Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 87
Перейти на страницу:

— Masz sprzątaczkę?

— Tak, wiem — powiedziałem. — Poczciwina. Posunęła się w latach. Artretyzm. Nie czyści niczego poniżej kolan i powyżej ramion. Staram się brudzić tylko na wysokości pasa, ale czasami…

Uśmiechnąłem się. Nie odwzajemniła uśmiechu.

— A tak w ogóle, jak weszłaś do środka?

— Drzwi były otwarte — wyjaśniła.

Pokręciłem głową z oburzeniem.

— Szczerze mówiąc, to już jest zwyczajna podłość. Będę musiał napisać w tej sprawie do posła z mojego okręgu.

— Co?

— To miejsce zostało dziś rano przeszukane przez przedstawicieli Brytyjskiej Służby Bezpieczeństwa. Zawodowcy wyszkoleni za pieniądze podatników, a nie chce im się nawet zamknąć drzwi, kiedy skończą pracę. Co to w ogóle jest za służba? Mam tylko dietetyczną colę. Może być?

Lufa pistoletu nadal była wycelowana mniej więcej w moim kierunku, ale nie podążyła za mną, kiedy podszedłem do lodówki.

— Czego szukali?

Patrzyła teraz przez okno. Wyglądała, jakby naprawdę zdarzył się jej koszmarny poranek.

— Nie mam pojęcia — powiedziałem. — Na dnie szafy mam koszulę z etaminy. Być może uznaje się to obecnie za obrazę majestatu.

— Znaleźli broń?

Nadal na mnie nie patrzyła. Czajnik wyłączył się i nalałem wrzątek do kubka.

— Tak, znaleźli.

— Broń, którą zamierzałeś zabić mojego ojca?

Nie odwróciłem się. Dalej zajmowałem się parzeniem kawy.

— Taka broń nie istnieje — powiedziałem. — Pistolet, który znaleźli, został tu podłożony przez kogoś innego, żeby wyglądało, jakbym zamierzał nim zabić twojego ojca.

— No cóż, jak widać skutecznie.

Skierowała wzrok prosto na mnie. Podobnie jak lufę kaliber .22. Ale ponieważ zawsze szczyciłem się zimną krwią, po prostu wlałem mleko do kawy i zapaliłem papierosa. To ją rozzłościło.

— Taki z ciebie chojrak, skurwysynu?

— Nie mnie oceniać. Mama mnie kocha.

— Czyżby? I niby z tego powodu miałabym ci darować życie?

Miałem nadzieję, że jednak nie wspomni ani słowem o broni lub strzelaniu, nawet brytyjskie Ministerstwo Obrony mogłoby bowiem sobie pozwolić na prawidłowe założenie podsłuchu w pokoju. Skoro jednak poruszyła już ten temat, nie mogłem go zignorować.

— Czy mogę coś powiedzieć, zanim wystrzelisz z tego urządzenia?

— Słucham.

— Skoro zamierzałem posłużyć się pistoletem, aby zabić twojego ojca, dlaczego nie miałem przy sobie broni wczoraj wieczorem, kiedy przyszedłem do twojego domu?

— Być może miałeś.

Wypiłem łyk kawy.

— Dobra odpowiedź — uznałem po chwili. — W porządku, ale jeśli miałem ją przy sobie wczoraj wieczorem, dlaczego nie zastrzeliłem z niej Raynera, kiedy wyłamywał mi rękę?

— Być może próbowałeś. Być może właśnie dlatego wyłamywał ci rękę.

Na litość boską, pomyślałem, ta kobieta mnie wykończy!

— Kolejna słuszna uwaga. Okay, w takim razie, kto ci powiedział, że u mnie w mieszkaniu znaleziono broń?

— Policja.

— O nie! — zaoponowałem. — Być może przedstawili się jako policja, ale na pewno policją nie byli.

Zastanawiałem się, czy się na nią rzucić, być może ochlapując ją wcześniej kawą, ale nie miało to w tej chwili większego sensu. Dostrzegłem dwóch tajniaków Solomona przesuwających się powoli przez salon. Starszy trzymał przed sobą oburącz duży rewolwer, a młodszy tylko się uśmiechał. Uznałem, że należy pozwolić, aby ramię sprawiedliwości czyniło swoją powinność.

— Nieważne, kto mi powiedział — stwierdziła Sara.

— Wręcz przeciwnie, myślę, że to bardzo ważne. Jeżeli sprzedawca zachwala jakiś model pralki, to jedno. Ale jeśli arcybiskup Canterbury zachwala jakiś model pralki, dodając, że usuwa brud nawet w niskich temperaturach, to zupełnie co innego.

— Co ty…

Usłyszała ich, kiedy znajdowali się zaledwie pół metra od niej. Kiedy się odwróciła, młodszy z nich złapał ją za nadgarstek i w wysoce kompetentny sposób wykręcił go w dół i na zewnątrz. Wydała z siebie krótki okrzyk i pistolet wypadł jej z dłoni.

Podniosłem go i podałem, kolbą do przodu, starszemu z tajniaków. Czułem wielkie pragnienie pokazania światu, jak przyzwoicie potrafię się zachować. Gdyby tylko ktoś raczył zwrócić na to uwagę…

Do czasu przybycia ONeala i Solomona zostaliśmy z Sarą wygodnie ulokowani na sofie, podczas gdy dwaj tajniacy usadowili się w okolicach drzwi. Żadne z nas nie paliło się specjalnie do nawiązania rozmowy. Kiedy ONeal zaczął krzątać się po mieszkaniu, nagle można było odnieść wrażenie, że znajduje się w nim strasznie dużo ludzi. Zaofiarowałem się, że wyskoczę do sklepu po ciastka, ale ONeal zaprezentował swoją najgroźniejszą minę pod tytułem: „Bezpieczeństwo świata zachodniego spoczywa na moich barkach”, więc wszyscy zamilkli i zaczęli oglądać swoje paznokcie.

Po prowadzonej szeptem wymianie zdań z tajniakami, którzy zaraz potem po cichu się oddalili, ONeal rozpoczął wędrówkę po pokoju, biorąc co rusz do ręki jakiś przedmiot i wydymając wargi na jego widok. Najwyraźniej czekał na coś, co ani nie znajdowało się w pokoju, ani nie która go upoważniała, faktycznie to miała na myśli. Zmarszczył nos i po chwili postanowił mimo wszystko kontynuować.

— Zostałem upoważniony, aby poinformować panią, że w chwili obecnej agencje rządu Stanów Zjednoczonych prowadzą śledztwo przeciwko pani ojcu. Pomaga im kierowany przeze mnie departament Ministerstwa Obrony.

Słowa opadły na podłogę i siedzieliśmy tak sobie przez chwilę w milczeniu. ONeal ukradkowo zerknął w moją stronę.

— Wspólnie zdecydujemy, czy oskarżymy pana Langa, czy też faktycznie podejmiemy kroki związane z pani ojcem i jego działalnością.

Nie jestem mistrzem czytania ludzkich twarzy, ale nawet ja widziałem, że wszystkie te informacje stanowiły dla Sary lekki szok. Jej twarz zmieniła kolor z szarego na biały.

— Jaka działalność? — zapytała. — Śledztwo w jakiej sprawie?

W jej głosie wyczuwało się napięcie. ONeal wyglądał na skrępowanego i wiedziałem, że przeraża go myśl, że dziewczyna zacznie krzyczeć.

— Podejrzewamy, że pani ojciec — odezwał się wreszcie — importuje zakazane substancje o najwyższej klasie zagrożenia do Europy i Ameryki Północnej.

W pokoju zrobiło się bardzo cicho, oczy wszystkich zwróciły się na Sarę. ONeal odkaszlnął.

— Pani ojciec handluje narkotykami, panno Woolf.

Tym razem to Sara się roześmiała.

Rozdział 4

Wąż kryje się w trawie.

Wergiliusz

Jak wszystko, co dobre, a także jak wszystko, co złe, spotkanie w moim mieszkaniu dobiegło końca. Klony Solomona porwały Sarę i wywiozły ją jednym ze swoich roverów w kierunku Grosvenor Square, a ONeal wezwał taksówkę, na którą czekał zdecydowanie zbyt długo, przez co mógł z szyderczym uśmieszkiem przyglądać się różnym rzeczom w moim mieszkaniu. Prawdziwy Solomon został, aby umyć kubki po kawie, a kiedy się z tym uporał, zaproponował, byśmy udali się gdzieś we dwóch i wypili pewną ilość ciepłego, pożywnego piwa.

Dochodziła dopiero piąta trzydzieści, mimo to puby były wypełnione po brzegi młodymi, nieelegancko wąsatymi mężczyznami w garniturach, którzy na prawo i lewo trąbili o sytuacji na świecie. Udało nam się znaleźć wolny stolik w ekskluzywnym barze Łabędź z Dwiema Szyjami, gdzie Solomon zrobił przedstawienie, przetrząsając kieszenie w poszukiwaniu drobnych. Powiedziałem, żeby wliczył sobie zakup piwa w koszty, a on, żebym odjął go od moich trzydziestu tysięcy funtów. Rzuciliśmy monetą i przegrałem.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)