Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Obróciła konia. Ludzie przestali obserwować niebo i przenieśli wzrok na Elayne. Utkała światło, wysoko na niebie nad ich głowami, tak by przyciągnąć ich uwagę.
– Nasza krew jest naszym płomieniem! – krzyknęła. – Zbyt wiele słyszę od swej armii o oporze. Nie możemy jedynie się opierać! Musimy pokazać im naszą złość, naszą furię z powodu tego, co uczynili. Nie wolno nam stawiać oporu. Dziś musimy niszczyć.
– Nasza krew to nasza ziemia. To miejsce jest nasze i my to potwierdzimy! Dla naszych ojców i matek, dla naszych dzieci.
– Nasza krew jest naszym życiem. Przybyliśmy tu, by je ofiarować. Inne armie naszego świata są zmuszane do odwrotu. My się nie cofniemy! Naszym zadaniem jest poświęcić naszą krew, umrzeć, posuwając się naprzód. Nie pozostaniemy w spokoju, nie!
Jeśli ponownie mamy zyskać Światłość, sami tego dokonać! Musimy ją odzyskać i pokonać Cień! On próbuje zasiać w was desperację, wygrać bitwę, nim się ona zacznie. Nie damy mu tej satysfakcji! Zniszczymy armię, która znajduje się przed nami, a potem tę, która jest za nami. Stąd poniesiemy naszą krew – nasze życie, nasz ogień, naszą zaciekłość – do innych, którzy walczą. Stąd poprowadzi nas ona do zwycięstwa i Światłości!
Prawdę rzekłszy, Elayne nie wiedziała, jakiej reakcji ma oczekiwać po wygłoszeniu mowy na polu walki. Czytała największe przemówienia, zwłaszcza te, które wygłosiły królowe Andoru. Kiedy była młodsza, wyobrażała sobie, że żołnierze klaszczą i krzyczą – tak jak to ma miejsce po występie minstrela w hałaśliwej oberży.
Zamiast tego żołnierze unieśli broń. Miecze wyciągnięte z pochwy, uniesione włócznie, potem uderzenia o ziemię. Aielowie wydali kilka okrzyków, ale Andorańczycy patrzyli na nią z powagą w oczach. Nie wywołała w nich ekscytacji, lecz determinację. To wydawało się uczciwszą reakcją. Zignorowali ciemność na niebie i zwrócili oczy na cel.
Nadjechała Birgitte na swym wierzchowcu.
– Ta mowa była całkiem dobra, Elayne. Kiedy ją zmieniłaś?
Elayne zarumieniła się, myśląc o starannie przygotowanym przemówieniu, którego nauczyła się na pamięć ubiegłej nocy, powtarzając je z pół tuzina razy w obecności Birgitte. Była to piękna przemowa, nawiązująca do słynnych słów wypowiedzianych przez królowe w trakcie wieków.
Kiedy nadeszła ciemność, Elayne zapomniała wszystkich słów przemowy. Napłynęły jednak inne.
– Chodź – rzekła Elayne, oglądając się przez ramię. Naprzeciwko niej maszerowała armia Trolloków. – Muszę zająć pozycję.
– Zająć pozycję? – zapytała Birgitte. – Masz na myśli to, że musisz wracać do namiotu dowództwa?
– Nie idę tam – odparła Elayne, zawracając Cień Księżyca.
– Krew i krwawe popioły, nie zrobisz tego! Ja…
– Birgitte – ucięła ostro Elayne. – To ja dowodzę, a ty jesteś moim żołnierzem. Posłuchasz mego rozkazu.
Birgitte cofnęła się, jakby uderzono ją w twarz.
– W namiocie dowództwa jest Bashere – mówiła Elayne. – Jestem jedną z kilku przenoszących o jednej z największych mocy, jakie posiada ta armia. I to ja będę pochwycona i poćwiartowana, zanim zdążę choćby pomyśleć o tym, by usiąść i czekać na koniec bitwy. Jestem warta tyle, ile tysiąc żołnierzy na tym polu walki.
– Dzieci…
– Nawet jeśli Min miałaby inne zdanie, i tak nalegałabym, by ruszyć do walki. Czy sądzisz, że dzieci naszych żołnierzy nie są w niebezpieczeństwie? Wiele z nich stoi na murach tego miasta. Jeśli przegramy, zostaną wyrżnięte. Nie, nie będę się trzymać z dala od niebezpieczeństwa i nie będę siedzieć i czekać. Jeśli sądzisz, że twoim zadaniem jako mojej Strażniczki jest to, by mnie powstrzymać, to zerwę więzy tu i teraz i wyślę cię do kogoś innego! Nie mam zamiaru spędzić Ostatniej Bitwy, wylegując się na szezlongu i popijając kozie mleko!
Birgitte zamilkła, zaś dzięki więzom Elayne mogła poczuć jej zdumienie.
– Światłości – rzekła w końcu Birgitte. – Nie zatrzymam cię. Ale czy przynajmniej zgodzisz się cofnąć na czas pierwszych salw łuczników? Zrobisz więcej dobrego, pomagając liniom walczących, gdy zaczną słabnąć.
Elayne pozwoliła, by Birgitte i jej ludzie poprowadzili ją z powrotem ku zboczu wzgórza, gdzie stacjonowały smoki Aludry. Talmanes, Aludra i ich podwładni oczekiwali bitwy z większym zapałem niż pozostałe oddziały. Byli równie zmęczeni, ale nie mieli okazji znacząco się wykazać podczas bitew w lasach i podczas odwrotu. Dziś mieli szansę zabłysnąć.
Plan bitewny Bashere był tak złożony, jak każdy, w którym Elayne brała udział. Większa część armii zatrzymała się jakąś milę na północ od miasta, za ruinami Podgrodzia znajdującymi się poza murami. Szeregi armii znajdowały się na terenach ciągnących się na wschód od Alguenyi poprzez wzgórza i nizinną drogę prowadzącą do Wrót Jangai, a następnie do ruin kapitularza Iluminatorów.
Szeregi piechoty – składającej się głównie z Andorańczyków i mieszkańców Cairhien, ale także z Ghealdanian i Białych Płaszczy – rozmieściły się na kształt półksiężyca na przodzie sił Elayne. Sześć szwadronów smoków zajęło szczyt wzgórza na tyłach piechoty.
Trolloki nie mogłyby dostać się do miasta, nie pokonawszy najpierw tej armii. Estean na jednej flance miał kawalerię Legionu Czerwonej Ręki, podczas gdy Skrzydlata Gwardia Mayene strzegła drugiej. Reszta jazdy stanowiła rezerwę.
Elayne czekała cierpliwie, patrząc, jak armia Trolloków się przygotowuje. Jej największym zmartwieniem było to, że będą musieli tutaj siedzieć, czekając, aż stwory nadejdą z południa i jednocześnie zaatakują jej siły. Na szczęście tak się nie stało – Trolloki najwidoczniej otrzymały rozkaz, by zdobyć miasto, i miały zamiar to zrobić.
Zwiadowcy Bashere donieśli, że druga armia znajdowała się nieco dalej niż dzień drogi stąd i mogła pojawić się pod koniec następnego dnia, jeśli maszerowałaby szybko. Do tego czasu Elayne musiała pokonać siły, które nadeszły z północy.
„No już” – pomyślała. – „Ruszajcie”.
Trolloki wreszcie rozpoczęły natarcie. Bashere i Elayne liczyli, że stwory zastosują swoją zwyczajową taktykę: przeważająca liczba walczących, która uderza z całej siły. Dzisiaj także Trolloki ruszyły wielką grupą. Ich celem było zmiażdżenie obrońców i zdziesiątkowanie ich szeregów.
Jej oddziały stały niewzruszone, wiedząc, co nastąpi za chwilę. Smoki zaczęły ryczeć, co przypominało sytuację, w której niezliczona ilość młotów uderzyła w tym samym momencie. Elayne znajdowała się od smoków o dobrych sto kroków, a i tak musiała zasłonić uszy. Na niebie pojawiły się chmury białego dymu, gdy smoki zaczęły rażenie.
Kilka pierwszych strzałów miało krótki zasięg, ale Aludra i jego ludzie wykorzystali je, by precyzyjnie określić zasięg. Potem jaja upadły pomiędzy Trolloki, rozrywając ich szyki i wyrzucając bestie w powietrze. Tysiące części ciał upadły na krwawopurpurowe podłoże. Po raz pierwszy Elayne poczuła strach przed tą bronią.
„Światłości, Birgitte miała całkowitą rację” – pomyślała, wyobrażając sobie, jak mógłby wyglądać atak na ufortyfikowane pozycje z użyciem smoków. Zazwyczaj w trakcie wojny żołnierz mógł przynajmniej liczyć na jedną rzecz: że jego umiejętności przewyższą umiejętności wroga. Miecz przeciwko mieczowi. Trolloki były dostatecznie złe. Co by się stało, gdyby ludzie musieli walczyć z takim rodzajem siły?
„Bądźmy pewni, że to się nie zdarzy” – powiedziała sobie Elayne. Rand miał rację, wymuszając na nich pokój.
Obsługujący smoki żołnierze byli dobrze wyszkoleni, a szybkość ładowania broni robiła wrażenie. Każdy oddał trzy salwy, nim Trolloki uderzyły w pierwsze szeregi armii Elayne.