Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 87
Перейти на страницу:

— Pod pachą.

— Pod pachą, jeżeli wolisz. A więc wyjaśnisz mi to, panie, czy mam ci przycisnąć poduszkę do twarzy i zmusić do współpracy?

— No cóż — mruknąłem, uznając, że równie dobrze możemy przejść do rzeczy — zakładam, że wiesz, że McCluskey to Woolf.

Ja oczywiście w ogóle tego wcześniej nie zakładałem. Powiedziałem to, bo chciałem sprawić wrażenie człowieka kompetentnego. Z wyrazu twarzy Solomona jasno wynikało, że nie wiedział, mówiłem zatem dalej.

— Śledziłem McCluskeya do galerii, zakładając, że mógł się tam udać, aby wyrządzić krzywdę Sarze. Trochę mu nastukałem, Sara mnie postrzeliła, następnie poinformowała, że nastukany to w rzeczywistości jej ojciec, Aleksander Woolf.

Solomon spokojnie kiwał głową, jak zawsze, kiedy słyszał jakąś dziwaczną historyjkę.

— A jednocześnie — powiedział w końcu — z zamkniętymi oczami wskazałbyś go jako osobę, która zaproponowała ci pieniądze za zabicie Aleksandra Woolfa?

— Zgadza się.

— I założyłeś, a przypuszczam, że w tych okolicznościach postąpiłoby tak wiele osób, iż kiedy ktoś proponuje — ci zabicie jakiegoś człowieka, to ów człowiek nie okaże się później tym ktosiem?

— Z pewnością na planecie Ziemia inaczej załatwiamy te sprawy.

— Hm.

Solomon oddalił się w kierunku okna, gdzie najwyraźniej zauroczył go widok na wieżę Pocztową.

— To wszystko, co masz do powiedzenia? — zapytałem. — „Hm”? Oprawiony w skórę raport ministerstwa obrony ze złotą pieczęcią i podpisami Rady Ministrów będzie się składał ze słowa „hm”?

Solomon nie odpowiedział i wciąż wpatrywał się w wieżę Pocztową.

— W takim razie — powiedziałem — wyjaśnij mi, co stało się z małym i dużym tajniakiem Woolfa? Jak się tu dostałem? Kto zadzwonił po karetkę? Czy zostali ze mną do czasu jej przybycia?

— Byłeś kiedyś w tej restauracji, która obraca się na górze… ?

— Dawidzie, na litość boską…

— Osobą, która zadzwoniła po karetkę, był pan Terence Glass, właściciel galerii, w której zostałeś postrzelony, ten sam, który wystąpił do Ministerstwa Obrony o odszkodowanie za zabrudzenie podłogi krwią.

— Doprawdy wzruszające.

— Choć tak naprawdę to Green i Baker uratowali ci życie.

— Green i Baker?

— Chodzili za tobą od jakiegoś czasu. Baker przyciskał chusteczkę do twojej rany.

Mocno mnie ta informacja zaskoczyła. Po wypadzie na piwo z Solomonem założyłem, że odwołali parę tajniaków. Zachowałem się nieostrożnie. Na szczęście.

— Niech żyje Baker! — wykrzyknąłem.

Solomon zamierzał najwyraźniej powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mu dźwięk otwieranych drzwi. ONeal szybko do nas dołączył. Od razu podszedł do mojego łóżka i po jego minie widziałem, że postrzelenie mnie uważał za absolutnie wspaniałą wiadomość.

— Jak się pan czuje? — zapytał. Niemal udało mu się nie uśmiechnąć.

— Dziękuję, panie ONeal, bardzo dobrze.

Nastąpiła chwila ciszy, a jego twarz odrobinę spoważniała.

— Miał pan szczęście, że przeżył, jak słyszałem — powiedział. — Tyle tylko, że od tej chwili może pan uważać tę okoliczność raczej za nieszczęśliwą.

ONeal był bardzo zadowolony z tego, co powiedział. Mogłem sobie wyobrazić, jak ćwiczy to zdanie w windzie.

— Miarka się przebrała, panie Lang. Nie widzę możliwości, abyśmy dalej ukrywali tę sprawę przed policją. W obecności świadków dokonał pan wyraźnej próby zamachu na życie Woolfa…

ONeal przerwał i obaj rozejrzeliśmy się po pokoju, koncentrując wzrok na poziomie podłogi, ponieważ dźwięk, który dobiegł naszych uszu, musiał wydać chory pies. Kiedy usłyszeliśmy go ponownie, zdaliśmy sobie sprawę, że to kaszel Solomona.

— Z całym szacunkiem, panie ONeal — powiedział Solomon, kiedy skupił już na sobie naszą uwagę. — Lang sądzi, że człowiek, którego zaatakował, był w rzeczywistości McCluskeyem.

ONeal zamknął oczy.

— McCluskey? Woolf został zidentyfikowany przez…

— Z całą pewnością — stwierdził łagodnie Solomon. — Ale Lang utrzymuje, że Woolf i McCluskey to ta sama osoba.

Długie milczenie.

— Słucham?

Wyniosły uśmieszek zniknął z jego twarzy, a ja nagle poczułem, że wracają mi wszystkie siły.

ONeal prychnął.

— McCluskey i Woolf to ta sama osoba? — zawołał głosem załamującym się w falsetto. — Czy ty przypadkiem nie zwariowałeś?

Solomon spojrzał na mnie, szukając potwierdzenia.

— Na to wychodzi — powiedziałem. — Woolf to człowiek, który spotkał się ze mną w Amsterdamie i zaproponował mi zabicie człowieka o nazwisku Woolf.

Krew całkowicie odpłynęła z twarzy ONeala. Wyglądał, jak ktoś, kto właśnie sobie uświadomił, że wysłał list miłosny w niewłaściwej kopercie.

— Ale to przecież niemożliwe — wyjąkał. — To zupełnie bez sensu.

— Co nie oznacza, że to niemożliwe — zauważyłem.

Ale ONeal przestał już słuchać. Wyglądał okropnie. Dla dobra Solomona ciągnąłem dalej.

— Wiem, że jestem w tej sprawie tylko pionkiem — powiedziałem — i że nie powinienem się odzywać, ale mam taką teorię: Woolf wie, że wiele osób z całego świata życzy mu śmierci. Podejmuje standardowe środki, kupuje psa, zatrudnia ochroniarza, nie mówi nikomu, gdzie wyjeżdża, dopóki nie znajdzie się na miejscu, ale — widziałem, że ONeal doszedł do siebie i skoncentrował się na moich słowach — wie również, że to nie wystarczy. Ludzie, którzy życzą mu śmierci, są wyjątkowo zdeterminowani, to prawdziwi zawodowcy. Prędzej czy później otrują psa i przekupią ochroniarza. Dlatego staje przed wyborem.

ONeal gapił się na mnie. Nagle zdał sobie sprawę, że ma otwarte usta i zamknął je z trzaskiem.

— Tak?

— Przerzucić piłkę na ich boisko — stwierdziłem — co, o ile nam wiadomo, byłoby mało realne. Albo uprzedzić ich ruch.

— Solomon przygryzł wargę. Miał do tego prawo, bo moja teoria brzmiała tragicznie. Mimo to nic lepszego nie potrafili w tym momencie wymyślić.

— Znajduje kogoś, kto na pewno nie przyjmie zlecenia, i zleca mu zabicie samego siebie. Puszcza w obieg informację o planowanym zamachu na własne życie i ma nadzieję, że prawdziwi wrogowie zwolnią na chwilę, sądząc, że zlecenie i tak zostanie wykonane, a oni nie będą musieli podejmować ryzyka ani wydawać pieniędzy.

Solomon ponownie zajął się wieżą Pocztową, a ONeal stał ze zmarszczonymi brwiami.

— Naprawdę w to wierzysz? — zapytał. — To znaczy, sądzisz, że to możliwe?

Widziałem, że rozpaczliwie potrzebuje teorii, jakiejkolwiek teorii pozwalającej na zinterpretowanie wydarzeń, nawet gdyby za chwilę trzeba ją było wyrzucić do kosza.

— Tak, myślę, że to możliwe. Nie, nie wierzę w to. Tyle tylko, że próbuję właśnie dojść do siebie po postrzale i na nie lepszego mnie nie stać.

ONeal zaczął przemierzać pokój tam i z powrotem, wymachując rękami. Również jemu zaczął dokuczać upał, ale nie miał kiedy pozbyć się płaszcza.

— No dobrze — zgodził się — być może ktoś życzy Woolfowi, aby zginął. Nie będę udawał, że rząd Jej Królewskiej Mości rozpaczałby, gdyby Woolf wpadł jutro pod autobus. Może mieć licznych wrogów, przed którymi nie obroni się w normalny sposób. Co do tego zgoda. Tak, nie może przerzucić piłki na ich boisko — ONeal najwyraźniej polubił to sformułowanie — dlatego ogłasza, że jest fikcyjne zlecenie na niego. Ale coś tu nie gra.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)