Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 210
Перейти на страницу:

— Jak za­wę­dro­wa­łeś na Pół­noc?

— Naj­pierw przez Mo­rze Awyj­skie, na­słu­chu­jąc, jak Nes­bord­czy­cy kują nową broń i szy­ku­ją się do wy­praw na po­łu­dnie. Po­tem szla­kiem łow­ców skór prze­sze­dłem Lo­har­ry, po czym skrę­ci­łem na wschód, wzdłuż gra­ni­cy gór i lodu. Za cięż­kie pie­nią­dze wy­na­ją­łem psi za­przęg i dwóch my­śli­wych… Wte­dy po raz pierw­szy zo­ba­czy­łem tych… — Dwo­ma pal­ca­mi po­ka­zał kły wy­sta­ją­ce z dol­nej szczę­ki. — Ahe­ro­wie. Na Po­łu­dniu sły­szy się o nich tyl­ko le­gen­dy.

— A na Pół­no­cy wbi­ja­my so­bie na­wza­jem że­la­zo w be­be­chy. Cho­ciaż wię­cej pro­ble­mów jest ze zwy­kły­mi ban­dy­ta­mi. Ile cza­su je­cha­łeś?

To było pod­stęp­ne py­ta­nie. Jaka wła­ści­wie od­le­głość dzie­li­ła za­chod­ni kra­niec gór od obo­zo­wi­ska, w któ­rym do­stał łódź?

— Dość, by od­mro­zić so­bie jaj­ka — udzie­lił wy­mi­ja­ją­cej od­po­wie­dzi. — I to kil­ka razy. Jak wy tu wy­trzy­mu­je­cie?

— No­si­my cie­płe ga­cie.

— Ja też ta­kie mia­łem, do­pó­ki nie tra­fi­li­śmy na tam­to obo­zo­wi­sko. To samo, któ­re wi­dzie­li­ście i wy.

Straż­nik uniósł brwi.

— Za­ata­ko­wa­li was?

Coś w jego gło­sie ka­za­ło Alt­si­no­wi uwa­żać. Pa­mię­tał obóz i ota­cza­ją­cą go aurę roz­pa­czy i śmier­ci. Nie było w niej jed­nak nie­na­wi­ści i prze­mo­cy. Hi­sto­ryj­ka o ban­dzie dzi­ku­sów na­pa­da­ją­cych na po­dróż­nych wy­ma­ga­ła ko­rek­ty.

— Tak… a wła­ści­wie nie. Przy­ję­li nas do­brze… wi­dzia­łeś ten obóz, praw­da? Na­sze psy… było rano, je­den z mo­ich prze­wod­ni­ków da­wał im jeść, gdy kil­ku ahe­rów rzu­ci­ło się na ka­wał­ki ryb, któ­ry­mi je kar­mił. Nie wiem, co się wła­ści­wie sta­ło, po pro­stu na­gle ten idio­ta stał z no­żem w ręce, a dwóch mar­twych dzi­ku­sów le­ża­ło u jego stóp. Po­tem resz­ta rzu­ci­ła się w na­szą stro­nę. I na na­sze psy. Po­wa­li­li prze­wod­ni­ka na śnieg i w kil­ka chwil roz­szar­pa­li zwie­rzę­ta, zę­ba­mi i pa­zu­ra­mi… a ja… No co mam ci po­wie­dzieć? — Alt­sin mach­nął ręką, jak­by od­pę­dzał od sie­bie na­tręt­ne­go owa­da. — Że wal­czy­łem do koń­ca i bo­ha­ter­sko po­le­głem? Chy­ba nie uwie­rzysz. Wy­sko­czy­łem z na­mio­tu, tak jak mnie wi­dzisz, i po­bie­głem przed sie­bie. Rzu­ci­łem czar, wiatr po­wa­lił wszyst­ko na mo­jej dro­dze i po­gna­łem tam, gdzie wi­dzia­łem ło­dzie. Na lą­dzie zła­pa­li­by mnie dość szyb­ko, tyl­ko na wo­dzie mia­łem szan­sę.

Zło­dziej po­stu­kał w wy­ko­na­ne z ko­ści oże­bro­wa­nie stat­ku.

— To jest cał­kiem prze­myśl­na kon­struk­cja. I dość szyb­ka, je­śli wspo­mo­że się ją ma­gicz­nym wia­trem. Ale zo­sta­łem tyl­ko z tym, co mam na grzbie­cie, za­pa­so­we ubra­nia, żyw­ność, ko­cioł do go­to­wa­nia… wszyst­ko prze­pa­dło. Po­tem pły­ną­łem na wschód…

— Po co na wschód? — prze­rwał mu Ges­sen.

Alt­sin wzru­szył ra­mio­na­mi, na to też przy­go­to­wał so­bie już od­po­wiedź.

— Naj­pierw spró­bo­wa­łem na za­chód, oczy­wi­ście. Ale pod wiatr i prze­ciw prą­do­wi, w ło­dzi bez kila i z tym pry­mi­tyw­nym ste­rem, ro­bi­łem może wę­zeł na go­dzi­nę, i to uży­wa­jąc ma­gii nie­mal bez prze­rwy. Omal mi łeb nie pękł. Nie je­stem bo­giem, do cho­le­ry. Więc za­wró­ci­łem na wschód i pły­ną­łem z prą­dem, aż usły­sza­łem two­je mam­ro­ta­nie. Masz szczę­ście, że nad wodą głos nie­sie się da­le­ko.

Ges­sen po­słał mu dziw­ne spoj­rze­nie, jak­by ten te­mat go draż­nił.

— Mo­dli­łem się. Nie pierw­szy raz, ale ni­g­dy jesz­cze tak… — nie do­koń­czył. — A gdy za­uwa­ży­łem two­ją łódź, w pierw­szej chwi­li wy­da­wa­ło mi się, że przy­był po mnie sam Re­agwyr.

No pro­szę… Zło­dziej omal nie wy­szcze­rzył się od ucha do ucha. Za­miast tego za­py­tał:

— Je­steś wy­znaw­cą Pana Bi­tew?

— Wy­znaw­cą? — Żoł­nierz zmarsz­czył brwi. — Nie. Ra­czej nie. Nie je­stem zbyt re­li­gij­ny, nie wy­ta­tu­owa­łem so­bie Dur­wo­na ani nic w tym sty­lu. W gó­rach le­piej li­czyć na do­bry to­pór, so­lid­ną linę i su­che ubra­nie na zmia­nę. I to­wa­rzy­szy z od­dzia­łu. Nie, nie czczę Pana Bi­tew, ja… wzią­łem go so­bie po pro­stu na pa­tro­na.

— Pa­tro­na?

— Pa­tro­na. Klę­kasz przed Mat­ką, ale in­nym bo­gom mo­żesz się prze­cież po­kło­nić. Tak dzia­ła świat.

— Ja wolę kła­niać się Bliź­nię­tom Mórz — ko­lej­ne kłam­stew­ko prze­szło mu przez gar­dło bez naj­mniej­sze­go wy­sił­ku. — Ale sły­sza­łem, że gó­ra­le naj­czę­ściej wy­bie­ra­ją Se­tre­na jako boga wo­jow­ni­ków.

Ges­sen ski­nął gło­wą i uśmiech­nął się z uzna­niem, jak­by Alt­sin wła­śnie rzu­cił ja­kąś bar­dzo mą­drą uwa­gę.

— No wła­śnie. Pra­wie wszy­scy w Stra­ży wolą Byka. Więc gdy do­cho­dzi do bit­ki, to cała kupa lu­dzi mo­dli się do nie­go w tej sa­mej chwi­li. A jak tylu na­raz za­wra­ca Ro­ga­te­mu łeb, to nie ma szans, żeby wy­słu­chał wszyst­kich. Le­piej więc pro­sić o wspar­cie Pana Bi­tew.

Cóż, trud­no było od­mó­wić temu ro­zu­mo­wa­niu lo­gi­ki.

— Spryt­ne.

— Też tak my­ślę. — Żoł­nierz mru­gnął kpią­co i Alt­sin mu­siał przy­znać, że po­do­ba mu się ta­kie zdro­wo­roz­sąd­ko­we, po­zba­wio­ne fa­na­ty­zmu po­dej­ście do re­li­gii. — Ale je­śli ty słu­żysz Bliź­nię­tom, to może im po­wi­nie­nem zło­żyć ofia­rę w po­dzię­ce za ra­tu­nek?

Nie­po­kój ukłuł zło­dzie­ja ostro, jak­by ktoś na­gle dźgnął go szy­dłem. Nie. Nie ma mowy. Ża­den z wy­znaw­ców Re­agwy­ra nie bę­dzie skła­dał po­dzię­ko­wań tym cia­po­wa­tym, roz­mam­ła­nym…

Jego uśmiech mu­siał wy­glą­dać nie­po­ko­ją­co, bo Ges­sen po­chy­lił się do przo­du i z wy­raź­ną tro­ską za­py­tał:

— Wszyst­ko w po­rząd­ku?

— Tak. W jak naj­lep­szym…

Więc tak wy­glą­da­ła za­zdrość boga. Jak­by małe dziec­ko mu­sia­ło od­dać in­ne­mu uko­cha­ną za­baw­kę. Na­wet po tylu ty­siąc­le­ciach, po obłę­dzie i stra­ce­niu pra­wa do na­zy­wa­nia się bo­giem lu­dzi, bo bo­go­wie po­win­ni być by­ta­mi z choć odro­bi­ną pra­wo­ści, a nie by­dla­ka­mi ką­pią­cy­mi pół świa­ta we krwi, Bi­tew­na Pięść wciąż od­czu­wał zwy­kłą, par­szy­wą za­wiść na myśl o tym, że „jego” czci­ciel mógł­by oka­zy­wać wdzięcz­ność in­ne­mu Nie­śmier­tel­ne­mu.

Nie, nie Bi­tew­na Pięść. Te emo­cje były tak in­ten­syw­ne i żywe, jak­by do­ty­czy­ły Alt­si­na oso­bi­ście. Ob­ję­cie du­szy boga nio­sło o wie­le wię­cej niż tyl­ko dary i po­tę­gę.

No, skur­wie­lu, pra­wie za­klął przez za­ci­śnię­te zęby, w tym przy­pad­ku two­je uczu­cia się nie li­czą. Po­ka­żę ci, czym jest szczo­drość i wspa­nia­ło­myśl­ność.

— Lamp­ka wy­peł­nio­na wie­lo­ry­bim tra­nem z do­dat­kiem won­nych ży­wic po­win­na spra­wić im ra­dość — po­wie­dział, choć miał wra­że­nie, że sło­wa są wiel­ki­mi, roz­pa­lo­ny­mi do bia­ło­ści ku­la­mi że­la­za, któ­re musi z sie­bie wy­pluć. — A wła­ści­wie dwie, jed­na dla Gan­ra, a dru­ga dla jego sio­stry. Ganr woli san­da­rak, a Aelur­di za­do­wo­li się szczyp­tą sprosz­ko­wa­ne­go bursz­ty­nu. Za­miast tego mo­żesz jej zresz­tą ofia­ro­wać ja­kiś dro­biazg z bursz­ty­nu, pier­ścio­nek, kol­czyk, bran­so­le­tę. Wy­star­czy, że po­wie­sisz go w ka­plicz­ce Bliź­niąt albo ci­śniesz w mo­rze. Choć za­pew­niam cię, że ka­pła­ni wo­le­li­by to pierw­sze roz­wią­za­nie.

1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)