Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 253
Перейти на страницу:

Wszyscy jednak wiedzieliśmy, że to Sammann zwyciężył w tym sporze: on był odprężony i zadowolony, a ja zły i wytrącony z równowagi — głównie dlatego, że jego wizja idealnie wpasowała się we wszystko, czego w ostatnich tygodniach dowiedziałem się o Dynastii.

Mimo to wszyscy czekali, co jeszcze powiem.

— Jeżeli masz rację, Sammannie, to ci ludzie, kimkolwiek są, i tak wiedzą, że tu jesteśmy. Dlatego uważam, że powinniśmy działać otwarcie. Jedźmy tam. Podejdę do bramy, zastukam i powiem, co mnie sprowadza.

Wszyscy wstali od śniadania i zaczęli się zbierać — poza Gnelem, który chodził za Sammannem krok w krok.

— Na pewno można się dowiedzieć czegoś więcej o tej instytucji, która kupiła wyspę. No nie mów, że nie mam racji! Niewiele jest rzeczy na świecie, które przetrwały dziewięćset lat!

— Przeciwnie, jest ich bardzo dużo — odparł Sammann. — Na przykład arka, do której należysz: jest sporo starsza… — Spojrzał badawczo na Gnela. — Aha, i o to ci właśnie chodzi, prawda? Sugerujesz, że to jakaś instytucja religijna?

Zaskoczony Gnel zaczął się wycofywać rakiem ze swoich słów.

— Sugeruję, że nie ma firm, które by istniały od tak dawna.

— Co innego powiedzieć tak o firmach, a co innego twierdzić, że Ecbą zarządza jakaś potajemna arka.

— Kiedy widzę, że deklaranci chodzą swobodnie po ulicach, zaczynam szukać innych wytłumaczeń niż te, do których się przyzwyczailiśmy.

— Widzieliśmy deklarantów w Mahshcie — przypomniał Gnelowi Yul. — Może ci tutaj też zostali powołani albo coś.

Chyba nawet sam Yul w to nie wierzył, ale po tych słowach nastąpił impas.

— Wielu deklarantów, zwłaszcza proceńczyków i faanów, uważa, że wiara w istnienie Hylaejskiego Świata Teorycznego niczym się nie różni od religii — powiedziałem. — Ja mam zaś powody przypuszczać, że deklaranci z Oritheny to skrajny odłam wyznawców HŚT. Kwestia tego, czy tworzą wspólnotę o charakterze religijnym, czy jednak nie, w znacznej mierze zależy od przyjętej definicji takiej wspólnoty.

Zawahałem się, bo przyszło mi do głowy, że Orolo splantowałby mnie bezlitośnie, słysząc, jak wygaduję takie sfenickie głupoty. Nawet Sammann spojrzał na mnie z niedowierzaniem, ale nic nie powiedział: chyba wyczuwał, że po prostu próbuję zmobilizować nas do wyjazdu.

— Posłuchaj… — Zwróciłem się do Gnela. — Sammann dopiero zaczyna się interesować tym tematem. Widzieliśmy już w przeszłości, że czasem dotarcie do źródeł może trwać nawet kilka dni. Bez względu na to, czy deklaranci otworzą dla mnie bramę Oritheny, wy będziecie mieli mnóstwo czasu, żeby dalej pytać i zbierać informacje.

— To prawda — przyznał Gnel. — Tylko że otwarcie lub nieotwarcie bramy zależy od tego, co im powiesz, a to z kolei jest odbiciem stanu twojej wiedzy. Dlatego uważam, że lepiej byłoby ze dwa dni poczekać.

— Wiem więcej, niż mówię — uspokoiłem go. — I chcę tam jechać jeszcze dziś.

Metekoranes: Starożytny teor, wyjątkowo utalentowany w dziedzinie geometrii płaszczyzny, lecz rzadko angażujący się w dialogi. Zginął przysypany popiołem podczas erupcji wulkanu, która zniszczyła Orithenę. Według zwolenników teorii istnienia Starej Dynastii — założyciel (prawdopodobnie mimowolny) tejże.

— Słownik, wydanie czwarte, 3000 p.r.

Dwie godziny później stanąłem przed bramą Oritheny.

Dwudziestostopowy mur zbudowano z bloków drobnoziarnistego, szarobrązowego kamienia. Wszystkie miały taki sam kształt i rozmiary. Kiedy tak stałem, pocąc się na słońcu i czekając, aż ktoś odpowie na moje pukanie, miałem aż nadto czasu, żeby dobrze im się przyjrzeć i dojść do wniosku, że zostały odlane z materiału udającego beton, a uzyskanego z popiołu wulkanicznego. Bloki miały rozmiary sporych taczek; dwóch deklarantów mogłoby je przenosić i układać za pomocą całkiem prostych narzędzi. Jedne wpadały w szarość, inne w brąz, ale przy idealnie równych spoinach cała ściana wyglądała jak ułożona z dziecięcych klocków. Bramę — dostatecznie szeroką, żeby mogły się w niej minąć dwa drumony — zbudowano ze stalowych płyt, które w tym klimacie gwarantowały jej długą żywotność. Po zapukaniu cofnąłem się dobre kilka kroków, żeby nie odczuwać bijącego od niej żaru. Obejrzałem się na stojący kilkaset stóp ode mnie kram z pamiątkami. Cord, oparta plecami o zacieniony bok aportu Yula, pomachała do mnie. Sammann zarejestrował na piszczku mój fototyp.

Brama była wpasowana między dwie cylindryczne baszty podziurawione małymi zakratowanymi okienkami. W lewej baszcie znajdowały się maleńkie drzwi, także stalowe i zaopatrzone w przeziernik wielkości dłoni. Minęło jeszcze trochę czasu, zanim w końcu podszedłem i w nie zastukałem. Po mniej więcej dziesięciu minutach usłyszałem w środku poruszenie: jakieś drzwi w baszcie otworzyły się, a potem zamknęły z hukiem. Zgrzytnęła zasuwka. Otworzył się przeziernik. Pomieszczenie po drugiej stronie było ciemne i — jak przypuszczałem — cudownie chłodne, ale moje przyzwyczajone do oślepiającego słońca Ecby oczy niczego w środku nie dostrzegły.

— Wiedz, że stykasz się z innym światem niż twój własny, ze światem, którego bram nie będziesz mógł przekroczyć, nie złożywszy uroczystej przysięgi, że nigdy go już nie opuścisz — zabrzmiał kobiecy głos.

Kobieta mówiła po fluksyjsku, z lekkim miejscowym akcentem. Zachowywała się w taki sam sposób i mówiła to samo, co wszyscy odźwierni od czasów Cartas.

— Witaj, suur — powiedziałem. — Może przejdziemy na orthyjski? Jestem fraa Erasmas z kapituły edharskiej matemu dziesięcioletniego Koncentu Saunta Edhara.

Przez chwilę nic się nie działo. Potem wizjer został zamknięty na zasuwkę i znów zapadła cisza. Kiedy przeziernik znowu się otworzył, usłyszałem inny głos — także kobiecy, ale niższy i starszy:

— Jestem Dymma.

— Witaj, suur Dymmo. Fraa Erasmas, do usług.

— Co do tego, czy będziemy dla siebie nawzajem suur i fraa, mam na razie spore wątpliwości. Zwłaszcza kiedy widzę cię w takim stroju.

— Przybywam z daleka. Podczas peregrynacji przez Saeculum skradziono mi zawój, sznur i sferę.

— Nie zwoływaliśmy konwoksu. Nie spodziewamy się pielgrzymów.

— Cóż za niegościnność… Dlaczego Orithena, skąd wyruszyli pierwsi pielgrzymi, nie przyjmuje tych, którzy do niej wracają?

— Przestrzegamy Dyscypliny, nie zasad gościnności. W mieście są hotele; one specjalizują się w przyjmowaniu gości.

Wizjer szczęknął w taki sposób, jakby Dymma zamierzała go zamknąć.

— Który fragment Dyscypliny pozwala deklarantom sprzedawać mydło extramuros? — zapytałem. — Który przepis stwierdza, że fraa w zawojach mogą swobodnie spacerować po miasteczku?

— Twoje słowa przeczą twojemu twierdzeniu, jakobyś był deklarantem. Prawdziwy fraa wiedziałby, że przykazania Dyscypliny brzmią różnie w różnych matemach.

— Wielu deklarantów nie ma o tym pojęcia, ponieważ nigdy nie opuszczają swoich matemów — zauważyłem.

— Otóż to — odparła Dymma.

Wyobraziłem sobie, jak uśmiecha się złośliwie w półmroku, zadowolona, że tak zgrabnie rozegrała tę wymianę zdań. I wygrała: to ja byłem extramuros, gdzie deklaranci nie mieli czego szukać.

— Zgoda, przyznaję, wasze zwyczaje mogą się nieco różnić od przyjętych w całym świecie matemowym… — zacząłem, ale weszła mi w słowo:

1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)