Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Też tak sądziłam — wtrąciła oschle Anaiya. Jej prosta twarz bardziej pasowała do żony farmera niż do siostry z Błękitnych Ajah. Anaiya ubierała się także bardzo prosto, przynajmniej publicznie, choć wybierała dobre wełny. Tym niemniej potrafiła panować nad swoim gniadym wałachem równie łatwo jak Delana nad swoją klaczą. Niewiele też kwestii mogło zburzyć jej spokój. Oczywiście, wśród Zasiadających omawiających temat negocjacji nie było żadnej Błękitnej. Anaiya nie wyglądała na bojowniczkę, jednak dla Błękitnych rozpoczęła się przecież prawdziwa wojna na śmierć i życie. — Elaida idealnie rozjaśniła sytuację.
— Elaida postępuje w sposób irracjonalny — stwierdziła Carlinya. Szarpnęła głową, zrzucając kaptur na ramiona, a następnie potrząsnęła krótkimi ciemnymi lokami. Rozdrażniona, ponownie nałożyła kaptur na głowę. Carlinya rzadko okazywała jakiekolwiek emocje, teraz wszakże jej blade policzki były prawie tak intensywnie rumiane jak lico Sheriam. — Nie może prawdopodobnie uwierzyć — dodała gorącym, zdenerwowanym głosem — że nie wracamy do niej, pełzając przy tym w pokornej pozie. Jak Saroiya może sądzić, że Elaida zaakceptuje coś mniej znaczącego od takiej pokory?
— Elaida wymaga czołobitności i pokory — przyznała Morvrin uszczypliwym tonem. Również jej zazwyczaj łagodną, okrągłą twarz wykrzywiała teraz kwaśna mina, a pulchne ręce kobiety mocno trzymały wodze. Obrzuciła grupkę zrywających się z brzozowego zagajnika srok tak twardym i gniewnym spojrzeniem, że ptaki powinny pospadać na ziemię. — Takima lubi czasem dźwięk własnego głosu. Po prostu czuje potrzebę przemawiania, bo pragnie słuchać samej siebie.
— Faiselle podobnie — dorzuciła ponuro Myrelle, przeszywając nienawistnym wzrokiem Delanę, jak gdyby to ona była wszystkiemu winna. Ta kobieta o oliwkowej skórze była znana ze swego trudnego usposobienia, nawet wśród Zielonych. — Nigdy nie spodziewałabym się, że usłyszę od niej tego rodzaju wypowiedź. Dotąd nie zdarzało jej się zachowywać tak głupio.
— Nie mogę uwierzyć, że Magla myślała poważnie — upierała się Nisao, spoglądając po kolei na każdą z sióstr. — Coś takiego nie wydaje mi się po prostu możliwe. Przede wszystkim, choć wolałabym tego nie mówić, Romanda trzyma Magię tak krótko, że tamta aż piszczy, ilekroć Romanda kichnie. A Romanda przecież wygnałaby Elaidę bez wahania, zastanawiając się jedynie, czy nie należy jej uprzednio wychłostać.
Wyraz twarzy Delany pozostał obojętny, lecz prawdopodobnie Zasiadająca tłumiła zadowolony z siebie uśmieszek. Najwyraźniej dokładnie na taką reakcję miała nadzieję.
— Romanda trzyma Saroiyę i Varilin równie twardą ręką, a Takima i Faiselle niemal się nie ruszają bez pozwolenia Lelaine, tym niemniej powiedziały to, co powiedziały. Myślę jednak, Matko, że twoje doradczynie wyrażają uczucia większości sióstr. — Wygładzając rękawiczki, posłała Amyrlin spojrzenie z ukosa. — Jeśli bardzo się postarasz, może zdołasz zdusić tę sprawę w zarodku. Wydaje mi się, że otrzymasz od Ajah potrzebne poparcie. I, ma się rozumieć, także moje, w Komnacie. Moje i nie tylko moje. Wystarczy, by ukręcić sprawie łeb.
Jak gdyby Egwene potrzebowała poparcia dla zrealizowania własnego celu. Może Delana próbowała jej się jedynie przypodobać. Albo zasugerować, że jedyną jej troską jest pomoc dla młodej Amyrlin.
Beonin jechała wcześniej w milczeniu, zaciskając płaszcz i wpatrując się w punkt między uszami swojej kasztanowatej klaczy, nagle wszakże potrząsnęła głową. Jej wielkie, szaroniebieskie oczy zwykle nadawały jej obliczu wyraz zaskoczenia, teraz jednak kobieta łypała nimi spod kaptura gorąco i gniewnie to na jedną, to na drugą siostrę, łącznie z Egwene.
— Dlaczego negocjacje są w waszej opinii niemożliwe? — spytała. Sheriam zamrugała, gapiąc się na nią w zdumieniu, a Morvrin otworzyła usta z nachmurzoną miną, jednak Beonin pogrążała się dalej, kierując teraz swoją złość na Delanę. — My, ty i ja — oświadczyła z silniejszym niż zwykle taraboniańskim akcentem — jesteśmy Szarymi. Jesteśmy negocjatorkami, pośredniczkami. Elaida wysoko stawia poprzeczkę, ale często taka sytuacja zdarza się na początku negocjacji. Uważam, że potrafimy doprowadzić do ponownego zjednoczenia Białej Wieży i możemy zagwarantować wszystkim bezpieczeństwo... Jeśli tylko porozmawiamy.
— Zadaniem nas, Szarych, jest również osądzanie — odwarknęła jej Delana. — A Elaidę już osądziłyśmy. — Fakt ten niecałkowicie zgadzał się z prawdą, Delanę wyraźnie jednak bardziej niż kogokolwiek innego zaskoczył wybuch Beonin. Jej głos ociekał kwasem. — Może ty chciałabyś pertraktować, czy powinnaś się dać wychłostać. Ja po prostu nie zamierzam i sądzę, że niewiele znajdziesz sojuszniczek w tej kwestii.
— Sytuacja uległa zmianie — upierała się Beonin. Wyciągnęła rękę do Egwene, prawie błagalnym gestem. — Gdyby Elaida nad wszystkim nie panowała, nie wydałaby oświadczenia, że interesuje się sprawą Smoka Odrodzonego. Tak uważam. Widziany przez nas płomień saidara to ostrzeżenie. Przeklęci najprawdopodobniej wyruszają, a Biała Wieża musi się...
— Wystarczy — przerwała Amyrlin. — Jesteś gotowa do otwartych negocjacji z Elaidą? To znaczy... — poprawiła się — ...z Zasiadającymi, które nadal przebywają w Wieży?
Elaida nigdy nie lubiła negocjować.
— Tak — przyznała żarliwie Beonin. — Całość spraw można załatwić w sposób satysfakcjonujący nas wszystkie. Wiem, że tak.
— Udzielam ci zatem na te negocjacje swojego pozwolenia.
Po tych słowach Egwene siostry — wszystkie z wyjątkiem Beonin — zaczęły się szaleńczo przekrzykiwać. Większość usiłowała wyperswadować Amyrlin pomysł negocjacji, odwieść ją od niego, nazywać istnym szaleństwem. Anaiya krzyczała równie głośno jak Sheriam, gestykulując przy tym gwałtownie, a oczy Delany powiększyły się z przerażenia i o mało nie wyskoczyły z orbit. Niektórzy męscy członkowie eskorty zaczęli się przyglądać siostrom takim wzrokiem, jakim obrzucali mijane farmy, wśród Strażników zaś wybuchło prawdziwe poruszenie; i bez więzi wiedzieli, że ich Aes Sedai są czymś wstrząśnięte, na szczęście nie ruszali się z miejsc. Mądrzy Strażnicy nie wściubiają nosów w nie swoje sprawy i trzymają się z dala, gdy Aes Sedai zaczynają podnosić głos.
Egwene zignorowała krzyki i wymachiwania rękami swoich towarzyszek. Rozważała każdą możliwość, która dawała szansę na zakończenie walki i ponowne zjednoczenie Białej Wieży. Przegadała wiele godzin z Siuan, która miała więcej niż ktokolwiek inny powodów, ażeby pragnąć detronizacji Elaidy. Jeśliby taki gest mógł uratować Wieżę, Egwene poddałaby się nawet władzy Elaidy i puściła w niepamięć fakt, że kobieta ta bezprawnie zasiadła na Tronie Amyrlin. Słysząc tę sugestię, Siuan o mało nie dostała apopleksji, jednak zgodziła się, choć niechętnie, że utrzymanie Wieży w całości to kwestia najważniejsza i absolutnie priorytetowa.
Beonin błyskała teraz tak pięknym uśmiechem, że okrucieństwem wydawało się zdławienie jej rozradowanej miny.
— Zbliżysz się do Varilin i innych sióstr, których imiona poda ci Delana — poleciła Egwene, nieznacznie podnosząc głos, chciała mieć bowiem pewność, że wszystkie Aes Sedai ją usłyszą. — I dzięki nim spróbujesz się dostać do Białej Wieży. Jest jeden warunek, od którego nie odstąpię. Elaida ma się podać do dymisji i udać na wygnanie. — Powiedziała to, ponieważ wiedziała, że Elaida nigdy nie przyjęłaby z powrotem sióstr, które się przeciwko niej zbuntowały. Amyrlin nie mogła decydować o zachowaniu i postępowaniu poszczególnych Ajah, więc uzurpatorka oznajmiła, iż siostry, które uciekły z Wieży, przestają być członkiniami czy to swoich, czy to innych Ajah. Według niej, te Aes Sedai powinny błagać o ponowne przyjęcie do swoich Ajah, oczywiście po odbyciu pokuty pod jej osobistą kontrolą. Elaida nie zamierzała ponownie scalać Wieży i jej rządy jedynie jeszcze bardziej pogłębiały rozłam. — Tylko taki stan rzeczy mogę przyjąć, Beonin. I pozostanę w tej sprawie nieugięta. Rozumiesz mnie?