Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 236
Перейти на страницу:

Halima natychmiast się podniosła. Oczy jej się zaiskrzyły, pełne wargi zacisnęły. Gniewna mina zniknęła wprawdzie równie szybko, jak się pojawiła, lecz w oczach coś się jeszcze tliło. Gdyby kobieta była kotką, wygięłaby teraz grzbiet w łuk i nastroszyła ogon...

W końcu stanęła wdzięcznie na warstwach dywanów i wygładziła sukienkę na biodrach.

— Dobrze zatem. Skoro jesteś pewna, że nie chcesz, nie zostanę.

Niesamowity był fakt, że Egwene w tym samym momencie poczuła w głowie, gdzieś za oczyma nadciągające tępe tętnienie, które groziło przemianą w znajomy oślepiający ból głowy. Niemniej jednak powtórzyła, że czeka ją dziś dużo pracy. Halima wahała się jeszcze moment, jej usta znów się zacisnęły, ręce chwyciły mocno fałdy spódnic, po czym kobieta zdjęła ze stojaka na ubrania swój jedwabny płaszcz obszyty futrem i opuściła namiot dumnym krokiem, nie dbając o zarzucenie odzienia na ramiona. Amyrlin pomyślała, że jeśli przyjaciółka nie zacznie nosić grubszych strojów, niechybnie się w końcu przy tej pogodzie przeziębi.

— Ta przeklęta chłopka prędzej czy później wpakuje się w jakieś kłopoty — szepnęła Siuan, jeszcze zanim lekkie klapy wejściowe przestały się kołysać. Groźnie patrząc w to miejsce, szarpnęła szal i przesunęła go wyżej na ramionach. — Nieustannie się kręci wokół ciebie i bez wahania przy każdej okazji potrafi mi odszczeknąć. Mnie czy komuś innemu. Słyszano, jak wrzeszczała na Delanę. Znasz jakąś sekretarkę, która wrzeszczy na swojego pracodawcę, w dodatku gdy ów jest Aes Sedai?! Aes Sedai i Zasiadającą! Nigdy nie pojmę powodów, dla których Delana ją znosi.

— To pewnie sprawa Delany.

Kwestionowanie działań innej siostry było równie zabronione, jak mieszanie się w jej posunięcia. Wprawdzie nie w sensie prawnym, a jedynie zgodnie z obyczajami, niektóre zwyczaje miały wszak moc większą niż prawo. Egwene pomyślała, że chyba nie musi przypominać o tym Siuan.

Potarła skronie, po czym ostrożnie zasiadła na krześle za pulpitem o pochyłym blacie, jednak krzesło znów się zachwiało. Było składane, dzięki czemu łatwo się je przewoziło, ale z tego powodu jego nogi same się czasem składały i żaden stolarz mimo licznych prób nie potrafił tego defektu naprawić. Pulpit do czytania również był składany, na szczęście trzymał się mocniej. Egwene żałowała, że nie wykorzystała okazji i nie nabyła w Murandy nowego krzesła, tyle że stale miała wiele wydatków i pieniędzy nie wystarczało na wszystko. Tym bardziej że posiadała już jedno krzesło... Nie pożałowała przynajmniej na dwie stojące lampy i na lampkę na biurko. Wszystkie trzy były z prostego, pomalowanego na czerwono metalu, lecz z dobrymi odblaśnicami, bez baniek. Dobre światło niestety nie łagodziło jej migren, chociaż oczywiście znacznie lepiej czytało się przy lampach niż przy łojowych świecach i latarniach.

Jeśli do Siuan dotarło upomnienie młodej Amyrlin, nie wzięła go sobie do serca.

— Chodzi o coś więcej niż tylko o temperament — podjęła. — Raz czy drugi odniosłam wrażenie, że ta kobieta za chwilę mnie uderzy. Przypuszczam, że ma dość rozumu, aby się powstrzymać przed taką napaścią, jednak niestety spotyka się i kontaktuje nie tylko z Aes Sedai. Jestem wprost przekonana, że to ona złamała kołodziejowi rękę. W jakiś sposób. Człowiek ten twierdzi wprawdzie, że sam upadł, ale podczas rozmowy odwraca wzrok i wykrzywia usta w grymasie, podejrzewam więc, że kłamie. Żaden mężczyzna nie lubi się przyznawać, że kobieta tak mocno wygięła mu łokieć, aż go złamała, nieprawdaż?

— Przestań, Siuan — odrzekła znużonym głosem Egwene. — Kołodziej prawdopodobnie pozwalał sobie wobec Halimy na zbyt wiele.

Wierzyła, że tak właśnie było. W żadnym razie nie umiała sobie wyobrazić tej kobiety łamiącej komuś rękę. Cokolwiek powiedzieć o ciele Halimy, na pewno nie można go było nazwać umięśnionym.

Zamiast otworzyć pozostawioną na pulpicie przez Siuan teczkę z tłoczonej skóry, położyła dłonie po obu jej stronach, dzięki czemu powstrzymywała się przed ciągłym dotykaniem nimi skroni. Sądziła, że jeśli zignoruje ból, migrena może nie rozwinie się w atak. Poza tym, dla odmiany, miała informację, którą chciała się podzielić z Siuan.

— Wydaje mi się, że niektóre Zasiadające wspominają o negocjacjach z Elaidą — zaczęła.

Siuan zachowała obojętne oblicze. Usadowiła się na jednym z dwóch rachitycznych, trójnożnych stołków przed biurkiem i wysłuchała z uwagą całej opowieści Egwene; tylko jej palce się poruszały, lekko gładząc fałdy spódnicy. Gdy Amyrlin skończyła, Siuan zacisnęła dłonie w pięści i wyrzuciła z siebie stek przekleństw, ostrych nawet jak na nią. Między innymi oświadczyła, że pragnie wszystkie te Zasiadające zadusić na śmierć, wrzucając je w stos wyciętych przed tygodniem rybich jelit, aby w nich utonęły. Takie stwierdzenia wypowiadane przez kobietę o młodej, ładnej twarzy brzmiały jeszcze groźniej.

— Zdaje mi się, że podjęłaś dobrą decyzję, okazując tej sprawie pozorne zainteresowanie — mruknęła, gdy zabrakło jej obelg. — Raz rozpoczęte negocjacje będą się przeciągać w nieskończoność, a ty w ten sposób zyskasz czas na konkretne działanie. Postępowanie Beonin nie powinno mnie zaskoczyć. Jest ambitna, chociaż zawsze podejrzewałam, że przy pierwszej okazji zechce wrócić do Elaidy, o ile Sheriam i inne nad nią nie zapanują. — Siuan ożywiła się i mówiła coraz szybciej. Teraz skupiła wzrok na Egwene, jakby pragnęła dodać wagi swoim słowom. — Żałuję, że Varilin i reszta tak mnie rozczarowały, Matko. Pomijając Błękitne, sześć Zasiadających reprezentujących pięć Ajah uciekło z Wieży, gdy Elaida dokonała zamachu — przy ostatnim słowie nieco wykrzywiła usta — tutaj zaś mamy po jednej z każdej z pięciu Ajah. Ubiegłej nocy w Tel’aran’rhiod odwiedziłam Wieżę...

— Mam nadzieję, że zachowałaś ostrożność — wtrąciła ostro Amyrlin.

Siuan czasami postępowała tak nierozważnie, że wydawała się nie pojmować znaczenia słowa „ostrożność”. Wiele sióstr aż się paliło do skorzystania z jednego z niewielu pozostających w ich posiadaniu ter’angreali snu; za ich pomocą udawały się zazwyczaj właśnie do Wieży. Na razie Siuan nie otrzymała dosłownego zakazu korzystania z nich, choć może Egwene powinna jak najszybciej o taki zakaz wystąpić. Tyle że jeśli Komnata nie przydzieli jej nawet jednej nocy, Siuan mogłaby na zawsze stracić swoje dobre imię. Niestety Siuan nie była lubiana — nie tylko przez te siostry, które obwiniały ją za rozpad Wieży (po powrocie nie została przyjęta zbyt ciepło, chłodniej choćby niż Leane) — ale także przez te liczne Aes Sedai, które pamiętały jej surowe nauki, kiedy jako jedna z nielicznych potrafiła używać ter’angreali snu. Siuan straszliwie nie lubiła głupców i nie miała dla nich tolerancji, a głupio zachowuje się wszak każdy, kto po raz pierwszy czy drugi wchodzi do Tel’aran’rhiod. Z tych wszystkich względów obecnie, jeżeli chciała odwiedzić Świat Snów, korzystała z „kolejki” Leane. Gdyby podczas takiej wizyty w Tel’aran’rhiod zobaczyła ją tam jakaś inna siostra, Siuan najprawdopodobniej otrzymałaby całkowity zakaz wstępu. Co gorsza Komnata mogłaby próbować odszukać osobę, która pożyczyła jej ter’angreal snu, a to skończyłoby się najpewniej zdemaskowaniem Leane.

1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)