Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Porucznik Felton — rzekł Patrick — od lorda Wintera.
— Od lorda Wintera — powtórzył Buckingham — prosić.
Felton wszedł. W tej właśnie chwili Buckingham rzucił na kanapę wspaniały szlafrok przetykany złotem, by włożyć kaftan z niebieskiego aksamitu wyszyty perłami.
— Dlaczego baron nie przyszedł? — zapytał Buckingham. — Spodziewałem się go dzisiaj.
— Polecił mu powiedzieć Waszej Wysokości — odparł Felton — że bardzo żałuje, iż sam nie mógł się stawić, ale musi pełnić straż w zamku.
— Tak, tak — rzekł Buckingham — wiem, ma tam brankę.
— Właśnie o niej chciałem mówić z Waszą Wysokością — ciągnął Felton.
— Proszę, mów.
— To, co mam do powiedzenia, tylko Wasza Wysokość może usłyszeć.
— Zostaw nas, Patrick — rzekł Buckingham — ale bądź w pogotowiu, żeby usłyszeć dzwonek; wezwę cię wkrótce.
Patrick wyszedł.
— Jesteśmy sami, poruczniku — rzekł Buckingham. — Mów!
— Milordzie — rzekł Felton — baron Winter pisał już do ciebie, prosząc o podpis na rozkazie dotyczącym zesłania młodej kobiety nazwiskiem Karolina Backson.
— Tak, i odpowiedziałem, żeby mi przyniósł lub przysłał ten rozkaz, a ja go podpiszę.
— Oto on, milordzie.
— Pokaż — rzekł książę.
Wziął papier z rąk Feltona i rzucił nań okiem. Kiedy przekonał się, że to ten właśnie, o który chodzi, położył go na stole i wziął pióro, by podpisać.
— Przepraszam, milordzie — rzekł Felton zatrzymując księcia. — Czy Wasza Wysokość wie, że Karolina Backson nie jest prawdziwym nazwiskiem tej młodej kobiety?
— Tak, wiem o tym — rzekł książę, maczając pióro w kałamarzu.
— Zatem Wasza Wysokość zna jej prawdziwe nazwisko? — zapytał Feston krótko.
— Znam.
Książę zbliżył pióro do papieru. Felton zbladł.
— I znając jej prawdziwe nazwisko Wasza Wysokość również podpisze rozkaz?
— Oczywiście — rzekł Buckingham. — Tym bardziej.
— Nie mogę uwierzyć — ciągnął Felton głosem coraz bardziej urywanym — że Wasza Wysokość wie, iż chodzi o lady Winter...
— Wiem o tym doskonale, choć jestem zdumiony, że i pan wie o tym!
— I Wasza Wysokość podpisze ten rozkaz bez wyrzutów sumienia?
Buckingham spojrzał wyniośle na młodzieńca.
— Hm, mój panie, zadajesz mi dziwne pytania. Zapewne sądzisz, że jestem dość naiwny, by na nie odpowiadać?
— Odpowiedz, książę — rzekł Felton. — Sytuacja jest poważniejsza, niż przypuszczasz.
Buckingham pomyślał, że młody człowiek przybywający z polecenia lorda Wintera mówi zapewne w jego imieniu, i złagodniał.
— Bez najmniejszych wyrzutów — powiedział. — I baron wie równie dobrze jak ja, że lady Winter jest wielką zbrodniarką; ograniczenie kary do zesłania należy poczytywać niemal za łaskę.
Książę dotknął piórem papieru.
— Nie podpiszesz tego rozkazu, milordzie! — rzekł Felton postępując krok w stronę księcia.
— Nie podpiszę tego rozkazu? — rzekł Buckingham — a to dlaczego?
— Zajrzysz bowiem w głąb swej duszy i wymierzysz sprawiedliwość Milady.
— Wymierzyłbym jej sprawiedliwość wysyłając ją do Tyburn — rzekł Buckingham. — Milady jest zbrodniarką.
— Wasza Wysokość, Milady jest aniołem, wiem o tym dobrze, i żądam, byś jej zwrócił wolność.
— Ach tak! — rzekł Buckingham. — Czy jesteś szalony, że przemawiasz do mnie w ten sposób?
— Wybacz mi, milordzie; mówię, jak mogę, staram się panować nad sobą. Pomyśl wszakże, milordzie, co chcesz zrobić, i miej się na baczności, byś nie przebrał miary!
— Co?... Niechaj mu Bóg wybaczy, ale zdaje się, że on mi grozi! — zawołał Buckingham.
— Nie, milordzie, proszę jeszcze i powiadam ci: wystarczy kropla, by przepełnić kielich, drobne przekroczenie, by ściągnąć karę na głowę oszczędzaną mimo tylu zbrodni.
— Mości Feltonie — rzekł Buckingham — wyjdziesz stąd i natychmiast oddasz się w ręce straży.
— Wysłuchasz mnie do końca, milordzie. Uwiodłeś tę młodą dziewczynę, zgwałciłeś ją, skalałeś; napraw swe zbrodnie wobec niej, pozwól jej odejść wolno, a nie będę od ciebie żądał nic więcej.
— Nie będziesz żądał więcej! — zawołał Buckingham patrząc na Feltona ze zdumieniem i akcentując każdą sylabę.
— Milordzie — ciągnął Felton popadając w coraz większe podniecenie, w miarę jak mówił — milordzie, miej się na baczności. Anglia jest już zmęczona twymi występkami; milordzie, nadużyłeś władzy królewskiej, uzurpowałeś ją sobie niemal; milordzie, jesteś wstrętny ludziom i Bogu; Bóg ukarze cię później, ale ja ukarzę cię dzisiaj.
— Ach, tego już nadto! — krzyknął Buckingham idąc ku drzwiom.
Felton zastąpił mu drogę.
— Proszę cię pokornie, książę — rzekł — podpisz rozkaz o uwolnienie lady Winter; pamiętaj, że to kobieta, którą zbezcześciłeś.
— Z drogi, mości panie — powiedział Buckingham — bo inaczej wezwę ludzi i każę cię zakuć w kajdany.
— Nie wezwiesz, książę — rzekł Felton, rzucając się pomiędzy Buckinghama a dzwonek stojący na stoliku inkrustowanym srebrem. — Uważaj, milordzie, jesteś w rękach Boga.
— W rękach diabła, chciałeś powiedzieć! — zawołał Buckingham podnosząc umyślnie głos, by ściągnąć ludzi, ale nie wzywając nikogo po imieniu.
— Podpisz, milordzie, podpisz rozkaz uwolnienia lady Winter! — rzekł Feston podsuwając jakiś papier księciu.
— Siłą! Kpisz sobie chyba! Hola, Patrick!
— Podpisz, milordzie!
— Nigdy!
— Nigdy?
— Do mnie! — krzyknął książę i skoczył po szpadę.
Ale Felton nie pozostawił mu czasu na wyciągnięcie jej z pochwy: miał w pogotowiu obnażony nóż, którym zraniła się Milady; jednym susem był przy Buckinghamie.
W tej samej chwili wpadł do sali Patrick krzycząc:
— Milordzie, list z Francji!
— Z Francji! — zawołał Buckingham zapominając o wszystkim na myśl o tym, od kogo ten list pochodzi.
Felton skorzystał z chwili i wbił nóż w bok po samą rękojeść...
— Ach, zdrajco! — krzyknął Buckingham — zabiłeś mnie...
— Chwytać mordercę! — zawołał Patrick.
Felton rozejrzał się dokoła i widząc wolne drzwi rzucił się do sąsiedniego pokoju, gdzie, jak powiedzieliśmy, czekali deputowani z La Rochelle; przebiegł ten pokój i wpadł na schody; ale na pierwszym stopniu spotkał lorda Wintera, który widząc, że młodzieniec jest blady, nieprzytomny, z plamami krwi na rękach i na twarzy, rzucił się na niego wołając:
— Wiedziałem, odgadłem o minutę za późno! O, ja nieszczęsny, nieszczęsny!
Felton nie stawiał oporu; lord Winter oddał go w ręce straży, która zaprowadziła młodzieńca na taras z widokiem na morze; miał tam czekać, aż nadejdą nowe rozkazy. Lord Winter wszedł do gabinetu Buckinghama.
Na krzyk księcia i wołanie Patricka człowiek, którego Felton spotkał w przedpokoju, pośpieszył do gabinetu.
Zastał księcia leżącego na kanapie; ściskał ranę skurczoną dłonią.
— La Porte — rzekł książę gasnącym głosem — La Porte, czy przychodzisz w jej imieniu?
— Tak, Wasza Wysokość — odpowiedział wierny sługa Anny Austriaczki — choć może za późno.
— Ciszej, La Porte! Mogą cię usłyszeć. Patrick, nie wpuszczaj tu nikogo; och, nie będę wiedział, co kazała mi powiedzieć! Mój Boże; umieram!