Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Milady dostrzegła to pomieszanie uczuć, instynktem odgadła, że ogień sprzecznych namiętności rozpala krew młodego fanatyka: i niczym wyborny wódz, który widząc, że nieprzyjaciel gotów jest się cofnąć, naciera na niego z okrzykiem zwycięstwa, wstała, piękna jak kapłanka starożytna, natchniona jak dziewica chrześcijańska, z ręką wyciągniętą przed siebie; włosy miała rozsypane, kołnierz rozchylony, dłonią przytrzymywała wstydliwie suknię na piersi, spojrzenie jej gorzało ogniem, który zamącił już zmysły młodego purytanina, i szła ku niemu śpiewając porywającą melodię słodkim głosem, któremu nadała teraz akcenty straszliwe:
Felton słuchał tej dziwnej pieśni osłupiały.
— Kim jesteś, kim jesteś, o pani? — zawołał składając ręce. — Czy jesteś wysłanniczką Boga czy piekieł, aniołem czy demonem, nazywasz się Eloa czy Astarte?
— Czyżbyś mnie nie poznał, Feltonie? Nie jestem ani aniołem, ani demonem, jestem córką ziemi, jestem twą siostrą w wierze, nic więcej.
— Tak, tak! — rzekł Felton. — Wątpiłem jeszcze, ale teraz wierzę.
— Wierzysz, a jednak jesteś wspólnikiem tego syna Beliala, który nazywa się lord Winter! Wierzysz, a jednak pozostawiasz mnie w rękach mych nieprzyjaciół, nieprzyjaciół Anglii, nieprzyjaciół Boga! Wierzysz, a jednak wydajesz mnie temu, który gorszy i kala świat swymi herezjami i rozpustą, niecnemu Sardanapalowi, którego ślepi zwą księciem Buckinghamem, a wierzący antychrystem.
— Ja miałbym cię wydać Buckinghamowi?! Ja? Co powiadasz?
— Mają oczy, a nie zobaczą; mają uszy, a nie usłyszą — zawołała Milady.
— Tak, tak — rzekł Felton, przeciągając ręką po czole zroszonym potem, jakby chciał odegnać ostatnie wątpliwości. — Tak, poznaję głos, który mówi do mnie we snach; tak, poznaję rysy anioła, zjawiającego mi się co noc, wołającego do mej duszy, która nie może usnąć: “Zabij, uratuj Anglię, uratuj siebie, albowiem umrzesz nie przebłagawszy Boga!” Mów, mów! — zawołał Felton — teraz cię rozumiem!
Błyskawica straszliwej radości zalśniła w oczach Milady.
Choć ten zabójczy płomień zapłonął tylko na chwilę, Felton dojrzał go i zadrżał, jakby jego światło odsłoniło mu przepaście duszy tej kobiety.
Felton przypomniał sobie nagle wszystkie ostrzeżenia lorda Wintera, uwodzicielskie sztuczki Milady, jej pierwsze próby po przybyciu; cofnął się o krok i opuścił głowę, ale wciąż patrzył na nią, jak gdyby zaczarowany przez tę szczególną istotę nie mógł oderwać od niej wzroku.
Milady nie była kobietą, która by nie zrozumiała jego wahania; choć na pozór ani na chwilę nie traciła zimnej krwi, doznawała gwałtownych uczuć.
Nie wracając do tak trudnego tonu egzaltacji i zanim jeszcze Felton zdążył jej odpowiedzieć, opuściła ręce, jak gdyby słabość kobieca brała górę nad natchnionym zapałem, i rzekła:
— Ale nie, nie ja będę Judytą, która uwolni Betulię od tego Holofernesa. Miecz Przedwiecznego jest zbyt ciężki na moje ramię. Pozwól mi tedy w śmierci szukać ucieczki przed hańbą, pozwól mi ratować się męczeństwem. Nie proszę cię ani o wolność, jak uczyniłaby winowajczyni, ani o zemstę, jak uczyniłaby poganka. Pozwól mi umrzeć, oto wszystko. Błagam cię, zaklinam na kolanach: pozwól mi umrzeć, a ostatnim westchnieniem będę błogosławić mego wybawcę.
Słysząc ten głos słodki i błagalny, widząc to spojrzenie nieśmiałe i zgnębione, Felton się zbliżył. Czarodziejka przywdziała znów swój urzekający strój, który mogła wkładać i zdejmować wedle woli, to znaczy urodę, słodycz, łzy, nade wszystko zaś nieodparty urok mistyczny, budzący największe pożądanie.
— Niestety — rzekł Felton — mogę cię tylko żałować, jeśli dowiedziesz mi, że jesteś ofiarą; a jednak lord Winter wytacza przeciw tobie straszliwe oskarżenia. Jesteś chrześcijanką, jesteś moją siostrą w Bogu, coś mnie pociąga ku tobie, mnie, który nie kochałem nigdy nikogo prócz mego dobroczyńcy, mnie, com znał w życiu jedynie zdrajców i bezbożników. Ale ty, pani, tak piękna, tak czysta z pozoru, musiałaś popełnić zbrodnię, jeśli lord Winter tak bardzo cię prześladuje!
— Mają oczy — powtórzyła Milady z akcentem nieopisanej słodyczy — a nie zobaczą; mają uszy, a nie usłyszą.
— Więc mów wreszcie! — zawołał oficer.
— Miałabym ci zwierzyć swą hańbę! — zawołała Milady z rumieńcem wstydu na twarzy, często bowiem zbrodnia jednego człowieka jest wstydem dla innego. — Miałabym ci zwierzyć swą hańbę, tobie, mężczyźnie, ja, kobieta! Och! — mówiła zasłaniając wstydliwie ręką piękne oczy — och, nigdy, nigdy się na to nie zdobędę!
— Mnie, bratu! — zawołał Felton.
Milady popatrzyła na niego długo z wyrazem, który młody oficer wziął za wahanie, gdy była to tylko obserwacja, a nade wszystko chęć oczarowania.
Teraz Felton z kolei złożył błagalnie ręce.
— Dobrze więc — rzekła Milady — zaufam bratu, odważę się!
W tej chwili rozległy się kroki lorda Wintera, ale tym razem straszliwy szwagier Milady nie minął drzwi; stanął, zamienił kilka słów z wartownikiem, otworzył i wszedł.
Gdy lord Winter rozmawiał na korytarzu, Felton cofnął się gwałtownie do tyłu i kiedy baron wszedł, był już w odległości kilku kroków od uwięzionej.
Baron wkroczył powoli i przenosząc badawcze spojrzenie z uwięzionej na młodego oficera, rzekł:
— Długo tu jesteś, Johnie; czy ta kobieta wyznała ci swoje zbrodnie? Nie dziwiłbym się wówczas, że rozmowa trwa tak długo.
Felton zadrżał i Milady poczuła, że jest stracona, jeśli nie przyjdzie z pomocą zakłopotanemu purytaninowi.
— Ach, obawiasz się, by twoja ofiara ci się nie wymknęła! — rzekła. — Dobrze więc, zapytaj tego godnego strażnika, o jaką łaskę prosiłam go przed chwilą.
— Prosiłaś o łaskę? — zapytał baron podejrzliwie.
— Tak, milordzie — powiedział ze zmieszaniem młody człowiek.
— O jakąż to łaskę? — zapytał lord Winter.
— Prosiła o nóż, który zwróci mi w minutę potem przez okienko.
— Jest więc tu ktoś ukryty, kogo ta urocza osoba chciałaby zabić? — zapytał lord Winter kpiącym i pogardliwym głosem.
— Ja jestem — odparła Milady.
— Dałem ci do wyboru Amerykę i Tyburn — rzekł lord Winter. — Wybierz Tyburn, Milady: wierzaj mi, sznur jest jeszcze pewniejszy niż nóż.
Felton zbladł i postąpił krok naprzód przypomniawszy sobie, że w chwili gdy wszedł, Milady trzymała w ręce sznur.
— Masz słuszność — rzekła. — Myślałam już o tym. — Potem dodała głuchym głosem — I pomyślę jeszcze.
Felton poczuł, jak dreszcz przenika go aż do szpiku kości; lord Winter zauważył zapewne to drżenie.
— Miej się na baczności, Johnie — rzekł. — Johnie, mój przyjacielu, zaufałem ci, uważaj! Uprzedziłem cię! Odwagi, moje dziecko, za trzy dni uwolnimy się od tej istoty, a tam gdzie ją wyślę, nie będzie szkodziła nikomu.
— Ty go słyszysz! — zawołała Milady z uniesieniem, tak że baron sądził, że wzywa Boga, ale Felton zrozumiał, że zwraca się do niego.
Felton opuścił głowę i zamyślił się.
Baron wziął oficera pod ramię i odwrócił głowę, by nie tracić Milady z oczu.
— Cóż — rzekła uwięziona, kiedy drzwi się zamknęły — nie zaszłam jeszcze tak daleko, jak przypuszczałam. Winter zamiast zwykłej głupoty okazuje nadzwyczajną przezorność; ile znaczy pragnienie zemsty i jak to pragnienie kształtuje człowieka! Felton jeszcze się waha! Ach, nie jest to mężczyzna taki jak ten przeklęty d’Artagnan. Purytanin uwielbia dziewice i składa przed nimi ręce w modlitwie; muszkieter kocha kobiety i bierze je w ramiona.