Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 87
Перейти на страницу:

— Mija jakiś czas, czek został zrealizowany, a fabryki wybudowane. Dzwoni telefon w ministerstwie, rozmowa międzynarodowa z Waszyngtonu. Czy wiemy, że bogaty przemysłowiec, który produkuje plastikowe części, zajmuje się również przerzutem dużych ilości opium z Azji? Wielkie nieba, nie wiedzieliśmy, piękne dzięki za informację, całuski dla żony i dzieciaków. Panika. Bogaty przemysłowiec siedzi teraz na sporym kawałku naszych pieniędzy i zatrudnia trzy tysiące naszych obywateli.

Na tym etapie opowieści Solomon wydawał się tracić powoli siły, zupełnie jakby wysiłek kontrolowania wściekłości go przerastał. Ja jednak nie mogłem czekać.

— No i co?

— No i komitet nieszczególnie mądrych mężczyzn i kobiet ustala możliwości postępowania. Na liście znajdują się: nierobienie niczego, nierobienie niczego, nierobienie niczego lub zadzwonienie na numer alarmowy i wezwanie na pomoc posterunkowego Smitha. Jedyne, czego są pewni, to że nie podoba im się ostatni pomysł.

— A ONeal… ?

— ONeal dostaje tę sprawę. Inwigilacja. Prewencja. Ograniczanie szkód. Jakkolwiek to sobie, cholera, nazwiesz.

— W języku Solomona „cholera było słowem ordynarnym.

— To, co ci powiedziałem, nie ma oczywiście nic wspólnego z Aleksandrem Woolfem.

— Oczywiście, że nie — potwierdziłem. — Gdzie on teraz jest?

Solomon zerknął na zegarek.

— W tej chwili zajmuje miejsce numer 6C na pokładzie boeinga 747 British Airways lecącego z Waszyngtonu do Londynu. Jeżeli ma choć odrobinę smaku, powinien wybrać Beef Wellington. Chyba że woli ryby, ale wątpię.

— Jaki film puszczają w samolocie?

— Ja cię kocham, a ty śpisz.

— Jestem pod wrażeniem — przyznałem.

— Diabeł tkwi w szczegółach, panie. To, że w pracy robię różne złe rzeczy, nie oznacza, że mam źle pracować.

W odprężającej ciszy wypiliśmy po kilka łyków piwa. Miałem jednak jeszcze jedno pytanie.

— Dawidzie?

— Czego sobie pan zażyczy.

— Czy mógłbyś mi wyjaśnić, jaka jest moja rola w tej historii?

Miał minę, jakby chciał rzucić „Sam mi powiedz”, więc mówiłem dalej.

— Chodzi mi o to, kto mógłby chcieć go zabić i dlaczego ustawił całą sprawę tak, jakbym to ja wyglądał na zabójcę?

Solomon opróżnił szklankę.

— Nie wiem, dlaczego — powiedział. — A jeżeli chodzi o to, kto za tym stoi, to podejrzewamy CIA.

W nocy przewracałem się w łóżku co chwilę z boku na bok i dwukrotnie wstawałem, żeby nagrać idiotyczne monologi dotyczące aktualnego rozwoju wypadków na moim racjonalnym z podatkowego punktu widzenia dyktafonie. Kilka rzeczy mnie niepokoiło, kilka przerażało, ale to Sara Woolf zadomowiła się w moich myślach i nie chciała ich opuścić.

Zrozumcie, nie zakochałem się w niej. Jak miałoby do tego dojść? Spędziłem przecież w jej towarzystwie zaledwie kilka godzin, do tego zawsze w niezbyt relaksujących okolicznościach. Nie, zdecydowanie się w niej nie zakochałem. Trzeba czegoś więcej niż pukle ciemnobrązowych, falujących włosów i para szarych oczu, aby serce zabiło mi mocniej.

Na Boga!

Następnego dnia o dziewiątej rano zawiązałem klubowy krawat firmy Garrick Anderson, założyłem zapinaną do samego dołu marynarkę i o dziewiątej trzydzieści nacisnąłem dzwonek na drzwiach National Westminster Bank mieszczącego się w Swiss Cottage. Nie miałem sprecyzowanego planu, ale pomyślałem, że może uda mi się podbudować morale, jeżeli po raz pierwszy od dziesięciu lat spotkam się oko w oko z dyrektorem banku. Nawet jeśli pieniądze na moim koncie nie należały do mnie.

Zaprowadzono mnie do poczekalni przed biurem dyrektora, wręczono plastikowy kubek plastikowej kawy, która była zdecydowanie za gorąca, po czym w ciągu jednej dwusetnej sekundy stała się zdecydowanie za zimna. Próbowałem właśnie ukryć ją za gumowym kwiatkiem, kiedy dziewięcioletni chłopiec z rudymi włosami wysunął głowę przez drzwi, zaprosił mnie gestem do środka i przedstawił się jako Graham Halkerston, dyrektor oddziału.

— A zatem, co mogę dla pana zrobić, panie Lang — zapytał, sadowiąc się za młodym, rudym biurkiem.

Usiadłem naprzeciwko niego, poprawiłem krawat i przybrałem pozę, która wydawała mi się odpowiednia dla poważnego klienta banku.

— A więc, panie Halkerston — zacząłem — niepokoi innie pewna suma, która wpłynęła niedawno na moje konto.

Zerknął na leżący na biurku wydruk komputerowy.

— Czy chodzi o przekaz z siódmego kwietnia?

— Z siódmego kwietnia — powtórzyłem ostrożnie, starając się nie pomylić tego przelewu z innymi przelewami na trzydzieści tysięcy funtów, jakie otrzymałem w tym miesiącu.

— Tak — potwierdziłem. — Wydaje mi się, że to właśnie ten.

Skinął głową.

— Dwadzieścia dziewięć tysięcy czterysta jedenaście funtów i siedemdziesiąt sześć pensów. Zamierza pan przelać te pieniądze gdzie indziej, panie Lang? Mamy w ofercie wiele różnych korzystnych lokat, które z pewnością spełnią pańskie oczekiwania.

— Moje oczekiwania?

— Tak. Ułatwienia dostępu, wysokie odsetki, zniżki przez pierwszych sześćdziesiąt dni. Decyzja należy do pana.

Poczułem się dziwnie, słysząc, że ktoś używa takich sformułowań w realnym świecie. Dotychczas widywałem je tylko na billboardach reklamowych.

— Wspaniale — powiedziałem. — Wspaniale. Na razie, panie Halkerston, moje oczekiwania sprowadzają się do tego, abyście trzymali te pieniądze w pomieszczeniu z porządnym zamkiem w drzwiach.

Wpatrywał się we mnie w osłupieniu.

— Bardziej interesuje mnie pochodzenie przelewu.

Osłupienie malujące się na jego twarzy osiągnęło jeszcze wyższy poziom.

— Od kogo dostałem te pieniądze, panie Halkerston?

Najwyraźniej nieproszone datki były rzadkim zjawiskiem w świecie bankowości i musiało minąć kilka chwil konsternacji, po których nastąpił etap szeleszczenia papierami, aby Halkerston pojawił się ponownie przy siatce.

— Wpłaty dokonano w gotówce — poinformował — nie dysponuję więc żadnym zapisem dotyczącym pochodzenia. Jeżeli zaczeka pan sekundkę, mogę zdobyć kopię dowodu wpłaty.

Nacisnął przycisk interkomu i zawołał Ginny, która usłużnie wtoczyła się do pokoju z teczką w ręku. Podczas gdy Halkerston przeglądał jej zawartość, miałem chwilę na rozmyślania, w jaki sposób Ginny jest w stanie utrzymać głowę w górze mimo ciężaru kosmetyków rozsmarowanych na twarzy. Pod warstwami wszystkich kremów mogła nawet wyglądać dość ładnie. Ale równie dobrze mogła być Dirkiem Bogarde'em. Nigdy się tego nie dowiem.

— Oto i on — powiedział Halkerston. — Rubryka z nazwiskiem wpłacającego jest pusta, ale pod spodem znajduje się podpis. Offer. A może Offee. T. Offee. To wszystko.

Kancelaria Pauliego znajdowała się w budynku korporacji adwokackiej Middle Tempie. Przypomniałem sobie, jak Paulie wspominał, że stoi on w pobliżu Fleet Street. W końcu udało mi się tam dotrzeć czarną taksówką. Zazwyczaj nie podróżuję w ten sposób, ale będąc w banku, uznałem, że nie stanie się nic złego, jeżeli uszczuplę o kilkaset funtów na drobne wydatki moją gażę płatnego zabójcy.

Sam Paulie przebywał na sali sądowej, gdzie jako obrońca człowieka, który zbiegł z miejsca wypadku, odgrywał rolę hamulca spowalniającego machinę wymiaru sprawiedliwości. Z tego powodu zamiast od razu wejść do kancelarii Milton Crowley Spencer, musiałem udzielić jej sekretarzowi szczegółowych informacji dotyczących natury mojego „problemu”. Pod koniec przesłuchania czułem się gorzej niż po wizycie w klinice chorób wenerycznych.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)