Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 ... 236
Перейти на страницу:

Egwene zadała sobie pytanie, skąd obie siostry wracają. Może po prostu zapragnęły posiedzieć gdzieś w ciepłym wnętrzu albo przynajmniej w pomieszczeniu cieplejszym niż teren obozu. Nikt oczywiście nie rejestrował wyjść i powrotów Aes Sedai, nie robiły tego nawet Ajah. Postępowaniem sióstr rządziły zwyczaje, które zresztą równocześnie mocno zniechęcały kogokolwiek do zadawania bezpośrednich pytań o rodzaje zajęć i cele wycieczek Aes Sedai. Phaedrine i Shemari postanowiły najprawdopodobniej osobiście skonfrontować niektóre informacje zasłyszane od swoich „oczu i uszu”. A może chciały przejrzeć jakąś książkę w którejś z bibliotek Wieży. Należały wszak do Brązowych. Egwene nie mogła jednak zapomnieć o komentarzu Nisao na temat sióstr wyślizgujących się do Elaidy. Istniała wprawdzie możliwość wynajęcia przewoźnika z łodzią i przeprawienia się do miasta poprzez otwarte dla wszystkich tuziny małych śluz, tyle że Podróżowanie przez bramę było oczywiście znacznie szybsze i dużo mniej ryzykowne niż droga nad rzekę, poszukiwanie łodzi i późniejsza wodna przeprawa. A przecież wizyta w Wieży jednej tylko siostry i jej opowieść o bramach oraz odkrytym na nowo Podróżowaniu nie tylko równałaby się zdradzie, lecz także oznaczałaby utratę największej posiadanej przez Egwene i jej towarzyszki przewagi! Amyrlin nie mogła wszakże w żaden sposób czegoś takiego powstrzymać. Mogła jedynie zachęcać siostry do dalszego sprzeciwu wobec Elaidy i utrzymywać je w stanie buntu. A także przekonywać je, że niedługo ta trudna sytuacja się zmieni. Gdybyż tylko istniał sposób doprowadzenia „trudnej sytuacji” do szybkiego końca.

W pewnej odległości od miejsca Podróżowania Egwene ściągnęła wodze konia i zmarszczyła brwi, patrząc na długą ścianę namiotu, jeszcze bardziej połataną niż ściany Komnaty. Alejką sunęła bowiem łabędzim krokiem jakaś Aes Sedai. Twarz skrywała wprawdzie pod kapturem, a ubrana była w prosty, granatowy płaszcz, jednak nowicjuszki i inne osoby uskakiwały jej z drogi, czego nigdy nie czyniły wobec — powiedzmy — przedstawicielek stanu kupieckiego. Siostra zatrzymała się przed namiotem, wpatrzyła weń na długi moment, po czym rozgarnęła lekkie klapy i weszła do środka z niechęcią tak wyraźną, jakby ją wykrzyczała. Sama Amyrlin nigdy do tego namiotu nie wchodziła. Czuła z niego bicie przenoszonego saidara, choć niezbyt silnie. Niezbędna ilość Mocy była zaskakująco mała. Pomyślała, że szybka wizyta Zasiadającej na Tronie Amyrlin w środku nie powinna przyciągnąć zbyt wielkiej uwagi. A Egwene bardzo zapragnęła zobaczyć, co się dzieje w tym wnętrzu.

Przed wejściem do namiotu zeskoczyła z wałacha i natychmiast napotkała na pewną błahą przeszkodę. Nie miała gdzie przywiązać Daishara. Amyrlin zawsze miała kogoś do pomocy — kogoś, kto przybiegał przytrzymać jej strzemię podczas wsiadania albo zajmował się koniem, kiedy z niego zsiadła, teraz wszakże stała bezradnie z wodzami wierzchowca w dłoniach, grupki nowicjuszek zaś krzątały się w pobliżu, rzucając jej co najwyżej szybkie spojrzenie i jawnie ją lekceważąc niczym którąś z przyjezdnych. Do tej pory każda nowicjuszka znała już z widzenia wszystkie Przyjęte, lecz jedynie nieliczne widziały z bliska Zasiadającą na Tronie Amyrlin. Egwene nie zyskała jeszcze nawet wiecznie młodego oblicza, które mogłoby zasugerować tym kobietom, że jest Aes Sedai. Przybrała więc tylko smutny, zrezygnowany uśmiech, po czym włożyła dłoń w rękawiczce do woreczka u pasa. Stuła powie tym nowicjuszkom, z kim mają do czynienia i wówczas Egwene będzie mogła polecić jednej z nich, by potrzymała przez kilka minut wodze konia. Chyba że uznają jej zachowanie za żart w złym stylu. Wcześniej niektóre nowicjuszki z Pola Emonda czasem próbowały ściągnąć jej stułę z szyi, starając się ją uchronić przed kłopotami. Nie, nie, ten okres minął już na pewno bezpowrotnie.

Nagle wejściowa klapa namiotu się odchyliła i w wejściu pojawiła się Leane, spinając ciemnozielony płaszcz srebrną szpilką w kształcie ryby. Płaszcz był jedwabny i bogato haftowany srebrem oraz złotem, podobnie jak gorset jej sukni do jazdy konnej. Grzbiety czerwonych rękawiczek kobiety również zostały przyozdobione haftem. Odkąd Leane dołączyła do Zielonych Ajah, zaczęła przykładać ogromną uwagę do swoich strojów. Na widok Egwene jej oczy na moment się rozszerzyły, jednak twarz o miedzianej cerze natychmiast się wygładziła. Rozejrzawszy się i oceniwszy sytuację jednym spojrzeniem, Leane wyciągnęła rękę, zamierzając zatrzymać jakąś nowicjuszkę, która wydawała się przybyć tu sama. A nowicjuszki wszak zwykle chodziły na zajęcia w otoczeniu tak zwanych Krewnych.

— Jak brzmi twoje imię, dziecko? — Zielonej bez wątpienia nie można było zarzucić braku energiczności w działaniu. O ile oczywiście miała na jakieś działanie ochotę. Wielu mężczyzn miękło, gdy czasami odzywała się do nich spokojnym, rozmarzonym tonem, którego jednakże nigdy nie marnowała na kobiety. — Przysłała cię tu któraś z sióstr?

Nowicjuszka, kobieta niemal w średnim wieku, o jasnych oczach i nieskazitelnej cerze, jawnie nigdy nie wystawianej na słońce podczas — na przykład — całodziennej pracy w polu, na moment bezwiednie otworzyła usta, potem wszakże otrząsnęła się z zaskoczenia, chwyciła białe spódnice w dłonie w mitenkach i wykonała poprawny, wyćwiczony ukłon. Twarzy wysokiej jak większość mężczyzn, lecz smukłej, pełnej gracji i pięknej Leane także brakowało wprawdzie typowych dla Aes Sedai cech wiecznej młodości, należała ona jednak do dwóch najlepiej znanych w obozie sióstr. Nowicjuszki wskazywały ją sobie w strachu — tę Aes Sedai, która niegdyś pełniła funkcję Opiekunki, potem została ujarzmiona, a następnie Uzdrowiona, dzięki czemu znowu mogła przenosić Moc, choć może nie z taką siłą jak przedtem. I później zmieniła jedną Ajah na inną! Nawet najbardziej niedawno przybyłe kobiety w bieli już się dowiedziały, iż coś takiego po prostu nigdy wcześniej się nie zdarzyło, historię Leane zaś znały na nieszczęście w szczegółach. Na nieszczęście — ponieważ trudniej było obecnie zapanować nad nowicjuszkami, skoro siostrom odpadła groźba w postaci kary ujarzmienia, po którym na zawsze straci swoją siłę.

— Nazywam się Letice Murow, Aes Sedai — odparła kobieta pełnym szacunku tonem z melodyjnym murandiańskim akcentem. Egwene wydało się, że nowicjuszka chciała powiedzieć coś więcej, może dodać do imienia swój tytuł, ale według jednej z pierwszych lekcji, którą otrzymywała każda kobieta po przyłączeniu się do Wieży, należało zapomnieć o tym, kim się kiedyś było. To była twarda lekcja, szczególnie dla posiadających tytuły arystokratek. — Idę odwiedzić moją siostrę. Nie spędziłam z nią nawet minuty, odkąd opuściłyśmy Murandy. — Prawdziwe krewne zawsze umieszczano w innych Familiach, podobnie jak kobiety, które znały się przed wpisem do księgi nowicjuszek. Takie podejście zachęcało do nawiązywania nowych przyjaźni i ograniczało nieuniknione napięcia, które często powstają wśród przyjaciół czy przedstawicieli tej samej rodziny, gdy jedna z osób uczy się szybciej niż druga lub odkrywa, że posiada więcej talentu. — Także skończyła już szkolenie i aż do popołudnia...

— Twoja siostra będzie musiała jeszcze chwilę poczekać, dziecko — przerwała nieszczęśnicy Leane. — Teraz przytrzymasz konia Amyrlin.

Letice wzdrygnęła się i zagapiła na Egwene, która w końcu zdołała wyjąć z woreczka stułę. Amyrlin wręczyła jej wodze Daishara, opuściła kaptur i ułożyła na ramionach długi wąski pas materiału. O Światłości, lekka jak pióro w woreczku, stuła miała prawdziwy ciężar, kiedy dotykała szyi Egwene. Siuan twierdziła, że czasami można wyczuć, iż jakaś kobieta nosiła kiedyś stułę stanowiącą wieczne przypomnienie o odpowiedzialności i obowiązku, a młodziutka Amyrlin natychmiast uwierzyła jej na słowo. Murandianka otworzyła usta jeszcze szerzej niż uprzednio i jeszcze później niż na widok Leane przypomniała sobie o ukłonie. Bez wątpienia słyszała, że Zasiadająca na Tronie Amyrlin jest młoda, zapewne jednak nie spodziewała się zobaczyć istoty aż tak młodej!

1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)