Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Rozdział XXVII
CHWYT Z TRAGEDII KLASYCZNEJ
Po chwili milczenia, podczas której Milady obserwowała słuchającego jej młodzieńca, podjęła opowiadanie:
— “Minęło niemal trzy dni, odkąd nie jadłam i nie piłam; cierpiałam okrutnie; niekiedy jakieś chmury zasłaniały mi oczy; popadłam w malignę.
Nadszedł wieczór; byłam tak słaba, że co chwila mdlałam, a za każdym razem, gdy mdlałam, dziękowałam Bogu, myśląc, że umieram.
Kiedy leżałam właśnie omdlewająca, usłyszałam zgrzyt otwieranych drzwi; przerażenie wróciło mi przytomność.
Wszedł do pokoju w towarzystwie człowieka w masce, sam również miał maskę na twarzy, ale poznałam jego krok, poznałam jego głos, poznałam dumną postawę, którą dało mu piekło na nieszczęście ludzkości.
— No i cóż — powiedział — czy złożysz przysięgę, której od ciebie żądałem?
— Sam powiedziałeś, że purytanie mają jedno tylko słowo; moje słyszałeś: pociągnę cię przed ludzki trybunał na ziemi, przed trybunał boży w niebie.
— A zatem upierasz się?
— Przysięgam Bogu, który mnie słyszy: będę wzywać cały świat na świadka twej zbrodni, dopóki nie znajdę mściciela.
— Jesteś nierządnicą — rzekł grzmiącym głosem — i spotka cię kara dla nierządnic! Napiętnowana wobec świata, który przyzywasz, spróbuj udowodnić, że nie jesteś winna lub szalona!
Potem rzekł do człowieka, który mu towarzyszył:
— Kacie, czyń swoją powinność!”
— Jego imię, och, jego imię! — zawołał Felton. — Powiedz mi, jak się nazywa?!
— “Wówczas mimo moich krzyków i oporu (zrozumiałam bowiem, że chodzi o coś gorszego niż śmierć) kat pochwycił mnie, obalił na podłogę, skrępował i wśród łkań, bez przytomności niemal, wzywając Boga, który mnie nie słuchał, wydałam nagle straszny okrzyk bólu i wstydu: palący ogień, czerwone żelazo, żelazo kata odcisnęło się na moim ramieniu”.
Felton zawył.
— Spójrz — rzekła Milady wstając z dostojeństwem królowej — spójrz Feltonie, zobacz, jakie nowe męczeństwo wymyślono dla młodej i czystej dziewczyny, ofiary brutalności zbrodniarza. Naucz się poznawać serca ludzi i odtąd mniej łatwo stawaj się narzędziem ich niesprawiedliwej zemsty.
Milady szybkim ruchem rozpięła suknię, rozerwała batyst, który okrywał jej pierś, i purpurowa z udanego gniewu i wstydu pokazała młodzieńcowi niezatarte piętno, które bezcześciło to piękne ramię.
— Ależ to kwiat lilii! — zawołał Felton.
— Na tym właśnie polega zbrodnia — odparła Milady. — Piętno angielskie!... Trzeba dowieść, że trybunał kazał mi je wypalić, a zwróciłabym się do wszystkich trybunałów królestwa; ale piętno francuskie... och, tym piętnem zostałam zaiste naznaczona.
Tego było dla Feltona za wiele.
Blady, nieruchomy, zmiażdżony tym straszliwym objawieniem, olśniony nadludzką pięknością tej kobiety, odsłaniającej przed nim swe ciało z bezwstydem, który wydał mu się wzniosły, upadł przed nią na kolana jak pierwsi chrześcijanie przed owymi czystymi i świętymi męczenniczkami, co prześladowane przez cesarzy, wydawane były w cyrku na pastwę lubieżnego i krwiożerczego motłochu. Znikło hańbiące piętno, została tylko piękność.
— Wybacz, wybacz! — zawołał Feston — o, wybacz!
Milady czytała w jego oczach: kocham, kocham!
— Co mam wybaczyć? — zapytała.
— Wybacz, że przyłączyłem się do twych prześladowców.
Milady wyciągnęła do niego rękę.
— Taka piękna, taka młoda — zawołał Felton okrywając tę rękę pocałunkami.
Milady rzuciła mu spojrzenie, które niewolnika czyni królem.
Felton był purytaninem; puścił rękę tej kobiety, by ucałować jej stopy.
Nie kochał, uwielbiał ją.
Kiedy wybuch minął, kiedy mogło się wydać, że Milady odzyskuje panowanie nad sobą, którego nigdy nie traciła, Felton ujrzał, jak welon wstydliwości zakrywa te skarby miłosne, odsłonione mu tylko po to, by ich goręcej pragnął.
— A teraz — rzekł — chcę cię o jedno tylko zapytać, chcę poznać imię twego prawdziwego kata, bo jeden człowiek jest twym katem; tamten to narzędzie, nic więcej.
— Ach, bracie! — zawołała Milady. — Więc mam ci go jeszcze nazwać, nie odgadłeś?
— Jak to! — rzekł Felton. — On? Znowu on?... Zawsze on?... Jak to, prawdziwy winowajca...
— Prawdziwy winowajca to ciemięzca Anglii, prześladowca wiernych, nikczemny gwałciciel kobiet, ten, co dla kaprysu swego przewrotnego serca przelewa tyle krwi angielskiej, który osłania protestantów dziś, a zdradzi ich jutro!
— Buckingham! Więc to Buckingham! — zawołał Felton z wściekłością.
Milady ukryła twarz w dłoniach, jak gdyby nie mogła znieść wstydu, który przypominało jej to nazwisko.
— Buckingham jest katem tej anielskiej istoty! — zawołał Felton. — I tyś go nie spiorunował, mój Boże! Pozwoliłeś mu korzystać z zaszczytów, poważania, potęgi dla zguby nas wszystkich!
— Bóg opuszcza tych, którzy opuszczają się sami — rzekła Milady.
— Ale chce, by na ich głowy spadła kara przeznaczona dla przeklętych! — ciągnął Felton ze wzrastającym uniesieniem. — Chce, by zemsta ludzka poprzedziła sprawiedliwość niebieską!
— Ludzie boją się i oszczędzają go.
— Ale ja — rzekł Felton — ani się go nie boję, ani go będę oszczędzał.
Milady poczuła, jak duszę jej ogarnia piekielna radość.
— Ale jakim to sposobem lord Winter, mój protektor, mój ojciec, może być zamieszany w to wszystko?
— Posłuchaj, Feltonie — rzekła Milady — obok ludzi nikczemnych i godnych pogardy są jeszcze natury wielkie i szlachetne. Miałam narzeczonego, człowieka, którego kochałam i który mnie kochał; serce jak twoje, Feltonie, człowiek do ciebie podobny. Poszłam do niego i opowiedziałam mu wszystko; znał mnie, nie wątpił ani przez chwilę. Był to wielki pan, człowiek pod każdym względem równy Buckinghamowi. Nie powiedział nic, przypasał tylko szpadę do boku, włożył płaszcz i udał się ‚do pałacu Buckinghama.
— Tak, tak — rzekł Felton — rozumiem. Choć na takich ludzi nie szpady trzeba, lecz sztyletu.
— Buckingham wyjechał poprzedniego dnia jako ambasador do Hiszpanii, gdzie miał prosić o rękę infantki dla króla Karola I, wówczas jeszcze księcia Walii. Mój narzeczony wrócił.
— “Słuchaj — powiedział do mnie — ten człowiek wyjechał i na razie uniknął mej zemsty; ale połączmy się, jak to było postanowione, możesz zaufać lordowi Winterowi, obroni honor własny i swej żony”.
— Lord Winter! — zawołał Felton.
— Tak — rzekła Milady — lord Winter. Teraz powinieneś wszystko rozumieć, prawda? Buckinghama nie było przez rok. Na tydzień przed jego powrotem lord Winter umarł nagle, czyniąc mnie swą spadkobierczynią. Jaka przyczyna tej śmierci? Bóg, który wie wszystko, wie to także, ja nie oskarżam nikogo...
— Och, co za otchłań, co za otchłań! — zawołał Felton.
— Lord Winter umarł nie powiedziawszy nic swemu bratu. Straszliwa tajemnica miała zostać ukryta przed wszystkimi do chwili, kiedy niczym grom spadnie na głowę winowajcy. Twemu protektorowi nie w smak było małżeństwo młodszego brata z ubogą dziewczyną. Czułam, że od człowieka zawiedzionego w swych nadziejach na spadek nie mogę oczekiwać pomocy. Wyjechałam do Francji postanawiając zostać tam przez resztę życia. Ale wszystko, co posiadam, było w Anglii; gdy granica została zamknięta na skutek wojny, zostałam bez środków; musiałam wrócić; przed sześciu dniami wylądowałam w Portsmouth.