Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Nie dąsaj się, Carlinyo — powiedziała ciepło Anaiya. — Bardzo prawdopodobne, że masz rację. Tak, tak, Morvrin, Carlinya najprawdopodobniej wcale się nie myli. Sądzę, że w każdym razie powinnyśmy brać pod uwagę możliwość, że Delanie chodzi o skłócenie nas.
Ani jej ton, ani słowa bynajmniej nie brzmiały zabawnie. Żadnej Błękitnej nie rozśmieszały przeszkody w detronizacji Elaidy.
Myrelle gwałtownie pokiwała głową, zgadzając się z poprzedniczką, w sekundę później jednak szybko zamrugała zaskoczona pytaniem Nisao.
— Możesz sobie pozwolić na powstrzymanie Delany, Matko? — Niewysoka Żółta nie odzywała się zbyt często publicznie. — Niezależnie od tego, co ta Zasiadająca próbuje zrobić... Nawet jeśli w ogóle zdołamy ustalić, o co jej chodzi — dodała szybko, machając ręką w stronę Morvrin, która już otwierała usta, by znów coś powiedzieć. Nisao wyglądała przy pozostałych kobietach jak dziecko, wyraźnie wszakże potrafiła w odpowiednim momencie wykonać nie znoszący sprzeciwu gest. Ostatecznie należała przecież do Żółtych i cechowała się typową dla tej Ajah pewnością siebie, toteż w większości sytuacji nikomu nie ustępowała i nie wycofywała się z raz obranego stanowiska. — Mam na myśli rozmowy w sprawie negocjacji z przebywającymi w Wieży Zasiadającymi.
Na chwilę wszystkie Aes Sedai rozdziawiły usta i zapatrzyły się na nią. Nawet Beonin.
— A dlaczego miałybyśmy na nie pozwolić i im sprzyjać? — spytała w końcu Anaiya groźnym tonem. — Nie przebyłyśmy całej tej drogi w celu odbycia pogawędki z Elaidą.
Teraz wyglądała jak farmerka, która trzyma za plecami tasak i zamierza go użyć.
Nisao zadarła na nią głowę i lekceważąco prychnęła.
— Nie twierdzę, że któraś z nas pragnie pozwolić na negocjacje. Pytałam jedynie, czy odważymy się do nich nie dopuścić.
— Ledwie dostrzegam różnicę — oświadczyła Sheriam lodowatym głosem. Jej twarz była bardzo blada.
Egwene pomyślała gniewnie, że Opiekunka Kronik prawdopodobnie się czegoś obawia.
— Pomyśl zatem przez moment, a ją zobaczysz — odburknęła kąśliwie Nisao. Kąśliwie i ostro, tak jak ostry jest czubeczek noża. — W chwili obecnej rozmowa o negocjacjach ogranicza się do pięciu Zasiadających i wydaje się bardzo spokojna, ale czyż taką pozostanie? Kiedy rozejdzie się plotka, że zaproponowano i odrzucono perspektywę rozmów, ile minie czasu, zanim w sytuację wkroczy rozpacz? Och, nie przerywajcie mi, wysłuchajcie mnie do końca! Wyruszyłyśmy wszystkie przepełnione słuszną furią i domagające się sprawiedliwości, a jednak tkwimy tu na brzegu rzeki i gapimy się na mury Tar Valon, podczas gdy Elaida spokojnie siedzi sobie w Wieży. Jesteśmy tutaj już prawie dwa tygodnie i nie zdziwiłabym się, gdyby okres naszego pobytu przeciągnął się na dwa lata albo i lat dwadzieścia. Im dłużej będziemy bezproduktywnie czekać, tym więcej sióstr zacznie usprawiedliwiać zbrodnie uzurpatorki. A wtedy coraz więcej z nich będzie uważało, że to my musimy doprowadzić do ponownego zjednoczenia Wieży, nie bacząc na koszty. Chcecie czekać, aż poszczególne siostry jedna po drugiej zaczną się wyślizgiwać do Elaidy? Osobiście nie wyobrażam sobie, że będę stać na brzegu rzeki, przeciwstawiając się tej kobiecie jedynie w towarzystwie Błękitnych Ajah i pozostałych z was. Negocjacje przynajmniej pokażą wszystkim wokół, że coś się dzieje!
— Nikt nie zamierza wracać do Elaidy — zaprotestowała gorąco Anaiya, przesuwając się w siodle, tym niemniej jej zmartwiona mina, uniesione brwi i ton jawnie zaprzeczały pewności jej słów. Prawdopodobnie brała jednak pod uwagę taką ewentualność.
Wieża pociągała każdą Aes Sedai. Istniała spora szansa, że nawet Czarne siostry tęskniły za całą i na powrót zjednoczoną Wieżą. Wieża niby stała tak blisko, w odległości zaledwie kilku mil, niemniej jednak pozostawała dla nich nieosiągalna.
— Rozmową mogłybyśmy zyskać na czasie, Matko — mruknęła niechętnie Morvrin, a nikt nie potrafił przemawiać z taką niechęcią w głosie jak ona. Przez jej marsową minę przebijała zaduma i nie było w niej ani źdźbła zadowolenia. — Jeszcze parę tygodni i może Lord Gareth znajdzie statki, których potrzebuje do zablokowania portów. Wtedy sytuacja kompletnie się odmieni i stanie dla nas korzystna. Kiedy odetniemy Tar Valon od dostaw pożywienia i odbierzemy siostrom możliwość ucieczki, zamorzymy miasto głodem w przeciągu miesiąca.
Egwene bardzo się starała zachować kamienne oblicze, co kosztowało ją nieco wysiłku. Tak naprawdę nie miała najmniejszej nadziei na zdobycie statków czy okrętów, które mogłyby zablokować port, chociaż żadna z pozostałych Aes Sedai o tym nie wiedziała. Gareth wyjaśnił tylko jej tę kwestię, lecz za to już na długo przed opuszczeniem Murandy. Początkowo w trakcie marszu na północ wzdłuż Erinin rzeczywiście planował zakup jednostek pływających, które pragnął wykorzystać do przewiezienia zapasów. A po dotarciu do Tar Valon chciał te statki zatopić w ujściu portu. Użycie bram, dzięki którym dotarli do Tar Valon, zniweczyło jego plany. Wiadomość o oblężeniu opuściła miasto wraz z pierwszymi statkami wypływającymi po przybyciu armii, teraz zaś zarówno na północy, jak i na południu — wszędzie, gdzie Gareth wysłał jeźdźców — kapitanowie statków woleli odsyłać swoje towary na brzeg małymi łodziami, podczas gdy główne jednostki tkwiły zakotwiczone pośrodku rzeki. Żaden kapitan nie miał ochoty ryzykować odebrania mu statku. Lord Gareth zdawał raport tylko Egwene, a jego oficerowie składali wszystkie sprawozdania jedynie jemu, żadna siostra nie zdołałaby się zatem niczego dowiedzieć, nawet gdyby zdecydowała się na rozmowę z jednym czy drugim żołnierzem.
Na szczęście nawet Aes Sedai poszukujące Strażników rzadko rozmawiały z żołnierzami, gdyż ogólnie rzecz ujmując, uważały ich za złodziejską gromadkę niepiśmiennych mężczyzn, którzy kąpią się rzadko i jedynie przypadkowo, kiedy akurat przechodzą w bród jakiś strumień. Jednym słowem, żołnierze nie należeli do osobników, z którymi Aes Sedai spędzały dobrowolnie czas. Dzięki wszystkim tym niuansom łatwiej było zachować w grupie wszelkie sekrety, a niektóre były naprawdę istotne. Swoich tajemnic Egwene wolała nie przekazywać czasami nawet osobom, które pozornie znajdowały się po jej stronie. Może sama nie pamiętała, skąd wzięło się w niej takie rozważne podejście, jednak nauczyła się go jeszcze jako córka karczmarza, czyli w tym okresie życia, które dawno temu kazano jej porzucić. Teraz żyła w innym świecie i ten świat rządził się regułami zupełnie odmiennymi od zasad Pola Emonda. Tam fałszywy krok znaczył wezwanie przed Koło Kobiet, tu natomiast mógł się skończyć śmiercią albo czymś... gorszym. I to nie tylko dla niej samej.
— Pozostające w Wieży Zasiadające powinny być chętne do rozmowy — Carlinya z westchnieniem przerwała rozmyślania Amyrlin. — Muszą wiedzieć, że im dłużej trwa oblężenie, tym bardziej rosną szanse Lorda Garetha na znalezienie statków. Chociaż nie wiem, jak długo potrwają rozmowy, gdy Zasiadające już pojmą, że nie zamierzamy się poddać.
— Elaida będzie nalegała na deklarację poddania — szepnęła Myrelle. Chyba nie miała zamiaru polemizować z poprzedniczką, po prostu mówiła do siebie.
W tym samym momencie Sheriam zadrżała i otuliła się dokładniej płaszczem, jak gdyby nie chciała dopuścić do siebie zimna.
Tylko Beonin wyglądała na szczęśliwą. Siedziała w siodle ożywiona i wyprostowana. Jej włosy w odcieniu ciemnego miodu stanowiły piękną oprawę dla szerokiego uśmiechu błyskającego spod kaptura. Wyraźnie wszakże nie chciała naciskać na swoje towarzyszki. W powszechnym mniemaniu była świetną negocjatorką, więc doskonale wiedziała, kiedy trzeba działać, a kiedy czekać.