Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 134 135 136 137 138 139 140 141 142 ... 236
Перейти на страницу:

Na widok zbliżających się Amyrlin i reszty grupy z obozu wyjechali trzej Strażnicy w mieniących się barwami płaszczach. Pierwszy z nich był znacznie wyższy od drugiego, niezwykle niskiego, toteż można by odnieść wrażenie, że ten roślejszy siedzi na jakimś wyjątkowym siodle. Cała trójka ukłoniła się Egwene i siostrom, po czym każdy skinął głową trzymającym się za plecami kobiet Strażnikom. Wszyscy trzej mieli groźny wygląd ludzi tak pewnych siebie, że nawet nie muszą nikogo przekonywać, jak bardzo są niebezpieczni, gdyż fakt ten ich zdaniem powinien być oczywisty. Zgodnie z początkiem starego powiedzenia Aes Sedai: „Spokojny Strażnik i odpoczywający na wzgórzu lew...”. Reszta powiedzenia zaginęła, obecnie wystarczało wszakże samo porównanie. W aktualnych okolicznościach siostry nie czuły się szczególnie bezpiecznie w obozie zaludnionym masą Aes Sedai, więc Strażnicy, niczym ostrożne lwy, patrolowali cały teren — po kilka mil w każdym kierunku.

Anaiya i inne Aes Sedai, wszystkie z wyjątkiem Sheriam, rozproszyły się natychmiast po dotarciu grupy do pierwszego rzędu namiotów za wozami. Każda szukała przywódczyni swojej Ajah, rzekomo w celu zdania jej raportu z przejażdżki Zasiadającej na Tronie Amyrlin i Lorda Garetha nad rzekę, w istocie zaś — co ważniejsze — pragnęły przekazać przywódczyniom nowinę: że kilka Zasiadających zastanawia się nad negocjacjami z Elaidą, a Egwene podjęła jednoznaczną decyzję i wyznaczyła konkretne zadania. Byłoby im łatwiej, gdyby mogły podać imiona tych Zasiadających, jednak nawet przysięgi wierności nie powinny skłaniać do ich ujawnienia. Myrelle o mało nie odgryzła sobie języka, kiedy Amyrlin zasugerowała konieczność zachowania sekretu. Praca i kierowanie innymi bez uprzedniego szkolenia nie stanowi najlepszej metody nauki, toteż Egwene uświadomiła sobie, jakże wiele jeszcze niuansów związanych ze stanowiskiem Amyrlin musi poznać. Musiała się uczyć, a równocześnie działać i rządzić.

— Wybacz mi, proszę, Matko — pożegnała się Sheriam, gdy ostatnia z grupy, Beonin, odjechała, znikając między namiotami wraz ze swoim Strażnikiem o zoranej bliznami twarzy — ale na moim biurku piętrzą się stosy rozmaitych papierzysk.

Brak entuzjazmu w jej głosie był zrozumiały. Stuła Opiekunki łączyła się z nigdy nie malejącymi stertami sprawozdań, które trzeba było przejrzeć i posortować, oraz z licznymi, wymagającymi przygotowania dokumentami. Poza tym do zadań Sheriam należała również administracja obozowiska, wiążąca się z kolejną górą papierów. A przecież Sheriam nie przestała być także Mistrzynią Nowicjuszek.

Gdy tylko Amyrlin pozwoliła jej się oddalić, Opiekunka przyspieszyła do kłusa swego pstrokatego wierzchowca o czarnych pęcinach, rozpędzając przy okazji grupkę robotników w prostych kaftanach i szalach otaczających głowy — mężczyzn noszących na plecach duże kosze. Jeden upadł płasko na twarz na częściowo zamarzniętą ziemię, która służyła za ulicę. Strażnik Sheriam, Arinvar, szczupły Cairhienianin o posiwiałych skroniach, poczekał chwilę przy nieszczęśniku. Dopiero kiedy się upewnił, że robotnik wstaje, uderzył obcasami ciemnego gniadosza i ruszył za Opiekunką, pozostawiając mężczyznę jego przekleństwom, z których większość stanowiła wyraźnie odpowiedź na dowcipy współtowarzyszy niedoli. Wszyscy w obozie wszak wiedzieli, że jeśli Aes Sedai wybierze kierunek, lepiej nie stawać jej na drodze.

Wzrok Egwene przyciągnęły produkty, które wysypały się z kosza na ulicę. Widok ich przyprawił ją o dreszcz, gdyż jedzenie roiło się od wołków zbożowych i innych robaków. Było ich tak wiele, jakby to one, te liczne poruszające się czarne kropki, stanowiły posiłek tutejszych ludzi. Mężczyźni stale musieli wynosić zepsute pożywienie i wyrzucać je na kupy gnoju. Nie było sensu przesiewać produktów zaatakowanych przez szkodniki — tylko osoba naprawdę głodująca mogłaby je zjeść — jednak codziennie wynoszono zbyt wiele koszy z ziarnem i jedzeniem. Połowę beczek z soloną wieprzowiną i wołowiną otwierano przedwcześnie, ponieważ śmierdziały. Trzeba je było zakopać i nic nie można było na to marnotrawstwo poradzić. Sytuacja nie była nowa dla służących i robotników, przynajmniej dla tych, którzy mieli za sobą doświadczenie obozowego życia. A pozostali również zazwyczaj znali szczegóły od innych. Robactwo mogło się znaleźć wszędzie, jako że niektórzy kupcy próbowali zwiększyć swój dochód, sprzedając gnijące mięso wraz z dobrym. Dla Aes Sedai jednakże szkodniki stanowiły powód do wielkiego zmartwienia. Każda beczka z mięsem, każdy worek z ziarnem, mąką lub innymi produktami natychmiast po nabyciu był przecież poddawany Przechowywaniu, którego splot — aż do usunięcia — powinien jedzenie chronić. Tym niemniej mięso nadal gniło, robactwo zaś się mnożyło. Wyglądało na to, że sam saidar zawodzi. W rozmowach na ten temat siostry gorzko żartowały sobie, wspominając o złośliwej działalności Czarnych Ajah.

Amyrlin przypatrzyła się robotnikom i zwróciła uwagę na jednego z nich — należącego do grupy śmiejących się z ubrudzonego ziemią mężczyzny i lekko go poszturchujących. Nieszczęśnik złagodził już nieco język, choć wciąż jeszcze przeklinał; rzucił nawet Egwene groźne spojrzenie, jakby ją winił za swój upadek. Nie widząc jej na wpół skrytej pod kapturem twarzy ani stuły Amyrlin, którą uprzednio złożyła i schowała do woreczka przy pasie, mężczyźni wyraźnie brali ją za jedną z Przyjętych, z których nie wszystkie nosiły odpowiednie stroje, czyli suknie, albo może za nieznanego im gościa. Do obozu wślizgiwały się nierzadko różne kobiety — jedne w pięknych jedwabiach, inne w wytartych wełnach; wiele z nich skrywało twarze aż do końca wizyty. Mężczyźni uważali zapewne, że kwaśna mina okazana jednej z takich obcych lub Przyjętej jest bezpieczniejsza niż grymas wobec Aes Sedai. Egwene czuła się dziwnie, gdy wszyscy w zasięgu wzroku nie podrywali się na jej widok i nie kłaniali jej się uprzejmie.

Usiadła tego dnia w siodle jeszcze przed pierwszym światłem, toteż miała wielką ochotę z niego zeskoczyć. Wprawdzie gorąca kąpiel nie była w tych warunkach możliwa — wodę trzeba było przynosić ze studni wykopanej pół mili na zachód od obozowiska, więc większość sióstr, z wyjątkiem tych najbardziej wybrednych lub najbardziej skupionych na sobie, ograniczała mycie — Amyrlin pragnęła wszakże poczuć pod nogami twardy teren. A jeszcze lepiej położyć stopy na podnóżku. Poza tym niedopuszczanie do siebie zimna, umiejętność dostępna dla większości Aes Sedai, mocno się różniło od ogrzania rąk nad cudownie ciepłym koszem z prawdziwymi płonącymi węglami.

Wiedziała, że również na jej biurku będzie bez wątpienia czekał stos papierów. Ubiegłej nocy poleciła Sheriam przygotować dla niej raporty w sprawie stanu napraw wozów i zapasów paszy dla koni. Sprawozdania będą na pewno suche i nudne, ale dzięki temu, iż Egwene codziennie sprawdzała inną dziedzinę obozowego życia, potrafiła przynajmniej porównać prawdziwe fakty z przekazami ludzi i ich życzeniami. Stale otrzymywała też meldunki od „oczu i uszu”. Z fascynacją czytała to, co Ajah zdecydowały się przekazać Zasiadającej na Tronie Amyrlin, zwłaszcza gdy zestawiła zawarte w raportach informacje z tymi, które Siuan i Leane otrzymały od swoich agentów. Nie dostrzegała jawnych sprzeczności, choć jej zainteresowanie budziły dane, które Ajah postanowiły zatrzymać dla siebie.

Zarówno wygoda, jak i obowiązek ciągnęły ją zatem do gabinetu (w gruncie rzeczy był to tylko inny namiot, jednak wszyscy szumnie go nazywali gabinetem Amyrlin), z drugiej strony miała jedyną okazję rozejrzeć się po obozowisku anonimowo i na spokojnie, bez rozgardiaszu, który zawsze powodowało jej oficjalne przejście. Otuliła głowę szczelniej kapturem, jeszcze bardziej ukrywając oblicze i lekko dotknęła obcasami boków Daishara.

1 ... 134 135 136 137 138 139 140 141 142 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)