Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 87
Перейти на страницу:

ONeal poprosił mnie o paszport i zanim zdążyłem opowiedzieć niestworzoną historię o tym, że uległ zniszczeniu w suszarce bębnowej, Solomon wyjął go z tylnej kieszeni spodni. Powiedziano mi, że mam pozostać w kontakcie i zawiadomić ich, gdyby ów tajemniczy człowiek ponownie się ze mną skontaktował. Nie pozostało mi nic innego, jak się zgodzić.

Kiedy wyszedłem z budynku i ruszyłem St James's Park, ciesząc się rzadkim kwietniowym słońcem, zastanawiałem się, czy fakt, iż Rayner tylko wykonywał swoją pracę, zmienia moje odczucia wobec niego. Zastanawiałem się również, dlaczego nie wiedziałem, że pracował jako ochroniarz dla Woolfa. Ani też że ten w ogóle ma jakiegoś ochraniarza.

No i, co o wiele bardziej istotne, dlaczego nie wiedziała o tym jego córka.

Rozdział 3

Boga i lekarza jednako wielbimy, Lecz dopiero w trwodze czoła przed nim chylimy.
John Owen

Prawda jest taka, że sam sobie współczułem.

Bywałem już spłukany, na własnej skórze przekonałem się też, jak to jest być bezrobotnym. Porzucały mnie kobiety, które kochałem, cierpiałem też kiedyś na rozdzierający ból zęba. A jednak żadne z tych wspomnień nie mogło równać się z poczuciem, że cały świat obrócił się przeciwko mnie.

Zacząłem się zastanawiać, na których przyjaciół mógłbym liczyć, zdałem sobie jednak sprawę — jak to się zawsze dzieje, kiedy przeprowadzałem tego rodzaju bilans relacji społecznych — że zbyt wielu z nich przebywa za granicą, nie żyje, pozostaje w związku małżeńskim z osobami, które mnie nie aprobują, albo, kiedy zacząłem się nad tym teraz zastanawiać, tak naprawdę nie są moimi przyjaciółmi.

Z tego właśnie powodu znalazłem się w budce telefonicznej na Piccadilly, wykręciłem numer i zapytałem, czy zastałem Pauliego.

— Obawiam się, że w tej chwili przebywa na sali sądowej — poinformowano mnie. — Może mu coś przekazać?

— Proszę mu powiedzieć, że dzwonił Thomas Lang i jeżeli Paulie nie pojawi się w Simpson's na Strand punktualnie o pierwszej i nie postawi mi lunchu, będzie to oznaczało koniec jego kariery prawniczej.

— Koniec… kariery prawniczej — powtórzył sekretarz Pauliego. — Przekażę mu pańską wiadomość, panie Lang, kiedy tylko tu zadzwoni. Do widzenia.

Moja znajomość z Pauliem, a tak naprawdę Paulem Lee, miała nietypowy charakter.

Jej nietypowość polegała na tym, że spotykaliśmy się raz na dwa miesiące wyłącznie na stopie towarzyskiej — wyjście do pubu, na kolację, do teatru lub do opery, którą Paulie darzy! uwielbieniem — a mimo to obaj bylibyśmy gotowi w każdej chwili przyznać, że nie darzymy się cieniem sympatii. Nawet najmniejszym. Gdyby nasze uczucia osiągnęły poziom nienawiści, moglibyście zinterpretować to jako specyficzną formę sympatii. Ale nie pałaliśmy do siebie nienawiścią. Po prostu się nie lubiliśmy, to wszystko.

Uważałem Pauliego za ambitnego, chciwego zarozumialca, a on mnie za leniwego, niegodnego zaufania flejtucha. Jedyna pozytywna rzecz, jaką moglibyśmy powiedzieć o naszej „przyjaźni”, to że była wzajemna. Spotykaliśmy się, spędzaliśmy w swoim towarzystwie jakąś godzinę, po czym rozstawaliśmy się, a każdy z nas dziękował w myślach Bogu, że nie spotkał go taki los, jak tego drugiego. Płacąc pięćdziesiąt funtów za mój lunch składający się z pieczeni wołowej i czerwonego wina claret, Paulie twierdził, że odzyskiwał równowartość tej kwoty w lepszym samopoczuciu.

Po przybyciu do Simpson's musiałem poprosić maitre d'hotel o pożyczenie krawata. Ukarał mnie, dając do wyboru fioletowy i fioletowy, niemniej jednak o dwunastej czterdzieści pięć siedziałem już przy stoliku, topiąc niektóre z nieprzyjemnych zdarzeń poranka w dużej ilości wódki z tonikiem. W restauracji znajdowało się wielu Amerykanów, co wyjaśniało, dlaczego pieczeń wołowa sprzedawała się szybciej niż pieczeń z baraniny. Idea jedzenia owiec jakoś nigdy nie zyskała uznania wśród Amerykanów. Myślę, że uważają baraninę za jedzenie dla cykorów.

Paulie pojawił się punktualnie co do minuty, ale wiedziałem, że i tak przeprosi za spóźnienie.

— Przepraszam za spóźnienie — powiedział. — Co tam masz? Wódkę? Biorę to samo.

Kelner zniknął bezszelestnie, a Paulie rozejrzał się, wygładzając krawat i podrzucając w górę podbródek, aby zmniejszyć ucisk kołnierzyka na fałdy skóry na szyi. Jego włosy były puszyste i jak zawsze świeżo umyte. Twierdził, że robi to dobre wrażenie na ławie przysięgłych, ale miał słabość do włosów odkąd pamiętam. Prawdę powiedziawszy, Bóg nie obdarzył go urodą, ale w ramach zadośćuczynienia za karłowate, zaokrąglone ciało, dał mu wspaniałą czuprynę, którą Paulie prawdopodobnie zachowa, w zmieniających się odcieniach, do osiemdziesiątki.

— Czołem — rzuciłem, po czym wlałem sobie do gardła łyk wódki.

— No, hej. Co tam? — Paulie nigdy nie patrzył na rozmówcę. Nawet jeżeli ten opierał się plecami o ścianę z cegieł, Paulie patrzył w punkt nad jego ramieniem.

— Świetnie, świetnie — powiedziałem. — A u ciebie?

— Udało mi się wybronić pedała — pokręcił głową ze zdumieniem. Człowiek nieustannie zaskakiwany własnymi umiejętnościami.

— Nie wiedziałem, że bronisz pedałów, Paulie.

Nie uśmiechnął się. Uśmiechał się tylko w weekendy.

— Ależ skąd. To ten gość, o którym ci opowiadałem. Zarąbał bratanka na śmierć łopatą. Wybroniłem go.

— Ale przecież mówiłeś, że to zrobił.

— Bo zrobił.

— W takim razie, jak ci się udało go wybronić?

— Łgałem jak najęty — odparł. — Co zamówiłeś?

Czekając na zupę, wymieniliśmy się informacjami na temat naszych karier. Mnie znudziły opisy jego triumfów, I on rozkoszował się moimi porażkami. Zapytał, czy radzę sobie finansowo, mimo że obaj wiedzieliśmy, że nie ma najmniejszego zamiaru w jakikolwiek sposób mi pomóc. Ja z kolei zapytałem go o wakacje, przeszłe i planowane. Paulie przywiązywał wielką wagę do wypoczynku.

— Zamierzamy w kilka osób wynająć łódź na Morzu Śródziemnym. Nurkowanie, windsufring, czego sobie zażyczysz. Będziemy mieli doskonałego kucharza i w ogóle wszystko.

— Żagiel czy motor?

— Żagiel.

Zmarszczył brwi i nagle jakby postarzał się o dwadzieścia lat.

— Chociaż, jak teraz o tym myślę, to pewnie będzie miała też motor. Ale i tak wszystkim ma się zajmować załoga. Jedziesz gdzieś na wakacje?

— Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem — odpowiedziałem.

— Ty w sumie zawsze jesteś na wakacjach, co nie? Nie masz od czego sobie zrobić przerwy.

— Ładnie to ująłeś, Paulie.

— A źle mówię? Czym się zajmowałeś od czasu odejścia z armii?

— Doradztwem.

— Doradź mi, jak się zesrać z wrażenia.

— Nie sądzę, bym mógł sobie na to pozwolić, Paulie.

— No tak. Zapytajmy lepiej naszego doradcę do spraw jedzenia, gdzie się, do kurwy nędzy, podziała zupa.

Kiedy rozglądaliśmy się w poszukiwaniu kelnera, dostrzegłem parę tajniaków, którzy od jakiegoś czasu za mną chodzili. Zajmowali stolik przy drzwiach. Pili wodę mineralną i odwrócili głowy, kiedy spojrzałem w ich kierunku. Starszy wyglądał, jakby zaprojektował go ten sam architekt, co Solomona, a i młodszy starał się zmierzać w tym samym kierunku. Obaj wydawali się solidnie zbudowani i na razie cieszyłem się, że mam ich w pobliżu.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)