Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 167
Перейти на страницу:

Milady podniosła dłonie: miała zgniecione przeguby.

— Niestety — rzekł Felton spoglądając na te piękne dłonie i łagodnie kiwając głową.

— Och, to nic, to nic! — zawołała Milady. — Teraz przypominam sobie.

Milady rozglądała się dokoła.

— Jest tutaj — rzekł Felton, trącając nogą worek ze złotem.

Zbliżali się do statku. Marynarz krzyknął, z barki odpowiedziano mu.

— Co to za statek? — zapytała Milady.

— Wynająłem go dla ciebie.

— Dokąd mnie zawiezie?

— Dokąd zechcesz, bylebym mógł wysiąść w Portsmouth.

— A co chcesz robić w Portsmouth? — zapytała Milady.

— Wypełnić rozkazy lorda Wintera — rzekł Felton z ponurym uśmiechem.

— Jakie rozkazy? — zapytała Milady.

— Nie rozumiesz? — zapytał Felton.

— Nie. Wyjaśnij mi, proszę.

— Ponieważ nie był mnie pewien, chciał cię sam pilnować i wysłał mnie do Buckinghama, by książę podpisał rozkaz o twym zesłaniu.

— Ale skoro nie był ciebie pewien, jakże mógł ci powierzyć ten rozkaz?

— Czy mógł przypuszczać, że wiem, co mam w rękach?

— To prawda. I udajesz się do Portsmouth?

— Nie mam czasu do stracenia: jutro, dwudziestego trzeciego, Buckingham wyrusza z flotą.

— Wyrusza jutro, dokąd?

— Do La Rochelle.

— Nie może wyjechać — zawołała Milady tracąc panowanie nad sobą.

— Bądź spokojna, nie wyjedzie — odparł Felton.

Milady zadrżała z radości; czytała w sercu młodzieńca, śmierć Buckinghama była tam wypisana wielkimi literami.

— Feltonie... — powiedziała — jesteś wielki jak Juda Machabeusz! Jeśli zginiesz, zginę razem z tobą; oto wszystko, co mogę ci powiedzieć.

— Cicho — rzekł Felton. — Przypłynęliśmy.

Byli już przy statku.

Felton wszedł pierwszy na drabinę i podał rękę Milady; marynarze podtrzymali ją, morze było bowiem wciąż wzburzone.

W chwilę potem byli na pokładzie.

— Kapitanie — rzekł Felton — oto osoba, o której ci mówiłem; masz ją odwieźć bez szwanku do Francji.

— Za opłatą tysiąca pistoli.

— Dałem ci pięćset.

— Nie przeczę — rzekł kapitan.

— A oto drugie pięćset — wtrąciła Milady, kładąc rękę do worka ze złotem.

— Nie — rzekł kapitan — co powiedziałem, to powiedziałem, dałem słowo temu młodzieńcowi; pięćset pistoli otrzymam w Boulogne.

— Więc dojedziemy tam?

— Zdrowi i cali — rzekł kapitan — jakem Jack Buttler.

— Dobrze — rzekła Milady. — Jeśli dotrzymasz pan słowa, zamiast pięciuset pistoli dostaniesz tysiąc.

— Wiwat, piękna pani! — zawołał kapitan. — Oby Bóg często zsyłał mi takich podróżnych!

— Na razie — rzekł Felton — zawieź nas, kapitanie, do zatoki... umówiliśmy się, że nas tam zawieziesz.

Kapitan wydał odpowiednie rozkazy i o siódmej rano mały statek zarzucił kotwicę w owej zatoce.

Podczas drogi Felton opowiedział wszystko Milady: jak zamiast udać się do Londynu, wynajął stateczek, jak wrócił, jak wspiął się na mur umieszczając w występach haki dla oparcia stóp i jak wreszcie dotarł do krat, do których przyczepił drabinkę; Milady wiedziała resztę.

Ze swej strony Milady próbowała umocnić Feltona w postanowieniu, ale z pierwszych słów młodego porucznika zrozumiała, że raczej należy go miarkować, niż zachęcać.

Umówiono się, że Milady będzie czekać na Feltona do dziesiątej; jeśli do tego czasu młodzieniec nie wróci, odjedzie. Jeśli będzie wolny, spotkają się we Francji, w klasztorze karmelitanek w Béthune[*].

Rozdział XXIX

CO ZDARZYŁO SIĘ W PORTSMOUTH 23 SIERPNIA 1628

Felton pożegnał się z Milady, jak brat żegna siostrę udając się na przechadzkę, i ucałował jej rękę.

Wydawało się, że jest spokojny jak zawsze; jedynie oczy błyszczące niezwykle, jak w gorączce, czoło bledsze jeszcze niż zazwyczaj, zaciśnięte zęby, krótka i urywana mowa wskazywały, że dzieje się z nim coś szczególnego.

Dopóki znajdował się na barce wiozącej go ku lądowi, patrzył w stronę Milady, która stojąc na pokładzie nie spuszczała z niego oczu. Oboje nie obawiali się pościgu; do pokoju Milady nie wchodzono nigdy przed dziewiątą, a z zamku do Londynu trzeba było jechać trzy godziny.

Felton wyskoczył na ziemię, wspiął się na stromy brzeg, złożył ostatni ukłon Milady i skierował się do miasta.

Ponieważ teren opadał w dół, z odległości stu kroków mógł widzieć jedynie maszt statku.

Pośpieszył w stronę Portsmouth, które widział przed sobą w odległości mniej więcej pół mili; wieże i domy rysowały się we mgle porannej.

Za Portsmouth rozciągało się morze pełne statków; ich maszty, podobne do lasu topól ogołoconych z liści przez zimę, kołysały się na wietrze.

Felton idąc szparkim krokiem przypomniał sobie wszystkie prawdziwe i fałszywe zarzuty stawiane faworytowi Jakuba VI i Karola I, jakich dostarczyły mu dwa lata rozmyślań w duchu moralistów starożytnych i długi pobyt wśród purytanów.

Kiedy porównał zbrodnie publiczne tego ministra, zbrodnie głośne, europejskie, jeśli można tak powiedzieć, ze zbrodniami prywatnymi i tajnymi, znanymi mu z opowieści Milady, doszedł do przekonania, że bardziej zbrodniczy z dwóch ludzi, jacy żyli obok siebie w Buckinghamie, był ten, którego życia nie znano powszechnie. Albowiem miłość Feltona, tak dziwna, tak nowa, tak płomienna, kazała mu patrzeć na nikczemne i zmyślone oskarżenia lady Winter, jak patrzy się przez powiększające szkło, kiedy cząsteczki, niedostrzegalne gołym okiem i znikome w porównaniu z mrówką, nabierają przerażających rozmiarów.

Szybkość marszu rozpalała mu jeszcze bardziej krew; myśl, że kobieta, którą kochał lub uwielbiał raczej jak świętą, jest narażona na straszliwą zemstę, minione wzruszenia, obecne zmęczenie, wszystko to pobudzało niezwykle tę duszę.

Do Portsmouth przyszedł około ósmej. Cała ludność była na nogach, dźwięki bębnów rozlegały się na ulicach i w porcie, oddziały mające odpłynąć schodziły ku morzu.

Felton przybył do Pałacu Admiralicji okryty kurzem i zlany potem; jego twarz, blada zazwyczaj, była purpurowa z gorąca i gniewu. Straż chciała go odepchnąć, ale Felton wezwał dowódcę straży i wyciągając z kieszeni list, który miał przy sobie, powiedział:

— Pilne zlecenie od lorda Wintera.

Na nazwisko lorda Wintera, jednego z najbliższych przyjaciół Jego Wysokości, dowódca straży kazał przepuścić Feltona, który zresztą miał na sobie mundur oficera marynarki.

Felton wpadł do pałacu.

Gdy był w przedsionku, wbiegł jakiś człowiek, okryty kurzem, bez tchu, zostawiając przy bramie pocztowego konia, który padł na kolana. Felton i on jednocześnie zwrócili się do Patricka, zaufanego pokojowca Buckinghama.

Felton wymienił nazwisko barona Wintera, nieznajomy nie chciał podać żadnego nazwiska oświadczając, że może je powiedzieć tylko księciu. Każdy z przybyłych chciał wejść pierwszy.

Patrick wiedział, że lorda Wintera łączyły z księciem sprawy służbowe, a ponadto był z nim w przyjaźni, wpuścił więc najpierw tego, który wymienił jego nazwisko. Drugi wysłaniec musiał czekać i łatwo można zrozumieć, jak bardzo przeklinał to opóźnienie.

Przez wielką salę, gdzie czekali deputowani z La Rochelle z księciem de Soubise na czele, pokojowiec zaprowadził Feltona do gabinetu Buckinghama, który po kąpieli kończył się ubierać, swoim zwyczajem poświęcając toalecie wiele uwagi.

1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)