Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Szara przewróciła oczyma. Spadłaby z konia, gdyby Morvrin w odpowiednim momencie jej nie złapała. Przez moment szeptała coś mdlejącej do ucha, równocześnie starając się utrzymać Beonin w pionie, w końcu trzasnęła ją w twarz, w dodatku wcale nielekko. Wszystkie pozostałe siostry wpatrywały się w Egwene wzrokiem, jakim obrzuca się obcą osobę, widzianą po raz pierwszy w życiu. Nawet Delana, która prawdopodobnie od początku rozmowy podejrzewała, że właśnie do czegoś takiego dojdzie. Od chwili zasłabnięcia Szarej wszystkie siostry siedziały na koniach nieruchomo i w milczeniu. Na rozkaz Lorda Garetha żołnierze otoczyli je jeszcze ściślejszym kręgiem. Niektórzy popatrywali na nie, większość z niepokojem widocznym na ich twarzach nawet za prętami hełmów.
— Pora wracać do obozu — oznajmiła Amyrlin. Wypowiedziała te słowa spokojnie. Stanie się to, co się musi stać. Być może jej poddanie się Elaidzie uzdrowiłoby Wieżę, ale szansa na taki ruch była niewielka i Egwene właściwie nie brała go pod uwagę. Teraz może dojść do walk między Aes Sedai na ulicach Tar Valon, chyba że Egwene znajdzie sposób przeprowadzenia swojego planu z sukcesem. — Mamy do wykonania zadanie — dodała, zbierając cugle — a nie zostało nam dużo czasu.
Modliła się, ażeby tego czasu wystarczyło.
17
Sekrety
Kiedy Delana się upewniła, że posiane przez nią trujące nasienie dobrze się zakorzeniło w umysłach sióstr, mruknęła, że wolałaby nie być widziana wśród powracającej wraz z Egwene do obozu świty, po czym popędziła swoją klacz do szybkiego kłusa i ruszyła przez śnieg. Pozostałe kobiety jechały powoli w nieprzyjemnej, ciążącej im ciszy. Słychać było jedynie chrzęst brodzących w śniegu końskich kopyt. Strażnicy trzymali się w odpowiedniej odległości za swoimi Aes Sedai, eskortujący zaś całą grupę żołnierze znów popatrywali wyłącznie na farmy i zarośla, z rzadka jedynie obrzucając Aes Sedai szybkimi spojrzeniami. Tak przynajmniej wydawało się Amyrlin. Wiedziała wszak, że mężczyźni nie potrafią trzymać języka za zębami. Gdy któremuś kazało się zachować coś w tajemnicy, postępował dokładnie odwrotnie i tym bardziej plotkował, oczywiście rozmawiając jedynie z najbliższymi przyjaciółmi, którym mógł zaufać, tyle że ci bez skrupułów przekazywali zasłyszaną historię każdemu, kto chciał ich wysłuchać. Może Strażnicy różnili się w tej kwestii od reszty mężczyzn — tak twierdziły w każdym razie Aes Sedai... to znaczy te spośród Aes Sedai, które posiadały Strażników — żołnierze jednakże bez wątpienia rozpowiedzą o sprzeczce sióstr, które w dodatku odesłały Delanę jak niepyszną. Egwene musiała przyznać, że Szara bardzo starannie zaplanowała całą sprawę. Jeśli wieść się rozejdzie, nikt jej nie obarczy winą. Prawda zazwyczaj wychodzi w końcu na jaw, do tej pory wszakże pierwotne wydarzenie obrasta zwykle pogłoskami, spekulacjami i kompletnymi kłamstwami, toteż większość osób już w tę prawdę nie wierzy.
— Ufam, że nie muszę pytać, czy któraś z was słyszała o tej sprawie wcześniej — rzuciła Amyrlin, z pozom całkiem od niechcenia. Studiowała przy tym okolicę, jakby nie przywiązywała wagi do odpowiedzi, tym niemniej ogarnęło ją zadowolenie, gdy wszystkie Aes Sedai niemal z oburzeniem zaprzeczyły. Łącznie z Beonin, która masowała sponiewieraną szczękę i przeszywała pełnym nienawiści wzrokiem Morvrin. Egwene wierzyła w ich zaprzeczenia, tak jak wierzyła w ich zapewnienia i przysięgi. Aes Sedai nie wolno było przecież składać niezgodnych z prawdą przysiąg, chyba że wstąpiły w szeregi Czarnych Ajah... Ta ewentualność oczywiście ją dręczyła i stanowiła wytłumaczenie dla przesadnej ostrożności, a poza tym Amyrlin wiedziała, że każdy lojalny człowiek może czasem popełnić jakiś straszny czyn, jeśli sądzi, że obróci dzięki niemu sprawę na lepsze. A osoby przymuszone do przysiąg bywały biegłe w dostrzeganiu w tych przysięgach luk i wyrw, które znacząco zwiększały pole manewru. — Prawdziwe pytanie brzmi — podjęła po chwili — po co naprawdę Delana tu przybyła? Czego szuka?
Egwene nie musiała niczego wyjaśniać, nie tym doświadczonym w Grze Domów kobietom. Jeśli Delana pragnęła jedynie nie dopuścić do negocjacji z Elaidą, nie wskazując przy tym na siebie jako na inicjatorkę tego pomysłu, mogła w dowolnej chwili po prostu porozmawiać o tej sprawie z Amyrlin w cztery oczy. Zasiadające nie potrzebowały żadnego usprawiedliwienia, jeżeli zapragnęły na osobności pomówić ze swoją władczynią. Delana mogła też skorzystać z pomocy Halimy, która większość nocy przesypiała na sienniku w namiocie Egwene, chociaż była sekretarką Szarej siostry. Amyrlin cierpiała bowiem na straszliwe migreny i w niektóre noce jedynie masaże Halimy mogły uśmierzyć jej ból, tylko dzięki nim mogła wtedy zasnąć. Zresztą wystarczyłaby pewnie anonimowa notatka i Egwene wkroczyłaby do Komnaty z edyktem zabraniającym negocjacji. Najdrażliwszy nawet dyskutant musiałby przyznać, że rozmowa na temat zakończenia wojny zawsze dotyka tematu... wojny. Delana jednak wyraźnie chciała w jakiś sposób poinformować Sheriam i inne Aes Sedai o swoim udziale w tej sprawie. Jej „plotkarstwo” na pewno było więc wymierzone w inny cel.
— Pragnie doprowadzić do konfliktu między przywódczyniami Ajah i Zasiadającymi — stwierdziła Carlinya zimnym jak śnieg głosem. — A może nawet do konfliktu między poszczególnymi Ajah. — Z pozoru przypadkowym ruchem poprawiła płaszcz: śnieżnobiały, wyszukanie haftowany i obszyty gęstym, czarnym futrem. Przemawiała tak obojętnie, że wydawała się negocjować cenę szpulki z nicią. — Nie mam pojęcia, po co Delana tego chce, ale takie właśnie będą skutki, o ile nie zachowamy rozwagi. Tyle że ona nie powinna zdawać sobie sprawy ani z naszej rozwagi, ani nawet z tego, że mamy jakieś powody do ostrożności, ponieważ jej celem może być jedna z nas lub nawet kilka.
— Pierwsza odpowiedź, która przychodzi człowiekowi do głowy, nie zawsze jest właściwa, Carlinyo — powiedziała Morvrin. — Masz zbyt mało przesłanek, aby ocenić działanie Delany, jej cel czy podejście do ostrożności. — Korpulentna Brązowa wierzyła bardziej w zdrowy rozsądek niż w logikę, tak w każdym razie teraz sugerowała, w gruncie rzeczy wszakże mieszała jedno z drugim, wybierając pragmatyczne rozwiązania i, wbrew swojemu stwierdzeniu, podejrzanie szybkie lub łatwe odpowiedzi. Co zresztą czasem nie okazywało się wbrew pozorom całkiem rozsądne. — Może Delana próbuje doprowadzić niektóre spośród Zasiadających do wahania w kwestii jakiegoś zagadnienia, które jest dla niej ważne. A może ma nadzieję, że Elaida opowie się jako Czarna Ajah. Pomijając skutki, Delana może mieć na celu coś, czego w ogóle nie podejrzewamy. Zasiadające potrafią reagować w sposób równie małostkowy jak inni ludzie. Wszystkim nam zaś wiadomo, że Delana może żywić urazę do jednej z wymienionych przez nią Aes Sedai i to od czasów, kiedy sama była nowicjuszką i właśnie one ją nauczały. Sądzę, że lepiej skoncentrować się na potencjalnych skutkach naszej z nią rozmowy, niż martwić się, dlaczego nie wiemy więcej.
Jej ton był tak spokojny jak jej twarz o szerokich szczękach, choć chłodny spokój słuchającej Carlinyi na moment wyraźnie się otarł o zimną pogardę. Racjonalność tej kobiety nie zakładała ustępstw dla ludzkich słabostek. Ani dla wypowiedzi osób, które się z nią nie zgadzały.
Anaiya roześmiała się z czymś przywodzącym na myśl prawie matczyne rozbawienie. Odgłos przestraszył jej gniadosza i koń odtańczył dobre parę kroków, zanim jego pani zdołała go uspokoić i skłonić do powolnego stępa. Samej Egwene Anaiya skojarzyła się z ciepłą farmerką, którą rozśmieszyły błazeństwa innych kobiet z jej wsi. Większość sióstr bez wahania zignorowała ten śmiech.