Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— I co dalej? — rzekł Felton.
— Buckingham dowiedział się zapewne o moim powrocie, rozmawiał o mnie z lordem Winterem, który i tak już był do mnie uprzedzony, i powiedział mu, że jego bratowa jest nierządnicą, kobietą napiętnowaną. Nie było już mego męża, którego szlachetny i czysty głos mógłby mnie obronić. Lord Winter uwierzył we wszystko, co mu powiedziano, i to tym łatwiej, że chciał uwierzyć. Kazał mnie uwięzić, sprowadzić tutaj, oddał pod twoją straż. Resztę wiesz sam: pojutrze zostanę zesłana, wygnana; pojutrze znajdę się między zbrodniarzami. Och, wszystko zostało świetnie obmyślone, spisek jest zręczny, nic nie uratuje mego honoru. Widzisz sam, że muszę umrzeć, Feltonie; Feltonie, daj mi ten nóż!
Przy tych słowach, jak gdyby opuściły ją siły, omdlewająca i słaba osunęła się w ramiona młodego oficera, który pijany z miłości, z gniewu i nieznanych żądz, objął ją z uniesieniem, przycisnął do serca, drżąc cały pod oddechem tych pięknych ust, nieprzytomny od bliskości tej falującej piersi.
— Nie, nie — powiedział. — Będziesz żyła otoczona szacunkiem i czysta, będziesz żyła, by zatriumfować nad swymi wrogami.
Milady odpychała go powoli, ręką i przyciągała spojrzeniem; ale Felton nie puszczał jej, błagając jak bóstwo.
— Och, śmierć, śmierć raczej niż hańba! — rzekła stłumionym głosem, zakrywając oczy. — Feltonie, mój bracie, mój przyjacielu, zaklinam cię!
— Nie! — zawołał Felton. — Nie! Będziesz żyła, będziesz żyła pomszczona.
— Feltonie, przynoszę nieszczęście wszystkim, co się do mnie zbliżą! Feltonie, zostaw mnie, pozwól mi umrzeć!
— Dobrze więc, umrzemy razem! — zawołał przyciskając usta do ust uwięzionej.
W tej chwili zapukano kilkakrotnie do drzwi; teraz Milady odepchnęła go naprawdę.
— Słyszano nas! — rzekła. — Idą. Stało się, jesteśmy zgubieni!
— Nie, to wartownik uprzedza mnie, że idzie ront.
— Biegnij więc do drzwi i otwórz je.
Felton usłuchał; ta kobieta wypełniała mu całą duszę i serce.
Znalazł się naprzeciw sierżanta dowodzącego patrolem.
— Co się stało? — zapytał młody porucznik.
— Kazał mi pan otworzyć drzwi, jeśli usłyszę wołanie na pomoc — rzekł żołnierz — ale zapomniał mi pan zostawić klucza; usłyszałem, że pan krzyczy, poruczniku, choć nie zrozumiałem co, chciałem otworzyć drzwi, były zamknięte od wewnątrz; wezwałem więc sierżanta.
— Jestem na rozkazy — powiedział sierżant.
Felton nieprzytomny, oszalały prawie, stał milcząc. Milady zrozumiała, że musi ratować sytuację, podbiegła do stołu, chwyciła nóż pozostawiony przez Feltona i zawołała:
— Jakim prawem zabrania mi pan umrzeć?
— Wielki Boże! — zawołał Felton widząc błysk noża w jej ręku.
W tej chwili na korytarzu rozległ się ironiczny wybuch śmiechu.
Na progu, w szlafroku, ze szpadą pod pachą, stał baron, którego przywiódł tu hałas.
— Ho, ho — rzekł — oto ostatni akt tragedii; widzisz, Feltonie, dramat rozwijał się tak, jak powiedziałem, ale bądź spokojny, krew nie popłynie.
Milady zrozumiała, że jest zgubiona, jeśli nie da Feltonowi natychmiast straszliwego dowodu odwagi.
— Mylisz się, milordzie, krew popłynie i niech ta krew spadnie na tych, którzy doprowadzili do jej rozlewu.
Felton krzyknął i skoczył ku niej; ale było już za późno. Milady zadała sobie cios.
Ale nóż szczęśliwym przypadkiem lub raczej dzięki zręczności Milady natrafił na stalową bryklę, która w owych czasach osłaniała pierś kobiet niczym pancerz, ześliznął się rozdzierając suknię i ugodził ciało z boku między żebrami.
Suknia Milady pokryła się krwią w jednej chwili.
Milady upadła na wznak; zdawało się, że jest zemdlona. Felton wyrwał nóż.
— Widzisz, milordzie — rzekł ponuro — kobieta powierzona mojej pieczy zabiła się!
— Bądź spokojny, Feltonie — rzekł lord Winter — ona żyje, demony nie umierają tak łatwo; bądź spokojny i zaczekaj na mnie w moim pokoju.
— Ale milordzie...
— Idź, rozkazuję ci.
Felton usłuchał rozkazu przełożonego; ale wychodząc ukrył nóż na piersi.
Lord Winter kazał zawezwać kobietę, która usługiwała Milady, powierzył jej opiece zemdloną i wyszedł.
Jednakże, ponieważ mimo jego podejrzeń rana mogła być poważna, posłał natychmiast umyślnego konno po medyka.
Rozdział XXVIII
UCIECZKA
Jak sądził lord Winter, rana Milady nie była niebezpieczna; zaledwie znalazła się sama z kobietą, wezwaną przez barona, która zaczęła ją szybko rozbierać, otworzyła oczy.
Należało jednak udawać słabość i ból; nie było to trudne dla takiej komediantki jak Milady, toteż biedna kobieta dała się wywieść w pole i mimo sprzeciwów uwięzionej postanowiła czuwać nad nią całą noc.
Obecność tej kobiety nie przeszkodziła wszakże Milady w rozmyślaniach.
Nie ulegało wątpliwości, Felton został przekonany, Felton należał do niej; gdyby anioł zjawił się przed młodzieńcem, by oskarżyć Milady, w tym stanie ducha uznałby go za wysłannika piekieł.
Milady uśmiechnęła się do tej myśli, ponieważ Felton był teraz jedyną jej nadzieją, jedyną drogą ratunku.
Wszelako lord Winter mógł go teraz podejrzewać, musiał więc przed nim z kolei mieć się na baczności.
Około czwartej nad ranem zjawił się medyk, ale rana już się zasklepiła i medyk nie mógł jej zbadać; stwierdził tylko badając puls chorej, że wypadek nie jest poważny.
Rano Milady pod pozorem, że nie spała w nocy i potrzebuje odpoczynku, odprawiła kobietę czuwającą przy niej.
Miała nadzieję, że Felton zjawi się w porze śniadania; ale Felton się nie zjawił.
Czyżby jej obawy się sprawdziły? Czyżby Felton podejrzewany przez barona musiał ją opuścić w decydującej chwili? Pozostawał jej tylko jeden dzień; lord Winter oznajmił Milady, że wsiądzie na statek dwudziestego trzeciego, a był ranek dwudziestego drugiego.
Czekała jednak cierpliwie do obiadu.
Choć nie jadła śniadania, przyniesiono jej obiad o zwykłej porze; Milady zauważyła teraz z przerażeniem, że pilnujący jej żołnierze noszą inne mundury.
Ośmieliła się zapytać o Feltona. Odpowiedziano jej, że przed godziną Feston dosiadł konia i wyjechał.
Zapytała, czy baron jest w zamku; żołnierz odpowiedział twierdząco, dodając, że otrzymał rozkaz, by go zawiadomić, jeśli uwięziona zechce z nim mówić.
Milady oświadczyła, że na razie jest zbyt słaba i że pragnie tylko pozostać sama.
Żołnierz wyszedł.
Felton został usunięty, zmieniono żołnierzy marynarki na innych, nie ufano więc Feltonowi.
Był to ostatni cios zadany uwięzionej.
Gdy nikogo nie było już w pokoju, wstała; łóżko, w którym leżała przez przezorność, by myślano, że jest ciężko ranna, paliło ją żywym ogniem. Spojrzała na drzwi: baron kazał zabić deską okienko, obawiając się zapewne, by jakimś diabelskim sposobem nie uwiodła przez ten otwór strażników.
Milady uśmiechnęła się z radością; mogła więc oddać się myślom nie będąc obserwowana. Biegała po pokoju jak szalona, jak tygrysica zamknięta w żelaznej klatce. Gdyby pozostawiono jej nóż, nie myślałaby na pewno o samobójstwie, ale o zabiciu barona.
O szóstej przyszedł lord Winter; był uzbrojony po zęby. Ten mężczyzna; którego Milady nie posądzała dotychczas o wielką bystrość, okazał się wspaniałym strażnikiem: zdawało się, że wszystko potrafi przewidzieć, odgadnąć, uprzedzić.