Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Jak to, pan nie zna zamiarów lorda Wintera wobec mnie?
— Nie znam.
— Niemożliwe, pan, jego zaufany człowiek!
— Nie kłamię nigdy, pani.
— O, jednak zbytnio ich nie ukrywa, można się domyślić.
— Nie próbuję się domyślać, pani; czekam, aż mi powiedzą; prócz tego, co mówił w twej obecności, nie wiem nic więcej.
— Jak to — zawołała Milady z akcentem największej szczerości — nie jest więc pan jego wspólnikiem, nie wie pan, że skazuje mnie na hańbę, której okropność przewyższa wszystkie kary ziemskie?
— Mylisz się, pani — rzekł Felton oblewając się rumieńcem — lord Winter nie jest zdolny do takiej zbrodni.
“Dobrze — powiedziała do siebie Milady — nie wie jeszcze, o co chodzi, a już nazywa to zbrodnią”.
Potem głośniej:
— Przyjaciel nędznika jest zdolny do wszystkiego.
— Kogo nazywa pani nędznikiem? — zapytał Pelton.
— Czyżby było w Anglii dwóch ludzi, którym można by nadać to miano?
— Mówisz pani o Jerzym Villiers? — rzekł Felton, a oczy zapłonęły mu ogniem.
— Którego poganie i niewierni nazywają księciem Buckingham — mówiła Milady. — Nie uwierzyłabym, że w Anglii jest choć jeden Anglik, któremu trzeba tylu wyjaśnień, by wiedział, o kim mówię!
— Ręka Pana jest nad nim — rzekł Felton — i nie wymknie się przed karą, na jaką zasługuje.
Felton dawał wyraz odrazie, jaką żywili do księcia wszyscy Anglicy; nawet katolicy nazywali go zdziercą, złodziejem grosza publicznego, rozpustnikiem, zaś purytanie po prostu szatanem.
— O, mój Boże, mój Boże! — zawołała Milady — kiedy błagam cię, byś zesłał na tego człowieka karę, na jaką zasługuje, wiesz, że nie dla osobistej zemsty, ale dla uwolnienia całego ludu wznoszę błaganie.
— Pani go zna? — zapytał Felton.
“Wreszcie mnie pyta” — pomyślała Milady, uszczęśliwiona, że tak szybko doszła do tak wspaniałych wyników.
— Och, czy go znam! O tak! Na moje nieszczęście, na moje wieczne nieszczęście!
I Milady wpiła palce w rękę, jak gdyby w przystępie bólu.
Felton czuł zapewne, że siły go opuszczają, i uczynił kilka kroków ku drzwiom; uwięziona, która nie spuszczała zeń oczu, skoczyła ku niemu i zatrzymała go.
— Panie! — zawołała — bądź dobry, bądź łagodny, wysłuchaj mego błagania: ten nóż, którego pozbawiła mnie zgubna przezorność barona, ponieważ wie, jaki użytek chciałam zeń uczynić; och, wysłuchaj mnie do końca! Daj mi ten nóż na chwilę tylko, uczyń łaskę, przez litość! Obejmuję twe kolana; zamkniesz drzwi, nie nastaję na twe życie! Boże, miałabym żywić złe zamiary wobec ciebie, jedynej istoty sprawiedliwej, dobrej i wyrozumiałej, jaką spotkałam! Wobec ciebie, mojego wybawcy, być może! O, daj mi na chwilę ten nóż, na jedną minutę, panie Felton, a uratujesz mój honor.
— Jak to, chcesz się pani zabić! — zawołał Felton z przerażeniem, zapominając cofnąć ręce z rąk uwięzionej — chcesz się zabić?
— Zdradziłam ci, panie — rzekła Milady zniżając głos i upadając bez sił na podłogę — zdradziłam ci swą tajemnicę! Wiesz wszystko! Mój Boże, jestem zgubiona!
Felton stał nieruchomy, niepewny.
“Wątpi jeszcze — pomyślała Milady — nie wydałam mu się dość przekonywająca”.
Na korytarzu rozległy się kroki; Milady poznała, że to lord Winter, Feston również. Cofnął się ku drzwiom.
Milady skoczyła do niego.
— Och, ani słowa — rzekła zduszonym głosem — ani słowa o tym wszystkim, co panu powiedziałam, nie mów nic temu człowiekowi, bo jestem zgubiona, i to ty, ty...
Kroki się zbliżały, więc zamilkła w obawie, by nie usłyszano jej głosu, gestem pełnym niewypowiedzianego przerażenia kładąc piękną rękę na ustach Feltona. Felton odepchnął lekko Milady, która upadła na fotel.
Lord Winter minął drzwi nie zatrzymując się; usłyszeli odgłos oddalających się kroków.
Felton śmiertelnie blady stał jeszcze przez kilka chwil nasłuchując, potem, kiedy nic już nie było słychać, odetchnął jak człowiek, który budzi się ze snu, i wyszedł z pokoju.
— Ach — rzekła Milady nasłuchując z kolei kroków Feltona oddalających się w odwrotnym kierunku — wreszcie jesteś mój!
Potem jej czoło zachmurzyło się:
“Jeśli opowie wszystko baronowi, jestem zgubiona; baron wie dobrze, że się nie zabiję, da mi nóż do ręki w jego obecności i wówczas Felton zobaczy, że cała ta wielka rozpacz była tylko grą”.
Usiadła przed lustrem i spojrzała na siebie; nigdy nie była tak piękna.
— Tak — rzekła z uśmiechem — ale on nic nie powie.
Wieczorem, gdy podawano kolację, wszedł lord Winter.
— Panie — powiedziała Milady — czy twoja obecność jest koniecznym warunkiem mojej niewoli, czy nie możesz mi oszczędzić mąk, jakimi są dla mnie twe wizyty?
— Jak to, droga siostro! — rzekł lord Winter — czy nie powiedziały mi te piękne usta, tak dziś dla mnie okrutne, że przyjechałaś do Anglii po to tylko, by widywać się ze mną do woli, że brakowało ci mej obecności i żeby zaznać radości spotkania, naraziłaś się na chorobę morską, burzę, uwięzienie? Jestem z tobą, bądź zadowolona, zresztą tym razem moja wizyta ma swoje powody.
Milady zadrżała z obawy, że Felton mówił z baronem; tej kobiecie, która zaznała tylu potężnych i sprzecznych uczuć, nigdy może serce nie biło tak gwałtownie.
Usiadła; lord Winter wziął fotel, przysunął się i usiadł obok niej, potem wyciągnął z kieszeni papier, rozwinął go powoli i rzekł:
— Chciałem ci pokazać paszport, który sam ułożyłem! Odtąd będzie ci służył w życiu, które ci daruję.
Po czym odwrócił oczy od Milady i zaczął czytać:
— “Rozkaz odwiezienia do...” Nazwy miejscowości nie wymieniam — wtrącił lord Winter — jeśli masz jakieś życzenie, zechciej powiedzieć; choćby ta miejscowość była w odległości tysiąca mil od Londynu, twoje życzenie zostanie uszanowane. Czytam więc dalej: “Rozkaz odwiezienia do... Karoliny Backson, napiętnowanej przez sąd królestwa Francji, ale uwolnionej po karze; pozostanie ona w tej miejscowości, mogąc poruszać się jedynie w promieniu trzech mil. Przy pierwszej próbie ucieczki zostanie ukarana śmiercią. Otrzyma pięć szylingów dziennie na mieszkanie i wyżywienie”.
— Ten rozkaz mnie nie dotyczy — odparła zimno Milady — skoro wymienione jest nie moje nazwisko.
— Nazwisko! Czy masz jakieś nazwisko?
— Nazwisko pańskiego brata.
— Mylisz się, mój brat był twoim drugim mężem, pierwszy twój mąż żyje jeszcze. Powiedz mi jego nazwisko, a umieszczę je zamiast nazwiska Karoliny Backson. Nie?... Nie chcesz?... Milczysz? Dobrze! Zostaniesz zesłana jako Karolina Backson.
Milady milczała; tym razem jednak nie z rozmysłu, ale z niekłamanego przerażenia; sądziła, że rozkaz jest prawomocny, że lord Winter przyśpieszył jej wyjazd i musi wyjechać tego jeszcze wieczora. Zrozumiała, że wszystko stracone, gdy zauważyła nagle, iż rozkaz nie był podpisany.
Doznała teraz radości tak wielkiej, że nie potrafiła jej ukryć.
— Tak, tak — rzekł lord Winter, który spostrzegł, co się z nią dzieje — tak, szukasz podpisu, nie znajdujesz go i powiadasz sobie: nie wszystko jeszcze stracone, skoro ten akt nie jest podpisany; pokazano mi go, żeby mnie zastraszyć. Mylisz się: jutro poślę ten rozkaz do lorda Buckinghama; pojutrze powróci do mnie z jego podpisem i pieczęcią, a możesz być pewna, że w dwadzieścia cztery godziny później zostanie wprowadzony w życie. Do widzenia, pani, oto wszystko, co miałem ci do powiedzenia.