że gdy przedstawisz mi jego — Deana wykonała lekceważący gest — „ofertę”, to przestanę się spieszyć i będzie miał czas w spokoju zdobyć Pomwe? A może na to, że gdy on złupi miasto, a ty przybędziesz tu z tą głupiutką propozycją, to w złości każę cię zabić? W końcu jestem barbarzyńską dzikuską. Hę? Sam nie miał odwagi tego zrobić, ale gdyby to Białe Konoweryn ubrudziło sobie ręce krwią Genno Laskolnyka, Imperium nigdy by nam tego nie wybaczyło.
Pani Oka wstała gwałtownie i oparła dłonie na blacie stołu.
— Sądzisz, generale, że nie wejrzałam w duszę Krwawego Kahelle? On wie, że gdy pokona moją armię, nic i nikt na Południu mu się nie oprze. Geghijczycy są rozbici, Kambehia w chaosie, a trzy pozostałe księstewka padną przed nim na kolana, ledwo tupnie nogą.
Oderwała się od stołu i ruszyła wokół mebla, wyrzucając z siebie słowa tak szybko, że czasem ledwo dało się ją zrozumieć.
— Jego ambicje rosły z każdym zwycięstwem. I jeśli zapoznał się z historią Dalekiego Południa, to wie, że już raz zdarzyło się, że zbuntowani niewolnicy zmietli stary porządek i ustanowili nowy. Mówię o Rodach Wojny. O żołnierzach-niewolnikach, którzy tysiąc lat temu wspólnie z kapłanami Agara osadzili na tronie marionetkowego władcę i rozpoczęli całą tę histerię z czystością krwi i wchodzeniem w Oko. A przecież wcześniej czczono tu Baelta’Mathran. Więc może by tak powrócić do korzeni? Zniszczyć stare i odbudować jeszcze starsze. Podbić całe Południe, przenieść jego stolicę z dala od Oka, a Agara, zgodnie z meekhańską tradycją, wepchnąć z powrotem pomiędzy boskie Rodzeństwo. A potem koronować się na cesarza nowego imperium. Albo chociaż króla, by nie drażnić ambicjami starego kraju. Czy Meekhan sprzeciwiłby się temu? Czy też wsparłby nowego władcę, pieniędzmi, magią i doradcami? Może nawet wojskiem. Jak myślisz, generale?
Skończyła, a Kailean przypomniała sobie ostatnią naradę w sztabie powstańców, ich plany zabicia Hantara Sehrawina, ponownego rozniecenia powstania w Geghii Północnym oraz zajęcia Geghii Południowego. Czy słowa te kryły w sobie głębsze znaczenie? Kahel-saw-Kirhu wiedział, że jeśli ruszy na Białe Konoweryn, gdzie znajduje się Oko Agara, to będzie musiał walczyć z całym Dalekim Południem. Jeśli jednak wciągnąłby konowerskie wojska w bitwę daleko od stolicy i na dodatek je zmiażdżył, mógłby potem podbić wszystkie księstwa jedno po drugim. A dalej? Czy młoda władczyni dobrze zgadywała, jakie ambicje rodzą się w sercu wodza powstańczej armii?
Jednak w następnej chwili dziewczyna skrzywiła się lekceważąco, stwierdzając, że wcale jej to nie przeszkadza. Te zakuwające ludzi w łańcuchy sukinsyny od lat ciężko pracowały, by zebrać takie właśnie plony.
Deana d’Kllean, Pani Oka, chyba wiedziała, jakimi ścieżkami podążają jej myśli.
— Dalekie Południe ma na swoim sumieniu wiele grzechów. Pychę, bezwzględne okrucieństwo, chciwość i obłąkane przekonanie o własnej wyjątkowości. Ale nie zasługuje na utopienie we krwi i zamianę w meekhański protektorat, do czego najwyraźniej i ty, generale Laskolnyk, próbujesz przyłożyć ręki! — prawie wykrzyczała na koniec.
Ostatnie zdanie było podszyte taką ilością złośliwej pogardy, że słowa zdawały się wisieć jeszcze chwilę w powietrzu, sycząc i rozsiewając paskudny odór. Zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie.
Laskolnyk poderwał się na nogi, a jego twarz wykrzywił nieładny grymas.
— Tutaj grają inne siły, dziewczynko, niż tylko ambicje jednego żołnierza i nienawiść tysięcy niewolników. Nie widzisz tego? Twoje wejście do Oka, to, co się dzieje w różnych miejscach na świecie, religijne zamieszki, bogowie wpychający paluchy, gdzie się da, i kopiący w drzwi do naszego świata. Może zresztą nie tylko oni. Nie bądź głupia, tu nie chodzi o jakieś tam powstanie i zmianę porządku władzy między śmiertelnikami. Ktoś gra tobą, mną, Imperium, Dalekim Południem, Ojcem Wojny na Stepach, a nawet, cholera jasna, mam wrażenie, że ktoś pogrywa fałszywymi kośćmi z samymi bogami. Twoje zwycięstwo lub klęska mogą zaważyć na losach świata, ale na Litość Wielkiej Matki i Grzywę Laal, nie daj się prowadzić niczym dziecko z zawiązanymi oczyma!
Wszyscy zastygli w bezruchu. Poprzednia cisza wydawała się wrzaskiem przy tej, która zapanowała teraz.
I nagle złamał ją śmiech. Dźwięczny i szczery. I bynajmniej nie złośliwy. Deana d’Kllean śmiała się niezbyt głośno, ale tak, że Kailean mimowolnie poczuła do niej czystą sympatię.