Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 508
Перейти на страницу:

w czerwone i złote pasy i wymachującymi chorągiewkami z godłem Gryffindoru. Luna

w swoim olbrzymim kapeluszu w kształcie głowy lwa chodziła i rozdawała wszystkim

balony, z których - Harry wytrzeszczył oczy - szczerzyła się jego własna twarz z

podpisem: "Harry Potter to nasz idol!"

Jedynie Slytherin nie brał udziału w radosnym święcie, chociaż wyglądało na to, że

Zabini i Nott dobrze się bawią, strzelając różdżkami i przekłuwając te okropne balony.

Harry był im wdzięczny.

Spojrzał ponad tłumem na stół nauczycielski. McGonagall (z balonem w ręku!)

pomachała do niego, a dyrektor uśmiechnął się i skinął mu swoim pucharem, po

czym pochylił się ku czarnej, zdecydowanie wyróżniającej się w całej tej feerii barw

sylwetki. Serce Harry'ego momentalnie przyspieszyło, a nogi ugięły się pod nim.

Snape siedział wyprostowany na swoim miejscu, wysłuchując wesołych komentarzy

Dumbledore'a, i miał taką minę, jakby właśnie wypił truciznę i bezwłocznie

potrzebował antidotum. Był niczym mroczna, cyniczna kotwica w falującym morzu

kolorowej radości i beztroski. I przyciągał wzrok Harry'ego niczym magnes,

sprawiając, że zapominał o wszystkim, o tym, gdzie się znajduje i co ma zrobić. I czuł

się tak, jakby w jego wnętrzu płonął ogień. Ogień, który go rozgrzewał i posyłał w

jego ciało przyjemne prądy, które sprawiały, że miał ochotę się śmiać, ponieważ

wszystko wydawało mu się takie... piękne.

- Stary, rusz się. Zamurowało cię? - Ron złapał go za ramię i pociągnął za sobą w

roześmiany tłum. Harry został otoczony podekscytowanymi twarzami, poklepującymi

go rękami i tysiącem mieszających się ze sobą głosów. Ale to wszystko znajdowało

się jakby za niewidzialną barierą, która tłumiła docierające do niego bodźce. W jego

głowie unosiła się ciepła mgiełka, a przed oczami majaczyła jedynie mroczna

sylwetka. Wciąż pamiętał tę niesłychaną czułość, którą wczoraj obdarzył go Severus,

i na samo jej wspomnienie w jego brzuchu działo się coś dziwnego - jakby tysiące

tańczących mrówek urządziło sobie konkurs stepowania. Wciąż pamiętał pragnienie,

które widział w tych niesamowitych, ciemnych oczach. I nawet moment, w którym

Severus dał mu maść, aby nie miał dzisiaj kłopotów z siedzeniem na miotle, wydawał

mu się taki... magiczny. Od wczorajszego wieczoru czuł się tak, jakby w jego żyłach

krążył alkohol. Nie potrafił pozbyć się doskonałego humoru i uśmiechu, który wylewał

mu się na twarz za każdym razem, kiedy pomyślał o Severusie. Miał wrażenie, jakby

wszystko w końcu było tak jak należy. Jakby wszystko mu się udało. Jakby nic nie

mogło już tego zepsuć.

Niejasno zdawał sobie sprawę, że został doprowadzony do stołu i usadzony przy

nim. Przez jakiś czas czuł jeszcze poklepywania, ale nie zwracał na nie uwagi. Z

nieobecnym uśmiechem na twarzy wpatrywał się w jeden punkt na ścianie i pozwalał,

aby przed jego oczami przewijały się wspomnienia wczorajszego wieczoru i plany na

kolejne.

Z odrętwienia wyrwały go dopiero donośne hałasy. Gryfoni, trzymając w rękach kubki

i sztućce, zaczęli wybijać rytm na drewnianym blacie stołu. Lee Jordan stanął na

ławce i zawołał w wystukiwanych głośno rytmie:

- Wy-gra-my! Dlaczego?!

- Bo ma-my Harry'ego! - odpowiedzieli chórem Gryfoni.

- Prze-gra-cie! Dlaczego?! - ponowił, wskazując palcem w stronę Krukonów.

- Bo ma-my Harry'ego!

Harry miał ochotę schować się pod stół. Było mu wstyd przed Cho i resztą Krukonów.

Czuł, jak ogromny rumieniec wpełza na jego twarz i bierze ją w posiadanie.

Hermiona spojrzała na niego z mieszaniną rozbawienia i współczucia, a Ron klepnął

go w plecy, szczerząc się.

- Z tobą nie ma szans, żebyśmy przegrali - powiedział beztrosko.

- Uhm - mruknął niewyraźnie Harry, czując, jak żołądek wywraca mu się na drugą

stronę.

***

- I pamiętajcie, każdy pilnuje swojej strony i przydzielonego wam zawodnika

przeciwnej drużyny. Harry, ty masz się skupić wyłącznie na zniczu. Wszyscy podają

do Ginny - ona wykańcza akcje. Jimmy, Ritchie, pilnujcie jej jak oka w głowie. -

Angelina udzielała w szatni ostatnich wskazówek, ale Harry niemal jej nie słuchał.

Stał tylko i wsłuchiwał się w ryk na trybunach. Nie mógł powiedzieć, że się nie

denerwował. Czuł na sobie taką presję, iż miał trudności z oddychaniem. Chociaż

Ron wyglądał na znacznie bardziej przerażonego.

Automatycznie sięgnął do kieszeni i zacisnął palce wokół chłodnego kamienia.

Poczuł ulgę. Zamknął oczy. Nie potrafił się powstrzymać.

Życz mi szczęścia - wysłał i dopiero po chwili stwierdził, że to, co zrobił, było głupie i Snape tylko go wyśmieje, kiedy odczyta wiadomość. Wziął głęboki oddech.

Ciekawe, czy przyszedł...

- Ustawić się! Wychodzimy! - krzyknęła Angelina i wrota otworzyły się. W uszy

Harry'ego uderzył ryk i hałas, a jego twarz owionęło zimne powietrze pachnące

nadchodzącą szybko zimą. Wsiadł na miotłę i wzbił się w górę, pozwalając, by inni go

wyprzedzili, gdyż sam rozglądał się po falującym morzu głów w poszukiwaniu czarnej

sylwetki.

Nie wypatrzył jej.

To dziwne, ale poczuł ulgę. Podejrzewał, że gdyby Severus przyszedł, jego szanse

na złapanie znicza spadłyby na łeb, na szyję, ponieważ myślałby tylko o śledzących

go czarnych oczach.

Kiedy z szatni zaczęli wylatywać zawodnicy przeciwnej drużyny, z trybun podniosła

się pieśń Gryfonów ułożona specjalnie na ten mecz:

Już za chwilę TO się zacznie

Rozpocznie się wielki mecz

Gdzie Gryffindor będzie górą,

A przeciwnik pójdzie precz!

Potter, Weasley, Bell i Johnson,

Weasley, Peaks, no i Coote,

Bo Gryffindor to drużyna,

Która zawsze gra jak z nut!

Harry pomachał do Hermiony, Luny i Tonks, a następnie spojrzał na Cho, która

ustawiła się naprzeciw niego. Miał wrażenie, że odkąd ją pocałował, minęły już całe

wieki. Do tej pory czasami się zastanawiał, dlaczego to wtedy zrobił i co mu się w niej

podobało. Teraz, kiedy na nią patrzył, nie widział w niej nic interesującego.

Wydawała mu się taka... pospolita. Nie miała tych czarnych, wwiercających się w

duszę oczu, tej zmarszczki pomiędzy brwiami, oznajmiającej całemu światu, że jej

właściciel mógłby jednym mrugnięciem zmusić cię do chodzenia za nim na

czworakach, nie miała tej ukrytej siły, która objawiała się w spojrzeniu i dumnej

postawie, nie potrafiła uśmiechać się w tak cyniczny sposób, sprawiający, że twoje

nogi zamieniały się w watę... Miał wrażenie, że wtedy, kiedy sądził, że mu się

podobała, tak naprawdę szukał przeciwieństwa, czegoś zupełnie innego, ucieczki od

tego, co ukrywał głęboko wewnątrz siebie, ponieważ jego podświadomość nie

chciała, albo może nie potrafiła dopuścić do głosu jego prawdziwych pragnień, a już

z pewnością nie potrafiłaby ich zaakceptować.

Otrząsnął się dopiero wtedy, kiedy pani Hooch wyrzuciła w powietrze kafla i gra się

rozpoczęła. Przez pierwsze piętnaście minut Harry tylko krążył nad boiskiem i

wypatrywał błysku złota. Ginny, po kilku udanych akcjach, strzeliła trzy gole, Angelina

jednego, a Krukoni dwa, choć Ron naprawdę dwoił się i troił, aby obronić pętle. Do

uszu Harry'ego dobiegała dalsza części pieśni Gryfonów:

Dostępu do naszych bramek

Strzeże dzielnie Weasley Ron,

Zawsze szczelnie je ochrania

1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)