Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 253
Перейти на страницу:

Po kiepsko przespanej nocy nie odzywałem się przy śniadaniu, dopóki w którymś momencie nie wypaliłem:

— Przecież tam może nie być żadnych prawdziwych, biologicznych Geometrów, materialnych istot, które siedziałyby za sterami dwudziestościanu. Może dawno temu pomarli, zostawiając po sobie zautomatyzowane statki i sondy?

Tym pytaniem odebrałem chęć do rozmowy wszystkim oprócz Sammanna, jemu bowiem mój pomysł wydał się wprost zachwycający.

— Tym lepiej dla nas — powiedział.

Nie bardzo wiedziałem, o co mu chodzi, dopóki nie dotarło do mnie, że przez „nas” rozumie itów. Przetrawiłem jego słowa.

— Bo będziecie bardziej użyteczni dla państwa sekularnego — domyśliłem się.

Jego twarz zastygła jak kamień. Uraziłem go.

— Może użyteczność dla państwa nie jest dla nas najważniejsza? — zasugerował. — Nie przyszło ci do głowy, że itowie mogą mieć jakieś inne aspiracje?

— Przepraszam.

— Pomyśl, jakie to by było wyzwanie: interakcja z takim systemem! — zawołał. Upiekło mi się: był tak zafascynowany tą nową możliwością, że nie zamierzał rozpamiętywać zniewagi. — Na najniższym, najbardziej podstawowym poziomie byłby to stuprocentowo deterministyczny syntakt, wyrażający się tylko w niektórych działaniach: ruchach statku, transmisji danych i tak dalej. Obserwablach.

— My nazywamy je „danymi”. Mów dalej.

— Zrozumienie działania programu syntaktycznego poprzez analizę zmiennych przypominałoby próbę złamania szyfru. My, itowie, musielibyśmy zwołać własny konwoks.

— Moglibyście przy okazji rozstrzygnąć Kwestię Relewancji — zażartowałem.

Sammann przestał wpatrywać się z zachwytem w niebo i wytrzeszczył oczy.

— Studiowałeś KR?

Wzruszyłem ramionami.

— Na pewno mniej niż ty. Uczymy się o niej przy okazji poznawania historii Rozłamu.

— Między zwolennikami saunta Proca i uczniami saunta Halikaarna.

— Właśnie. Chociaż to trochę nieuczciwe nazywać jednych zwolennikami, a drugich uczniami, jeśli rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć… Ale zasadniczo masz rację: to właśnie nazywamy Rozłamem.

— Proceńczycy bardziej skłaniali się ku syntaktycznemu punktowi widzenia… A może powinienem powiedzieć „faanowie”?

Sammann trochę się pogubił, więc uznałem za stosowne mu przypomnieć:

— Mówiliśmy o Relewancji. Możemy, ty i ja, myśleć o różnych rzeczach. Symbole w naszych mózgach mają swoje znaczenie. Pytanie brzmi: czy urządzenie syntaktyczne potrafi myśleć, czy tylko przetwarzać cyfry pozbawione Relewancji… znaczenia…?

— Treści semantycznej — podpowiedział Sammann.

— Otóż to. Faan żyła w Koncencie Saunta Mucostera w okresie po Rekonstrukcji. Była tam pewuerą referatu syntaktycznego, czyli zwolenników Proca. Uznała, że Relewancja nie istnieje, że jest tylko iluzją, którą każdy dostatecznie rozwinięty syntakt tworzy na własny użytek. Evenedryk już wtedy nie żył, ale zarówno on, jak i Halikaarn przed nim uważali, że nasze umysły są zdolne do czynności nieosiągalnych dla syntaktów; że Relewancja jest czymś rzeczywistym…

— Że nasze myśli naprawdę mają jakąś treść semantyczną wykraczającą poza i ponad ciąg zer i jedynek.

— Właśnie. Wiąże się to z przekonaniem, że nasz umysł jest zdolny postrzegać formy idealne, istniejące w Hylaejskim Świecie Teorycznym.

— Ejże, może dacie sobie na wstrzymanie? — zagrzmiał Yul. — Myśmy tu przyjechali na piknik!

— A my właśnie w ten sposób odpoczywamy! — odparował Sammann.

— Bo gdybyśmy pracowali, rozmawialibyśmy o rzeczach nudnych i skomplikowanych — dodałem.

— Jesteście gorsi od kaznodziejów! — poskarżył się Yul.

Gnel nie połknął haczyka, ale jednak się odezwał:

— Wyjaśnię ci to w taki sposób, żebyś zrozumiał, kuzynie. Jeżeli ci obcy są po prostu programem komputerowym, nasz Sammann może ich wyłączyć, przestawiając jeden bit. Program nawet się nie zorientuje, że ktoś go sabotował.

— Pod warunkiem, że jest pozbawiony Relewancji — zauważyłem. — Jeżeli zrozumie, że symbole, które przetwarza, coś znaczą, pozna się na Sammannie.

— Na pewno ma wbudowane jakieś pierońskie zabezpieczenia — zauważył Yul. — Przy tych wszystkich bombach atomowych i w ogóle…

— Jeżeli jest pozbawiony Relewancji, to jest także niezwykle podatny na uszkodzenia — odparł Sammann. — I wtedy rzeczywiście powinien być solidnie zabezpieczony. Ale systemy obdarzone prawdziwą Relewancją znacznie trudniej oszukać. Tak się w każdym razie uważa.

— Phi! — Yul spojrzał na Gnela. — Po prostu trzeba je oszukać inaczej. To wszystko.

— Niebiański Strażnik nie był chyba zbyt przekonujący — przypomniał Gnel. — Może jednak prawienie morałów nie jest takie proste, jak ci się wydaje.

Cord odkaszlnęła, zmarszczyła brwi i wbiła wzrok w miseczkę z jedzeniem.

— Słuchajcie… — odezwała się. — Wasza rozmowa jest fascynująca, ale jakie właściwie mamy plany na dzisiaj?

Zapadła długa cisza.

— Podoba mi się tutaj — ciągnęła Cord. — Tylko że… jakoś tak… ciarki mnie przechodzą. Wy też tak macie?

— Rozmawiasz z facetami — wytknął jej Yul. — Żaden się nie przyzna.

Cord rzuciła w niego garścią piasku.

— Grzebałem trochę w Retikulum… — powiedział Sammann. — I powiem wam, że mnie też ciarki chodziły po plecach, kiedy stwierdziłem, że mam tu taki świetny transfer.

— Ale już ci przeszło? — zainteresował się Gnel.

— Chyba tak.

— Czego się dowiedziałeś?

— Cała wyspa jest jedną wielką parcelą i od Starej Epoki Matemowej ma jednego właściciela. Dawniej było nim drobne księstewko, które z epoki na epokę trafiało pod skrzydła różnych imperiów. Kiedy królowie i książęta wychodzili z mody, wpadało w ręce prywatnych właścicieli albo trustów; kiedy sytuacja się odwracała, dostawało nowego księcia albo barona i żyło sobie dalej. Do czasu, aż dziewięćset lat temu zostało wykupione przez prywatną fundację… To taka instytucja przypominająca naszą fundę. W dodatku ta konkretna fundacja musiała mieć jakieś związki ze światem matemowym…

— Dlatego, że sponsoruje nowy koncent i wykopaliska w Orithenie?

— Coś w tym guście…

— Jeden apert, który trwa dziesięć dni, nie wystarczyłby, żeby zorganizować takie przedsięwzięcie — powiedziałem. — Funda musiała od dawna to planować.

— To nie jest wcale takie trudne — sprzeciwiła się Cord. — Unaryści co roku mają apert. Można z nimi porozmawiać. Niektórzy awansują i zostają dziesiętnikami, z tych z kolei część awansuje na setników… Gdyby zaczęli nad tym pracować w dwa tysiące osiemsetnym, do czasu konwoksu milenijnego w trzytysięcznym mieliby zwolenników wszędzie poza matemami tysięczników.

Scenariusz Cord nie bardzo mi się podobał, ponieważ brzmiał podstępnie, ale z faktami nie mogłem dyskutować. Budził mój sprzeciw chyba głównie z jednego powodu: my, deklaranci, przywykliśmy myśleć o sobie jak o jedynej sile zdolnej snuć plany naprawdę dalekosiężne, rozciągające się na stulecia. Tymczasem Cord dopuszczała istnienie w świecie sekularnym fundy, która robi dokładnie to samo. Sammann chyba myślał podobnie.

— Równie dobrze mogło to zadziałać w drugą stronę — zauważył.

— Jak… — Na chwilę zaniemówiłem. — Chcesz powiedzieć, że to grupa deklarantów stworzyła w świecie sekularnym fundę, żeby ta kupiła im wyspę? To niedorzeczne.

1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)