Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
I książę zemdlał.
Tymczasem lord Winter, deputowani, dowódcy, przyboczni oficerowie Buckinghama wpadli do jego pokoju; zewsząd rozbrzmiewały rozpaczliwe okrzyki. Nowina napełniła pałac jękami i bólem, i wkrótce rozeszła się po całym mieście.
Wystrzał armatni oznajmił, że zdarzyło się coś nowego i nieoczekiwanego.
Lord Winter wyrywał sobie włosy z głowy.
— Za późno o minutę! — wołał. — Za późno o minutę! O, mój Boże, mój Boże, jakie nieszczęście!
O siódmej rano doniesiono mu, że sznurowa drabinka zwisa z okna zamku; pobiegł natychmiast do pokoju Milady; pokój był pusty, okno otwarte i kraty przepiłowane. Przypomniał sobie ostrzeżenie, jakie mu przesłał d’Artagnan przez swego służącego, i zadrżał o życie księcia. Wpadł do stajni i nie czekając, aż osiodłają jego konia, wskoczył na pierwszego z brzegu i pomknął galopem, zgięty na karku końskim; zostawił konia na dziedzińcu, szybko wbiegł na schody i na pierwszym stopniu, jak powiedzieliśmy, spotkał Feltona.
Jednakże książę żył; wrócił do przytomności, otworzył oczy i nadzieja wstąpiła we wszystkie serca.
— Panowie — rzekł — zostawcie mnie samego z Patrickiem i La Porte’em. — Ach, to ty, Winter! Przysłałeś mi dziś rano szczególnego szaleńca, zobacz, co ze mną zrobił.
— O, milordzie! — zawołał baron. — Nie pocieszę się nigdy.
— Nie masz racji, mój drogi Winter — odparł Buckingham wyciągając do niego rękę. — Nie znam człowieka, który zasługuje na to, by drugi człowiek opłakiwał go przez całe życie; ale zostaw nas, proszę.
Baron wyszedł szlochając.
W gabinecie został tylko ranny książę, La Porte i Patrick.
Szukano medyka, którego nie można było znaleźć.
— Będziesz żył, milordzie, będziesz żył — powtarzał wiemy sługa Anny Austriaczki klęcząc przy kanapie.
— Cóż ona mi pisze? — rzekł słabym głosem Buckingham, cały brocząc krwią i okrutnym cierpieniem płacąc za każde słowo wypowiedziane o tej, którą kochał. — Co mi pisze? Przeczytaj mi jej list.
— O milordzie! — jęknął La Porte.
— Usłuchaj, La Porte; czy nie widzisz, że nie mam czasu do stracenia?
La Porte złamał pieczęć i podsunął pergamin pod oczy księcia; ale Buckingham na próżno usiłował rozpoznać litery.
— Czytaj, czytaj — powiedział — nie widzę już nic; czytaj wreszcie, może wkrótce nie będę słyszał i umrę nie wiedząc, co mi napisała.
La Porte nie sprzeciwiał się już i przeczytał:
“Milordzie!
Jeśli dbasz o mój spokój, zaklinam Cię na wszystko, co wycierpiałam od chwili, gdy Cię znam, dla Ciebie i przez Ciebie, abyś przerwał wszelkie zbrojenia przeciw Francji i zaniechał wojny, o której mówi się głośno, że jej przyczyną jest religia, a cicho, że Twoja miłość do mnie. Ta wojna może nie tylko sprowadzić na Francję i Anglię wielkie klęski, ale i Tobie, Milordzie, przynieść nieszczęście, po którym nie znajdę pocieszenia.
Strzeż swego życia, które jest zagrożone i które będzie mi droższe od chwili, kiedy nie będę musiała widzieć w Tobie wroga.
Oddana ci
Anna”
Buckingham zebrał resztę sił, by wysłuchać tego listu; potem, kiedy lektura była skończona, zapytał jakby list przyniósł mu gorzkie rozczarowanie.
— Nie masz mi nic więcej do powiedzenia, La Porte?
— Tak, Wasza Wysokość: królowa kazała ci powiedzieć, byś miał się na baczności, ponieważ ostrzegano ją, że chcą księcia zamordować.
— I to wszystko, to wszystko? — zapytał Buckingham niecierpliwie.
— Kazała mi jeszcze powiedzieć, że będzie cię kochać zawsze.
— Ach — rzekł Buckingham — dzięki Bogu! Więc moja śmierć nie będzie dla niej śmiercią obcego człowieka!...
La Porte zalał się łzami.
— Patrick — rzekł książę. — Przynieś mi szkatułkę, w której były diamentowe spinki.
Patrick przyniósł szkatułkę i La Porte poznał ten przedmiot należący do królowej.
— A teraz torebkę z białego atłasu, na której są jej inicjały wyhaftowane perłami.
Patrick usłuchał.
— Weź, La Porte — rzekł Buckingham. — Oto jedyne podarki, jakie otrzymałem od niej: ta srebrna szkatułka i te dwa listy. Oddasz je Jej Królewskiej Mości, a jako ostatnią pamiątkę... — szukał wokół siebie oczami jakiegoś cennego przedmiotu — dodasz...
Książę szukał wciąż jeszcze; ale jego spojrzenie zamącone przez śmierć nie mogło odnaleźć nic prócz noża, który wypadł z rąk Feltona i dymił jeszcze purpurową krwią.
— Dodasz ten nóż — rzekł ściskając rękę La Porte’a.
Zdołał jeszcze włożyć torebkę do srebrnej szkatułki i wrzucił do niej nóż, dając znak La Porte’owi, że nie może już mówić; potem w ostatnich drgawkach, których tym razem nie miał już siły pokonać, spadł z kanapy na podłogę.
Patrick krzyknął przeraźliwie.
Buckingham chciał się uśmiechnąć po raz ostatni, ale śmierć przecięła pasmo jego myśli; ostatnia pozostała wyryta na czole niczym pocałunek miłosny.
W tej chwili medyk księcia przybiegł zadyszany; był na pokładzie admiralskiego okrętu i musiano go aż stamtąd sprowadzić.
Zbliżył się do księcia, ujął jego rękę i trzymał przez chwilę w swojej, po czym wypuścił.
— Nic tu już nie pomoże; nie żyje.
— Nie żyje, nie żyje! — zawołał Patrick.
Na ten okrzyk tłum wpadł do sali: zapanowało powszechne przerażenie i zamęt.
Gdy tylko książę wyzionął ducha, lord Winter pobiegł do Feltona, który znajdował się pod strażą żołnierzy na tarasie pałacu.
— Nędzniku! — zawołał do młodzieńca, który po śmierci Buckinghama odzyskał znów spokój i zimną krew, nie mające go odtąd opuszczać. — Nędzniku, co uczyniłeś?
— Pomściłem się — rzekł.
— Ty! — zawołał baron. — Powiedz, że byłeś narzędziem w rękach tej przeklętej kobiety; ale przysięgam ci, ta zbrodnia będzie jej zbrodnią ostatnią.
— Nie wiem, co pan chce powiedzieć — rzekł spokojnie Felton — i nie wiem, o kim mówisz; zabiłem księcia Buckinghama, ponieważ dwukrotnie odmówił ci mianowania mnie kapitanem; ukarałem go za niesprawiedliwość, oto wszystko.
Winter osłupiały patrzył na ludzi, którzy nakładali więzy Feltonowi, nie wiedząc, co myśleć o podobnej zatwardziałości.
Jedna myśl tylko chmurzyła czyste czoło Feltona. Przy każdym odgłosie naiwny purytanin łudził się, że słyszy głos i krok Milady, która przybywa, by rzucić się w jego ramiona, wziąć na siebie winę i zginąć z nim razem.
Nagle zadrżał, oko jego spoczęło na jakimś punkcie na morzu, morze bowiem widoczne było z tarasu; w przedmiocie, który ktoś inny wziąłby za mewę kołyszącą się na falach, orlim spojrzeniem marynarza rozpoznał żagiel statku, zmierzającego ku brzegom Francji.
Zbladł, podniósł ręce do serca, które pękało, i zrozumiał całą zdradę.
— Ostatnia łaska, milordzie — rzekł do barona.
— Czego chcesz? — zapytał baron.
— Która jest godzina?
Baron wyciągnął zegarek.
— Za dziesięć dziewiąta — rzekł.
Milady przyśpieszyła swój wyjazd o półtorej godziny; zaledwie usłyszała wystrzał armatni, który zwiastował straszliwą nowinę, kazała podnieść kotwicę.
Barka płynęła pod niebieskim niebem w wielkiej odległości od brzegu.
— Bóg tak chciał — rzekł z rezygnacją fanatyka, nie mogąc wszakże oderwać oczu od statku; zdawało się, że dostrzega na pokładzie białe widmo tej, dla której poświęcił życie.