Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 87
Перейти на страницу:

Podniosłem wzrok i zobaczyłem Sarę Woolf w nieskazitelnej spódnicy oraz żakiecie w pepitkę przechodzącą przez sklepione w łuk przejście i rozcinającą powietrze zapachem Fleur de Fleurs. Zamiast na mnie skierowała wzrok na wejście do galerii.

Odwróciłem się i zobaczyłem stojącego w drzwiach McCluskeya.

— Ale ten pan twierdzi, że ma trzy… — zaczęła ze śmiechem blondynka.

McCluskey przemieszczał się szybko w kierunku Sary, jego prawa ręka przesuwała się po klatce piersiowej w kierunku wewnętrznej części płaszcza. Odepchnąłem blondynkę, która zdążyła wykrztusić kilka uprzejmych słów, i w tej samej chwili McCluskey odwrócił głowę w moim kierunku.

Wymierzyłem mu kopnięcie okrężne w żołądek i aby je zablokować, musiał wyciągnąć prawą rękę spod płaszcza. Kopniak dosięgnął celu, McCluskey na chwilę stracił równowagę. Pochylił się do przodu, z trudem łapiąc oddech. Okręciłem się wokół niego i oplotłem go lewym ramieniem za szyję. Blondynka krzyczała: „O Boże, o Boże!”, z akcentem charakterystycznym dla wyższych sfer i szukała po omacku telefonu na stole, natomiast Sara stała nieruchomo z rękami bezwładnie zwisającymi po bokach. Krzyknąłem, żeby uciekała, ale albo mnie nie usłyszała, albo nie chciała usłyszeć. Zacisnąłem uchwyt, podczas gdy on usilnie starał się wepchnąć palce między zgięcie łokciowe mojej ręki a własną szyję. Bez powodzenia.

Położyłem prawy łokieć na ramieniu McCluskeya, a prawą dłoń z tyłu jego głowy. Lewa dłoń wślizgnęła się w załamanie prawego łokcia i w ten sposób wyglądałem jak żywy model z diagramu C w rozdziale zatytułowanym Jak skręcić komuś kark: Postawy.

McCluskey wierzgał i się szamotał. Ostrożnie rozluźniłem uścisk lewego przedramienia i mocniej przycisnąłem prawą dłoń. Szybko się uspokoił. Uspokoił się, ponieważ wiedział to, co ja wiedziałem i co chciałem, żeby wiedział — że wystarczy lekko zwiększyć nacisk i może się pożegnać z życiem.

Zdaje się, że właśnie wtedy rozległ się strzał z pistoletu.

Nie pamiętam, co dokładnie czułem, kiedy zostałem trafiony. Tylko głuchy dźwięk odbijający się od ścian galerii i zapach spalonego czegoś, czegokolwiek teraz używają w pistoletach.

W pierwszej chwili myślałem, że postrzeliła McCluskeya i już zacząłem ją przeklinać w myślach, ponieważ miałem sytuację pod kontrolą, zresztą chwilę wcześniej kazałem jej się wynosić. Ale wtedy pomyślałem, że, Chryste, musiałem się strasznie spocić, bo czuję, jak po moim boku spływa strużka i wsiąka w spodnie. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że Sara zamierza strzelić ponownie. A może już to zrobiła. McCluskey wyrwał się z uścisku, a ja chyba oparłem się o jeden z obrazów.

— Ty głupia suko — zdaje się powiedziałem. — Jestem… po twojej stronie. To on… ten… jest tym… zabić twojego ojca. Kurwa!

Powiedziałem „kurwa”, ponieważ wszystko zaczynało się robić dziwne. Światło, dźwięk, ruch.

Sara stała nade mną. Przypuszczam, że w innych okolicznościach zapewne podziwiałbym jej nogi. Ale nie mieliśmy do czynienia z innymi okolicznościami. Okoliczności się nie zmieniły. Wpatrywałem się w lufę pistoletu.

— Byłoby to bardzo dziwne, panie Lang — powiedziała. — Nie musiałby się w tym celu ruszać z domu.

Nagle wszystko straciło sens. Wiele spraw przybrało zły obrót, bardzo zły, a zdrętwienie lewej strony mojego ciała stanowiło najmniej istotny problem. Sara uklękła obok mnie i przycisnęła mi wylot lufy do podbródka.

— Ten człowiek — wskazała kciukiem na McCluskeya — to mój ojciec.

Ponieważ nie pamiętam, co stało się później, zakładam, że straciłem przytomność.

— Jak się pan czuje?

Zawsze zadaje się to pytanie człowiekowi, który leży na plecach w szpitalnym łóżku, mimo to wolałbym go nie usłyszeć. Miałem w głowie taki mętlik, że w normalnej sytuacji powinienem był zadzwonić do swojego psychoterapeuty i zażądać zwrotu pieniędzy. Wydawało mi się, że zdecydowanie rozsądniej byłoby, gdybym to ja ją zapytał, jak się czuję. Kobieta była jednak pielęgniarką i istniało raczej małe prawdopodobieństwo, aby chciała mnie zabić, w związku z tym postanowiłem ją lubić po prostu za to, te jest.

Z wielkim wysiłkiem rozkleiłem wargi i wychrypiałem:

— Świetnie.

— To dobrze — powiedziała. — Doktor wkrótce do pana przyjdzie.

Poklepała mnie po grzbiecie dłoni i zniknęła.

Zamknąłem na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłem, na zewnątrz było ciemno. Nade mną stał biały fartuch. Choć człowiek, który się w nim znajdował, wyglądał na tyle młodo, że mógłby być dyrektorem mojego banku, nie pozostawało mi nic innego, jak założyć, że jest lekarzem. Zwrócił mi nadgarstek — nie zdawałem sobie sprawy, że Ko trzyma — i zapisał coś w notatniku.

— Jak się pan czuje?

— Świetnie.

Nie przestawał pisać.

— To w sumie dość dziwne. Został pan postrzelony. Stracił pan sporo krwi, ale najważniejsze, że miał pan szczęście. Kula przeszła przez pachę.

Mówił tak, jakby to wszytko była moja wina. W pewnym sensie była.

— Gdzie jestem? — zapytałem.

— W szpitalu.

Odszedł.

Jakiś czas później pojawiła się bardzo gruba kobieta z wózkiem i położyła na stoliku przy moim łóżku talerz z czymś brązowym i cuchnącym. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, jaką krzywdę jej wyrządziłem w przeszłości, ale cokolwiek zrobiłem, musiało to być coś złego.

Najwyraźniej zorientowała się, że przesadziła, bo pół godziny później pojawiła się z powrotem i zabrała talerz. Przed wyjściem powiedziała mi, gdzie się znajduję. Middlesex Hospital, oddział im. Williama Hoyle'a.

Pierwszym sensownym odwiedzającym był Solomon. Wszedł, spokojny i uduchowiony, usiadł przy łóżku i cisnął na stolik papierową torebkę winogron.

— Jak się pan czuje?

Powitania zaczęły się układać w wyraźny wzór.

— Czuję się — powiedziałem — dokładnie tak, jakbym został postrzelony. Leżę w szpitalu i staram się wyzdrowieć, a policjant Żyd siedzi u moich stóp.

Przysunął się odrobinę.

— Słyszałem, że miałeś szczęście, panie. Łyknąłem winogrono.

— Szczęście, bo…

— Bo kula przeszła zaledwie kilka centymetrów od serca.

— Albo zabrakło kilku centymetrów, żeby chybiła. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Skinął głową, rozważając tę kwestię.

— A jaki jest twój? — zapytał po chwili.

— Mój co?

— Punkt widzenia.

Spojrzeliśmy sobie w oczy.

— Anglia powinna grać czterema zawodnikami w obronie przeciwko Holandii — oznajmiłem.

Solomon podniósł się z łóżka, zaczął ściągać płaszcz przeciwdeszczowy, o co nie mogłem mieć raczej pretensji. Temperatura musiała przekraczać trzydzieści stopni i odnosiło się wrażenie, że w pokoju jest zdecydowanie za dużo powietrza. Wciskało się w twarz, w oczy i człowiek miał odczucie, jakby przebywał w zatłoczonym wagoniku metra w godzinach szczytu; tłumy dodatkowego powietrza wślizgnęły się do środka tuż przed zamknięciem drzwi.

Zapytałem pielęgniarki, czy mogłaby trochę zmniejszyć ogrzewanie, ale poinformowała mnie, że poziomem temperatury steruje komputer w Reading. Gdybym należał do ludzi, którzy pisują listy do „The Daily Telegraph”, napisałbym w tej sprawie list do „The Daily Telegraph”.

Solomon powiesił płaszcz na drzwiach.

— No więc, panie — powiedział — możesz mi wierzyć lub nie, ale moi chlebodawcy polecili mi wydobyć z ciebie wyjaśnienie, jak doszło do tego, że leżałeś na podłodze renomowanej galerii na West Endzie z dziurą po kuli w klatce piersiowej.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)