Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Matko — odezwała się chłodno.
Janya ostro podniosła głowę i natychmiast cała się rozpromieniła w uśmiechu. Ona również udzieliła poparcia wojnie, zresztą jako jedyna, która była Zasiadającą jeszcze przed rozłamem w Wieży, z wyjątkiem może Lelaine i Lyrelle, dwóch Błękitnych, tyle że ich pomocy Egwene nie zawsze mogła być pewna, a poparcie Janyi niezmiennie pozostawało niezachwiane. Jak zwykle, tak i teraz kobieta eksplodowała potokiem słów.
— Nigdy się do tego nie przyzwyczaję, Matko. Jesteś doprawdy zadziwiająca. Wiem, że nie powinno nas już zaskakiwać, gdy proponujesz coś, co nikomu innemu jeszcze nigdy nie przyszło do głowy. Czasami sądzę, że za bardzo skostniałyśmy w naszych zasadach i jesteśmy zbyt pewne tego, co można, a czego nie można robić... Ale dowiedzieć się, jak stworzyć cuendillary... Ach!
Przerwała na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu, a Salita od razu wykorzystała ciszę i gładko w nią wtargnęła. Ta kobieta nie miała żadnych oporów.
— Nadal twierdzę, że jest to niewłaściwe — oświadczyła stanowczo. — Przyznaję, iż twoje odkrycie trzeba uznać za wspaniałe, Matko, tyle że w mojej opinii Aes Sedai nie powinny tworzyć rzeczy na... sprzedaż. — Salita dodała do swoich słów pogardę osoby, która żyła wyłącznie z dochodów swej posiadłości w Łzie, nawet się nie zastanawiając, skąd się wzięły i w jaki sposób urosły. Nastawienie takie nie było oczywiście niezwykłe, chociaż większość sióstr żyła przez cały rok za hojny zasiłek z Wieży. Tak było w każdym razie przed rozłamem w Wieży. — W dodatku — kontynuowała — prawie połowa sióstr, które się tą sprawą zajęły, to Żółte. Codziennie otrzymuję skargi... My przynajmniej zajmujemy się ważniejszą pracą niż produkcja... błyskotek. — Po tych słowach otrzymała srogie spojrzenie od Szarej Ashmanaille i lodowate od Błękitnej Kairen, jednakże obie niewypowiedziane opinie zignorowała. Salita należała do tych Żółtych, które wyraźnie uważały swoją Ajah za najważniejszą, pozostałe zaś za podrzędne, choć czasem niezbędne grupki.
— A nowicjuszki wcale nie powinny tkać tak złożonych splotów — dorzuciła Tiana, przyłączając się do nich. Mistrzyni Nowicjuszek nigdy nie można było zarzucić nieśmiałości, gdyż Tiana zawsze odważnie i głośno wygłaszała swoje poglądy zarówno wobec Zasiadających, jak i wobec Amyrlin. Teraz też nie kryła się ze swoim niezadowoleniem. Najwidoczniej nie zauważała, że ponura mina pogłębia jej dołeczek w policzku i nadaje twarzy nadąsany wyraz. — Naprawdę mamy do czynienia z wybitnym odkryciem i osobiście nie widzę żadnych przeciwwskazań do handlu, lecz niektóre z tych dziewcząt ledwie potrafią bezbłędnie i całkowicie zmienić kolor naraz trzech kul ognia. Pozwalając im na posługiwanie się tymi splotami, tylko jeszcze bardziej utrudnimy sprawę. Nie powstrzymamy ich przed próbami ze splotem, z którym na pewno sobie nie poradzą, a Światłość jedna wie, że już jest nam wystarczająco ciężko. Mogą się nawet poranić...
— Nonsens, nonsens! — krzyknęła Janya, intensywnie machając smukłą ręką, jakby słowa, które usiłowała odeprzeć, zmieniły się w konkretne przedmioty. — Każda wybrana dziewczyna może wykonać równocześnie trzy kule ognia, a wymaga to jednak nieco więcej Mocy niż zmiana barwy. Nowicjuszkom nie zagraża najmniejsze niebezpieczeństwo, póki znajdują się pod nadzorem siostry, a pod czyimś nadzorem pozostają wszak stale. Widziałam listę. Poza tym sprzedaż kul, które wytwarzamy w jeden dzień, wystarcza na opłacenie tygodniowej albo i dłuższej działalności armii, same siostry zaś nie zdołają wyprodukować tylu sztuk. — Popatrzyła przez zmrużone oczy na Tianę. Nie przestawała mówić jak nakręcona, tym niemniej wydawała się przemawiać przynajmniej o połowę wolniej niż zwykle. — Będziemy musiały starannie się zająć sprzedażą. Przedstawicielki Ludu Morza mają nienasycony apetyt, jeśli chodzi o cuendillary, a mnóstwo ich statków nadal cumuje w Illian i Łzie. Ich arystokracja również tego pragnie... Chociaż najbardziej nawet żarłoczne apetyty mają swoje ograniczenia. Nadal nie potrafię zdecydować, czy lepiej pojawić się od razu z całym asortymentem, czy też raczej oferować go partiami. Prędzej czy później także cena za coś takiego jak cuendillary zacznie spadać. — Nagle zamrugała i zerknęła najpierw na Tianę, potem, przechyliwszy głowę, na Salitę. — Rozumiecie moje podejście, nieprawdaż?
Salita odpowiedziała gniewnym spojrzeniem, po czym podciągnęła szal na ramionach. Tiana z kolei rozłożyła ręce gestem rozdrażnienia. Egwene zachowała spokój. Tym razem nie czuła wstydu, gdy wysłuchiwała pochwały za jedno z jej rzekomych odkryć. W przeciwieństwie do prawie wszystkich innych oprócz Podróżowania, akurat to należało właśnie do niej, chociaż poddała jej ten pomysł Moghedien przed swą ucieczką. Ale poddała jej tylko sam pomysł, gdyż nie miała pojęcia, jak wprowadzić go w życie — w każdym razie nie wspomniała o zastosowaniu praktycznym, niezależnie od nacisków Egwene, a Amyrlin umiała naprawdę twardo naciskać... Moghedien była osobą znaną ze swej chciwości, a cuendillary już w Wieku Legend wydawały się wysoce cenionym luksusem. Kobieta wskazała zatem tylko możliwość, natomiast reszta należała do Egwene. Tak czy owak, niezależnie od tego, kto się sprzeciwia i obojętnie jak bardzo, produkcja cuendillarów będzie kontynuowana ze względu na stałą potrzebę pieniędzy. Chociaż zdaniem Amyrlin im szybciej zostaną te przedmioty sprzedane, tym lepiej.
Stojąca na tyłach namiotu Sharina klasnęła niespodziewanie w dłonie i uwaga wszystkich kobiet natychmiast skupiła się na niej. Kairen i Ashmanaille także obróciły głowy, Błękitna nawet wypuściła sploty, aż jej puchar z metalicznym stukotem podskoczył na blacie stołu. Najwyraźniej niektóre siostry się nudziły. Zadanie można było w dowolnej chwili powtórzyć, jednak znalezienie dokładnego punktu okazywało się zwykle bardzo trudne, a kilka spośród sióstr wykorzystywało każdą okazję, ażeby zrobić jeszcze coś innego podczas godziny, którą musiały spędzać codziennie w namiocie. Godziny lub dłużej — aż do czasu zakończenia pracy nad jedną pozycją. Wprawdzie powinny pracować nad rozwojem swoich umiejętności, niewiele jednak bardzo szybko osiągało jakikolwiek postęp.
— Bodewhin, Nicola, na następny kurs — poleciła Sharina. Nie powiedziała tego głośno, ale jej głos miał w sobie siłę, dzięki której kobieta mogłaby uciąć paplaninę także w znacznie mniej spokojnym namiocie. — Został wam czas zaledwie na umycie rąk i twarzy. No, dalej, pospieszcie się. Nie chcecie chyba otrzymać nagany.
Bodewhin, zwana Bode, ruszała się z wielką ochotą. Wypuściła saidar i umieściła swoją na wpół ukończoną bransoletkę z cuendillara w jednej ze skrzyń ustawionych pod ścianą (ktoś inny zapewne dokończy za nią pracę), po czym wzięła płaszcz. Pucołowata i ładna Bode nosiła ciemne włosy splecione w długi warkocz, chociaż Egwene nie była pewna, czy dziewczyna otrzymała na tę fryzurę pozwolenie od Koła Kobiet. Teraz jednak tamten świat był daleko za nimi. Kiedy dziewczyna pospiesznie opuszczała namiot, nakładała równocześnie rękawiczki, nie podnosząc znad nich wzroku i ani na moment nie zerkając w kierunku Egwene. Prawdopodobnie wciąż nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jako nowicjuszka nie może sobie w dowolnej chwili pogawędzić z Zasiadającą na Tronie Amyrlin, mimo iż razem dorastały.
Egwene też chętnie porozmawiałaby z Bode i paroma innymi dziewczętami, jednakże jako władczyni również nauczyła się kilku zasad. Mówiąc w trzech punktach: Amyrlin ma mnóstwo obowiązków, bardzo niewielu przyjaciół i nikogo nie faworyzuje. Zresztą wszelka choćby sugestia, że Egwene okazuje specjalne względy dziewczętom z Dwu Rzek, zaszkodziłaby także im samym i utrudniłaby im życie wśród pozostałych nowicjuszek. „A i moich układów z Komnatą by nie polepszyła” — pomyślała z lekką drwiną Amyrlin. Szkoda, że dziewczęta z Dwu Rzeki tych drobiazgów nie pojmowały.