Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 135 136 137 138 139 140 141 142 143 ... 253
Перейти на страницу:

Szpilołap prześliznął się po członku załogi patrzącym akurat na zegarek, wycelował za okno i przybliżył obraz niezidentyfikowanego obiektu. Był to szkieletowy pojazd kosmiczny, bezzałogowy i pozbawiony hermetycznych segmentów, w których mógłby lecieć któryś z Kuzynów: zwykła kratownica z półtuzinem zrobotyzowanych wysięgników różnej wielkości, zaopatrzona w silniki, reflektory i sterczące we wszystkich możliwych kierunkach talerze anten. Jedno z jej ramion wyciągnęło się i złapało gniazdo anteny na zewnętrznej powłoce kapsuły.

Wydarzenia przyspieszyły biegu. Niebiański Strażnik miał już hełm na głowie, a członkowie załogi przepędzili jego asystentów i majstrowali przy panelu sterowniczym. Pod bąblem hełmu oczy Strażnika poruszały się niespokojnie, reagując na syczenie i skrzypienie uruchamianego kombinezonu. Poruszył ustami i dał znak wyprostowanym kciukiem: system łączności działał bez zarzutu.

Wypchnęli go przez hermetycznie zamykany właz w jednym końcu kapsuły, zatrzasnęli go za nim i przekręcili koło, żeby uszczelnić złącze. Strażnik znalazł się w śluzie.

— Dlaczego idzie sam? — zdziwiłem się.

— Podobno tak sobie zażyczyli Kuzyni… — odparł Sammann. — To znaczy, przepraszam, Geometrzy. Kazali przysłać jedną osobę.

— A my wybraliśmy właśnie jego?! — Nie wierzyłem własnym oczom.

Sammann wzruszył ramionami.

— To przecież część ich strategii, prawda? Gdyby pozwolili nam przysłać całą delegację, moglibyśmy ukryć karty. A tak? Cała planeta wysyła jednego człowieka jako swojego przedstawiciela. Jego wybór jest bardzo znaczący.

— Ja to rozumiem, ale dlaczego…

Przerwał mi jeszcze bardziej przesadnym wzruszeniem ramion.

— Naprawdę spodziewasz się, że wytłumaczę ci przyczyny takich a nie innych decyzji państwa sekularnego?

— W porządku, przepraszam. Zapomnij, że pytałem.

Syk, szczęk i krótkie komunikaty załogi zasygnalizowały otwarcie zewnętrznych wrót śluzy. Zrobotyzowana sonda wyciągnęła nieduże ramię w kierunku kapsuły, poza kadr, a kiedy chwilę później je cofnęła, holowała nim Niebiańskiego Strażnika. Chwytak manipulatora zacisnął się na metalowej klamrze wystającej z zaokrąglonego barku kombinezonu. Geometrzy rozumieli naszą inżynierię i umieli rozpoznać wieszak.

Sonda odłączyła się od kapsuły, wystrzeliła obłoczek gazu i zaczęła się oddalać. Chwilę później uruchomiła mocniejsze silniki i pomknęła w stronę dwudziestościanu. Niebiański Strażnik pomachał do nas.

— Wszystko w porządku — zameldował przez radio.

Zaraz potem jego głos utonął w ostrym, jazgotliwym szumie. Ktoś z załogi ściszył dźwięk.

— Zagłuszają nas — wyjaśnił. — Jego Spokojność jest zdany na siebie.

— Wcale nie — zaoponował jeden z akolitów. — Bóg jest z nim.

Szpilołap przybliżył obraz Strażnika holowanego w kierunku dwudziestościanu. Nawet przy maksymalnym powiększeniu trudno go już było rozpoznać, ale chyba gestykulował, stukał się w hełm i rozkładał bezradnie ręce.

— Wiemy — odezwał się Jesry. — Nie słyszysz nas.

— Martwi mnie jego tętno — powiedział ktoś z załogi. — Stanowczo za wysokie jak na człowieka w jego wieku.

— Odbieracie telemetrię? — zainteresował się Jesry.

— Ledwie, ledwie. Najpierw zagłuszyli głos, teraz rzucili się na pozostałe kanały… O, już. Po wszystkim. Do widzenia.

— Geometrzy to jacyś cholerni militaryści — wtrącił zgoła niepotrzebnie Sammann.

Szpil trwał, okraszony rzadkim komentarzem, do momentu, gdy sonda ze Strażnikiem skurczyli się do maleńkiej grudki szarych pikseli. Potem nastąpiło cięcie i ekran poczerniał. Sammann zatrzymał odtwarzanie.

— W oryginale przez następne cztery godziny praktycznie nic się nie dzieje — powiedział. — Siedzą i czekają. Twój przyjaciel, Jesry, wciąga przydupasów Strażnika w dyskusję filozoficzną i rozkłada ich na łopatki. Potem już nikomu nie chce się rozmawiać. Najciekawsze zdarzenie to wyłączenie zakłócania, które następują mniej więcej po godzinie.

— Serio? I co, można wtedy pogadać ze Strażnikiem?

— Tego nie powiedziałem. Sygnał zakłócający zostaje wyłączony, ale kapsuła nie odbiera żadnych danych z kombinezonu Strażnika. Najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie jest takie, że kombinezon został wyłączony.

— Dlatego, że coś się stało Strażnikowi, czy…

— Przypuszcza się raczej, że Niebiański Strażnik zdjął skafander, ponieważ nie był mu potrzebny. Z tego samego powodu odciął zasilanie.

— To znaczy…

— Że dwudziestościan wypełnia zdatna do oddychania atmosfera. To możliwe. Albo że Strażnik zmarł, zanim do niego dotarł.

— Niebiański Strażnik nie żyje?!

Sammann włączył szpil. Widoczny w rogu ekranu zegar przeskoczył kilka godzin do przodu.

— Nowy sygnał z dwudziestościanu — oznajmił zmęczonym głosem jeden z członków załogi. — Powtarzające się impulsy. Mikrofale. Wysoka moc. Malują nas radarem.

— Tak jakby nie wiedzieli, gdzie jesteśmy! — żachnął się ktoś inny.

— Dość tego gadania! — rozległ się głos, który przyzwyczaiłem się interpretować jako należący do kapitana. — Myślicie, że nas namierzają?

— Chodzi o namierzenie celu — przetłumaczył Sammann. — Jak do wystrzelenia rakiety.

— To jest tego rodzaju sygnał, skoncentrowana wiązka… — odparł podwładny kapitana. — Ale sieje równo, nie namierza nas.

— Płyta napędowa, patrzcie! — zawołał nagle Jesry. — Na środku!

Ekran znowu wypełniło olbrzymie koło wpisane w trójkąt. Operator przybliżył obraz i w środku kadru pojawiła się ciemna plamka. Rosła w oczach, aż zmieniła się w okrągły otwór.

— Odskok! — zarządził kapitan.

— Uwaga, przyspieszenie awaryjne… — rozległ się inny głos. — Trzy, dwa, jeden… Teraz!

Na ekranie zapanował chaos. Ludzie i przedmioty latali we wszystkie strony, dało się słyszeć głośny łoskot, jakieś syczenie; wszystkie nieumocowane obiekty wylądowały na ścianie od strony dwudziestościanu, kiedy kapsuła gwałtownie przyspieszyła w przeciwnym kierunku. Kobieta trzymająca szpilołap naklęła się i nasapała jak wszyscy, ale dość szybko znów wycelowała obiektyw za okno.

— Coś stamtąd wypadło! — obwieścił Jesry.

Operatorka szpilołapu znowu poczęstowała nas długim, rozchwianym zbliżeniem: otwór nie był już ciemny i idealnie okrągły, lecz rozmyty i różowawy. I ta jego różowa część się poruszała. Po chwili oddzieliła się od dwudziestościanu. Została odepchnięta i poszybowała w kosmos. Otwór zamknął się za nią.

— Nie wygląda mi to na atomówkę — zauważył ktoś w kapsule.

— Niedopowiedzenie roku — mruknął Sammann.

— Przybliżmy się.

— Uwaga, przyspieszenie awaryjne. Trzy, dwa, jeden… Teraz!

Zmiana kierunku lotu wywołała kolejne zamieszanie. Znowu musieliśmy chwilę poczekać, aż niezmordowana operatorka wróci do brudnego iluminatora i wyostrzy obraz.

Słychać było, że zaparło jej dech w piersi.

Mnie też.

— Co to jest? — spytał ktoś w tle.

Nie widzieli tego, co widzieliśmy my z operatorką, ponieważ nie patrzyli przez teleobiektyw.

— To on — odparła kobieta ze szpilołapem. — Niebiański Strażnik. — Pominęła jedną niezwykle istotną okoliczność, taką mianowicie, że był nagusieńki. — Wyrzucili Niebiańskiego Strażnika przez śluzę!

Sammann zastopował szpil.

— Chwytliwy cytat, bardzo modny — powiedział. — Nie można jednak nie zauważyć, że to nie jest śluza, tylko dysza do wypluwania bombek atomowych.

1 ... 135 136 137 138 139 140 141 142 143 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)