Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Mów, mów — rzekł Felton — chcę cię widzieć przy zemście.
— “Postanowiłam, że dokonam jej możliwie najszybciej, nie wątpiłam bowiem, że przyjdzie następnej nocy. W ciągu dnia nie miałam powodu do obaw. Gdy przyszła pora śniadania, nie wahałam się, jadłam i piłam; postanowiłam udać, że jem kolację, ale nie wziąć nic do ust: ranny posiłek miał mnie uchronić od głodu wieczorem.
Ukryłam tylko szklankę wody ze śniadania, byłam bowiem przez czterdzieści osiem godzin bez jedzenia i picia, a pragnienie dokuczało mi bardziej niż głód.
Dzień upłynął, a ja coraz bardziej umacniałam się w swoim postanowieniu; pragnęłam tylko, by twarz nie zdradzała myśli mego serca, nie wątpiłam bowiem, że jestem obserwowana; kilka razy uśmiechnęłam się nawet. Feltonie, nie śmiem nawet powiedzieć, jaka myśl kazała mi się uśmiechać, wydam ci się odrażająca...”
— Mów dalej, mów dalej, pani — rzekł Felton. — Widzisz przecież, że słucham. Chcę dowiedzieć się wreszcie.
— “Nadszedł wieczór, wszystko poszło zwykłym trybem: kolacja znalazła się przede mną w ciemnościach, potem zapalono lampę i siadłam do stołu.
Zjadłam tylko kilka owoców, udałam, że nalewam sobie wody z karafki, ale piłam tylko tę, którą miałam w szklance; zrobiłam to zresztą dość zręcznie, by szpiedzy, jeśli mnie obserwowali, nie mogli się niczego domyślić.
Po kolacji zachowywałam się tak samo jak dnia poprzedniego; ale tym razem, jak gdybym upadała ze zmęczenia lub przyzwyczaiła się do niebezpieczeństwa, dowlokłam się do łóżka, zdjęłam suknię i położyłam się.
Znalazłam nóż pod poduszką i udając, że śpię, ściskałam konwulsyjnie jego rękojeść.
Tak upłynęły dwie godziny; tym razem, o mój Boże, któż mógłby mi to powiedzieć poprzedniego wieczora, zaczęłam się obawiać, że nie przyjdzie.
Wreszcie ujrzałam, jak lampa się unosi i znika w głębiach sufitu; pokój napełniły ciemności, ale uczyniłam wysiłek, by je przeniknąć.
Minęło dziesięć minut. Słyszałam tylko bicie mego serca.
Błagałam niebo, by przyszedł.
Wreszcie usłyszałam odgłos otwieranych i zamykanych drzwi; mimo grubości dywanu usłyszałam kroki; mimo ciemności ujrzałam cień zbliżający się do mego łóżka”.
— Pośpiesz się, pośpiesz! — rzekł Felton. — Czy nie widzisz, że każde twoje słowo pali mnie jak roztopiony ołów?!
— “Wówczas — mówiła Milady — zebrałam wszystkie siły, przypomniałam sobie, że wybiła godzina zemsty lub raczej sprawiedliwości; uważałam siebie za drugą Judytę; skupiłam się, nóż miałam w ręce; i kiedy ujrzałam go obok siebie, kiedy wyciągnął rękę po swą ofiarę, wydałam okrzyk bólu i rozpaczy i zadałam mu cios w sam środek piersi.
Nędznik wszystko przewidział: na piersiach miał drucianą koszulkę, nóż się ześliznął.
— Ach, ach — zawołał, chwytając mnie za rękę i wydzierając nóż, który tak źle mi posłużył. — Chcesz mi odebrać życie, moja piękna purytanko! Ale to więcej niż nienawiść, to niewdzięczność! No, no, uspokój się, śliczne dziecko; myślałem, żeś nieco złagodniała. Nie należę do tych tyranów, co trzymają przy sobie kobiety siłą. Nie kochasz mnie, łudziłem się, próżny jak zwykle; teraz jestem tego pewien. Jutro będziesz wolna.
Miałam jedno tylko pragnienie — żeby mnie zabił.
— Niech pan uważa! — powiedziałam — moja wolność to pańska niesława.
— Wypowiedz się jaśniej, moja piękna Sybillo.
— Tak, ponieważ zaledwie stąd wyjdę, rozgłoszę wszystko, powiem o gwałcie, jaki mi zadałeś, powiem o moim uwięzieniu. Zdradzę istnienie tego domu rozpusty; wysoko stoisz, milordzie, ale drżyj. Nad tobą jest król, a nad królem Bóg.
Choć mój prześladowca bardzo panował nad sobą, nie mógł ukryć gniewu.
Nie widziałam wyrazu jego twarzy, ale poczułam drżenie ramienia, na którym spoczywała moja dłoń.
— W takim razie nie wyjdziesz stąd! — rzekł.
— Dobrze, dobrze — zawołałam — miejsce mojej męki stanie się moim grobem. Dobrze, umrę tutaj i zobaczysz, czy oskarżenia widma nie są straszliwsze od gróźb żyjącej istoty.
— Nie dostaniesz żadnej broni do ręki.
— Jest taka broń, którą w rozpaczy może posłużyć się każdy człowiek, mający dość odwagi. Umrę z głodu.
— Nuże — rzekł nędznik — czy pokój nie byłby lepszy od takiej wojny? Zwracam ci wolność natychmiast, ogłoszę cię wszędzie wzorem cnoty, nazwę cię Lukrecją Anglii.
— Ja zaś powiem, że jesteś Sekstusem, oskarżę cię przed ludźmi, jak cię już oskarżyłam przed Bogiem! I jeśli będzie trzeba, jak Lukrecja podpiszę to oskarżenie własną krwią.
— Ho, ho — rzekł mój wróg kpiącym tonem — to zmienia postać rzeczy. Na honor, w końcu jest ci tu dobrze, niczego ci nie brak i jeśli umrzesz z głodu, to tylko z własnej winy.
Po tych słowach wyszedł; usłyszałam dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi i zostałam, przybita, mniej wszakże bólem, wyznam, niż wstydem, że się nie zemściłam.
Dotrzymał słowa. Nie widziałam go ani za dnia, ani w noc następną. Ale ja również dotrzymałam słowa, nie jadłam i nie piłam; jak mu powiedziałam, postanowiłam umrzeć z głodu.
Dzień i noc spędziłam na modlitwie, miałam bowiem nadzieję, że Bóg mi wybaczy samobójstwo.
Następnej nocy drzwi otworzyły się; leżałam na podłodze, siły zaczynały mnie opuszczać.
Słysząc odgłos kroków, uniosłam się na ręce.
— No i cóż — rzekł głos, który brzmiał dla mego ucha zbyt straszliwie, bym go mogła nie rozpoznać — no i cóż, czyśmy złagodnieli nieco, czy zapłacimy za naszą wolność milczeniem? Posłuchaj, jestem dobrym panem — dodał — i choć nie lubię purytanów, oddaję im sprawiedliwość, tak samo jak purytankom, jeśli są ładne. Nuże, przysięgnij mi na krzyż, nie żądam nic więcej.
— Na krzyż! — zawołałam wstając, albowiem na dźwięk głosu sprzeniewiercy odnalazłam siły — na krzyż! Przysięgam, że żadna obietnica, żadna groźba, żadna tortura nie zamknie mi ust; przysięgam na krzyż, że rozgłoszę wszędzie, żeś morderca, gwałciciel, nędznik; przysięgam na krzyż, że jeśli kiedyś stąd wyjdę, domagać się będę zemsty na tobie od całej ludzkości.
— Strzeż się — rzekł z akcentem groźby, którego dotychczas nie słyszałam — mam niezawodny sposób, by zamknąć ci usta lub przynajmniej zapobiec, by uwierzono w twe słowa.
Zebrałam wszystkie siły, by odpowiedzieć mu śmiechem.
Zrozumiał wtedy, że między nami jest wojna, wojna na śmierć i życie.
— Posłuchaj, daję ci jeszcze do namysłu tę noc i jutrzejszy ranek, zastanów się, jeśli przyrzekniesz milczenie, otoczą cię bogactwa, szacunek, honory nawet; jeśli będziesz mi grozić zniesławieniem, skażę cię na hańbę.
— Ty — zawołałam — ty!
— Na hańbę wieczną, nie dającą się zmazać!
— Ty — powtórzyłam. — O, powiem ci, Feltonie, myślałam, że oszalał.
— Tak, ja — rzekł.
— Ach, zostaw mnie — powiedziałam — i wyjdź, jeśli nie chcesz, bym na twych oczach rozbiła sobie głowę o mur!
— Dobrze — odparł — chcesz tego, do jutra wieczór!
— Do jutra wieczór! — odpowiedziałam padając na podłogę i gryząc dywan z wściekłości...”
Felton oparł się na krześle i Milady z diabelską radością zobaczyła, że zbraknie mu może sił jeszcze przed końcem opowiadania.